„Brat zgarnął cały majątek po rodzicach. Dziś wynajmuje mi piwnicę za 2000 zł i mówi, że mam szczęście”
„Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może zawsze byłem tym gorszym. Marek to był wzór – kujon, sportowiec, ulubieniec mamy. A ja? No cóż. Trochę zbłądziłem, jak byłem młodszy. Ale czy to wystarczający powód, żeby wypchnąć mnie z własnego domu?”.

Mam na imię Adam. Mam 34 lata i mieszkam w piwnicy. Dosłownie. W piwnicy przerobionej na mikrokawalerkę – z jednym wąskim oknem pod sufitem i wilgocią, która wchodzi w kości. Płacę za nią dwa tysiące złotych miesięcznie. I teraz najlepsze: ten dom kiedyś należał do moich rodziców. Wychowałem się tu, tu był mój pokój, nasze święta, obiady, życie. Dziś jestem tylko lokatorem. A właścicielem? Mój starszy brat – Marek.
On zgarnął wszystko. Cały majątek po rodzicach. Dom, działkę, oszczędności. Ja dostałem co najwyżej życzenia powodzenia w dorosłości. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może zawsze byłem tym gorszym. Marek to był wzór – kujon, sportowiec, ulubieniec mamy. A ja? No cóż. Trochę zbłądziłem, jak byłem młodszy. Ale czy to wystarczający powód, żeby wypchnąć mnie z własnego domu?
– Dzień dobry, panie Adamie – powiedziała dzisiaj Basia z sąsiedztwa, przynosząc mi zupę w plastikowym pojemniku.
– Dziękuję, ale poradzę sobie – odpowiedziałem z wymuszonym uśmiechem.
Nie chodzi o dumę. Po prostu nie chcę litości. Bo najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że Marek ma wszystko. Tylko to, że ja nie mam nawet prawa się złościć.
Brat traktował mnie jak śmiecia
Spóźniłem się z przelewem o trzy dni. Ledwo miałem na jedzenie, a Marek już zdążył zadzwonić trzy razy. Czwartego dnia zjawił się osobiście.
– Adam, serio? – zaczął od progu. – Trzy dni spóźnienia. Nie rób sobie jaj.
Stał w drzwiach piwnicy, w płaszczu od Armaniego, z telefonem za cztery tysiące w dłoni. Pachniał sukcesem. I pogardą.
– Nie wierzę, że każesz mi płacić za mieszkanie w domu, w którym się wychowałem – powiedziałem, siadając przy rozkładanym stoliku. – Za ściany, które pamiętają naszą matkę.
– Ten dom już nie jest nasz – odparł chłodno. – Jest mój. Ty miałeś swoje szanse. Ja po prostu je wykorzystałem.
Parsknąłem śmiechem. Tyle lat się powstrzymywałem, ale teraz nie wytrzymałem.
– Zabrałeś wszystko, co mogłem mieć. Nawet wspomnienia.
Spojrzał na mnie jak na idiotę.
– Serio? Znowu ta śpiewka? Rodzice podjęli decyzję. Ja ich do niczego nie zmuszałem.
– Nie musiałeś. Wystarczyło, że byłeś idealny. A ja byłem dla nich pomyłką.
Zamilkł. Wiedział, że mam rację. Ale nawet nie drgnął.
– Masz czas do piątku. Potem odsetki.
Wyszedł bez pożegnania. Drzwi piwnicy zatrzasnęły się z głuchym hukiem. Zostałem sam, w milczeniu. Tłumiona latami złość kotłowała się we mnie. Dlaczego to on dostał wszystko? Czy naprawdę byłem aż takim rozczarowaniem?
Wyciągnąłem z szuflady stary segregator z dokumentami rodziców. Wiedziałem, że muszę się dowiedzieć, jak to naprawdę wyglądało.
Nie rozumiałem tej decyzji
Notarialna kancelaria przy rynku wyglądała dokładnie tak, jak zapamiętałem – chłodno, sterylnie, bezosobowo. Mimo to czułem się jak intruz. Kobieta w recepcji zapytała, w jakiej sprawie przyszedłem. Gdy wypowiedziałem nazwiska rodziców, uniosła brwi.
– Proszę zaczekać. Zaraz poproszę pana mecenasa.
W gabinecie było cicho jak w kostnicy. Starszy notariusz wyjął teczkę z dokumentami. Jego palce były spokojne, a głos – pozbawiony emocji.
– Pańscy rodzice przepisali cały majątek na pańskiego brata jeszcze za życia. Umowę darowizny sporządzono osiem lat temu. Dobrowolnie, zgodnie z ich wolą.
– A ja?
– Jest pan dorosły. Rodzice mieli prawo rozporządzać swoim majątkiem, jak uznali za stosowne. Nie jestem upoważniony do komentowania ich decyzji.
Słuchałem, a potem wyszedłem na ulicę z uczuciem, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Osiem lat temu. Czyli dokładnie wtedy, kiedy się wykoleiłem – rzuciłem studia, pokłóciłem się z ojcem i zniknąłem na kilka miesięcy.
Wróciły obrazy: matka z zamyśloną miną przy zlewie, ojciec wiecznie ponury, Marek przesiadujący z nimi w kuchni – zawsze taki odpowiedzialny. A ja? A ja próbowałem się pozbierać po własnych błędach. Teraz zaczynałem rozumieć, że to wszystko może nie być przypadkiem. Ale nie rozumiałem jeszcze najważniejszego: dlaczego nigdy nie dostałem drugiej szansy?
To było okropne
Wracałem z warzywniaka, kiedy usłyszałem znajomy głos. Zatrzymałem się przy wiacie śmietnikowej. Marek stał w przy furtce. Rozmawiał przez telefon na głośnomówiącym – jak to on.
– Dobrze, że rodzice wszystko na mnie przepisali. Adam by to roztrwonił w rok – mówił z nonszalancją.
Znieruchomiałem.
– Mówię ci, ciociu, on nigdy nie miał głowy do życia. Rodzice się go bali. Zawsze coś narozrabiał.
– Może, ale... – zaczęła ciotka. – Wiesz, Adam to przecież twój brat. Może miałby szansę, gdyby mu pomóc?
– On nie potrzebuje pomocy. Potrzebuje kogoś, kto go będzie pilnował – prychnął. – A najlepiej, żeby nie zawracał ludziom głowy.
Krew uderzyła mi do głowy. Przed oczami pojawiły się mroczki. Ruszyłem i stanąłem z nim oko w oko.
– Chcę wiedzieć – powiedziałem ostro. – Chcę wiedzieć, dlaczego naprawdę rodzice przepisali ci wszystko. I nie wmówisz mi, że to przez moją niezaradność.
Marek zamarł. Spojrzał na mnie jak na zjawę.
– Podsłuchiwałeś?
– A ty może myślałeś, że nigdy się nie dowiem, co mówicie za moimi plecami?
– Adam… to nie jest takie proste.
– Właśnie. Więc powiedz mi całą prawdę.
Marek przygryzł wargę. Nagle przestał wyglądać na pewnego siebie biznesmena. Był tylko facetem, który miał coś do ukrycia. I wtedy zrozumiałem – coś przede mną ukrywali od lat. I to nie był przypadek. To była decyzja.
Czułem żal
Siedzieliśmy przy kuchennym stole u ciotki. Marek nie patrzył mi w oczy. Milczał długo, aż w końcu westchnął i zaczął mówić.
– Ojciec złapał cię kiedyś na kradzieży. Miałeś siedemnaście lat. Wziąłeś pieniądze z jego portfela. Wiesz, ile tam było? Cała pensja.
Zacisnąłem pięści. Nie zaprzeczyłem.
– Wtedy to się dla nich skończyło – ciągnął dalej. – Zaufanie. Matka płakała całą noc. Potem jeszcze ta sprawa z alkoholem, jak trafiłeś do szpitala. I jeszcze raz, gdy rzuciłeś studia bez słowa. Adam, oni naprawdę się ciebie bali.
– Byłem dzieciakiem – powiedziałem cicho. – Popełniłem błędy. Ale czy to powód, żeby przekreślić mnie na zawsze?
– To nie była jedna rzecz – wtrąciła ciotka. – To były lata. Twoje wybory. Twoje znikanie.
– A moje szanse? – spojrzałem na Marka. – Dali ci wszystko, a mnie tylko pretensje.
– Oni cię kochali – odpowiedział zmęczonym głosem. – Ale nie wiedzieli, jak do ciebie dotrzeć. Więc wybrali spokój.
Wstałem od stołu, czując, że nie zniosę tego dłużej.
– Wiesz, co boli najbardziej? Że może rzeczywiście sam sobie to zrobiłem. Ale nikt nie próbował mi pomóc.
Wyszedłem, trzaskając drzwiami. Włóczyłem się po mieście, bez celu. W końcu, bez sił, stanąłem pod sąsiednią furtką. Zadzwoniłem do Basi.
– Mogę wpaść na herbatę?
– Jasne. Woda już się gotuje – odpowiedziała cicho.
Pierwszy raz od dawna ktoś nie pytał „po co”, tylko „czy zaparzyć mi coś ciepłego”.
Może to moja wina?
Siedzieliśmy z Basią przy kuchennym stole. Ciepło herbaty wracało mi czucie w palcach, ale wewnątrz czułem tylko chłód. Opowiedziałem jej wszystko. Basia słuchała bez przerywani mi, bez wtrącania się. Dopiero gdy skończyłem, odezwała się spokojnie:
– Wiesz, Adam... każdy popełnia błędy. Ale nie każdy dostaje rodzinę, która potrafi wybaczyć. I nie każdy potrafi sam sobie wybaczyć.
– Może to wszystko moja wina – szepnąłem. – Może zasłużyłem na to, żeby mnie wykluczyli.
– Wina to jedno. Ale czy naprawdę ktoś ci dał szansę, żebyś się zmienił?
Zamilkłem. To pytanie wbiło się we mnie jak gwóźdź.
– A ty sam sobie ją dałeś? – dodała po chwili. – Czy tylko żyjesz w tej piwnicy, czekając, aż ktoś przyjdzie cię uratować?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Bo prawda była taka, że się poddałem. Latami żyłem w roli ofiary, nie próbując niczego naprawić.
– Nie wiem już, czego chcę. Ale nie chcę płacić za swoją przeszłość do końca życia – powiedziałem cicho.
– To może czas, żebyś przestał – odpowiedziała. – Nie musisz prosić o cokolwiek. Zacznij żyć.
Poczułem, że ma rację. Że muszę odciąć się od brata. I tak właśnie zrobię.
Adam, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż odciął mnie od pieniędzy, bo wolał wydawać na kochankę kochankę. Nie interesuje go, że dzieci nie mają co jeść”
- „Mąż upierał się, że nie stać nas na dziecko. W końcu odkryłam, gdzie znika znaczna część jego wypłaty”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

