kobieta która żałuje ślubu fot. Adobe Stock

„Wzięłam ślub tylko ze względu na ciążę. To małżeństwo to największy błąd mojego życia”

„– A co ja mam z tego małżeństwa? – spytałam go kiedyś w przypływie złości. – No jak to co? Przystojniaka w łóżku. Dzisiaj już byś nie poderwała takiego gościa”.
/ 03.11.2021 13:06
kobieta która żałuje ślubu fot. Adobe Stock

Wiem, ile potrafi kosztować wesele. Ludzie zbierają pieniądze latami, aby mieć ślub jak z bajki. Niestety, ja zdążyłam uzbierać niewiele. Informacja, że jestem w ciąży spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
– I co teraz? – spytałam bezradnie Krzyśka, widząc na teście drugą kreskę.
Jak to co? Pobierzemy się! – mój chłopak jak zwykle nie widział problemu. – Kochanie, czy zostaniesz moją żoną?
– Ale za co zrobimy wesele?! – zmartwiłam się za nas oboje.

Wiedziałam, że to będzie błąd

Prawdę mówiąc, gdybym miała jeszcze wybór, to w życiu bym się nie zdecydowała na to, żeby poślubić Krzysztofa, a tym bardziej, by mieć z nim dziecko! Niestety, teraz nie wchodziło już w grę inne rozwiązanie. Moja mama chyba by zeszła na zawał! Panna w ciąży w naszej rodzinie? Co powiedzą krewni, znajomi, sąsiedzi, a przede wszystkim… ksiądz?! Mama jest bardzo bogobojną kobietą i dlatego, zanim poinformowałam ją, że zostanie babcią, powiedziałam, że planujemy się z Krzyśkiem pobrać.
– Pomożemy wam z tatą finansowo – zapewniła mnie od razu, ale przecież wiedziałam, że nie mają za wiele pieniędzy.

Podobnie jak rodzice mojego chłopaka, który także nie pochodzi ze specjalnie zamożnej rodziny. Od początku więc miałam świadomość, że organizacja wesela i zapłacenie za wszystko będzie ciążyło głównie na nas. Nie podejrzewałam jednak, ile to wszystko będzie kosztowało! Ksiądz, organista, kwiaty, sala, wynajęcie zespołu, moja suknia i milion innych rzeczy błyskawicznie sprawiło, że nasze kieszenie zaczęły świecić pustkami. A jeszcze pozostało mnóstwo spraw do zorganizowania! Na przykład fotograf…

Taka skromna, zwyczajna sesja ślubna w salonie fotograficznym kosztuje w naszym miasteczku prawie tysiąc złotych. A za obecność fotografa w kościele i na weselu plus za sesję plenerową w jakimś fajnym miejscu trzeba zapłacić nawet trzy razy tyle! Skąd niby na to wszystko wziąć?
Najwyżej weźmiemy kredyt – stwierdził Krzysiek, jak zwykle beztrosko. To właśnie denerwowało mnie w nim najbardziej. Ważne było tylko tu i teraz. Nie patrzył do przodu, nie liczył się z konsekwencjami swoich głupich decyzji.
– Przecież kiedy na świat przyjdzie dziecko, będziemy mieli kolejne wydatki! – przypomniałam mu zirytowana.
– Oj tam, uzbiera się na nie z weselnych kopert – wzruszył tylko ramionami.

Ja jednak nie liczyłam zbytnio na hojność krewnych… Martwiłam się i zastanawiałam, które wydatki pościnać, a które zostawić. I wtedy propozycja kuzynki spadła mi niczym manna z nieba.
– Słuchaj, mam koleżankę, która chce zostać profesjonalnym fotografem – powiedziała Elka. – Na razie dopiero przebija się w zawodzie i kompletuje sobie portfolio. Szuka par, które w zamian za zrobienie im darmowej sesji fotograficznej pozwolą jej używać potem tych zdjęć jako przykładu swojej twórczości. Może zgodzilibyście się jej pozować? Jesteście taką ładną parą! – podsumowała, a ja prawie rzuciłam się jej na szyję z radości. Nawet w najśmielszych marzeniach nie myślałam, że sesję, która kosztuje normalnie jakieś 2–3 tysiące złotych, dostanę od losu w prezencie ślubnym!

Koleżanka mojej kuzynki okazała się naprawdę miła. Pokazała nam zdjęcia, które robiła dotychczas, i moim zdaniem były one na najwyższym poziomie.
– Dobra jesteś, wiesz? – Krzyśkowi także przypadły do gustu te fotografie. Kaśka nie tylko była z nami przez cały ślub i w trakcie wesela, ale też zrobiła nam najpierw sesję w studio, a kilka dni później w plenerze. Zabrała nas do ruin zamku, które stoją w pobliżu naszego miasteczka. Było tam bardzo romantycznie.
– Naprawdę nie sądziłam, że zdjęcia ślubne mogą wyjść aż tak dobrze! – zachwycałam się, patrząc na efekty jej pracy.

W dodatku tak mnie fotografowała, że na żadnym z ujęć nie było widać mojego lekko już zaokrąglonego ciążowego brzuszka, czego się trochę obawiałam. Kaśka jednak zapewniła mnie, że ciąża może być tylko moim atutem.
– Zobacz, jaką masz teraz olśniewającą cerę! A te włosy? Błyszczące, zdrowe! Jak u modelki! Mogłabyś zagrać w reklamie szamponu! – zachwycała się. – Zresztą Krzysiek także jest niczego sobie…
To prawda. Wiele osób powtarzało nam, że jesteśmy piękną parą, jak z obrazka. A hormony ciążowe sprawiły, że faktycznie poprawiła mi się cera i włosy stały się duże gęściejsze i lśniące. Zdjęcia wyszły jak w prawdziwej, drogiej sesji do jakiegoś magazynu mody. Moje koleżanki padły z wrażenia i zazdrości, kiedy zobaczyły mój album ślubny.
– Już masz klientki! – powiedziałam Kaśce. – Wszyscy pytają o namiary na ciebie!

O ile wiem, jej kariera zaczęła się potem rozwijać błyskawicznie. Nasz ślub przyniósł jej szczęście, czego niestety nie można było powiedzieć o mnie… Wychodząc za mąż za swojego chłopaka, doskonale wiedziałam, jakie ma wady, i nie zostałabym jego żoną, gdyby nie to maleństwo w moim brzuchu. Kiedy jednak przysięgałam Krzyśkowi miłość przed ołtarzem, zamierzałam zrobić wszystko, aby utrzymać ten związek. Tymczasem okazało się to ponad moje siły… I nie chodziło nawet o to, jak mój ukochany traktował mnie, tylko o nasze dziecko.

Mój mąż jakby nie zauważył tego, że został ojcem. Nie zmienił ani na jotę swoich dawnych przyzwyczajeń i jego kumple nadal byli na pierwszym miejscu. Oznajmił mi, że nie wie, jak opiekować się maleństwem, więc wszystko spadło na mnie. Czas płynął, a ja czułam się jak samotna matka, a nawet gorzej, bo miałam w domu i dziecko, i niby dorosłego faceta, który uważał, że ma prawo żądać ode mnie czystych skarpet, wyprasowanych koszul i obiadu, bo jestem jego żoną.
– A co ja mam z tego małżeństwa? – spytałam go kiedyś w przypływie złości.

– No jak to co? Przystojniaka w łóżku! – stwierdził skromnie, po czym zmierzył mnie spojrzeniem pełnym dezaprobaty: – Dzisiaj, z tymi rozstępami, chybabyś już nie poderwała takiego gościa jak ja!

Bolało mnie, że traktował mnie lekceważąco i obrażał na każdym kroku. Ale najgorsza była jego nieodpowiedzialność. Któregoś razu zostawił naszego trzyletniego synka samego w domu, żeby zobaczyć nowy motor kumpla. I dziecko, szukając czegoś do picia, wychyliło pół szklanki piwa, które stało na stoliku.
– Wyszedłem tylko na kilka minut przed dom, kiedy Dominik spał! – tłumaczył się.
– Ale się obudził i chciało mu się pić! Nie masz rozumu? – krzyczałam.
Jak ty do mnie mówisz, kobieto? Jestem twoim mężem! – usłyszałam.
„Już niedługo!” – odpowiedziałam mu w myślach i kilka tygodni później złożyłam papiery o rozwód. Miałam dość.
– Córeczko, przecież tak nie można! Przysięgałaś Krzysztofowi przed ołtarzem! – zaprotestowała moja mama.
– On także przyrzekał, że będzie się o mnie troszczył, i co? – odparowałam.

Wiosną dostałam rozwód. Ten dzień był jednym z piękniejszych w moim życiu, Poczułam się wolna, szczęśliwa… Postanowiłam rozpocząć nowy etap. Chociaż zostałam samotną matką, było mi dużo lżej niż z kulą u nogi w postaci Krzyśka. Nic dziwnego, że uśmiech nie znikał mi z twarzy. Naprawdę sądziłam, że nic nie jest w stanie popsuć mi humoru… Pewnego dnia szłam z Dominkiem główną ulicą naszego miasteczka. Nagle mój synek pociągnął mnie za rękę.
– Mamo, tata! – pisnął radośnie mały. Rozejrzałam się, nigdzie jednak nie zauważyłam swojego byłego męża. Podniosłam wzrok i wtedy zobaczyłam ogromną twarz Krzyśka prosto przed swoim nosem. A także siebie, uśmiechniętą, ubraną w białą suknię i welon. To było zdjęcie z naszej weselnej sesji! Reklamowało popularny salon sukien ślubnych…

Od razu pognałam do tego salonu, a sprzedawczyni umiała powiedzieć tylko tyle, że szefowa kupiła to zdjęcie u jakiegoś fotografa. Wiedziałam u którego… Ledwie hamując wściekłość, odszukałam wizytówkę Kaśki i zadzwoniłam.
– Jakim prawem je wykorzystałaś?!
– No jak to? – zdziwiła się. – Przecież podpisaliśmy umowę! Zrobiłam wam sesję za darmo w zamian za to, że będę mogła dysponować tymi zdjęciami.
Ale ja nie chcę być teraz na plakacie! Rozwiodłam się! – sądziłam, że zrozumie.
– Przykro mi, sprzedałam to zdjęcie salonowi i teraz oni mają do niego prawa. Może uda ci się coś z nimi załatwić.

Niestety, właścicielka salonu, kiedy poznała moją historię, nawet nie chciała słyszeć o zdjęciu plakatów, które rozmieściła już po całym mieście. Stwierdziła, że zrobi to tylko wtedy, gdy oddam jej pieniądze, które wydała na kampanię reklamową. Czyli… jakieś 20 tysięcy złotych! Oczywiście, nie mam takich pieniędzy, dlatego teraz cierpię, patrząc na reklamę salonu ze swoim zdjęciem ślubnym.

Więcej prawdziwych historii:
„Żona nie akceptuje narzeczonego córki, bo ma patologiczną rodzinę. Nie wie, że też jestem ze społecznego marginesu”
„25 lat temu chłopak zostawił mnie bez słowa. Okazało się, że w tajemnicy przed wszystkimi został księdzem”
„Złapałam męża na dziecko. Zaczął mnie zdradzać i poniżać, bo nigdy mnie nie pokochał”
„18 lat temu oddałam syna do domu dziecka. Nie wiem, czy dożyję następnych świąt, więc chciałabym go odnaleźć”