Reklama

Dzień Babci miał być dla mnie chwilą wzruszeń. Planowałam ubrać się ładnie, upiec sernik z rodzynkami – taki, jaki wnuczka zawsze chwaliła – i przyjąć ją w domu z uśmiechem. Już dzień wcześniej dostałam od niej SMS-a z zapewnieniem, że wpadnie „z czymś fajnym”. Przyznam, że serce mi zadrżało na myśl, że może to będą bilety do teatru albo nowa sukienka – odkąd pracuje w tej agencji reklamowej, co rusz ma jakieś „zniżki pracownicze”. Sama tak mówiła.

Nie spodziewałam się jednak, że ten dzień przejdzie do historii – i to nie tylko mojej rodziny, ale i całej parafii. Gdy odkurzałam pokój gościnny, przypomniało mi się, że właśnie dziś ma przyjść ksiądz z kolędą. Ucieszyłam się – pomyślałam, że skoro i wnuczka będzie, to pokażę, jaka z nas porządna rodzina. Jednak wszystko poszło nie tak, jakbym chciała.

Myślałam, że to żart

Wnuczka przyszła chwilę po trzynastej. W wielkich okularach i puchowej kurtce z taką ilością błyszczących naszywek, że aż mi się w oczach mieniło.

– Wszystkiego najlepszego, babciu! – rzuciła od progu i uściskała mnie, jakbyśmy się z rok nie widziały, choć była tydzień temu.

Oj dziecko, nie krzycz tak, sąsiedzi pomyślą, że cię trzymam zamkniętą w piwnicy – powiedziałam ze śmiechem.

– Mam coś dla ciebie! – wyciągnęła torbę i zaczęła w niej grzebać.

– No, ale zaraz, poczekaj, może najpierw zdejmij buty – upomniałam ją.

– No dobra, dobra. A co z księdzem? Już był?

– Nie, ma być koło szesnastej. A co?

– To super. To się załapię na wspólną kolędę.

– Kolęda jak to kolęda. Poświęci, pogada...

– Ekstra. Zrobię relację na żywo. Tylko najpierw…

I wtedy wyciągnęła z torby zawiniątko. Myślałam, że to żart.

Co to jest?! – spojrzałam z przestrachem.

– Prezent! Dla ciebie!

A ja patrzyłam na obrazek i nie wiedziałam, czy się śmiać, czy dzwonić po egzorcystę.

Na miłość boską, przecież to ja! W koronie z pierogów?!

– Nooo... Tak symbolicznie. Ty i tradycja.

Spojrzałam na zegarek. Do kolędy dwie godziny. Już wiedziałam, że będzie z tego jakiś dramat.

Byłam naiwna

– Zabierz to natychmiast! – wrzasnęłam, podchodząc do stołu, na którym postawiła to „dzieło”.

– Babciu, nie bądź taka – westchnęła, wyciągając telefon. – Przecież to śmieszne. Trochę dystansu!

– Dystansu?! Dziecko drogie, w moim wieku nie wypada tak żartować! Przecież to wstyd trzymać takie coś na widoku!

– Babciu, przecież chciałam dobrze.

– Jak ja mam to teraz wytłumaczyć księdzu? Że moja wnuczka ucharakteryzowała na... na co? Królową pierogów?

– Władczynię Tradycji!

Nikt mnie nie pytał o zgodę!

– No... pamiętasz, jak ci robiłam zdjęcie, jak wałkujesz ciasto w fartuchu?

Wzięłam głęboki wdech. Przecież ona nie rozumiała, że to o mnie chodziło. Bo co ludzie powiedzą, jak to zobaczą?!

– Kochanie – zaczęłam spokojnie – schowaj to gdziekolwiek, zabierz ze sobą albo jeszcze lepiej: spal. A do kolędy ubierz się w coś normalnego. I żadnych relacji na żywo, proszę cię.

– Babciu... – wymamrotała, ale obrazek zabrała.

Wtedy jeszcze myślałam, że sprawa przycichnie. Byłam naiwna.

Narobiła mi wstydu

Kwadrans po czwartej zadzwonił dzwonek. Serce mi zadrżało. Otworzyłam, poprawiając szybko chustkę na głowie.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział ksiądz z uśmiechem.

– Na wieki wieków. Proszę księdza, zapraszamy – odpowiedziałam, robiąc miejsce w korytarzu.

Wnuczka stała już w salonie. Czułam, że zaraz zrobi coś głupiego. Ksiądz rozejrzał się po pokoju, pokropił wodą święconą, pomodlił się, wszystko jak trzeba. Wydawało się, że jakoś przebrniemy przez to bez wpadek. Niestety.

Piękne mieszkanie, bardzo przytulne – zagadnął, siadając przy stole.

– Dziękuję, staram się utrzymać porządek – powiedziałam, nalewając herbaty.

– To wnuczka? – spytał z uśmiechem, wskazując głową na moją rozczochraną artystkę.

– Tak, przyjechała z życzeniami. Taka nasza... młoda dusza – odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby.

– Miło. Młodzi rzadko odwiedzają starszych. Cieszę się, że są wyjątki.

– A ja się cieszę, że ksiądz to wszystko zobaczy – wtrąciła wnuczka i zanim zdążyłam zareagować, powiedziała. – Proszę spojrzeć! To dzieło mojego autorstwa. Przedstawia babcię jako królową pierogów! Prawda, że wspaniała?

Zamarłam. Ona to zdjęcie... wyciągnęła z torby i postawiła na komodzie! Ksiądz aż się zakrztusił.

– To… bardzo nietypowe przedstawienie... – wyjąkał.

– Artystyczne! – rzuciła z dumą wnuczka.

– Dziewczyno, zabieraj to natychmiast! – wrzasnęłam, podrywając się z krzesła. – Przecież ksiądz nie przyjechał tu na wernisaż!

Ksiądz podniósł się, nie wiedząc, gdzie spojrzeć. A ja poczułam, że to dopiero początek kłopotów.

Ledwo trzymałam się na nogach

– Babciu, no co ty?! – syknęła wnuczka, kiedy wyrwałam jej to zdjęcie z rąk i niemal cisnęłam za kanapę. – Przecież to tylko forma wyrazu!

– Forma to ty sobie możesz wyrażać w domu, nie przy księdzu! – warknęłam, ledwo trzymając się na nogach.

Ksiądz udawał, że nic nie widzi, ale policzki miał czerwone jak makówki.

– Proszę księdza – zaczęłam, starając się złapać resztki godności – przepraszam za to nieporozumienie. Młodzież czasem ponosi wyobraźnia.

Ksiądz chrząknął.

– Rozumiem. Młodzi mają inną wrażliwość.

– Chciałam pokazać babcię jako silną kobietę, zakorzenioną w tradycji!

– Może na przyszły rok narysujesz mnie w kabaretkach i z kapustą na głowie? – rzuciłam złośliwie.

Ksiądz już zbierał się do wyjścia.

– Dziękuję za gościnę. Proszę nie zapominać o niedzielnej mszy... – dodał z przekąsem, po czym odchrząknął i błyskawicznie zniknął za drzwiami.

Zostałyśmy we dwie. Wnuczka patrzyła na mnie obrażona, jakbym to ja ją skompromitowała.

Zrobiłaś z siebie widowisko – powiedziałam cicho. – I ze mnie też.

– Babciu, serio? Wstydzisz się mnie?

– Nie. Wstydzę się za ciebie.

Serce miałam spokojniejsze

Wnuczka usiadła na kanapie i przez chwilę milczała. Myślałam, że może wreszcie coś do niej dotarło.

– Nie rozumiem, o co ci tak naprawdę chodzi – odezwała się w końcu.

– Chciałam spokojnie spędzić Dzień Babci. Z tobą. Z kolędą!– podniosłam głos.

Wnuczka się skrzywiła, a potem nagle spojrzała na mnie jakoś inaczej. Może dotarło? Może wreszcie?

– Dobrze, rozumiem. Nie chciałam cię zawstydzić. Chciałam tym obrazkiem pokazać, że babcie też mogą być… silne. Inspirujące.

– Dziecko… ja się czuję silna, kiedy komuś upiekę sernik i powie „pycha”.

– To ja... upiekę ci jutro sernik. Z twojego przepisu.

– Z rodzynkami?

– I bez telefonu w ręku. Obiecuję.

Spojrzałam na nią długo. I chociaż dalej było mi wstyd na całą parafię, serce miałam spokojniejsze.

Byłam z niej dumna

Następnego dnia rzeczywiście wnuczka przyszła. W torbie przyniosła wszystkie składniki. Nawet ubrała się odpowiednio, skromnie, bez krzykliwych dodatków. Zaparzyłam herbaty, a on w tym czasie położyła na kuchennym blacie jajka, twaróg, rodzynki i nawet porządny tłuszcz, a nie to coś, co kupuje się w plastikowych kubełkach. Widziałam, że się stara i byłam z niej dumna.

– Tylko nie przesadzaj z proszkiem do pieczenia – mruknęłam, udając powagę.

– Wiem, wiem. Tylko jedna płaska łyżeczka. Przecież jestem twoją uczennicą – uśmiechnęła się.

Nie rozmawiałyśmy już o wczorajszej kolędzie. Ani o księdzu, ani o obrazie.

– Babciu – odezwała się, kiedy wstawiłyśmy ciasto do piekarnika – przepraszam. Naprawdę.

– Wiem, dziecko. Tylko pamiętaj, że sztuka sztuką, ale jak się komuś funduje „karierę”, to dobrze najpierw spytać, czy tego chce.

– Zapamiętam. Już nie musisz mi nic tłumaczyć.

A potem już tylko czekałyśmy, aż ciasto wyrośnie. Bez gapienia się w telefon. Bez zdjęć wrzucanych do internetu. Bez lajków. I prawdę powiedziawszy, to był najpiękniejszy prezent na Dzień Babci, jaki mogłam sobie wymarzyć. Bo nie o prezenty chodzi, a o obecność.

Helena, 70 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama