Reklama

Zawsze byłam tą dobrą córką. Tak mówił ojciec, tak szeptali sąsiedzi – najstarsza, ułożona, najlepsze oceny, bez problemów wychowawczych. Ojciec lubił powtarzać, że nasze nazwisko zobowiązuje. Że ja pójdę na prawo, zostanę sędziną, a on będzie stał obok w garniturze i pękał z dumy.

I rzeczywiście – przez długie lata nie sprawiałam kłopotów. Noszenie tej roli było jak drugie ja. Szpilki, beżowy płaszcz, uśmiech dla sąsiadek. Ale w środku czułam, że udaję. W tajemnicy spotykałam się z Kamilem – chłopakiem z innego świata. Kurier, bez wyższego wykształcenia, mieszkający z matką na peryferiach. Ale czuły. Ciepły. Prawdziwy.

Nikt o nim nie wiedział. Bo wiedziałam, że ojciec by go nienawidził. Że uznałby to za hańbę. A ja nie chciałam przestać być tą „dobrą”. Tą, której się ufa. Aż do dnia, gdy test ciążowy pokazał dwie kreski. I wtedy poczułam, że nie da się już tego ukrywać. Że muszę przestać grać. Że wszystko się zaraz rozpadnie.

Rodzice byli w szoku

– Muszę wam coś powiedzieć – zaczęłam, stojąc przy drzwiach salonu. Ręce mi się trzęsły. Rodzice siedzieli jak zawsze – ojciec przy gazecie, matka z filiżanką herbaty. Spokojny, niedzielny wieczór. Jeszcze nie wiedzieli, że za chwilę go zniszczę.

– Mów, córeczko – odparł ojciec bez odrywania wzroku. – Tylko konkretnie.

– Jestem w ciąży.

Najpierw była cisza. Taka, że słyszałam jak tyka zegar. Ojciec spojrzał znad okularów, marszcząc czoło.

– Co powiedziałaś?

– Jestem w ciąży, a mój chłopak jest kurierm – powtórzyłam, ściszonym głosem. Czułam, jak robi mi się gorąco.

Matka zakryła usta dłonią. Ojciec powoli wstał z fotela.

– Słucham?

Milczałam. Serce waliło mi jak oszalałe.

– Olga. Powiedz, że to żart. Powiedz, że to jakiś student, syn profesora… – Ojciec zbliżył się.

– Kamil pracuje. Jest dobrym człowiekiem – szepnęłam.

– Dobrym?! On nie ma NIC! Żadnej przyszłości, nazwiska, wykształcenia! Zhańbiłaś się. Zhańbiłaś NAS! – krzyczał coraz głośniej. – Wynoś się! Już!

– Roman… – próbowała matka.

– Nie! Nie chcę jej widzieć!

Wyszłam. Ze łzami w oczach. Z zimnym powietrzem na twarzy. Z bagażem, który nawet nie był spakowany.

Nie wiedziałam, co robić

– U mnie możesz zostać, ile chcesz – powiedziała Marta, kładąc przede mną kubek z herbatą. – Serio. Nawet się nie pytaj.

Siedziałam w jej salonie. Obok mnie – torba, spakowana w pośpiechu, z drżącymi rękami. Zostawiłam dom, w którym dorastałam. Bez pożegnania. Bez słowa do Zuzki. Bez jednego spojrzenia wstecz. Nie potrafiłam płakać. Nie miałam siły. Telefon zawibrował. Kamil.

– Jesteś bezpieczna? – zapytał od razu, zanim zdążyłam się odezwać.

– U Marty. Tato... wyrzucił mnie. Powiedział, że zhańbiłam rodzinę.

Po drugiej stronie była cisza. A potem:

– Przyjedź do mnie. Do nas. Mama się ucieszy. Poradzimy sobie. Nie jesteś sama.

– Nie wiem, Kamil… – wbiłam wzrok w podłogę. – Wiesz, jak mieszkacie. Wiem, jak… żyjecie. A ja całe życie miałam wszystko. Nawet nie umiem zrobić przelewu, bo tata płacił za mnie rachunki.

– I co z tego? – odpowiedział łagodnie. – Ja nie potrzebuję ideału. Potrzebuję ciebie.

Zamknęłam oczy. Poczułam, że w końcu lecą łzy. Nie bałam się, że będę matką. Bałam się siebie. Że nie umiem zacząć od zera. Że nie potrafię żyć poza oczekiwaniami ojca. Ale przecież… już się nie da cofnąć.

Czułam żal do mamy

Spotkałyśmy się w parku. Mama stała przy ławce, w płaszczu, który znałam od lat. Wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać, ale jak zwykle udawała, że wszystko jest w porządku.

– Nie powinnaś była przychodzić – rzuciłam chłodno. – Tato ci pozwolił?

– On nie wie. Zresztą… nawet nie zapytał, gdzie poszłam.

Usiadłam na ławce, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Przez chwilę żadna z nas się nie odzywała.

Nie próbowałaś mnie obronić. Nic nie zrobiłaś – powiedziałam w końcu.

Mama spuściła wzrok.

– Nie jestem tak silna jak ty. Roman zniszczył mnie lata temu. Najpierw z miłości, potem ze strachu. I tak zostało.

Poczułam, jak coś mnie ściska w gardle. Chciałam jej nienawidzić, ale… nie potrafiłam.

– Wiesz, jak się czułam, wychodząc z domu z jedną torbą? Jak śmieć. Twoja córka. W ciąży. Bez dachu nad głową.

– Wiem. Dlatego tu jestem. Bo… przepraszam. I chcę ci pomóc, choćbym miała to robić po kryjomu. Wiem, że nie naprawię wszystkiego. Ale jestem twoją matką.

Popatrzyłam na nią długo. Twarz zmęczona, oczy podkrążone. Nosiła w sobie ten sam lęk, który ja dopiero poznawałam.

– A ja nie chcę być jak ty – powiedziałam cicho. – Chcę być wolna.

– I będziesz – odparła. – Bo ty już jesteś odważniejsza, niż ja kiedykolwiek byłam.

Tutaj było przytulnie

Kamil mieszkał z mamą na trzecim piętrze w bloku z wielkiej płyty. Na klatce pachniało gotowaną kapustą i detergentami. Kiedy weszłam do mieszkania, uderzyło mnie ciepło – nie fizyczne, ale to inne, domowe. Ciasna kuchnia, cerata w maki, pożółkłe firanki.

– Rozgość się, kochanie – powiedziała jego mama i podała mi kubek herbaty.

Uśmiechnęłam się blado, ale w środku czułam się, jakbym wylądowała na obcej planecie. Bez marmurowych blatów, bez milczącej elegancji. Wszystko było tu głośne, prawdziwe, lekko zabałaganione.

Dostałam ich mały pokój. Na półkach książki z lat 90., stare zdjęcia, pamiątki rodzinne. Kamil stał w drzwiach i patrzył na mnie niepewnie.

Wiem, że to nie twoje życie. Wiem, że nie miałaś tak…

– Nie chodzi o to – przerwałam. – Po prostu... boję się.

– Czego?

– Że nie dam rady. Że nie umiem żyć bez wszystkiego, co znałam. Że… że będę tobą pogardzać, jak ojciec.

Twarz mu stężała.

Może nie mam pieniędzy, ale mam serce. A ty? Co masz?

– Nie wiem już, kim jestem – wyszeptałam.

I wtedy to poczułam – wstyd. Nie za Kamila, ale za siebie. Bo gdzieś we mnie naprawdę siedział ten głos ojca. Głos, który oceniał, mierzył ludzi markami i pochodzeniem. A przecież Kamil był pierwszym człowiekiem, który mnie nie oceniał. Po prostu był. I był mój.

Muszę sobie poradzić

Zuzka czekała pod moją uczelnią. Stała w tym swoim za dużym swetrze, z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. Wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać, ale tylko podała mi kopertę.

– Mama kazała ci to dać. Nie mogła zadzwonić. Tata zabrał jej telefon.

– Co? – wzięłam list z rąk siostry.

– Powiedziała, że jeśli jej się coś stanie, to… mam przyjść do ciebie. Że tylko tobie ufa.

Usiadłam na ławce i rozdarłam kopertę. Rozpoznawałam jej pismo od razu – równiutkie, okrągłe litery.

„Olgo. Przepraszam, że nie miałam siły stanąć po twojej stronie, gdy najbardziej mnie potrzebowałaś. Ale jesteś silniejsza, niż kiedykolwiek ja byłam. Zrobiłaś coś, na co ja nigdy się nie odważyłam – postawiłaś granicę. Uciekłaś z klatki, w której mnie zamknął Roman. I choć boli mnie, że nie jesteś już w naszym domu, to jestem z ciebie dumna. I kocham cię. Zawsze będę.”

Zacisnęłam usta, ale łzy i tak popłynęły. Patrzyłam na Zuzkę, a ona nagle – pierwszy raz od dawna – po prostu się do mnie przytuliła.

Wrócisz kiedyś do domu? – zapytała cicho.

– Nie. Ale może… kiedyś zbuduję swój. Lepszy.

Olga, 23 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama