„Akurat w Dzień Babci ksiądz chodził po kolędzie. Wnuczka przeszła samą siebie, a mi teraz wstyd na całą parafię”
„Wnuczka stała już w salonie. Czułam, że zaraz zrobi coś głupiego. Ksiądz rozejrzał się po pokoju, pokropił wodą święconą, pomodlił się, wszystko jak trzeba. Wydawało się, że jakoś przebrniemy przez to bez wpadek. Niestety”.

- Redakcja
Dzień Babci miał być dla mnie chwilą wzruszeń. Planowałam ubrać się ładnie, upiec sernik z rodzynkami – taki, jaki wnuczka zawsze chwaliła – i przyjąć ją w domu z uśmiechem. Już dzień wcześniej dostałam od niej SMS-a z zapewnieniem, że wpadnie „z czymś fajnym”. Przyznam, że serce mi zadrżało na myśl, że może to będą bilety do teatru albo nowa sukienka – odkąd pracuje w tej agencji reklamowej, co rusz ma jakieś „zniżki pracownicze”. Sama tak mówiła.
Nie spodziewałam się jednak, że ten dzień przejdzie do historii – i to nie tylko mojej rodziny, ale i całej parafii. Gdy odkurzałam pokój gościnny, przypomniało mi się, że właśnie dziś ma przyjść ksiądz z kolędą. Ucieszyłam się – pomyślałam, że skoro i wnuczka będzie, to pokażę, jaka z nas porządna rodzina. Jednak wszystko poszło nie tak, jakbym chciała.
Myślałam, że to żart
Wnuczka przyszła chwilę po trzynastej. W wielkich okularach i puchowej kurtce z taką ilością błyszczących naszywek, że aż mi się w oczach mieniło.
– Wszystkiego najlepszego, babciu! – rzuciła od progu i uściskała mnie, jakbyśmy się z rok nie widziały, choć była tydzień temu.
– Oj dziecko, nie krzycz tak, sąsiedzi pomyślą, że cię trzymam zamkniętą w piwnicy – powiedziałam ze śmiechem.
– Mam coś dla ciebie! – wyciągnęła torbę i zaczęła w niej grzebać.
– No, ale zaraz, poczekaj, może najpierw zdejmij buty – upomniałam ją.
– No dobra, dobra. A co z księdzem? Już był?
– Nie, ma być koło szesnastej. A co?
– To super. To się załapię na wspólną kolędę.
– Kolęda jak to kolęda. Poświęci, pogada...
– Ekstra. Zrobię relację na żywo. Tylko najpierw…
I wtedy wyciągnęła z torby zawiniątko. Myślałam, że to żart.
– Co to jest?! – spojrzałam z przestrachem.
– Prezent! Dla ciebie!
A ja patrzyłam na obrazek i nie wiedziałam, czy się śmiać, czy dzwonić po egzorcystę.
– Na miłość boską, przecież to ja! W koronie z pierogów?!
– Nooo... Tak symbolicznie. Ty i tradycja.
Spojrzałam na zegarek. Do kolędy dwie godziny. Już wiedziałam, że będzie z tego jakiś dramat.
Byłam naiwna
– Zabierz to natychmiast! – wrzasnęłam, podchodząc do stołu, na którym postawiła to „dzieło”.
– Babciu, nie bądź taka – westchnęła, wyciągając telefon. – Przecież to śmieszne. Trochę dystansu!
– Dystansu?! Dziecko drogie, w moim wieku nie wypada tak żartować! Przecież to wstyd trzymać takie coś na widoku!
– Babciu, przecież chciałam dobrze.
– Jak ja mam to teraz wytłumaczyć księdzu? Że moja wnuczka ucharakteryzowała na... na co? Królową pierogów?
– Władczynię Tradycji!
– Nikt mnie nie pytał o zgodę!
– No... pamiętasz, jak ci robiłam zdjęcie, jak wałkujesz ciasto w fartuchu?
Wzięłam głęboki wdech. Przecież ona nie rozumiała, że to o mnie chodziło. Bo co ludzie powiedzą, jak to zobaczą?!
– Kochanie – zaczęłam spokojnie – schowaj to gdziekolwiek, zabierz ze sobą albo jeszcze lepiej: spal. A do kolędy ubierz się w coś normalnego. I żadnych relacji na żywo, proszę cię.
– Babciu... – wymamrotała, ale obrazek zabrała.
Wtedy jeszcze myślałam, że sprawa przycichnie. Byłam naiwna.
Narobiła mi wstydu
Kwadrans po czwartej zadzwonił dzwonek. Serce mi zadrżało. Otworzyłam, poprawiając szybko chustkę na głowie.
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział ksiądz z uśmiechem.
– Na wieki wieków. Proszę księdza, zapraszamy – odpowiedziałam, robiąc miejsce w korytarzu.
Wnuczka stała już w salonie. Czułam, że zaraz zrobi coś głupiego. Ksiądz rozejrzał się po pokoju, pokropił wodą święconą, pomodlił się, wszystko jak trzeba. Wydawało się, że jakoś przebrniemy przez to bez wpadek. Niestety.
– Piękne mieszkanie, bardzo przytulne – zagadnął, siadając przy stole.
– Dziękuję, staram się utrzymać porządek – powiedziałam, nalewając herbaty.
– To wnuczka? – spytał z uśmiechem, wskazując głową na moją rozczochraną artystkę.
– Tak, przyjechała z życzeniami. Taka nasza... młoda dusza – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.
– Miło. Młodzi rzadko odwiedzają starszych. Cieszę się, że są wyjątki.
– A ja się cieszę, że ksiądz to wszystko zobaczy – wtrąciła wnuczka i zanim zdążyłam zareagować, powiedziała. – Proszę spojrzeć! To dzieło mojego autorstwa. Przedstawia babcię jako królową pierogów! Prawda, że wspaniała?
Zamarłam. Ona to zdjęcie... wyciągnęła z torby i postawiła na komodzie! Ksiądz aż się zakrztusił.
– To… bardzo nietypowe przedstawienie... – wyjąkał.
– Artystyczne! – rzuciła z dumą wnuczka.
– Dziewczyno, zabieraj to natychmiast! – wrzasnęłam, podrywając się z krzesła. – Przecież ksiądz nie przyjechał tu na wernisaż!
Ksiądz podniósł się, nie wiedząc, gdzie spojrzeć. A ja poczułam, że to dopiero początek kłopotów.
Ledwo trzymałam się na nogach
– Babciu, no co ty?! – syknęła wnuczka, kiedy wyrwałam jej to zdjęcie z rąk i niemal cisnęłam za kanapę. – Przecież to tylko forma wyrazu!
– Forma to ty sobie możesz wyrażać w domu, nie przy księdzu! – warknęłam, ledwo trzymając się na nogach.
Ksiądz udawał, że nic nie widzi, ale policzki miał czerwone jak makówki.
– Proszę księdza – zaczęłam, starając się złapać resztki godności – przepraszam za to nieporozumienie. Młodzież czasem ponosi wyobraźnia.
Ksiądz chrząknął.
– Rozumiem. Młodzi mają inną wrażliwość.
– Chciałam pokazać babcię jako silną kobietę, zakorzenioną w tradycji!
– Może na przyszły rok narysujesz mnie w kabaretkach i z kapustą na głowie? – rzuciłam złośliwie.
Ksiądz już zbierał się do wyjścia.
– Dziękuję za gościnę. Proszę nie zapominać o niedzielnej mszy... – dodał z przekąsem, po czym odchrząknął i błyskawicznie zniknął za drzwiami.
Zostałyśmy we dwie. Wnuczka patrzyła na mnie obrażona, jakbym to ja ją skompromitowała.
– Zrobiłaś z siebie widowisko – powiedziałam cicho. – I ze mnie też.
– Babciu, serio? Wstydzisz się mnie?
– Nie. Wstydzę się za ciebie.
Serce miałam spokojniejsze
Wnuczka usiadła na kanapie i przez chwilę milczała. Myślałam, że może wreszcie coś do niej dotarło.
– Nie rozumiem, o co ci tak naprawdę chodzi – odezwała się w końcu.
– Chciałam spokojnie spędzić Dzień Babci. Z tobą. Z kolędą!– podniosłam głos.
Wnuczka się skrzywiła, a potem nagle spojrzała na mnie jakoś inaczej. Może dotarło? Może wreszcie?
– Dobrze, rozumiem. Nie chciałam cię zawstydzić. Chciałam tym obrazkiem pokazać, że babcie też mogą być… silne. Inspirujące.
– Dziecko… ja się czuję silna, kiedy komuś upiekę sernik i powie „pycha”.
– To ja... upiekę ci jutro sernik. Z twojego przepisu.
– Z rodzynkami?
– I bez telefonu w ręku. Obiecuję.
Spojrzałam na nią długo. I chociaż dalej było mi wstyd na całą parafię, serce miałam spokojniejsze.
Byłam z niej dumna
Następnego dnia rzeczywiście wnuczka przyszła. W torbie przyniosła wszystkie składniki. Nawet ubrała się odpowiednio, skromnie, bez krzykliwych dodatków. Zaparzyłam herbaty, a on w tym czasie położyła na kuchennym blacie jajka, twaróg, rodzynki i nawet porządny tłuszcz, a nie to coś, co kupuje się w plastikowych kubełkach. Widziałam, że się stara i byłam z niej dumna.
– Tylko nie przesadzaj z proszkiem do pieczenia – mruknęłam, udając powagę.
– Wiem, wiem. Tylko jedna płaska łyżeczka. Przecież jestem twoją uczennicą – uśmiechnęła się.
Nie rozmawiałyśmy już o wczorajszej kolędzie. Ani o księdzu, ani o obrazie.
– Babciu – odezwała się, kiedy wstawiłyśmy ciasto do piekarnika – przepraszam. Naprawdę.
– Wiem, dziecko. Tylko pamiętaj, że sztuka sztuką, ale jak się komuś funduje „karierę”, to dobrze najpierw spytać, czy tego chce.
– Zapamiętam. Już nie musisz mi nic tłumaczyć.
A potem już tylko czekałyśmy, aż ciasto wyrośnie. Bez gapienia się w telefon. Bez zdjęć wrzucanych do internetu. Bez lajków. I prawdę powiedziawszy, to był najpiękniejszy prezent na Dzień Babci, jaki mogłam sobie wymarzyć. Bo nie o prezenty chodzi, a o obecność.
Helena, 70 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Obiad na Dzień Babci zamienił się w casting na spadkobiercę. Nie kładę się do trumny, a rodzina już pyta o testament”
- „W Dzień Babci wnuki poznały nowego dziadka. Na stare lata mama, zamiast robić krzyżówki i piec sernik, zaczęła randkować”
- „To miały być romantyczne ferie w górach, a mąż powiedział, że mnie zdradził. Szybko zadbałam o to, byśmy byli kwita”

