moja przyjaciółka uwiodła mojego ojca fot. Adobe Stock

„Moja najlepsze przyjaciółka uwiodła mi ojca. Jak on mógł polecieć na taką gówniarę?!”

Zdradziła mnie nie tylko przyjaciółka, ale i mój własny ojciec. Jak mam im to wybaczyć?
/ 09.09.2020 06:58
moja przyjaciółka uwiodła mojego ojca fot. Adobe Stock

Przyzwyczaiłam się do pochlebnych komentarzy na temat mojego taty. Jest starszy ode mnie tylko o osiemnaście lat, więc jak poszłam do liceum, on skończył trzydzieści cztery. Wyglądał naprawdę dobrze. Moje koleżanki nieraz w żartach mówiły: „daj no numer do twojego ojca”, albo: „poszłabym z nim na studniówkę” lub „zapisz go do rady rodziców, to maturę zdasz na szóstki”. Na początku byłam skrępowana. Później nauczyłam się to ignorować.

Małżeństwo moich rodziców rozpadło się, gdy byłam w podstawówce. To było do przewidzenia. Wzięli ślub, gdy byli jeszcze mentalnie dziećmi. Mama zaszła w ciążę tuż przed maturą. To ich rodzice zadecydowali, że ma być ślub i koniec. Mama opowiadała mi później, że naprawdę się starali, że ze względu na mnie próbowali jakoś utrzymać ten związek, ale z roku na rok docierało do nich, jak wiele ich różni. Gdyby nie ta nieplanowana ciąża, pewnie ich związek rozpadłby się po kilku miesiącach. Moja mama to taka cicha myszka. Ojciec był jej pierwszym chłopakiem. Wcześniej zamiast podrywać facetów i bawić się na dyskotekach, siedziała nad książkami. Gdy trochę podrosłam, odrobiła zaległości w nauce. Poszła na studia, teraz uczy w gimnazjum angielskiego.

Mój ojciec nie miał takich ambicji. Jakoś dobrnął do matury, ale zamiast na studia pojechał do pracy za granicą. Teraz prowadzi całkiem sporą drukarnię. Zawsze miałam z tatą dobry kontakt. Mimo że mieszkał w sąsiednim mieście, widywał się ze mną przynajmniej dwa razy w tygodniu. Interesował się tym, co u mnie w szkole, jakich mam przyjaciół. Sam też lubił mi się zwierzać. Kiedy poszłam do liceum, zaczął się z kimś spotykać. Najpierw długo mi o niej opowiadał, był ciekaw mojej reakcji, liczył się z moim zdaniem. W końcu przedstawił mi Tamarę. Super babka. Pełna wdzięku i klasy, a jednocześnie bardzo bezpośrednia i zawsze uśmiechnięta. Cieszyłam się, że mój ojciec mimo niewątpliwej urody nie jest żadnym bawidamkiem, tylko układa sobie życie jak porządny człowiek.

Po maturze wyjechałam do Gdańska. Świat drogi od domu rodzinnego, ale tylko tam dostałam się na upragnioną medycynę. Monikę poznałam już pierwszego dnia.
– Wybierasz się na Mount Everest? – zaśmiała się, gdy zobaczyła mnie z gigantycznym plecakiem w drzwiach akademika. Przydzielono nas do jednego pokoju. Złapałyśmy wspólny język od pierwszej chwili. Monika miała cechy, które najbardziej cenię w ludziach. Była szczera, bezpretensjonalna, miała niesamowite poczucie humoru i można było na niej polegać. Po pierwszym roku, kiedy cudem zaliczyłyśmy wszystkie egzaminy w letniej sesji, zaprosiłam ją do siebie, do Wisły.
– Wiesz, że jeszcze nigdy nie byłam w górach – mówiła podekscytowana w pociągu. – Jestem dziewczyną znad morza i zawsze tu spędzałam wakacje.
– No to wiele straciłaś – uśmiechnęłam się. – Dopiero teraz zobaczysz, jaka Polska jest piękna.

Ojciec odebrał nas z dworca w Bielsku-Białej. Niczego podejrzanego nie zauważyłam. Monika wydawała się trochę speszona. „To normalne”, pomyślałam. „W końcu poznaje rodziców przyjaciółki”. Zdziwiłam się tylko, że ojciec przyjechał do nas już następnego dnia rano.
– Chciałem zabrać dziewczyny na wycieczkę – powiedział wesoło od progu.
– Ale one jeszcze śpią – usłyszałam, jak mama odpowiada mu ściszonym głosem. – Pół nocy gadały w sypialni.
– To nic, zaczekam – stwierdził. – Na pewno się ucieszą, że będą miały darmowego kierowcę, który je podwiezie, gdzie tylko zechcą. Zdały wszystko w pierwszym terminie, należy im się trochę luzu.

Ojciec przewiózł nas po wszystkich okolicznych miasteczkach. Zaliczyliśmy Wisłę, Szczyrk, Żywiec, a później pojechaliśmy na kolację do Bielska. Monika siedziała z przodu, a ojcu dosłownie nie zamykała się buzia.
– Tato, chyba chcesz opowiedzieć w skrócie Monice całą historię naszego regionu – zażartowałam, bo już nie mogłam go słuchać.
– Ale Olka, daj spokój – uciszyła mnie Monia. – Już dawno nie słyszałam, żeby ktoś tak ciekawie opowiadał. Chyba zapiszę się na prywatne wycieczki z twoim tatą. Jest urodzonym przewodnikiem.
Zaświeciła mi się ostrzegawcza lampka w głowie. Doskonale znałam ten ton Moniki. Trochę sztuczny, lekko podekscytowany. Widziałam kątem oka, jak co chwila poprawia fryzurę i makijaż. „Boże, przecież ona zaleca się do mojego ojca!” – pomyślałam.

Od następnego dnia robiłam wszystko, żebyśmy nie spotykali się we trójkę. A to zabierałam Monikę do kina, a to mówiłam, że muszę ją koniecznie zapoznać z przyjaciółmi z liceum albo pogadać z nią w cztery oczy. Po kilku dniach skończyły mi się pomysły, a zgodnie z umową przyjaciółka miała zostać u mnie jeszcze przez tydzień.
– Proszę, nie obraź się, ale chciałabym dzisiejszy dzień spędzić sama – powiedziała mi w sobotę Monika. – Wiem, że jestem na nie swoim terenie, ale po kilku dniach tych zmasowanych atrakcji czuję, że muszę odpocząć.
– A nie zgubisz się tu sama? – zaniepokoiłam się.
– Coś ty, pojadę sobie może do Szczyrku, poopalam się na polanie, może wejdę na Skrzyczne lekkim szlakiem. Potrzebuję trochę pobyć sama.
– Pewnie – zgodziłam się. – Doskonale wiem, jak to jest, też mam czasem taką potrzebę. Ale jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, dasz znać, obiecujesz?

Po południu pojechałam do Bielska. Chciałam trochę pochodzić po sklepach, zaczęły się już pierwsze letnie wyprzedaże. Pomyślałam też, że kupię dla siebie i Moni bilet do mojego ulubionego teatru w mieście. To miała być niespodzianka i fajne zakończenie jej pobytu u mnie. Wychodziłam właśnie z bramy, gdy zobaczyłam samochód ojca. Jest bardzo charakterystyczny, poza tym znam na pamięć numer rejestracyjny. „Co on tu robi?” – pomyślałam. „Może też przyjechał na zakupy z Tamarą. Zadzwonię do niego” – wyjęłam telefon. Nie odebrał. Zadzwoniłam do Tamary. Zdziwiona powiedziała, że nie była w Bielsku od dwóch tygodni, bo wyjechała odwiedzić mamę, która pracuje we Włoszech.

Czułam, że coś jest nie tak. Ojciec oczywiście mógł być w Bielsku z powodu tysiąca różnych spraw, w końcu prowadził tu firmę. Ale była sobota, a on w weekendy nie pracuje. Upalne popołudnie zamieniało się w przyjemny ciepły wieczór. Kupiłam sobie loda i usiadłam na ławce w ogrodzie przy teatrze. I wtedy... zobaczyłam z oddali ojca. Wychodził z hotelu po drugiej stronie ulicy. Była z nim Monika! Zamarłam. Ojciec obejmował Monikę, zanim weszli do samochodu całowali się namiętnie przez chwilę. Poczułam złość i obrzydzenie. „Jak ojciec może mi to robić?!” – pomyślałam. „Jak może podrywać moją przyjaciółkę, która jest młodsza od niego o osiemnaście lat?! Jak może zdradzać Tamarę? I co Monika sobie myśli? Przyjechała do mnie na dwa tygodnie i robi zamieszanie w życiu mojej rodziny?”.

Nie mogłam się pozbierać. Wracałam do domu chyba z półtorej godziny, choć zwykle zajmuje mi to 20 minut. Poprosiłam Monikę, żeby nazajutrz wyjechała. Nie wiedziała, o co mi chodzi. Skłamałam, że moja mama źle się czuje, a ja nie chcę, żeby czuła się skrępowana we własnym domu. Monika była zdziwiona. Chyba mi nie uwierzyła, ale następnego dnia rano spakowała się i wróciła do siebie, do Koszalina. Po wakacjach powiedziałam jej, że dostałam propozycję wynajęcia pokoju u znajomych i nie wracam do akademika.
– Tam są lepsze warunki do nauki – wyjaśniłam. Na uczelni udaje mi się jej unikać, bo mamy zajęcia w innych grupach. Nie wiem, czy Monika nadal spotyka się z moim ojcem. Choć minęło sporo czasu, nie jestem gotowa, żeby z nim o tym porozmawiać. Czuję do niego odrazę.

To też może cię zainteresować:
Na portalu randkowym poznałam idealnego mężczyznę. Nie miałam pojęcia, że jest oszustem...
Moja wychowanka zaszła na obozie w ciążę. Teraz jej rodzice domagają się ode mnie alimentów
Moja przyjaciółka nie mogła zajść w ciążę ze swoim mężem. Pragnęła dziecka tak mocno, że postanowiła uwieść mojego

Tagi: romans