„Bukiet 13 czerwonych róż na walentynki zakończył mój związek. Jeszcze nigdy nie czułam się tak podwójnie zdradzona”
„Wciąż analizowałam każde jego słowo, próbując znaleźć moment, w którym nasze życie zaczęło się rozpadać. Czy mogłam coś zauważyć wcześniej? Może sygnały były widoczne, tylko ja zbyt ślepo wierzyłam w nasze szczęście”.

- Redakcja
Walentynki zawsze były dla mnie wyjątkowe, ale w tym roku chciałam, żeby były niezapomniane. Od kilku tygodni planowałam wieczór, który miał pokazać Marcelowi, jak bardzo go kocham. Czerwone świece, elegancka zastawa i wino, które zamówiłam specjalnie z naszej ulubionej winiarni – wszystko miało być idealne.
Natalia, moja najlepsza przyjaciółka, pomagała mi w przygotowaniach. To ona podsunęła mi pomysł na dekoracje i podpowiedziała, jakie danie powinno pojawić się na stole. Byłam pełna entuzjazmu i nadziei. Marcel był mężczyzną mojego życia, a ten wieczór miał być dowodem na to, że nasze uczucie jest wyjątkowe.
Dostałam bukiet z wiadomością
Wracałam do domu szybkim krokiem, wyobrażając sobie, jak Marcel zareaguje na moje przygotowania. W głowie widziałam go uśmiechniętego, wdzięcznego za to, że zawsze staram się, by nasze wspólne chwile były wyjątkowe. Byłam zmęczona po pracy, ale myśl o wieczorze dodawała mi energii.
Gdy otworzyłam drzwi, przywitał mnie zapach róż – ich bukiet stał na środku stołu, który ozdobiłam wcześniej w walentynkowym stylu. Na moment serce zabiło mi szybciej. Pomyślałam, że Marcel musiał wrócić wcześniej, żeby mnie zaskoczyć.
Jednak coś było nie tak. Obok kwiatów leżał mały bilecik. Sięgnęłam po niego, czując delikatne ukłucie niepokoju. Moje dłonie zaczęły lekko drżeć, gdy czytałam krótką, chłodną wiadomość: „Musimy porozmawiać. To koniec”.
Zamarłam. Koniec czego? Poczułam, jak moje nogi miękną, a świat wokół mnie zaczyna wirować. Róże, które jeszcze chwilę wcześniej wydawały mi się symbolem miłości, teraz przypominały narzędzie okrutnego żartu. Odłożyłam bilecik na stół, niepewna, co robić dalej. Moja głowa była pełna pytań. Dlaczego? Co się stało? Czy zrobiłam coś nie tak?
Usiadłam na krześle, próbując uspokoić myśli, ale każda sekunda oczekiwania na powrót Marcela tylko potęgowała mój lęk. Przecież jeszcze niedawno wszystko było w porządku. Dzieliliśmy się planami na przyszłość, wspólnymi marzeniami. Jak to możliwe, że coś takiego dzieje się teraz – w walentynki?
Patrzyłam na róże, które tak starannie wybrał, a jednocześnie na bilecik, który był jak cios prosto w serce. Nie wiedziałam, co mnie czeka, ale czułam, że to, co usłyszę od Marcela, zmieni wszystko.
Musiał to zrobić akurat dzisiaj?
Siedziałam przy stole, wpatrując się w bukiet róż, gdy usłyszałam odgłos klucza w zamku. Drzwi otworzyły się, a Marcel wszedł do środka. Miał na sobie swój ulubiony szary płaszcz, ale jego twarz była dziwnie poważna, niemal nieobecna. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, zobaczyłam w jego oczach coś, co przypominało żal, ale też zaskakującą pewność siebie.
– Marcel – zaczęłam, próbując opanować drżenie w głosie. – Co to ma znaczyć? Ten bilecik…?
Nie odpowiedział od razu. Zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku i usiadł na krześle naprzeciwko mnie. Jego milczenie było gorsze niż jakiekolwiek słowa. Czułam, że szykuje się na coś, co będzie dla mnie ciosem.
– Blanka… – odezwał się w końcu. Mówił powoli, jakby ważył każde słowo. – Przepraszam, że muszę to zrobić w taki dzień. Wiem, że to nie jest odpowiedni moment.
– Odpowiedni moment? – przerwałam mu, a moje serce biło tak szybko, że ledwo mogłam oddychać. – Co ty wygadujesz?
Westchnął głęboko, a jego spojrzenie uciekło gdzieś w bok.
– Spotkałem kogoś innego – powiedział cicho, jakby liczył, że te słowa mnie ominą. – Nie chciałem cię okłamywać dłużej.
Poczułam, jak cały świat usuwa mi się spod nóg. Wpatrywałam się w niego, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszałam.
– Kogoś innego? – powtórzyłam, mój głos drżał. – Jak długo to trwa?
– To nie tak, że coś zaplanowałem – tłumaczył, unikając mojego wzroku. – Po prostu tak wyszło.
Zaczęłam się śmiać, choć nie było mi do śmiechu.
– Tak wyszło? Marcel, rozumiesz, co mi robisz? Wiesz, jak to boli?
Nie odpowiedział. Jego milczenie mówiło więcej niż słowa. Każda sekunda tej rozmowy była jak kolejne pęknięcie w moim sercu.
To była podwójna zdrada
Minęło kilka dni od tamtej rozmowy. Marcel wyprowadził się do swojego nowego mieszkania, zostawiając po sobie pustkę i chaos w mojej głowie. Wciąż analizowałam każde jego słowo, próbując znaleźć moment, w którym nasze życie zaczęło się rozpadać. Czy mogłam coś zauważyć wcześniej? Może sygnały były widoczne, tylko ja zbyt ślepo wierzyłam w nasze szczęście.
Szukałam wsparcia u Natalii. Była moją najlepszą przyjaciółką, jedyną osobą, która mogła zrozumieć, przez co przechodzę. Zaproponowała, żebym wpadła do niej na kawę, i choć wciąż byłam zraniona, zgodziłam się. Potrzebowałam czyjejś obecności, żeby nie zwariować.
Kiedy weszłam do jej mieszkania, powitała mnie ciepłym uśmiechem, ale coś w jej postawie wydało mi się niepokojące. Była zdenerwowana, jakby miała coś do ukrycia. W salonie usiadłyśmy przy stole, a ja próbowałam z nią rozmawiać o wszystkim i o niczym, by choć na chwilę zapomnieć o Marcelu.
W pewnym momencie mój wzrok przykuło coś na stoliku obok. Było to zdjęcie – niewielka ramka, którą wcześniej u niej widziałam. Jednak tym razem zamiast zwykłego zdjęcia z wakacji widniała tam fotografia Natalii i… Marcela.
Zamrugałam, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Poczułam, jak lodowaty dreszcz przeszywa moje ciało. Wzięłam zdjęcie do ręki, a Natalia w jednej chwili zbladła.
– To ty – powiedziałam cicho, niemal szeptem. – To ty jesteś tą „inną”.
Natalia otworzyła usta, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Po chwili spuściła wzrok i wyszeptała:
– Blanka, chciałam ci to powiedzieć…
– Chciałaś?! – przerwałam jej, a gniew zalał każdą cząstkę mojego ciała. – Pomagałaś mi planować walentynki, wiedząc, że on jest z tobą? Jak mogłaś?!
– To się po prostu stało… – wykrztusiła.
Nie chciałam słuchać więcej. Rzuciłam zdjęciem i wybiegłam, czując, jak świat wali mi się na głowę.
Zostałam całkiem sama
Wracając do mieszkania, czułam, jak złość miesza się z rozpaczą. Nie byłam w stanie zrozumieć, jak dwie najbliższe osoby mogły mnie tak zdradzić. Natalia, która zawsze była moją ostoją, z uśmiechem pomagała mi przygotować wieczór dla Marcela, a w tym samym czasie odbierała mi go po cichu. Ich kłamstwo było jak trucizna, która wciąż krążyła w mojej głowie, zatruwając każdą myśl.
Gdy weszłam do mieszkania, wszystko przypominało o tamtej nocy. Serwetki w kształcie serc, świeczki, które nawet nie zostały zapalone. Wszystko wyglądało tak, jakbym miała tylko na chwilę wyjść i zaraz wrócić, by cieszyć się romantycznym wieczorem. Ale to już nigdy nie miało się wydarzyć.
Rzuciłam torebkę na podłogę i opadłam na kanapę. Próbowałam powstrzymać łzy, ale nie dało się. Płakałam długo, aż w końcu ból zamienił się w odrętwienie.
Otworzyłam pudełko, w którym trzymałam rzeczy Marcela – kilka koszul, zegarek, który zostawił na półce, jego ulubioną książkę. Wszystko, co przypominało o nas. Spakowałam to bezmyślnie, chcąc jak najszybciej pozbyć się wszystkiego, co mogłoby mnie z nim łączyć. Na końcu zdjęłam pierścionek, który mi podarował na naszą pierwszą rocznicę. Ten sam, który miał symbolizować nasze uczucia.
Położyłam pierścionek na stole, obok tego przeklętego bileciku. Róże, które już zaczynały więdnąć, wyglądały jak smutny żart.
– Nigdy więcej – wyszeptałam do siebie. – Nigdy więcej nie pozwolę się tak skrzywdzić.
Tej nocy nie spałam. Leżałam na łóżku, wpatrując się w sufit i planując, jak odbuduję swoje życie. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale czułam też, że nie mam innego wyboru.
Nie dałam im wrócić
Minęło kilka tygodni. Moje życie zmieniło się diametralnie. Każdy dzień był walką z myślami, wspomnieniami i pytaniami, na które nie chciałam już szukać odpowiedzi. Marcel i Natalia zniknęli z mojego życia. Nie odbierałam ich telefonów, nie czytałam wiadomości. Blokowałam ich numery, jeden po drugim, zamykając drzwi do przeszłości.
Zaczęłam skupiać się na sobie. Wróciłam do rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość, a które przez lata porzuciłam, próbując budować życie wokół Marcela. Codzienne spacery w parku, rysowanie, czytanie książek, na które wcześniej nie miałam czasu – wszystko to stawało się moją terapią. Zaczęłam odkrywać, jak bardzo zaniedbałam siebie, stawiając innych na piedestale.
W końcu zdecydowałam się na mały krok w stronę symbolicznego zakończenia. Wzięłam bukiet róż, który zdążył całkowicie uschnąć, i wyrzuciłam go do kosza. W jego miejsce postawiłam na stole wazon z tulipanami – ich świeże, jasne kolory były dla mnie znakiem nowego początku.
Każdego dnia czułam, że jestem silniejsza. Ból wciąż we mnie był, ale powoli ustępował miejsca czymś nowym – nadziei. Zrozumiałam, że to, co mnie spotkało, było nie tylko końcem, ale także początkiem. Początkiem życia, w którym już nigdy nie pozwolę nikomu odebrać mi poczucia własnej wartości.
– Zasługuję na więcej – powiedziałam do siebie, patrząc w lustro.
Te słowa powtarzałam każdego dnia, aż zaczęłam w nie wierzyć. Po raz pierwszy od dawna uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
Blanka, 27 lat
Czytaj także:
„Myślałam, że znalazłam prezent na walentynki od męża. Nie wiem tylko, czemu pomylił moje imię z jakąś lafiryndą”
„Walentynkowe oświadczyny na Santorini miały być niezapomniane. Niestety, wszystko poszło nie tak”
„Bukiet róż od męża na walentynki wyrzuciłam do kosza. Ich zapach nie maskował smrodu, którego narobił”