Reklama

Nie mam dzieci, psa ani nawet rybek w akwarium. Mam tylko siebie, firmę budowlaną i pusty kubek po kawie, którego od dwóch dni nie chce mi się umyć. Tyle zostało po rozwodzie. Samotność w wersji surowej. Brat, Kuba, przeciwnie – uśmiechnięty, zakochany, wiecznie pełen energii. Zawsze był tym lepszym: zabawniejszym, łatwiejszym do kochania. Matka mówiła o nim „nasz promyk”. O mnie – „Wiktor, daj spokój”.

Nie byłem na nartach od lat, ale w tym roku Kuba znowu mnie zaprosił. Miał jechać z ekipą do Austrii, pierwszy raz zabrać Magdę – swoją żonę. Odmówiłem, jak zawsze. Wolałem pracę niż sztuczne uśmiechy. Magda została w kraju, o niby była przeziębiona. Dzień przed wyjazdem Kuba zadzwonił.

– Magda zostaje. Może podrzucisz jej coś, jakby czegoś potrzebowała?

– Jasne – rzuciłem od niechcenia.

Nie wiedziałem wtedy, że ta z pozoru niewinna przysługa zacznie coś, czego już nie da się cofnąć. Bo jak wracasz do pustego mieszkania po dniu w błocie i cemencie, a pod drzwiami stoi ona – zadbana, zamyślona, żona twojego brata – to wiesz, że nic dobrego się z tego nie urodzi.

Sama do mnie przyszła

Nie miałem wobec niej żadnych planów. Ot, po prostu, miała przyjść po torbę, którą Kuba zostawił u mnie tydzień wcześniej. Zadzwoniła rano.

– Cześć, Wiktor. Mogę wpaść? Kuba mówił, że zostawił u ciebie sweter i słuchawki.

– Jasne, wpadnij.

Przyszła po siedemnastej, w płaszczu i ze zmarzniętymi dłoniami. Z torby wystawała butelka czerwonego wina.

– Pomyślałam, że skoro i tak ci zawracam głowę, to przyniosę coś w zamian – rzuciła z półuśmiechem.

Zrobiłem herbatę, ale po godzinie już siedzieliśmy przy winie. Mówiła, że źle się czuje w tłumie, że te narty to bardziej pomysł Kuby niż jej. Ja mówiłem o budowie, o robotnikach, o tym, że wieczorami wracam i nie mam do kogo się odezwać. Ona kiwnęła głową.

Też tak mam, choć... niby jestem w małżeństwie.

– Niby? – zapytałem.

Wzruszyła ramionami.

– Kuba mnie nie słyszy. Od miesięcy. Czasem mam wrażenie, że jestem w tym małżeństwie tylko ozdobą.

Zamilkliśmy. Patrzyłem na nią i pierwszy raz nie widziałem żony brata, tylko kobietę. Niepewną, zgaszoną, ale piękną. Pocałowała mnie pierwsza. Ja nie zaprotestowałem. A potem zaprowadziłem ją do sypialni. Wszystko było ciche, nieśpieszne. Jakbyśmy oboje bali się wypowiedzieć na głos to, co już się i tak działo. Rano zniknęła, zanim się obudziłem. Zostawiła tylko pustą filiżankę i sweter Kuby na fotelu. Nie zadzwoniła.

Nie mogłem o niej zapomnieć

Nie spałem dobrze przez kilka nocy. Przewracałem się w pościeli, wdychając zapach, który zostawiła na poduszce. Próbowałem siebie przekonać, że to był tylko impuls. Jednorazowy błąd. Ale nie potrafiłem. Bo ja nie zapomniałem.

Napisałem do niej dwa razy. Najpierw krótkie „Jesteś okej?”. Potem „Możemy pogadać?”. Cisza. Żadnego znaku. Jakby ta noc nie istniała.

Któregoś dnia matka zaprosiła mnie na obiad. Mówiła o Kubie z zachwytem.

– Taki szczęśliwy wrócił! Cały w emocjach, opowiadał o zjeżdżaniu po trudnych trasach. Aż miło było słuchać. A Magda? Znowu jakoś tak cicho siedziała.

Poczułem skurcz w żołądku. Co ja najlepszego zrobiłem? Kilka dni później spotkałem Kubę przypadkiem w centrum.

– Stary, ale się rozjechaliśmy ostatnio – rzucił i objął mnie ramieniem. – Musimy się złapać, pogadać przy piwie. Mam dziwne przeczucia. Magda jakaś dziwna. Myślałem, że może… że ją czymś zawiodłem.

Zamarłem.

– Zdziwiona była, że cię nie było na obiedzie u mamy. Wiesz, ona cię naprawdę lubi. Zresztą… – zawahał się – Nic nie mówiła, ale pytam, bo… Czy coś jest między wami?

– Co?! – wypaliłem za szybko. Zbyt nerwowo. – Skąd w ogóle taki pomysł?

Uśmiechnął się, ale ten uśmiech był dziwnie gorzki.

– Nie wiem. Czasem człowiek coś czuje.

I wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że to wszystko może się naprawdę posypać.

Wszystko się skomplikowało

Nie szukałem jej, ale i tak ją znalazłem. Szedłem z piekarni, a ona była kilka metrów dalej, rozmawiała przez telefon, plecami do mnie. Nie widziała mnie. W głosie miała napięcie, którego wcześniej u niej nie słyszałem.

– Nie wiem, co robić. Kuba coś przeczuwa. Patrzy na mnie inaczej. Zadaje pytania. A ja… Ja nie potrafię kłamać.

Zatkało mnie. Mówiła do jakiejś przyjaciółki.

– To był błąd – ciągnęła. – Ale przecież on mnie dotknął tak, jak Kuba nigdy nie umiał. Rozumiał mnie. I przez chwilę… przez chwilę poczułam, że istnieję.

Poszła dalej, nie odwracając się. A ja stałem jak idiota z chlebem w dłoni i myślą, że już nie jestem tylko tym, który pragnął – ale też tym, który ją złamał.

Wieczorem usłyszałem dzwonek. Drzwi się otworzyły i wszedł Kuba. Bez zapowiedzi. Zmieszany, z czymś na twarzy, czego nie znałem.

– Przypadkiem byłem u Magdy w pracy. Oddała mi pendrive’a. I… znalazłem coś twojego w szufladzie.

Z kieszeni wyjął srebrny zapalniczkę z wygrawerowanym „W.”. Mój prezent od ojca, nosiłem ją zawsze. I najwyraźniej Magda ją wzięła.

Patrzył mi prosto w oczy.

Chcesz mi coś powiedzieć?

Milczałem. Miałem setki słów. Ale żadnego, które mogłoby cokolwiek naprawić.

Magda była szczera

Zadzwoniła tego samego wieczoru. Jej głos był pusty, jakby wydrążony z emocji.

– Musimy porozmawiać – powiedziała tylko.

Przyszła po dwudziestej, z oczami przekrwionymi jak po nieprzespanej nocy. Usiadła na mojej kanapie, tam gdzie wtedy, ale dziś nie było ani wina, ani uśmiechów.

– Kuba wie – powiedziała.

– Powiedziałaś mu?

– Nie. Ale to nieważne. I tak wszystko czuje. Nie pyta wprost, ale… on nigdy nie był głupi.

Patrzyłem na nią, próbując coś z siebie wycisnąć, ale byłem jak zacięta maszyna. Dopiero kiedy dodała:

– Nie wiem, czy to był błąd. Ale na pewno nie był to przypadek.

Złapałem się za głowę. Słowa zaczęły wypływać same.

– Magda, ja… nie powinienem. To był moment. Zawaliłem. Ale od tamtej nocy…

– Nie. Nie mów, że to był tylko moment. Bo ja czuję się, jakby to była jedyna chwila, kiedy ktoś naprawdę mnie zobaczył.

Zamilkliśmy. W końcu odezwała się z gorzkim śmiechem:

Wiesz, czemu cię wtedy pocałowałam?

Spojrzałem pytająco.

– Bo chciałam ukarać Kubę za to, że mnie traktuje jak powietrze.

Nie miałem już siły. Czułem, że wszystko we mnie się łamie. I wtedy, pierwszy raz od rozwodu, zacząłem płakać. Przed nią. Jak dziecko. Jak mężczyzna, który właśnie stracił wszystko.

Wszystko się wydało

Kuba przyszedł w sobotę rano. Może miał nadzieję, że wszystko, co się wydarzyło, okaże się pomyłką. Ale nie było pomyłki. Była zapalniczka. Był chłód Magdy. I byłem ja – winny.

Kuba stanął w progu kuchni. Miał rozczochrane włosy, zaciśnięte pięści i oczy, które już nie błyszczały.

– Powiedz mi tylko jedno – powiedział cicho. – Zrobiłeś to celowo?

Nie odpowiedziałem. Każdą sekundę tej nocy pamiętałem dokładnie.

– Myślałem, że cię znam. Że jesteś popaprany, zamknięty w sobie, ale uczciwy. Mój brat. – głos mu drżał. – A ty po prostu… chciałeś tego, co ja miałem. I wziąłeś to.

– To nie było planowane. Nie chciałem ci jej zabrać.

– Ale zabrałeś – rzucił. – I wiesz co? Nie chodzi nawet o Magdę.

Spojrzał mi w oczy. Po raz pierwszy od dzieciństwa przestraszyłem się własnego brata.

– Zniszczyłeś jedyną rzecz, której zawsze mi zazdrościłeś. Udane małżeństwo. Nie chcę mieć z tobą więcej do czynienia. Zapomnij, że masz brata – powiedział.

I wyszedł, trzaskając drzwiami.

Wiktor, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama