Kłótnie w związku fot. Adobe Stock

„Mój narzeczony jest na każde zawołanie szefowej. Potrafi jechać do niej w środku nocy, a ja mam tego dość”

Miałam już tego dość! W końcu kto jest ważniejszy: narzeczona, czy szefowa i jej problemy?! Musiałam postawić sprawę na ostrzu noża
/ 10.12.2020 06:59
Kłótnie w związku fot. Adobe Stock

Kiedy mój chłopak, Tomek, powiedział, że dostał ciekawą propozycję pracy, bardzo się ucieszyłam. W dotychczasowej nie zarabiał za dobrze, a bardzo potrzebne nam były pieniądze. Chcieliśmy się pobrać i wreszcie zamieszkać na swoim, wziąć kredyt i kupić mieszkanie.

– Znajoma wróciła z zagranicy i otwiera w naszym mieście hurtownię porcelany – wyjaśnił mi zadowolony. – Mam tam zostać dyrektorem handlowym, a poza tym prawą ręką szefowej.

Ta oferta była spełnieniem marzeń

Tomek był bardzo podekscytowany. Dotychczasowe stanowisko przedstawiciela handlowego zupełnie nie zaspokajało jego zawodowych ambicji. W dodatku musiał być stale gotowy do pracy – nieważne święto czy weekend. To odbijało się na naszym życiu. Nigdy nie było wiadomo, kiedy pozałatwia sprawy. Często bywało, że jeździł do późnej nocy. Ja też byłam tym zmęczona, bo wiecznie czekałam na niego z obiadem. Już nie mówiąc o tym, ile razy odwoływałam spotkania ze znajomymi, bo Tomek albo się spóźniał albo wracał potwornie zmęczony. Teraz wszystko miało się zmienić.

Tomasz miał dostać atrakcyjne wynagrodzenie, służbowe auto, które po godzinach pracy będzie mógł mieć do własnej dyspozycji, i bonus w postaci karnetu na siłownię dla siebie i dla mnie.
– Wreszcie wszystko się unormuje – mówił, nie kryjąc zadowolenia.
Wierzyłam mu, bo to, co opowiadał, przedstawiało się bardzo obiecująco.

Tomek zaczął rozkręcać hurtownię. Pierwsze dni były bardzo pracowite. Niemal się nie widywaliśmy, ale starałam się to zrozumieć. „Początki przecież zawsze są ciężkie” – powtarzałam sobie, licząc, że niebawem sytuacja się zmieni i przyjdą dla nas łaskawsze czasy. Jednak srodze się myliłam...

Zrobiła sobie z niego służącego!

Dni mijały, a Tomek nadal był rzadkim gościem w naszej wynajętej kawalerce. Nawet nie mieliśmy kiedy wykorzystać karnetu na siłownię. Byłam coraz bardziej poirytowana.
– Mówiłeś, że dzięki nowej pracy będziemy mieli więcej czasu dla siebie – mówiłam, nie kryjąc goryczy.
Tomek uśmiechał się tylko i mówił, że muszę jeszcze być cierpliwa.

Następnego dnia przyniósł do domu olbrzymią torbę ciuchów.
– Co to? – zapytałam zaskoczona.
– Sylwia robiła porządki w swojej szafie – odparł.

Okazało się, że Tomek dużo opowiadał swojej nowej szefowej o mnie, a ona zapytała, czy nie obraziłabym się, gdyby podrzuciła mi parę ciuchów, niektóre nawet zupełnie nowe z metkami, których już nie będzie nosiła. Ostatnio trochę przytyła i wiele rzeczy na nią już nie pasowało.
– Gośka, nie rób fochów. Zobacz, to naprawdę ładne fatałaszki – powiedział mój ukochany i pocałował mnie w policzek.

Zaczęłam więc rozpakowywać torbę. Faktycznie, było tam sporo rzeczy, które były na mnie dobre.
– Podziękuj swojej szefowej – powiedziałam, przeglądając się w lustrze.
W turkusowej sukience przed kolana było mi faktycznie bardzo do twarzy.
Od tego dnia Sylwia regularnie podsyłała mi ciuchy albo kosmetyki.
– Ma znajomą w Niemczech, która prowadzi tam drogerię, co miesiąc wysyła jej różne drobiazgi – wyjaśnił mój chłopak, kiedy wysypał na stół kilkanaście szminek, lakierów do paznokci, tuszów i cieni do oczu.

Byłam nawet z tego zadowolona. Odpadały mi kosmetyczne zakupy, a i ubrań prawie nie musiałam kupować, bo to, co dostawałam od Sylwii, zupełnie mi wystarczało. Kiedy coś mi nie pasowało, dawałam to mamie albo młodszej siostrze.
– Ty to masz jak w raju – mówiły, chwaląc szefową Tomka.

Ja jednak nie byłam tego taka pewna. Wcale nie chciałam tych wszystkich ciuchów i kosmetyków. W każdym razie, nie zamiast Tomka. Chciałam mieć swojego mężczyznę tylko dla siebie, tymczasem on ciągle był zalatany. Albo pracował w hurtowni albo gdzieś jeździł niby w interesach z Sylwią. Nie potrafiłam uwierzyć w to, że prowadzenie zwykłej hurtowni może zabierać mu aż tyle czasu.
– Rozumiem, że można długo pracować, ale ty traktujesz nasz dom jak hotel! – nie wytrzymałam pewnego późnego wieczoru.

Nie skończyłam nawet przedstawiać tego, co miałam mu do powiedzenia, bo zadzwoniła jego komórka.
– Muszę wyjść – powiedział i bez jednego słowa wyjaśnienia wyszedł.
Kiedy wrócił, oznajmił, że musiał zawieźć córkę Sylwii do lekarza. Mała spadła ze schodów i boleśnie się potłukła. Byłam pełna współczucia dla tej kilkulatki, ale zupełnie nie rozumiałam, dlaczego to mój chłopak jechał z nią do lekarza.
– Sylwia jest po rozwodzie, w dodatku nie ma prawa jazdy – powiedział Tomek, jakby to miało mi wszystko wyjaśnić.

Zrozumiałam, że wysoka pensja, która co miesiąc wpływa na konto mojego chłopaka, ma swoją cenę. Tomek nie tylko rozkręca hurtownię i zdobywa nowych klientów, ale jest też prawą ręką Sylwii, która zrobiła sobie z niego powiernika, szofera i prywatnego doradcę. Kiedy tylko ma kłopot, od razu sięga po telefon i szuka ratunku u Tomka. Miałam tego dość.
– Musisz zrezygnować z tej pracy – powiedziałam twardo.

Tomek udawał, że nie słyszy, co mówię. Jakby nigdy nic powiedział:
– Sylwia pyta, czy nie chcemy pojechać w góry. Ma w Wiśle znajomych, którzy prowadzą pensjonat – nie zdążył dokończyć, bo trzasnęłam drzwiami.
– Mam tego po dziurki w nosie! – krzyczałam, płacząc w poduszkę.

W naszym związku nastały ciche dni. Bałam się, że będą brzemienne w skutki, ale musiałam zaryzykować. Zależało mi na Tomku, ale nie mogłam zgodzić się na taki związek. Musiałam być nieugięta, w przeciwnym razie Sylwia na dobre wejdzie z butami w nasze życie.
– Chciałbym porozmawiać – Tomek nie wytrzymał i pewnego dnia doprowadził do konfrontacji.

Stwierdził, że rozmawiał z szefową i powiedział jej, co jest dla niego ważne.
– Dałem jej jasno do zrozumienia, że nadal chcę u niej pracować, ale nie mogę być na każde jej zawołanie, bo mam swoje życie – wyznał.
Sylwia podobno przyjęła to, ku mojemu zaskoczeniu, ze zrozumieniem.
– Poznała kogoś i chyba jest zakochana – dodał mój chłopak.

Właściwie problem rozwiązał się sam. Odetchnęłam z ulgą i ucieszyłam się, że być może ten nowy mężczyzna, który pojawił się w życiu Sylwii, będzie od teraz jej powiernikiem, prywatnym szoferem i prawdziwym partnerem, jakiego wcześniej szukała w moim chłopaku. Jestem też dumna z Tomka, że choć dopiero po mojej interwencji i postawieniu sprawy na ostrzu noża, ale jednak potrafił sprzeciwić się swojej pracodawczyni. Dla mnie. Udowodnił, że mu na mnie zależy.

Więcej listów do redakcji: „Nie kocham męża. Tęsknię za mężczyzną, z którym miałam romans przed ślubem. On jest ojcem mojego syna”„Wyparłem się córki, ale zrozumiałem swój błąd. Po 15 latach chcę odzyskać z nią kontakt, ale jej matka to utrudnia”„Miałam raka, straciłam dwie piersi i męża, który mnie kochał, dopóki byłam zdrowa”