Z życia wzięte fot. Fotolia

Z życia wzięte - prawdziwa historia o flirtach na imprezie filmowej

Nigdy więcej nie pójdę już na żadną imprezę bez męża. Nawet na służbową. Co ja najlepszego narobiłam?!
/ 15.01.2016 06:58
Z życia wzięte fot. Fotolia

Z okazji jubileuszu firmy, zarząd urządził wspaniałą imprezę w modnym, eleganckim klubie. Zaprosili wszystkich pracowników i najważniejszych klientów. Niestety, bez osób towarzyszących…

Może trudno w to uwierzyć, ale nigdy wcześniej nie chodziłam na nocne hulanki bez Miśka, mojego ukochanego męża. Ba, w ogóle niewiele w życiu hulałam! Poznaliśmy się z Misiem jeszcze w szkole. Nieopierzone podrostki. Oboje cisi i spokojni. Przylgnęliśmy do siebie i tak już zostało. Od knajp czy dyskotek wolimy wspólne wycieczki, rowery, kajaki lub spokojne wieczory w kinie, a od nowych ludzi i hałasu – niewielkie grono sprawdzonych przyjaciół.
Dlatego wcale nie chciałam iść na firmową balangę.
– To nie dla mnie. Co ja tam będę robić? – pytałam męża, koleżanek z biura, a wreszcie także swojego szefa, który popatrzył na mnie spode łba i oświadczył chłodno:
– Pani Irmino, będzie pani tańczyć i pić wino, jak wszyscy. Absolutnie sobie nie wyobrażam, żeby zabrakło kogoś z mojego działu!
– Absolutnie sobie nie wyobraża? Czyli po prostu musisz tam iść – podsumował sprawę Misiek. – Ale nie zamartwiaj się, to przecież nic takiego. A może będzie miło? Pobędziesz godzinkę i wrócisz do domu.
– Wolałabym iść z tobą – odparłam żałośnie.
– Daj spokój, kochanie – przytulił mnie mocno. – Przecież wiesz, że nie cierpię takich zlotów jeszcze bardziej niż ty! Idź, zabaw się, a potem mi opowiesz, jak jest w wielkim świecie – puścił oko.

Cóż było robić. Przestałam jęczeć. Skoro Michał nie widział problemu w tym moim samodzielnym imprezowaniu, to ja także postanowiłam nie widzieć. „Zaliczę to. A nawet porządnie się przygotuję!” – postanowiłam. Wyciągnęłam z dna szafy odświętną kieckę. Dokupiłam do niej modne szpilki…
– Wyglądasz jak gwiazda filmowa – zachwycił się mój ślubny w dniu imprezy. – Bądź dzielna i wracaj do mnie szybko, księżniczko – pocałował mnie czule.
– A nie będzie ci tu samemu smutno?
– pogłaskałam go po policzku.
– Po prostu pójdę spać – wzruszył ramionami. – Biegnij już, taksówka czeka!
Firma naprawdę się postarała. Klub był ogromny, pięknie przystrojony. Wejście zdobiły girlandy kwiatów. Z każdego kąta bił blask. Od progu witali gości wytworni kelnerzy z tacami pełnymi musującego wina. Stoły uginały się od wykwintnych dań. Na jasno oświetlonej scenie produkował się znany z telewizji konferansjer. Byłam nieco onieśmielona całym tym przepychem, więc dla kurażu duszkiem wypiłam powitalnego szampana.
– Mogę jeszcze? – zapytałam przechodzącego obok kelnera.

Tylko się uśmiechnął i podstawił mi tacę pod nos. Weszłam dalej, szukając wzrokiem koleżanek z działu. Zanim je znalazłam, drugi kieliszek był pusty. Sięgnęłam więc po kolejny… Bąbelki leciutko uderzyły mi do głowy, przestałam być taka spięta. Ukradkiem zerknęłam w wiszące na ścianie ogromne lustro. „Pięknie wyglądasz!” – powiedziałam samej sobie komplement. „Głowa do góry!”. Uśmiechnęłam się i dziarsko ruszyłam w głąb sali.
Wkrótce naprawdę świetnie się bawiłam w towarzystwie Basi i Hani z mojego działu. Przyłączyli się do nas koledzy z marketingu, z którymi pracujemy na tym samym piętrze. Wino lało się strumieniami, zaczęły się bardziej swobodne pogaduszki, żarciki, tańce…
– Irminko, poznaj Jakuba, to nasz najlepszy klient! – złapał mnie nagle za łokieć Marcin, jeden ze znajomych marketingowców. – Panie Jakubie, Irmina jest gwiazdą logistyki – błysnął zębami w uśmiechu.
Podniosłam wzrok. Przede mną stał niesamowicie przystojny, wysoki facet o południowym typie urody, ubrany w szykowny, jasny garnitur.
– Bardzo mi miło – podałam mu dłoń.
– Czy mogę panią porwać na parkiet? – spytał bez ogródek, przewiercając mnie na wylot czarnymi jak węgiel oczyma.
– Czemu nie? – odparłam lekko.

Szumiało mi w głowie i czułam się z tym wspaniale. Wolna, niezależna, pociągająca, szalona…
Wstyd mi na to wspomnienie, ale coś mi odbiło i w najlepsze flirtowałam z Jakubem. W dodatku, podobało mi się to. Tańczyliśmy, gawędziliśmy, cały czas, niestety, pijąc wino. Nowy znajomy dużo i chętnie opowiadał o swoich egzotycznych podróżach. Szczególnie polubił Meksyk, więc gorąco mnie zachęcał do poznania tamtejszej kuchni.
– Koniecznie musisz spróbować! – przekonywał. – Dlatego zapraszam cię w niedzielę na obiad do meksykańskiej restauracji – wymienił nazwę znanej knajpy. – Co ty na to?
– Z przyjemnością – uśmiechnęłam się szeroko.
Miałam już trochę w czubie i byłam tak rozanielona, że nie zastanawiałam się nad tym, co robię…
Ani się obejrzałam, jak wybiła północ. Dopiero to mnie nieco ocuciło. „Cholera, miałam wpaść na godzinkę, a siedzę już ponad cztery!” – pomyślałam i niczym Kopciuszek postanowiłam natychmiast opuścić ten bal. Zanim czar pryśnie.
– Kuba, wybacz, ale muszę już iść – powiedziałam do swojego towarzysza.
– Odprowadzę cię – zaproponował szarmancko.
– Nie, nie trzeba. Poradzę sobie.
– Nalegam!
– Daj spokój, wystarczy, że zamówisz taksówkę – troszkę się speszyłam tą natarczywością.
– Stoją przed wejściem – pokazał ręką kierunek.
Szybciutko zaczęłam się zbierać. Ale zanim zatrzasnęłam za sobą drzwi wozu, mój towarzysz rzucił jeszcze:
– To do niedzieli, pa, Irminko. Czekam o 17!

„O cholera! Czy ja oszalałam?!” – przemknęło mi w panice przez myśl. „Po co ja się z nim w ogóle umawiałam?!”. Ale taksówka już mknęła w stronę mojego domu. Czułam się głupio. „Namieszałaś, kobieto!” – wyrzucałam sobie. „W domu czeka na ciebie kochający mąż, a ty umawiasz się na kolację z innym facetem? Po co?”. Nie bardzo potrafiłam sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. To był impuls, jakieś chwilowe zamroczenie, mocno podlane alkoholem. Przecież nie miałam zamiaru zdradzać Miśka!
Trochę się bałam, że Michał zauważy moje zmieszanie, ale na szczęście twardo spał. Długo stałam pod prysznicem, zmywając z siebie piekące poczucie winy. W kojących strugach wody wytłumaczyłam sobie, że w zasadzie nic strasznego się nie stało. Choć, owszem, trochę przesadziłam… Pewnie dlatego, że facet był taki miły i przystojny. Pozostawał drobny kłopot: umówiona meksykańska kolacja, z której musiałam jakoś się wymigać. Tylko: jak? Nie wymieniliśmy się numerami telefonów, nie znałam nawet jego nazwiska. Niby mogłabym iść do działu marketingu i zapytać kolegę o tego klienta, ale trochę się wstydziłam. Bardzo bałam się też plotek. Jeszcze ktoś pomyślałby, że coś kombinuję z tym Jakubem, a wszystko jakimś cudem doszłoby do mojego  Miśka i byłabym ugotowana. Cały tydzień rozmyślałam, jak wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji, ale jakoś nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.

Niedziela była piękna. Świeciło słonko, za oknem śpiewały ptaki i mój Misiek od rana był w znakomitym nastroju.
– Zaprosiłem do nas Piotrka z Janką – oznajmił przy śniadaniu. – Dobrze zrobiłem?
– Dobrze, dobrze – wymamrotałam niepewnie. – Choć mogłeś mnie spytać, zanim to zrobiłeś.
– A co? Mamy inne plany? – mąż popatrzył na mnie zdziwiony.
– No nie, skąd! – aż krzyknęłam.
– Źle się czujesz? – musiałam wyglądać nieswojo, więc Misiek od razu się o mnie zatroszczył.
– Troszkę boli mnie głowa – skłamałam. – To o której będą?
– Jakoś po 15.
„Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu wystawić tego Kubę rufą do wiatru” – pomyślałam. Ale takie rozwiązanie niezbyt mi się podobało. Przecież to klient naszej firmy.
Przyszli znajomi. Udawałam, że wszystko jest jak trzeba, ale w głębi duszy się we mnie gotowało. „Myśl!” – rozkazywałam samej sobie. „Coś przecież musisz zrobić…”. I nagle spłynęło na mnie olśnienie.
– Kochani, jest tak pięknie i ciepło, może macie ochotę na lody? – zagaiłam niewinnie całe towarzystwo.
Zareagowali entuzjastycznie.
– Świetnie, to w takim razie skoczę na tę wielką stację benzynową tu niedaleko i kupię najlepsze, jakie znajdę – uśmiechnęłam się promiennie.
– Serio? Chce ci się? – spytał Michał.
– Może ja pójdę?
– Nie, kochanie, to mnie dziś trzeba tlenu, pamiętasz? Poza tym lepiej się znam na lodach – zażartowałam. – Przejdę się tam na piechotkę, to mi dobrze zrobi – ćwierkałam. – Zaraz wracam!
I już mnie nie było!

Pędem poleciałam do auta i z piskiem opon zajechałam pod restaurację, w której byłam umówiona z Kubą. Już czekał. Wstał na mój widok. W jego oczach zobaczyłam zaskoczenie. No tak, nie przebrałam się w nic wizytowego, miałam na sobie jakąś sportową bluzę i dżinsy… Pewnie w niczym nie przypominałam tej księżniczki z firmowego balu.
– Najmocniej cię przepraszam, ale nie zjem z tobą kolacji! – oznajmiłam zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. – Nawet nie będę siadać. Wybacz mi, niepotrzebnie się z tobą umawiałam. Jestem mężatką i bardzo kocham mojego męża. W ogóle nie powinno mnie tu teraz być, zrozum. Tak, super mi się z tobą gadało i tańczyło wtedy na imprezie, ale nie chcę ciągnąć tej znajomości. Przyszłam specjalnie, żeby ci to powiedzieć. Nie chciałam, abyś tu na mnie czekał bez sensu… – wyrzuciłam z siebie jednym tchem wszystko, co miałam do powiedzenia w tej sprawie.
– Irminko… – był zdziwiony, ale raczej rozbawiony niż rozgniewany.
Odetchnęłam z ulgą.
– To niebywałe, że w ogóle przyjechałaś – powiedział. – Jestem pod wrażeniem!
– Daj spokój, naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło – spuściłam wzrok.
– Bardzo cię przepraszam… – spojrzałam na zegarek. Od wyjścia z domu minęło dwadzieścia minut. – Muszę już lecieć, nie mam ani chwili czasu! – pomachałam mu ręką i po prostu… uciekłam.

Po drodze do domu kupiłam pierwsze z brzegu lody na stacji benzynowej. Nikt nawet nie zauważył, że nie było mnie trochę dłużej niż trwa spacer na stację obok nas. Goście siedzieli tak, jak ich zostawiłam, a Misiek częstował ich naleweczką własnej roboty. Sielanka. Schroniłam się w kuchni, wypiłam duszkiem szklankę zimnej wody. Dopiero wtedy naprawdę mi ulżyło. A potem nałożyłam lody na talerzyki i po chwili siedziałam już razem z nimi. Udało się!
Może kolacja z innym facetem to nie zdrada, ale mój mąż na pewno nie byłby z niej zadowolony. Prawdopodobnie nie spodobałoby mu się także to, że w ogóle się na nią zgodziłam. Ani moje zachowanie na imprezie. Na szczęście nigdy się o tym wszystkim nie dowie…

Przeczytaj więcej prawdziwych historii:

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/03.10.2016 21:38
Zachowałaś się jak prawdziwa kochająca żona.