Wróżka wywróżyła mi męża fot. Panthermedia

Wróżka wywróżyła mi miłość

Wróżby przyjaciółki traktowałam z przymrużeniem oka, chociaż bardzo chciałam, aby się spełniły.
/ 26.04.2012 07:20
Wróżka wywróżyła mi męża fot. Panthermedia
Wieczorem Agata wpadła do mnie z talią kart. To była jej nowa pasja. Uczyła się wróżyć. Tyle co skończyłam odkurzać i czyścić kanapy, które byłe upaćkane dżemem i nutellą. Maciek z Frankiem głównie jedli przy telewizorze, a ja nie miałam siły z tym walczyć.
Ostatnio, gdy siedzieli z płatkami i wpatrywali się w żółwia Franklina, na inspekcję wpadła teściowa.
– To niewychowawcze! – zawołała od progu. – Jak możesz chłopcom pozwalać jeść i oglądać telewizję?
– Napije się mama herbaty? – spytałam, ale moja elegancka, pachnąca Channel teściowa, nie dała się zwieść manewrom.
– Bardzo proszę – powiedziała z godnością, zmieniając w przedpokoju 12-centymetrowe szpilki na balerinki z miękkiej skórki. – Najchętniej zielonej. Ale nie podoba mi się, jak wychowujesz dzieci.
Zrobiłam jej zieloną. A potem, zaciskając zęby, powiedziałam uprzejmie, że muszę skończyć projekt i nie mogę jej towarzyszyć. A jeśli ma jakieś zastrzeżenia do moich metod, to może główny ciężar wychowawczy przejmie jej elegancki syn, który mnie elegancko dwa lata temu zostawił.
Tak się wkurzyłam, że pchnęłam niechcący łokciem talerzyki i wpadły do zlewu, robiąc potworny hałas.
– Ależ, Julio – teściowa popatrzyła na mnie z niesmakiem. – Tak się nie zachowuje dama!
– Nie jestem damą, tylko samotną kobietą z dwójką dzieci! – wrzasnęłam wtedy. – Która pozwala tym dzieciom oglądać telewizję, żeby mieć chwilę spokoju!
– Nie przesadzaj, moja droga! – żachnęła się. – Przecież Piotruś też zajmuje się chłopcami. Część dnia są w przedszkolu, a i ja regularnie tu przyjeżdżam.
– Nic już wtedy nie powiedziałam – pożaliłam się później Agacie, opowiadając jej o porannych odwiedzinach teściowej. – Bo co tu gadać? Ona i tak zawsze podważy moje kompetencje jako matki. I usprawiedliwi Piotrusia.
Z trudem przełknęłam łzy. Agata spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Mam coś dla ciebie – pogrzebała w torbie i wyjęła talię kart. – Ciągle wróżę – wyjaśniła z uśmiechem. – W pracy, w czasie lunchu ustawiają się do mnie kolejki. Mówię ci, wszystko się sprawdza.
– Ciekawe, co też mogłoby mi się jeszcze w życiu przydarzyć – skrzywiłam się.
– Ja i bez wróżenia ci powiem, że może ci się przydarzyć wiele wspaniałych rzeczy, na przykład wielka miłość – oznajmiła.
Prychnęłam z niedowierzaniem.
– Nie prychaj! – zmitygowała mnie. – Kaśka z kadr nie wierzyła, że z nieba spadną jej pieniądze, a samotny brat jej ojca, zostawił jej działkę, którą od ręki korzystnie sprzedała.
– Takie rzeczy się zdarzają. Ale miłość, w mojej sytuacji? – wskazałam brodą na drzwi od pokoju chłopców – Kto się będzie chciał ze mną wiązać?
– Ktoś, kto jest ci przeznaczony – odparła Agata z powagą. – To co, mam uchylić rąbka tajemnicy?
– Uchylmy – zdecydowałam.
Agata ułożyła z kart dziwną konstrukcję i przyglądała się jej w skupieniu.
– Hm – rozpromieniła się. – Dziwne.
– Tylko mnie nie strasz!
– Nie, to nic złego – odparła pospiesznie. – Miłość jest ci pisana. Ten mężczyzna jest bardzo blisko. Ale będziesz musiała dla niego z czegoś zrezygnować. I czegoś się nauczyć.
– Och! – machnęłam ręką – Cały czas się czegoś uczymy.
– Karty więcej nie powiedzą – zakończyła i schowała talię do torby. Po czym ukroiwszy sobie sernika, westchnęła:
– Ciekawa jestem, jak on wygląda?
Jednocześnie parsknęłyśmy śmiechem.

Powietrze pachniało nadzieją. Zawsze tak to czułam wiosną, kiedy na każdym rogu rozkwitały tulipany. Rozpięłam kurtkę. Miałam dla siebie całe popołudnie, bo Piotrek miał odebrać chłopców z przedszkola. Już chciałam przekroczyć próg księgarni, żeby przeszukać półki z nowościami, kiedy zadzwonił mój były.
– Julia? – spytał głupio, tak jakby ktoś inny miał odebrać moją komórkę. – Słuchaj, bardzo cię przepraszam, ale coś mi wypadło, i nie dam rady odebrać chłopaków. Oni teraz mają wycieczkę do stadniny koni, wyślę ci adres SMS-em.
– Wiem, że mają wycieczkę – powiedziałam. – Wiem też, że czekają na ciebie.
– Oj, no tak, tak – w głosie Piotrka pobrzmiewała irytacja. – Ale co ja mogę? Przełożyli mi spotkanie w radzie nadzorczej. Muszę pilnować roboty. Jak sądzisz, z twojej pensji da się zapłacić za prywatne przedszkole? – zakończył zjadliwie.
Ze złością nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Wygrzebałam z torby notes, gdzie miałam zapisany adres podmiejskiej stadniny koni. Pół godziny później byłam na miejscu, jeszcze sporo przed czasem. Wokół było pięknie. Usiadłam na ławce i wystawiłam twarz do słońca. Zamknęłam oczy. Po surowej, niemal arktycznej zimie, chciałam się wygrzać jak kot na przypiecku. Nie wiem, ile tak siedziałam. Może zasnęłam?
– Mamo, mamo! – z oddali usłyszałam głos Franka. – Mamo! Jeździłem na koniu! Pan Janek mnie uczył!
Wstałam i zakręciło mi się w głowie. Podtrzymał mnie wysoki mężczyzna, który pojawił się nie wiadomo skąd.
– Nic pani nie jest? – spytał przejęty, wciąż przytrzymując mnie pod ramię.
– Nic. Dziękuję. – powiedziałam. – Chyba zbyt gwałtownie wstałam.
Spojrzeliśmy sobie w oczy i... aż zrobiło mi się gorąco.
– Mamusiu, mamusiu, pan Janek jest super! – zawołał nagle Franek. – Nauczył mnie jeździć na Talizmanie!
– No, jeszcze nie całkiem nauczył – zaśmiał się mężczyzna. – To na razie pierwszy krok. Ale poszło ci znakomicie! – pochwalił Franka.
– Mamusiu! – syn szarpnął mnie za rękę – Słyszałaś? Będę dżokejem!
Maciek podbiegł do nas szczęśliwy i spontanicznie przytulił się do instruktora.
– Pan Janek też mnie uczył – powiedział zazdrośnie.
– To może i mnie pan nauczy? – zażartowałam.
– Z przyjemnością – podchwycił instruktor. – To kiedy? Jestem tutaj tylko przez miesiąc – dodał. – Potem wracam na Mazury. Tam mieszkam.
– Ach… – wyrwało mi się.
Musiał usłyszeć rozczarowanie w moim głosie, bo lekko się uśmiechnął.
– A może… – zaczął niepewnie – Przyjedziecie do mnie na weekend? W Nagórkach jest pięknie! Stadnina nieduża, ale…
– Taaaak!!! – zakrzyczeli go chłopcy
– Mamusiuuuu! Zgódź się!
– Może pani przyjechać z mężem – dorzucił, bacznie mnie obserwując.
– Mama nie ma męża! – wypalił Franek. – Się rozwiedli.
– No – potwierdził Maciek. – I tata ma teraz nową narzeczoną.
– Brzydka jest – rzucili obydwaj jednocześnie. – A nasza mama piękna!
– To prawda – odparł pan Janek.
Czułam, jak mi płoną policzki.
Trzy tygodnie później, kiedy liście na wszystkich drzewach rozwinęły się na dobre, całowaliśmy się jak szaleni pod czeremchą. Spędzaliśmy w Nagórkach kolejny weekend. Chłopcy nie chcieli wyjeżdżać, bo zakochali się w tym nowym miejscu. Tak jak ja w Janku, a on we mnie. Wczoraj powiedział mi, poważnie patrząc w oczy, że chciałby ze mną spędzić resztę życia. Ze mną, i z chłopcami.
– Rzuć wszystko! – klęczał przede mną. – Przyjedź tutaj i zostań ze mną! Będziemy szczęśliwi, obiecuję. Zadbam o was!
Przepełniało mnie szczęście.
W niedzielę przyjechała Agata. Akurat uczyłam się jeździć konno. Wysiadła z samochodu i idąc w moją stronę, śmiała się jak szalona.
– A widzisz?! – wołała z daleka. – Mówiłam ci, że miłość jest blisko i że będziesz się musiała nauczyć czegoś nowego! Jestem dobrą wróżką!