Reklama

Zawsze uważałam, że miłość polega na lojalności. Stałam murem za mężem, gdy jego matka zarzucała mu egoizm i chłód. Wydawało mi się, że bronię naszego małżeństwa przed niesprawiedliwością. Dziś wiem, że tak naprawdę broniłam kogoś, kto od lat prowadził podwójne życie, a ja byłam ostatnią osobą, która to dostrzegła.

Myślałam, że to pomyłka

– On zawsze taki był – powiedziała teściowa, stojąc przy kuchennym oknie i patrząc na podwórko, jakby to tam znajdowała odpowiedzi.

Mamo, przesadzasz – wtrącił Michał z wyraźnym zniecierpliwieniem.

A ja, jak zwykle, stanęłam między nimi.

– Mamo, to nie jest w porządku. Michał pracuje całymi dniami. Dla nas. Dla domu.

Odwróciła się do mnie powoli. Jej spojrzenie było chłodne, ale nie wrogie. Raczej… zmęczone.

– Dziecko, ja go znam od urodzenia. Ty znasz go od dziesięciu lat. On potrafi być czarujący. Potrafi być troskliwy. Jednak kiedy coś przestaje mu pasować, zamyka się i robi tylko to, co wygodne.

Zabolało mnie to. To był dla mnie atak na naszą wspólną historię, na wszystkie poranki przy kawie i wieczory spędzone na kanapie.

– Nie zgadzam się – powiedziałam ciszej, ale stanowczo. – Michał nigdy mnie nie zawiódł.

Mąż spojrzał na mnie z wdzięcznością, która wtedy wydawała mi się szczera. Położył dłoń na moich plecach.

– Widzisz, mamo? Aneta rozumie mnie lepiej niż ktokolwiek.

Teściowa westchnęła tylko i wyszła z kuchni. Uznałam to za jej porażkę. Dziś myślę, że to było raczej poddanie się. Tamte rozmowy powtarzały się przez lata. Zawsze w podobnym tonie. Ona sugerowała, że Michał bywa samolubny, że nie liczy się z innymi, że potrafi zniknąć emocjonalnie na tygodnie. Ja tłumaczyłam to stresem w pracy, odpowiedzialnością, zmęczeniem.

– On potrzebuje przestrzeni – mówiłam. – Każdy ma prawo do gorszych dni.

Rzeczywiście, bywał nieobecny. Potrafił wrócić z pracy, rzucić klucze na komodę i zamknąć się w gabinecie.

– Nie teraz, Aneta. Muszę coś skończyć – powtarzał, gdy próbowałam z nim porozmawiać.

Przyzwyczaiłam się. Zaczęłam żyć obok jego ciszy, tłumacząc ją sobie dojrzałością. Przecież nie każdy musi być wylewny. Nie każdy okazuje uczucia w ten sam sposób. Kiedy teściowa podczas rodzinnego obiadu powiedziała kiedyś przy wszystkich:

– Synku, może czas pomyśleć nie tylko o sobie?

– Mamo, przestań – weszłam jej w słowo, czując, jak policzki robią mi się gorące. – Michał naprawdę się stara.

Zapadła niezręczna cisza. Michał wbił wzrok w talerz, a ja poczułam, że znów wygrałam jakąś cichą bitwę. Nie zauważyłam tylko jednego – że on nigdy mnie o tę obronę nie prosił. Stałam na pierwszej linii sama, przekonana, że walczę o nas. A on? On stał krok za mną, spokojny, jakby wiedział, że prawda i tak kiedyś wyjdzie na jaw. Pierwsze pęknięcie pojawiło się niepozornie. Teściowa była u nas na kolacji, a gdy wyszła, zajęła się sprzątaniem. Michał zostawił telefon na stole i poszedł pod prysznic. Ekran rozświetlił się krótką wiadomością:

„Tęsknię. Widzimy się jutro jak zwykle?”.

Serce zabiło mi szybciej. Przez moment próbowałam wmówić sobie, że to pomyłka. Że to nie do niego. Że „jak zwykle” może oznaczać spotkanie służbowe. Kiedy wyszedł z łazienki, stałam w tym samym miejscu, z telefonem w dłoni.

– Kto to jest?

Zatrzymał się w pół kroku. I po raz pierwszy od lat zobaczyłam w jego oczach coś, czego nie umiałam nazwać. Nie było tam zaskoczenia.

Ignorowałam sygnały

– Oddaj telefon – powiedział spokojnie, wyciągając rękę.

Nie krzyczał. Nie zaprzeczał. Właśnie ta cisza była najgorsza.

– Kto to jest? – powtórzyłam, czując, że głos mi drży. – „Widzimy się jak zwykle”? Co to znaczy?

Przez chwilę patrzył na mnie tak, jakby oceniał, ile mogę znieść.

– To ktoś z pracy – odpowiedział w końcu. – Przesadzasz.

– Z pracy? – uniosłam brwi. – To w pracy się teraz pisze „tęsknię”?

Westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią.

Nie rób sceny. To nie jest takie proste.

To zdanie uderzyło mnie mocniej niż jakiekolwiek wyznanie. „Nie jest takie proste” oznaczało, że coś jednak jest. Że nie wymyśliłam sobie zagrożenia.

Od kiedy? – zapytałam cicho.

Milczał.

– Od kiedy, Michał?

Od jakiegoś czasu – odpowiedział w końcu, unikając mojego wzroku.

Poczułam, jak świat wokół mnie zaczyna się chwiać. Oparłam się o stół, żeby nie stracić równowagi.

– Jakiegoś czasu? Miesiąc? Pół roku?

Zacisnął usta.

Kilka lat.

Te dwa słowa rozlały się we mnie jak lodowata woda. Kilka lat. W czasie, gdy broniłam go przed własną matką. W czasie, gdy tłumaczyłam jego milczenie, jego zamknięte drzwi, jego nieobecność.

– Czyli kiedy twoja mama mówiła, że jesteś egoistą… – zaczęłam, ale głos mi się załamał.

Nie mieszaj jej do tego – przerwał ostro. – To jest między nami.

– Między nami? – zaśmiałam się krótko, bez cienia radości. – Między nami było coś jeszcze?

Zrobił krok w moją stronę.

Nie chciałem cię zranić. To się po prostu… stało.

– Przez kilka lat? – spojrzałam mu prosto w oczy. – To nie jest chwila słabości. To jest decyzja. Codziennie podejmowana.

Odwrócił wzrok. I wtedy zrozumiałam, że on już dawno przestał walczyć o nas. Może nawet nigdy nie walczył. Może było mu wygodnie – dom, porządek, obiad na stole, ktoś, kto zawsze go usprawiedliwi.

Kochasz ją? – zapytałam.

Długo milczał.

– Nie wiem.

To „nie wiem” zabolało bardziej niż „tak”. Bo oznaczało, że byłam jedną z opcji. Jednym z możliwych wyborów. Usiadłam przy stole. Nagle zrobiło mi się strasznie zimno.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś?

– Bo nie chciałem wszystkiego niszczyć – odpowiedział. – Myślałem, że to się samo skończy.

– A skończyło się samo?

Nie odpowiedział. W tamtej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie. Michał podszedł i otworzył. W progu stała jego matka.

Zapomniałam torebki – powiedziała, wchodząc bez zaproszenia. – Zostawiłam ją w salonie.

Zatrzymała się, widząc nasze twarze.

– Co się stało?

Nie wiem, co mnie podkusiło. Może zmęczenie. Może potrzeba prawdy.

Miałaś rację – powiedziałam cicho.

Michał zesztywniał.

O czym ty mówisz? – syknął.

Spojrzałam na teściową.

– O egoizmie. O tym, że kiedy coś przestaje mu pasować, robi to, co wygodne.

Teściowa spojrzała na syna. W jej oczach nie było triumfu. Był tylko smutek.

– Michał? – zapytała syna, patrząc na niego uważnie.

Nie zaprzeczył. To wystarczyło. W pokoju zapadła cisza tak gęsta, że niemal namacalna. Stałam obok kobiety, którą przez lata uważałam za wroga. A teraz czułam, że to jedyna osoba, która naprawdę widzi, co się stało.

– Aneta… – zaczęła teściowa, ale nie wiedziała, co powiedzieć.

– Nie musisz nic mówić – odpowiedziałam spokojnie. – Ja już wszystko wiem.

I w tej chwili dotarło do mnie coś jeszcze. Przez lata broniłam nie tylko jego. Broniłam własnej wizji życia. Tego, że wybrałam dobrze. Że się nie pomyliłam. Najtrudniejsze było przyznać przed sobą, że ignorowałam sygnały. Że wygodniej było wierzyć w bajkę niż spojrzeć prawdzie w oczy.

– Musisz się zdecydować – powiedziałam w końcu, patrząc na Michała. – Teraz. Nie jutro. Nie za miesiąc.

Czy mam napisać kolejny rozdział, czy zakończenie?

Postawiłam ultimatum

Michał stał na środku salonu, jakby nagle zapomniał, gdzie jest. Jego matka siedziała w fotelu z opuszczonymi ramionami. Patrzyłam na nich i czułam dziwny spokój. Może to był moment, w którym człowiek przestaje się łudzić.

– Teraz? – powtórzył Michał. – Nie możesz dać mi czasu?

– Czas miałeś przez kilka lat – odpowiedziałam bez podnoszenia głosu. – Wystarczająco dużo.

Podszedł do okna i oparł dłonie o parapet.

– To nie jest takie czarno-białe. Ja… nie chciałem stracić tego, co mamy.

– A co my mamy? – zapytałam. – Milczenie przy kolacji? Zamknięte drzwi do gabinetu? Tłumaczenia, że jesteś zmęczony?

Odwrócił się gwałtownie.

– Byłem! Ciągle czegoś ode mnie oczekiwałaś.

Te słowa zabolały. Nie dlatego, że były prawdziwe. Zabolały, bo były wygodne. Przerzucał odpowiedzialność, jakby to ja stworzyłam przestrzeń dla kogoś trzeciego.

– Oczekiwałam uczciwości – powiedziałam cicho. – To chyba nie jest zbyt wiele.

Teściowa wstała powoli.

– Michał, odpowiedz jej – powiedziała stanowczo. – Bądź wreszcie dorosły.

Zapadła cisza. Widziałam, jak walczy sam ze sobą.

– Nie potrafię jej zostawić – powiedział w końcu.

Te cztery słowa były jak ostateczny wyrok. Nie padło „kocham”. Nie było dramatycznego wyznania. Była tylko wygoda, przyzwyczajenie, brak odwagi. Skinęłam głową.

W takim razie spakuj swoje rzeczy.

– Aneta…

– Nie zatrzymuję cię. Nigdy nie chciałam nikogo trzymać na siłę.

Wyszłam do sypialni i otworzyłam szafę. Słyszałam za plecami jego kroki.

Naprawdę chcesz to przekreślić? – zapytał.

Odwróciłam się do niego.

To ty przekreśliłeś. Ja tylko przestaję udawać, że tego nie widzę.

Pakował się w ciszy. Teściowa stała w progu, patrząc raz na mnie, raz na niego.

– Przepraszam cię – powiedziała do mnie, kiedy Michał wynosił walizkę do samochodu. – Powinnam była… nie wiem sama.

Zrobiłaś wszystko, co mogłaś – odpowiedziałam. – To ja nie chciałam słuchać.

Drzwi zamknęły się za nim z głuchym dźwiękiem. W domu zrobiło się nienaturalnie cicho. Spojrzałam na puste miejsce przy wieszaku, gdzie jeszcze chwilę wcześniej wisiała jego kurtka. Nie płakałam. Łzy przyszły dopiero później, kiedy zostałam sama w sypialni. Jednak nawet wtedy czułam pod spodem coś jeszcze – ulgę. Jakby ciężar, który nosiłam latami, nagle zniknął. Kilka tygodni później złożyłam pozew o rozwód. Michał nie protestował. Spotkaliśmy się w kancelarii, żeby podpisać dokumenty.

Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa – powiedział na pożegnanie.

– Ja też – odpowiedziałam. – I mam nadzieję, że kiedyś nauczysz się być uczciwy. Przede wszystkim wobec siebie.

Z teściową zaczęłyśmy się spotykać na kawie. Paradoksalnie to właśnie po rozpadzie małżeństwa zbudowałyśmy relację. Nie rozmawiałyśmy już o nim. Rozmawiałyśmy o życiu, o wyborach, o tym, jak łatwo jest usprawiedliwiać tych, których kochamy. Dziś wiem jedno – miłość bez szacunku do siebie samej jest tylko przywiązaniem. Broniłam Michała, bo bałam się przyznać, że mogłam się pomylić. Tylko że większym błędem byłoby z nim zostać. Zamknęłam tamten rozdział bez odwrotu.

Aneta, 41 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama