Reklama

Jeszcze w liceum zakładałam, że w ogóle nie będę się spieszyć. Kiedy szłam na studia, razem z Amandą i Lidką zawsze lubiłyśmy się dobrze bawić. Fakt, nauka była ważna, ale przecież nie dało się całymi dniami siedzieć z nosem w książkach i zakuwać! Rodzice czasem narzekali, że nie docieram na wszystkie zajęcia, ale egzaminy zdawałam dobrze, więc koniec końców żadnych awantur nie było.

Reklama

A wakacje… O tak, wakacje mogłyśmy poświęcać przede wszystkim na najlepszą rozrywkę. Lubiłam tamten czas i obiecywałam sobie, że nie będę się do niczego śpieszyć.

Małżeństwo to kanał – twierdziła z przekonaniem Lidka. – Raz wdepniesz i już nie wyjdziesz. Lepiej się w nie za szybko nie wikłać!

No i w sumie trzymałam się tego twardo do końca studiów, aż do ostatniego roku, a konkretniej do pewnej hucznej imprezy urodzinowej jednego z kolegów. To właśnie tam poznałam swojego przyszłego męża.

Kacper mnie zauroczył

Z początku wcale nie myślałam o nim jak o facecie, z którym mogłabym spędzić resztę życia. Właściwie to przy nim prawie wcale nie myślałam. Był taki wysoki, przystojny, umięśniony… i interesowały się nim wszystkie laski na parapetówce, a on zagadał właśnie do mnie.

– Nie widziałem cię tu wcześniej, a takie piękne oczy na pewno bym skojarzył. – Tak, już od pierwszego zdania bajerował, a ja, głupia, się na to nabrałam.

Sama nie wiem, dlaczego w ogóle rozpoczęłam z nim rozmowę. Zaimponował mi tym swoim luzackim stylem, pewnością siebie i szerokim, czarującym uśmiechem. To miała być taka prosta znajomość. Bo jemu było dobrze ze mną, a mnie z nim. Tyle że z czasem, jak się to przedłużało, oboje doszliśmy do wniosku, że w sumie czemu tego nie sformalizować, skoro i tak najwięcej czasu spędzamy ze sobą.

Oświadczył ci się? – niedowierzała Amanda. – Po pół roku znajomości?

– A na co miał czekać. – Wzruszyłam ramionami. – Nam tam dobrze ze sobą… Nie jesteśmy przecież jakimiś dzieciakami.

– I ślub zaraz pewnie, co? – Lidka uśmiechnęła się pobłażliwie. – Oj, wpakujesz się i skończy się luz, zobaczysz!

Puściłam wtedy jej uwagę mimo uszu i zmieniłam temat. A cztery miesiące później byłam już mężatką. Czy szczęśliwą? Cóż, z początku tak. Potem jednak dostałam pierwszą pracę, rzuciłam się w wir obowiązków i niemal nie zauważyłam, że Kacper też zaczyna wracać do domu coraz później.

Oddaliliśmy się od siebie

Tłumaczył się nadgodzinami i ważnymi spotkaniami służbowymi, z którymi się nie wyrabiał i które musiał sobie organizować po pracy. Wierzyłam mu, bo i czemu miałam nie wierzyć? W końcu nigdy dotąd mnie nie okłamywał. No i jakoś tak żyliśmy przez kilka ładnych lat. Aż w końcu on zrobił się dziwnie nerwowy. W końcu, któregoś wieczora, przyznał się do zdrady.

– Natasza, ty musisz zrozumieć – powtarzał gorączkowo jak jakąś mantrę. – To… to była chwila słabości. Ciebie ciągle nie było, siedziałaś w pracy, a ja… Jakoś tak zgadałem się ze starą znajomą. No naprawdę tego nie chciałem!

Wtedy kompletnie nie mieściło mi się to w głowie. Nie rozumiałam, jak mógł mi zrobić coś takiego – on, który zawsze twierdził, że prawda jest najważniejsza i że nigdy by mnie nie oszukał. Czułam się nie tyle zdradzona, co potraktowana jak ktoś, kto nie ma żadnego znaczenia. Bo przecież nawet nie próbował ze mną wcześniej rozmawiać o tym, co czuje. Nie potrafiłam z nim dyskutować na ten temat i w ogóle nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Kiedy więc zaproponował, że da mi czas i nie będzie naciskał, nie protestowałam. W ogóle chyba nic wtedy nie mówiłam.

Liczyłam na wsparcie

Kolejnego dnia postanowiłam jednak koniecznie spotkać się z kumpelami. Miałam nadzieję, że chociaż od nich uzyskam jakieś wsparcie. I wskazówki. Dziewczyny nie do końca rozumiały jednak moje problemy.

– To tylko facet. – Lidka wzruszyła ramionami, gdy już obie z Amandą wysłuchały mojej opowieści. – Czego się spodziewałaś?

Może po prostu się rozwiedź? – zasugerowała Amanda.

– E, a po co? – prychnęła natychmiast Lidka. – Przecież mówię, że to FACET! Oni wszyscy zdradzają. Rozwiedzie się i wyjdzie za kolejnego takiego?

– No to lepiej w ogóle sobie odpuścić. – Amanda sprawdziła coś na telefonie i natychmiast, bardzo ożywiona, zaczęła zupełnie inny temat:

– O, a pamiętacie tego gościa? Wiecie, tego, co to się z nim umówiłam w zeszły piątek! Paweł… Piotrek… no, jakoś tak mu było. No to sobie wyobraźcie, że on firmę od ojca przejmuje, nie? I ma teraz kasy jak lodu. I chce mnie zabrać na przyszły weekend do Hiszpanii. Cudownie, co nie?

– Całkiem nieźle – skwitowała Lidka. – Ja nie mam nikogo na oku, ale pewno coś sobie ogarnę w weekend, jak się do klubu przejdę.

No i tak właśnie wyglądała rozmowa z nimi. W ogóle nie rozpatrywały mojej sytuacji z Kacprem w kategorii problemów. A ja nadal nie wiedziałam, co mam zrobić.

A Kacper przyszedł do mnie dwa dni później i poprosił o rozmowę. Jakoś nie potrafiłam mu odmówić. W końcu przyznał się sam z siebie, nie dowiedziałam się od kogoś znajomego, a jego… no musiało przecież z jakiegoś powodu ruszyć sumienie.

Czułam, że powinnam mu wybaczyć

Kiedy przyszedł do mnie do pokoju, wyglądał koszmarnie. Oczy podkrążone jakby nie spał całą noc, blady, usta całe spierzchnięte. W sumie to nawet zrobiło mi się go trochę żal, chociaż pewnie nie powinno.

– Natasza, ja naprawdę nie wiem, dlaczego tak się stało – powiedział cicho. – I obiecuję, że to się już więcej nie powtórzy. Nigdy.

Patrzyłam na niego i właściwie wszystkiego mi się odechciewało. Bo kochałam go, pewnie – inaczej w ogóle nie bawiłabym się w tę rozmowę, tylko od razu wystawiła mu walizki za drzwi, ale… w głowie pojawiło mi się to denerwujące pytanie: Czy ja się aby nie pośpieszyłam? Amanda i Lidka latały po barach, zmieniały facetów jak rękawiczki, a ja? Ja wysłuchiwałam przeprosin i obietnic Kacpra. I coraz mocniej im zazdrościłam tej beztroski.

Ja ci to jakoś wynagrodzę – zapewniał, widząc, że się nie odzywam. Zapewne martwił się, że stracił swoją szansę i chwytał się tej ostatniej nadziei. – Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

Pokiwałam wolno głową.

– Może… może gdzieś pojedziemy, co? – Wziął moje dłonie w ręce i lekko je uścisnął. – Mam trochę odłożonych pieniędzy, może zrobimy sobie urlop? W jakimś ciepłym miejscu?

Wciąż tęsknię za straconymi latami

Zgodziłam się wtedy na ten wyjazd. Kacprowi rzeczywiście zależało, a ja… ja chyba potrzebowałam po prostu chwili relaksu, z dala od pracy, rozbawionych koleżanek i codziennych problemów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czy na pewno powinnam mu wybaczyć. Teraz jednak czuję, że zrobiłam dobrze. Bo nasze małżeństwo ma się lepiej niż kiedykolwiek i wreszcie mam takie poczucie stabilizacji – którego w zasadzie nigdy dotąd nie zaznałam.

To nie znaczy, że wciąż trochę nie żałuję, gdy przyglądam się Lidce i Amandzie, temu, jakie są beztroskie i jak nie muszą się martwić poważnymi problemami z facetami. Zwłaszcza że niedługo planujemy dziecko. Z jednej strony się cieszę, bo zawsze po cichu liczyłam na to, że będę matką, z drugiej… no cóż, wciąż żałuję tego wszystkiego, co straciłam i co już do mnie nie wróci. Przy dziewczynach wciąż czuję się stara – jakbym dokonała swoich wyborów zbyt szybko. Jakbym przeżyła już znacznie więcej niż one.

W ich wypadku, jestem pewna, do stabilizacji nie dojdzie zbyt szybko. Ani Amanda, ani tym bardziej Lidka nie myślały jeszcze na poważnie o żadnym związku. Obie mają dobrze płatne prace, więc pieniędzy im nie brakuje. A na co im stały związek albo jeszcze lepiej – małżeństwo. Myślę, że jeszcze trochę czasu upłynie, zanim będę mogła z nimi na poważnie pogadać o swoich życiowych problemach tak, by w końcu je zrozumiały i potrafiły mnie w czymkolwiek wesprzeć.

Natasza, 33 lata

Reklama

Czytaj także: „Przez 25 lat chodziłam wokół męża na paluszkach. Ale nie zamierzam gotować mu flaczków i golonki do końca życia”
„Nie chcę dłużej być żoną gbura, ale nie stać mnie na rozwód. Od 15 lat żyję w pułapce bez wyjścia, bo szkoda mi dzieci”
„Bałem się powiedzieć żonie, że straciłem pracę. Kłamałem, aż posunąłem się za daleko i mogłem stracić też rodzinę”

Reklama
Reklama
Reklama