Reklama

Walentynki to dzień, który singielki albo ignorują, albo wyśmiewają, a czasem, jak ja w tym roku, próbują przetrwać z podniesioną głową. Od lat nie miałam chłopaka, nie liczyłam na romantyczne gesty i nie planowałam świętować. Mój plan na ten dzień był prosty: praca, szybkie zakupy, wieczór z serialem i pizzą. Zazdrość wobec zakochanych par? Może kiedyś, teraz już nie. Zresztą, przez ostatnie miesiące skupiłam się na sobie.

Zmieniłam pracę, znalazłam nowe hobby, odzyskałam pewność siebie. Wszystko było pod kontrolą — przynajmniej tak myślałam do momentu, gdy wracając do domu, zobaczyłam na wycieraczce ogromny bukiet czerwonych róż. Ktoś dobrze znał moje marzenia, chociaż wydawało mi się, że już nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że ta historia wywróci moje życie do góry nogami.

Zrobiłam zdjęcie bukietu

Gdy tylko zobaczyłam ten bukiet, przez chwilę stałam na klatce schodowej, niepewna, czy to nie pomyłka. Dwadzieścia pięknych, czerwonych róż. Kartka, na której widniało tylko moje imię, wypisane znajomym charakterem pisma, lecz bez podpisu. Serce zaczęło mi bić szybciej, choć próbowałam to sobie tłumaczyć zwykłą ekscytacją. Przecież to musiała być pomyłka, żart, może jakaś akcja promocyjna kwiaciarni? Szybko jednak zauważyłam, że reszta drzwi na piętrze pozostała pusta, bez kwiatów. To na pewno było dla mnie.

Weszłam do mieszkania, trzymając bukiet trochę nieporadnie, bo ręce mi drżały. Oparłam się o drzwi i przez chwilę wpatrywałam się w róże, czując głupią radość. Dawno nikt nie zrobił mi tak miłej niespodzianki. Położyłam kwiaty na stole, nalałam sobie wody i usiadłam, próbując się uspokoić. Kto mógłby to zrobić? Z pracy nikt mnie tak nie znał, wśród znajomych nie było nikogo, kto by się na to zdobył. Mama? Raczej nie, jej pomysły były mniej spektakularne.

Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie bukietu. Palce same wpisały wiadomość do przyjaciółki: „Nie uwierzysz, co właśnie dostałam”. Potem zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę chcę wiedzieć, kto za tym stoi. Trochę się bałam, co usłyszę.

Budziłam się co chwilę

Cały wieczór nie mogłam się skupić na niczym innym. Siedziałam na kanapie, wpatrując się w róże jak w jakiś kod do złamania. Z jednej strony było to niesamowicie przyjemne uczucie, a z drugiej czułam się nieswojo, niemal obserwowana. Próbowałam żartować sama do siebie: może to jakiś tajemniczy wielbiciel z bloku, może sąsiad z naprzeciwka, który zawsze za długo patrzy w windzie? W głowie pojawiły się też mniej przyjemne myśli, czy to na pewno ktoś życzliwy. Jednak im dłużej wpatrywałam się w kwiaty, tym bardziej czułam, że stoją za nimi szczere intencje.

Zadzwoniła przyjaciółka, a ja od razu zdałam jej relację.

— I co, na kartce nic? — dopytywała. — Może od tego twojego byłego, co ostatnio widziałaś go w sklepie?

— Z nim nie rozmawiam od roku — odparłam stanowczo. — A może ktoś z pracy, ta nowa dziewczyna żartowała, że widziała mnie na Tinderze…

— Nie żartuj! — parsknęła śmiechem. — Ktoś się zakochał i tyle!

W nocy długo nie mogłam zasnąć. Budziłam się co chwilę, jakbym miała przegapić coś ważnego. Nad ranem, leżąc w łóżku, uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam taką mieszaninę ekscytacji i lęku. Co, jeśli za tym gestem stoi ktoś z mojej przeszłości?

Nie dawało mi to spokoju

Następnego dnia w pracy byłam zupełnie nieobecna. Koleżanki szybko zauważyły, że coś jest na rzeczy.

— No, opowiadaj, kto ci przysłał te kwiaty? — dopytywała Basia z księgowości, która zawsze wyczuwała wszelkie plotki.

Uśmiechałam się wymijająco i udawałam, że nie mam pojęcia. W środku jednak cały czas analizowałam: kto zna mój adres? Kto pamiętałby, że od zawsze marzyłam właśnie o czerwonych różach?
W przerwach między kolejnymi zadaniami zaczęłam przewijać stare rozmowy w telefonie. Zatrzymałam się na kontaktach, których od miesięcy nie używałam. Nagle zauważyłam wiadomość sprzed pół roku: „Szkoda, że już nie rozmawiamy tak jak kiedyś”. To był Kamil, dawny przyjaciel z czasów studiów. Nasza relacja urwała się nagle, niby przypadkiem, choć nie do końca zrozumiałam dlaczego. Od dawna nie miałam z nim kontaktu. Przez chwilę poczułam coś dziwnego — lekkie ukłucie w sercu, coś na granicy tęsknoty i żalu.

Nie dawało mi to spokoju. Po pracy wracałam do mieszkania rozkojarzona, a bukiet wciąż pachniał intensywnie i przypominał o tajemnicy. Kiedy już wydawało mi się, że powinnam to zostawić, w skrzynce na listy znalazłam niewielką karteczkę: „Do zobaczenia wkrótce”. Bez podpisu.

Serce zabiło mi mocniej

Trzymałam karteczkę w dłoni, nie mogąc uwierzyć, że ta gra w podchody dzieje się naprawdę. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystkim i zapomnieć o sprawie, ale ciekawość zwyciężyła. Następnego dnia starałam się być uważna, obserwować ludzi wokół siebie, doszukiwać się sygnałów w zachowaniu sąsiadów czy znajomych z pracy. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważałam: ktoś dziwnie długo patrzył na mnie na przystanku, koleżanka z biura ukradkiem się uśmiechała, a nawet listonosz zadał mi o jedno pytanie za dużo.

Po południu, kiedy wróciłam do domu, zauważyłam, że w drzwiach czeka na mnie jeszcze jedna niespodzianka — mały słoik dżemu truskawkowego, opakowany w czerwony papier i przewiązany złotą wstążką. Słoik dokładnie taki, jakie robiła mama Kamila. Serce zabiło mi mocniej. Wtedy już byłam niemal pewna, kto stoi za całą tą historią, choć nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos.

Wieczorem napisałam krótką wiadomość: „Kamil, jeśli to ty, spotkajmy się. Pogadajmy jak kiedyś”. Odpowiedź pojawiła się natychmiast: „Jutro, ulubiona kawiarnia, 18:00”. Poczułam, jak w jednej chwili wraca wszystko, co kiedyś ukrywałam głęboko w sobie. Lęk mieszał się z ekscytacją.

W końcu się uśmiechnęłam

Cały dzień czekałam na to spotkanie z narastającym niepokojem. Z jednej strony pragnęłam usłyszeć wyjaśnienia, z drugiej obawiałam się, że stara przyjaźń nie przetrwa tej konfrontacji. Punkt osiemnasta weszłam do naszej dawnej kawiarni, tej z zapachem wanilii i cynamonu, która zawsze była tłem naszych rozmów. Kamil już czekał. Uśmiechnął się lekko, odrobinę niepewnie, jakby sam nie wierzył, że naprawdę tu jestem.

— Cześć — powiedziałam cicho, siadając naprzeciwko niego.

— Cześć — odpowiedział, spuszczając wzrok na filiżankę kawy. — Cieszę się, że przyszłaś. Przepraszam za ten teatr z kwiatami… Nie wiedziałem, jak inaczej zacząć rozmowę po takim czasie.

Przez chwilę milczeliśmy. On bawił się łyżeczką, ja nie mogłam oderwać wzroku od jego dłoni.

Dlaczego to zrobiłeś? — zapytałam w końcu.

— Myślałem o tobie cały czas. Zawsze byłem… blisko, nawet jeśli wydawało się inaczej. Kiedy ostatnio cię widziałem, poczułem, że nie mogę po prostu zniknąć z twojego życia. A potem… potem zabrakło mi odwagi.

Popatrzyłam na niego inaczej niż kiedykolwiek. Był mi jednocześnie bardzo bliski i zupełnie obcy. W końcu się uśmiechnęłam.

— Wiesz, że jesteś kompletnie nieprzewidywalny?

— Ty też. I właśnie za to cię lubię — odpowiedział, tym razem patrząc mi prosto w oczy.

Spojrzałam na bukiet róż

Po spotkaniu z Kamilem czułam się, jakby cały świat stanął na chwilę w miejscu. Wszystko, co przez ostatnie lata starałam się zrozumieć i uporządkować, teraz nabrało innego sensu. Kamil nie był już tym samym chłopakiem, którego znałam z dawnych lat, ale w jakiś sposób wciąż był tym, którego pamiętałam. Jego obecność budziła we mnie mieszankę emocji: tęsknoty, radości i niepewności. Odkrywałam, że to, co wydawało mi się zamkniętą kartą, wcale nie zostało zapisane w przeszłości, ale było nadal żywe.

— Muszę iść, Kamil — powiedziałam cicho, siadając. — Wiesz, że nie wiem, co z tym zrobić… ale dziękuję, że przyszedłeś.

Zaczął coś mówić, ale pokręciłam głową, czując, jak przygniata mnie odpowiedzialność za przyszłość. Wiedziałam, że to, co naprawdę ważne, to nie to, co się stało kiedyś, ale to, co teraz może się wydarzyć. Tego dnia po powrocie do domu spojrzałam na bukiet róż, który teraz wydawał się trochę bardziej zrozumiały. Musiałam wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, ale dziś czułam, że mam w końcu odwagę, by pójść do przodu. Uznałam, że jutro do niego zadzwonię.

Maja, 29 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama