Złodziejka

Jak to dobrze trafić na przyjaznych ludzi, którzy nie mają uprzedzeń i nie myślą stereotypami!
Kto mi uwierzy, że nie wzięłam tych pieniędzy? Pracowałam w gazecie dopiero miesiąc. To prawda, że wszyscy przyjęli mnie życzliwie. Miałam już kilku nowych kolegów (szczególnie w dziale sportowym), ale byłam nowa i nikt tak naprawdę mnie nie znał. Wiedziałam, że moje słowo przeciw słowu Beaty nic nie będzie znaczyć.




Dzień dobry – powiedziałam cicho, wchodząc do głównego sekretariatu. – Przyszłam po odbiór koperty z tymi dwiema stówami... To znaczy po nagrodę dla czytelnika – szybko poprawiłam się, widząc surową minę najważniejszej osoby w redakcji, czyli pani Beaty. To właśnie u niej, w pokoju asystentki redaktora naczelnego, znajdował się sejf z ważnymi
papierami i pieniędzmi.
Pani Beata popatrzyła na mnie jak na robaka i zaczęła otwierać metalową szafkę. Chwilę w niej pogrzebała, a potem stanowczym głosem oznajmiła:
– Nic takiego tu nie ma. Wydaje mi się, że już ją brałaś. Idź lepiej przeszukać swoje biurko.
– Na pewno nie brałam. Dopiero dziś losowaliśmy nazwisko zwycięzcy – próbowałam wyjaśniać, ale nie słuchała.
– Kochana, zastanów się jak to było, bo u mnie nic nie ginie! – powiedziała triumfalnie i wyszła, zostawiając mnie zrozpaczoną na środku pokoju.

U niej nic nie ginie?
Co ja teraz zrobię? Kto mi uwierzy, że nie wzięłam tych pieniędzy! Pracowałam w gazecie dopiero miesiąc. To prawda, że wszyscy przyjęli mnie życzliwie. Miałam już kilku nowych kolegów (szczególnie w dziale sportowym), ale byłam nowa
i nikt tak naprawdę mnie nie znał. Wiedziałam, że moje słowo przeciw słowu Beaty nic nie będzie znaczyć. Na pewno pomyślą, że jestem złodziejką!
Do naszego działu szłam z ciężkim sercem. Od razu postanowiłam wyznać szefowi całą prawdę. Trudno, najwyżej mi nie uwierzy, ale będę się bronić!
Siedział w swoim gabinecie, jak zwykle z nogami na biurku.
– No proszę, kogo my tu mamy? Siadaj – zaprosił mnie przyjaznym gestem.
– No, co tam się stało?
Kiedy drżącym głosem kończyłam swoją opowieść, zerwał się z krzesła. Myślałam, że będzie krzyczał, ale on zaczął chodzić po pokoju, mamrocząc coś pod nosem. Potem, wziął mnie za rękę i poprowadził do głównej sali, gdzie wszyscy siedzieli przy swoich biurkach osłoniętych plastikowymi ściankami.
– Słuchajcie! – postawił na środku krzesło i stanął na nim. – Koleżance Zuzannie przytrafiła się przykra przygoda. Kiedy poszła do Beaty po pieniądze dla naszego czytelnika okazało się, że nagroda zniknęła. Beata chce zwalić wszystko na nią, ale sami wiecie, że to absurd. Jednak pieniędzy nie ma, dlatego proponuję, byśmy wszyscy złożyli się po 10 zł. To wystarczy, żebyśmy mogli wydać tę nagrodę.

Gdy emocje opadły, popłakałam się
Szef skończył, zszedł z krzesła i sobie poszedł. A ja zostałam po środku sali nie wiedząc, co powiedzieć.
Wtedy zaczęli podchodzić koledzy. Każdy z uśmiechem wręczał mi dychę. Nikt o nic nie pytał, tylko ze współczuciem kiwał głową. Po dziesięciu minutach cała kwota została zebrana.
To wszystko zdarzyło się trzy tygodnie temu. A dziś przyszła do naszego działu Beata. Podeszła do mojego biurka i położyła na stole pomiętą kopertę.
– Tu są te dwie stówy, to znaczy ta nagroda dla czytelnika... Musiała zapodziać się między papierami – powiedziała i szybko wyszła.
– No, no, no – chłopcy ze "sportu" od razu z zainteresowaniem zaczęli wychylać głowy ze swoich przegródek. – To chyba dziś po pracy ktoś stawia piwo?
– Oczywiście! Trzeba przecież wydać tak nieoczekiwanie zaoszczędzone pieniądze! – krzyknęłam z radości
– Proszę jaką mamy sekretarkę! Nie dość, że uczciwa, to jeszcze mądrze gada – podchwycili chłopcy.
I wtedy się poryczałam.

Zuzanna J., 26 lat, sekretarka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/10 lat temu
wszystko dobre co sie dobrze konczy
/10 lat temu
wszystko dobre co sie dobrze konczy