Zdradzany mężczyzna fot. Adobe Stock

„Moja żona miała romans z kobietą. Według niej to nie była zdrada, bo nie poszła do łóżka z innym facetem”

Choć od mojego rozwodu minęło kilka lat, wciąż nie umiałem związać się z inną kobietą. Podświadomie czułem, że musimy sobie jeszcze coś wyjaśnić.
/ 26.08.2020 09:52
Zdradzany mężczyzna fot. Adobe Stock

Upierała się, że w jej życiu nie ma innego mężczyzny, a jednak na rozwód zgodziła się bez walki. Nie świadczyło to o czystym sumieniu.

Tamtego dnia Ania, wychodząc na spotkanie z koleżanką z pracy, zapomniała zabrać ze sobą telefon komórkowy. Kiedy odezwał się sygnał SMS-a, nie wiedziałem, czy to coś pilnego. Może powinienem kogoś powiadomić o tym, że moja żona nie może odebrać wiadomości? Tylko dlatego ją odczytałem: „Kochanie, kiedy wreszcie będziesz? Wino już nalane, czas rozgrzać prześcieradło”.

Dosłownie ścięło mnie z nóg. Usiadłem w fotelu i gapiłem się na te dwa zdania. Pomyślałem, że to pomyłka, ktoś wybrał zły numer. Zajrzałem do pamięci telefonu – Ania wiele razy łączyła się z tym numerem… Czemu nie zapisała jej numeru z imieniem?

Uświadomiłem sobie, że od kilku miesięcy coś się w naszym małżeństwie psuło. Ania niechętnie reagowała na mój dotyk, częściej szukała wymówki przed seksem. A kiedy już dochodziło do zbliżenia, była jakaś chłodna, obojętna, jakby robiła to tylko w tym celu, żebym się od niej odczepił.

Zatelefonowałem pod numer, z którego przyszedł SMS. Nikt nie odbierał, choć dzwoniłem kilkakrotnie. Za ostatnim razem włączyła się automatyczna sekretarka operatora sieci…
– Rafał, co za historia. – trzy godziny później przywitała mnie żona ze śmiechem. – Wyobraź sobie, że Dorota…
– Kto?
– No koleżanka, u której byłam. Dorota wysłała do mnie SMS-a którego napisała do męża. A do niego wysłała tego, który miał być do mnie. Nie uwierzysz, co w nim napisała. „Kotek, pośpiesz się, bo mąż niedługo wraca”. Bo ona do wszystkich dziewczyn w pracy mówi kotek – zachichotała Ania, zdejmując płaszcz i buty. – Siedzimy więc u Dory nad zaległą robotą, toniemy w papierach, aż tu nagle wpada jej mąż… Ej, Rafi, co ty taki naburmuszony jesteś?
– Nie, nic. Ale to rzeczywiście zabawna historia.

Nie drążyłem dłużej tematu dziwnego SMS-a, nie przyznałem się nawet, że go czytałem. Jednak w tłumaczeniu mojej żony było coś dziwnego, coś nienaturalnego. No i to, że wieczorem sama namawiała mnie na seks, jakby chciała uciszyć sumienie… Od tego dnia stałem się czujny na wszystkie sygnały, które mogłyby świadczyć o niewierności Ani. Tymczasem ona jakby się pilnowała, nie dając mi powodów do zazdrości. Któregoś dnia jednak, gdy była w kuchni, zadzwoniła jej komórka leżąca na stoliku obok mnie. Zerknąłem na numer i zesztywniałem.

To był „ten” numer, zapamiętałem go dobrze. Kilkakrotnie sam chciałem pod niego zadzwonić z czyjegoś aparatu, ale brakowało mi odwagi. Bałem się, że zamiast koleżanki, do której miał rzekomo należeć, usłyszę niski, przyjemny głos męski…
– Odbierz w końcu. Ja mam ręce całe ubabrane w mięsie – krzyknęła żona z kuchni. – Powiedz, że nie mogę rozmawiać.

Odebrałem połączenie i milcząc, czekałem, aż ten ktoś odezwie się pierwszy. Przez chwilę w słuchawce panowała głucha cisza. Potem rozłączyłem się.
– No i kto to był? – krzyknęła po chwili Ania.
– Nie wiem, nie odezwał się.
Jak to się nie odezwał? – zdziwiła się niemile i przyszła do pokoju, wycierając ręce w ściereczkę. – Pokaż mi, kto to… To Dorota. Zadzwoń.
– Dorota. Ta twoja najlepsza koleżanka z pracy?
– Tak. A czemu się dziwisz?
– Ja numery do swoich kumpli mam zapisane alfabetycznie w książce telefonicznej…
– Rafał, ale co ci chodzi?! – zniecierpliwiła się Ania.
– Ta Dorota nazywa się Chłodek, z tego co pamiętam. Coś sprawdzę – wszedłem do książki adresowej w jej telefonie i zacząłem przeglądać wpisy.
– Co robisz?! – zdenerwowała się. – Nie masz prawa, to moja komórka – próbowała mi zabrać telefon, ale nie pozwoliłem.
– O, jest… Dorota Chłodek, to jest jej numer. Podpisany. Oczywiście wiem, że teraz czeka pod drugim numerem, bo pewnie się z nią umówiłaś, żeby mi wmówić, że ten SMS sprzed miesiąca to był od niej, a nie twojego kochanka – stwierdziłem, w napięciu wpatrując się w jej twarz.
– Oszalałeś?!
– Nie. I zazdroszczę ci koleżanek, które chcą kryć ciebie i twojego kochanka.
– Wariat! – Ania, choć lekko pobladła, zdawała się wcale nie przejmować moimi oskarżeniami. – To jest jej drugi telefon, z którego czasem dzwoni. Nie mam kochanka. Jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu.

Postanowiłem zatem wynająć detektywa. Choć jej oburzenie wydawało się szczere, od tego czasu nasze stosunki poważnie się ochłodziły. Po kilku dniach nawet przestaliśmy spać w jednym łóżku. Wkrótce zacząłem na poważnie rozglądać się za adwokatem, który przeprowadziłby mój rozwód. Spotkałem się z jednym z nich, a on mi poradził, żebym spróbował zdobyć dowody niewierności żony. Bo inaczej to ona będzie wygrana, dowodząc w sądzie, że ją nękałem bezpodstawnymi oskarżeniami.

Wynająłem detektywa. Chodził za Anią przez dwa miesiące, lecz nic nie znalazł. Firma, dom, zakupy, czasem jakiejś wyjście z koleżankami. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie przesadziłem z moją reakcją. Zadzwoniłem jeszcze raz pod „tamten” numer i rzeczywiście odezwała się Dorota. Mimo wszystko wciąż nie potrafiłem się pozbyć niepokoju… Cały czas miałem jakieś dziwne przeświadczenie, że żona nie jest mi wierna.

Miotałem się, nie wiedząc, co robić. Aż któregoś dnia Ania poprosiła mnie o chwilę rozmowy.
– Słucham cię… – rozparłem się wygodnie w fotelu.
– Rafał, nasze małżeństwo jest fikcją. Ty wynajmujesz jakiegoś detektywa, żeby mnie śledził… Nie zaprzeczaj, nie jestem ślepa. Nie ma sensu tego ciągnąć.
– Dobrze, rozwiedźmy się. Ale nie licz na to, że dam się oskubać. Jeżeli chcesz żyć z tym swoim gachem, to ja…
– Powtarzam ci, nie zdradzałam cię. – Ania podniosła głos. – W moim życiu nie ma żadnego mężczyzny oprócz ciebie. A dokładnie, tej chwili w moim życiu nie ma już żadnego mężczyzny – poprawiła się. – Już nie.

Jeszcze przez kilka tygodni mieszkaliśmy pod jednym dachem, choć tak naprawdę łączył nas już jedynie metraż. Mieszkanie odziedziczyłem po moich rodzicach, czułem się z nim związany. Dlatego ustaliliśmy na spotkaniu z prawnikami, że to Ania się wyprowadzi, a ja w ramach ugody spłacę mojej byłej jedną trzecią jego wartości. W ogóle cały rozwód przebiegł nadzwyczaj spokojnie. Ania starała się łagodzić wszelkie pretensje z mojej strony. Uznałem, że już mnie nie kocha i dlatego tak chłodno analizuje wszystkie kwestie związane z naszym rozstaniem i podziałem majątku.

Mnie czasem jednak ponosiły nerwy. Wciąż czułem coś do swojej byłej żony… Może właśnie z tego powodu przez kilka kolejnych lat nie udało mi się związać z żadną kobietą. Od wspólnych znajomych dowiedziałem się, że i Ania nikogo sobie nie znalazła. Kilka lat po rozwodzie pewnego zimowego dnia wróciłem później z pracy. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że drzwi mojego mieszkania są otwarte. Wszedłem ostrożnie do środka. Światło było zapalone, a z odtwarzacza sączyła się nastrojowa muzyka.

Zanim zdążyłem się zastanowić, co to wszystko znaczy, w drzwiach sypialni stanęła Ania. Była ubrana jedynie w moją koszulę zapiętą symbolicznie na jeden guzik. W dłoni trzymała kieliszek czerwonego wina. Przyznaję, poczułem na nią ochotę
– To urocze, że po tylu latach wciąż nie zmieniłeś zamków w drzwiach – powiedziała, uśmiechając się zalotnie.
– Wytłumaczysz mi, co to wszystko znaczy?
Powiedzmy, że stęskniłam się za tobą – podeszła do mnie, odstawiła kieliszek na szafkę i zaczęła rozpinać mi koszulę.
– Aniu, ja nie rozumiem…
– Naprawdę musisz cokolwiek zrozumieć, żeby po prostu się ze mną kochać?

Chwyciła mnie za szyję, oplotła moje biodra nogami, a ja zaniosłem ją do łóżka. Kochaliśmy się, a ja miałem dziwne, nieodparte wrażenie, że to musi być jakiś sen. Sen, z którego nie mogłem się obudzić… Gdy otworzyłem oczy, był środek nocy, a Ania nie zniknęła. Właśnie się ubierała.
– Idziesz już?
– Wybacz, nie chciałam cię obudzić. Tak smacznie spałeś.
– Ale… poczekaj. Musimy porozmawiać!
– O czym?
– O tym, co się stało.
– A co się stało? – uśmiechnęła się, zerkając na mnie przez ramię. – Plastikowe zabawki przestały mi po prostu wystarczać i pomyślałam, że może ty też masz ochotę – dopięła sukienkę i zarzuciła na ramiona płaszcz.
– Jak widać, nie myliłam się.

Byłem totalnie skonsternowany, nie potrafiłem zaprotestować nawet słowem. Kiedy wyszła i zostałem sam z własnymi myślami, przeleciało mi przez głowę, że chyba cała ta sytuacja musiała mi się przyśnić.

Jednak gdy obudziłem się rano, wszystko wokół świadczyło o tym, że Ania była ze mną. To naprawdę idiotyczne uczucie – wiedzieć, że coś się wydarzyło, lecz w to… nie wierzyć. Tak było do chwili, gdy po kilku tygodniach w lutym wróciłem z pracy i znów zastałem niezamknięte drzwi do mieszkania.
– Aniu? Jesteś tu? – zapytałem po wejściu do środka.
– Tak. I już się nie mogę ciebie doczekać. – ponownie wyszła na moje powitanie skąpo ubrana, z kieliszkiem wina w ręce.
– Jeśli liczysz, że stanie się to, co przed miesiącem…
– A dlaczego miałoby się nie stać? – zarzuciła mi ręce na szyję. – Przecież czuję, że ty też masz na to ochotę.
– Może mam. Ale najpierw muszę wiedzieć, o co ci chodzi i na czym stoję – odparłem.

Byłem uparty. Całą siłą woli powstrzymałem się przed zaciągnięciem jej do łóżka… Wreszcie Ania się poddała.
– Poczekaj, tylko się ubiorę i zaraz pogadamy – obiecała, znikając w łazience.
Ponieważ nasza ostatnia „poważna rozmowa” dotyczyła rozwodu, pomyślałem, że nic jej nie przebije swoim kalibrem. A jednak…

Najpierw muszę ci wyjaśnić jedną rzecz – zaczęła po chwili.
– Jaką?
– Chodzi o ten SMS, który to wszystko rozpoczął.
– Jednak mnie zdradzałaś.
– Ja tak tego nie oceniam.
– Przestań wreszcie kręcić. Kim był twój kochanek?!
– Nie miałam żadnego kochanka. Ja miałam… kochankę. Zresztą mam cały czas.
– Słucham?! – krzyknąłem, podrywając się z fotela.
Mam kochankę. To Dorota… Chociaż kochanka to nie jest odpowiednie słowo. Bo my się naprawdę kochamy.
– Ale to… to niemożliwe. – wyjąkałem wstrząśnięty.
– Też nie chciałam na początku wierzyć. Ale to przyszło na mnie tak niespodziewanie. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że wolę kobiety. Próbowałam z tym walczyć, bronić się, perswadować sobie. To nic nie dało.
– Przecież ona ma męża.
– Tak, ale to jest zupełnie wolny związek, każde robi w łóżku co i z kim chce. Jakbyś chciał…

Ania zaproponowała mi, że możemy też być takim wolnym związkiem. Ba, powiedziała, że teraz chętnie urodzi mi dziecko. Choć gdy byliśmy razem, bardzo się przed tym wzbraniała…
Teraz poczułem, że to dziecko nie byłoby tak naprawdę dla mnie, tylko bardziej dla Doroty. I pewnie gdybym nie zażądał wyjaśnień, Ania przychodziłaby do mnie regularnie, licząc na to, że w końcu zajdzie w ciążę… Nie zgodziłem się na taki układ.

Ania nie kryła rozczarowania. Nawet wypomniała mi, że jestem trochę staroświecki. Co ciekawe, wciąż upierała się, że w gruncie rzeczy była mi wierna. Przecież nie poszła do łóżka z żadnym innym mężczyzną! Ja jednak nie potrafiłem zgodzić się z jej rozumowaniem.
– Przyjęłaś błędne założenie – powiedziałem, gdy stała już w drzwiach. – Uznałaś, że dla faceta najważniejsza jest zdrada fizyczna, seks z kimś innym. To nie tak. Przecież pokochałaś kogoś innego, oddaliłaś się ode mnie… Ty sama zamknęłaś rozdział pod tytułem „my”.

Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada”