„W marcu zawsze sadzę cebulę dymkę. Dzięki sekretowi babci Tereski plonów zazdroszczą mi wszystkie sąsiadki”
„– Anulko, cebula to nie tylko sadzenie – mówiła, gdy jako dziewczynka pomagałam jej na grządkach. – Trzeba wiedzieć, kiedy ją włożyć do ziemi, kiedy podlewać, a kiedy zostawić w spokoju. Jak z ludźmi – nie można im wciąż nadskakiwać”.

- Redakcja
Każdy ma w życiu coś, z czego jest dumny. Dla mnie to mój ogródek. Nie jakieś tam rabatki z bratkami czy pelargoniami – choć i one mają swoje miejsce – ale prawdziwe, solidne grządki, z których zbieram plony, jakich nie uświadczy nikt inny na osiedlu. A już moja cebula dymka? Legenda.
Od lat sadzę ją w marcu, jak uczyła mnie babcia Tereska. Zawsze powtarzała: „Cebula lubi cierpliwość, dobrą ziemię z kompostem. I serce. Jak wszystko na tym świecie.” Jej metody były proste, ale skuteczne. Co roku, gdy moje plony wystrzeliwały w górę, sąsiadki patrzyły na nie z mieszaniną podziwu i… zazdrości.
– Anka, jak ty to robisz? – zagadnęła ostatnio pani Krysia, mrużąc podejrzliwie oczy. – Pewnie jakieś cudowne nawozy, co?
Uśmiechnęłam się tylko. Bo co miałam powiedzieć? Że wystarczy robić wszystko tak, jak mówiła babcia? No przecież to by było zbyt proste
Sąsiadki chciały znać mój patent
– Naprawdę niczego nie dosypujesz? – powtórzyła pani Krysia, opierając się o płot i wpatrując się w moje grządki z miną detektywa tropiącego aferę stulecia.
– Nic. Po prostu rośnie – odparłam z uśmiechem, podlewając młode listki cebuli.
Krysia prychnęła i odwróciła się do pozostałych sąsiadek, które kręciły się po ogródkach.
– A widziałyście, jak ona ma równo posadzone? Jak od linijki! Normalny człowiek tak nie potrafi! – zagaiła, teatralnie rozkładając ręce.
– Może z jakiejś specjalnej odmiany? – dodała pani Basia, nachylając się przez płot.
– Albo z zagranicy, przez internet! – rzuciła pani Marysia, jakby właśnie rozwiązała wielką zagadkę.
Pokręciłam głową z rozbawieniem. No tak, w zeszłym roku było to samo. One po prostu nie mogły znieść, że moja cebula wyrasta taka dorodna.
– Anka, ale tak serio – pani Krysia zrobiła krok bliżej. – W zeszłym sezonie moja cebula była mała. Twoja gigantyczna i ten szczypiorek! No coś musi być na rzeczy.
– Krysia, może ty po prostu nie masz ręki do cebuli? – zaśmiał się zza moich pleców mój mąż, który akurat wyszedł na taras z kubkiem kawy.
Oj, nie był to mądry ruch. Krysia zmrużyła oczy, jakby właśnie wydała na niego wyrok.
– Stasiu, my tu poważnie rozmawiamy! – prychnęła.
A ja tylko zacisnęłam usta, by nie wybuchnąć śmiechem. Bo serio? Poważnie? Cebulowa teoria spiskowa? Ale czułam, że to jeszcze nie koniec.
Sekret babci Tereski
Pamiętam tamte wiosny u babci Tereski. Miała ręce wiecznie pachnące ziemią, a w jej ogródku wszystko rosło jak szalone. To ona nauczyła mnie, jak sadzić cebulę – i nie tylko.
– Anulko, cebula to nie tylko sadzenie – mówiła, gdy jako dziewczynka pomagałam jej na grządkach. – Trzeba wiedzieć, kiedy ją włożyć do ziemi, kiedy podlewać, a kiedy zostawić w spokoju. Jak z ludźmi – nie można im wciąż nadskakiwać.
Cebula babci zawsze była dorodna, a sąsiadki – już wtedy – próbowały wydobyć z niej sekret. Jedne prosiły o porady, inne zerkały przez płot, jakby mogły coś podpatrzeć. Babcia tylko się uśmiechała, podlewała swoje rośliny i robiła swoje.
– Babciu, a czemu twoja cebula rośnie lepiej niż u innych? – dopytywałam, patrząc, jak sadzi kolejne dymki w równych rządkach.
– Bo ja ją lubię, Anulko. A ona to czuje – odpowiedziała i wzięła w dłonie garść ziemi. – I bo mam dobrą ziemię. Widzisz, jaka ciemna, jaka pachnąca?
Dziś, gdy sadzę swoją cebulę, robię to dokładnie tak, jak nauczyła mnie babcia. Traktuję ją z szacunkiem, nie spieszę się. A sąsiadki? No cóż… One szukają wielkiego sekretu, a on od zawsze był na wyciągnięcie ręki.
Tylko czy kiedykolwiek w to uwierzą?
Plotkom nie było końca
Wracając ze sklepu, już z daleka usłyszałam szepty zza płotu. Nie musiałam się specjalnie starać, żeby zrozumieć, o czym rozmawiają.
– Mówię ci, to niemożliwe, żeby cebula tak sama rosła! – syknęła pani Krysia. – Albo jakieś cudowne nawozy, albo… czary!
– No coś musi dodawać – zgodziła się pani Basia. – Może jakaś specjalna odżywka? Albo moczy w czymś te cebulki przed sadzeniem?
Zatrzymałam się tuż przy furtce, ale żadna mnie nie zauważyła.
– A ja słyszałam – wtrąciła pani Marysia – że kiedyś jej babka coś tam znała, jakieś stare sposoby. Może ona to robi po kryjomu?
– E tam, babcine metody! – prychnęła Krysia. – Pewnie co wieczór wychodzi i pryska czymś te swoje grządki. A nam wciska kit!
Wzięłam głęboki oddech, uśmiechnęłam się do siebie i weszłam na podwórko jak gdyby nigdy nic.
– O czym tak tajemniczo rozmawiacie? – zapytałam, opierając się o płot.
Sąsiadki aż podskoczyły.
– O niczym, tak tylko… o pogodzie! – bąknęła Krysia.
Oj, coś czułam, że to jeszcze nie koniec tej cebulowej afery. I że niektóre z nich nie cofną się przed niczym, żeby poznać mój sekret.
Tego się nie spodziewałam
Obudził mnie dziwny hałas. Coś zaszurało za oknem, a potem rozległ się stłumiony trzask. Zerknęłam na zegarek – czwarta rano. Przez moment chciałam to zignorować, ale coś mnie tknęło. Wstałam, odchyliłam firankę… i zamarłam. Ktoś grzebał w moim ogródku!
W mroku dostrzegłam pochyloną postać, która w pośpiechu wyrywała moje cebulki. W pierwszej chwili pomyślałam o złodziejach, ale nie – złodziej nie rozgrzebuje ziemi, jakby czegoś szukał! Złapałam szlafrok, kapcie i wybiegłam na podwórko.
– Ej! Co tam robisz?!
Postać gwałtownie się wyprostowała, zamachała rękami i… w świetle latarni zobaczyłam znajomą sylwetkę. Pani Krysia.
– Aaaaa! – wrzasnęła, jakbym to ja była włamywaczem. – Ja tylko… tylko sprawdzam coś…
Spojrzałam na swoje grządki. Cebule powyrywane, ziemia rozkopana jak po ataku kreta.
– Sprawdzasz, czy moja cebula rośnie na czymś specjalnym?! – fuknęłam, zakładając ręce na piersi.
– Bo ja… ja chciałam zobaczyć, czy te twoje cebule są jakieś inne! – zaczęła się plątać. – Bo… może to jakaś specjalna odmiana!
Patrzyłam na nią w milczeniu, czując narastające rozbawienie.
Babcia by się uśmiała
Mimo nocnego sabotażu cebula wyrosła dorodna jak co roku. Sąsiadki nie mogły w to uwierzyć. Szczególnie pani Krysia, która od tamtej nocy unikała mojego wzroku, jakby bała się, że każę jej odpracować szkody.
Wiedziałam, że długo nie wytrzyma. I nie myliłam się.
– Anka, no powiedz… – zaczepiła mnie w końcu pewnego popołudnia, kiedy plewiłam grządki. – Co ty z nią robisz? Czym podlewasz?
Spojrzałam na nią, a potem na inne sąsiadki, które z udawaną obojętnością podeszły bliżej.
– No powiedz, Aniu – dodała pani Basia. – To już nie jest normalne, żeby tak rosło bez niczego!
Otarłam dłonie o fartuch i przeciągnęłam moment, żeby je trochę podroczyć.
– Chcecie znać sekret?
Pokiwały głowami, gotowe chłonąć każde moje słowo.
– Miłością – odparłam z szerokim uśmiechem. – I radami babci Tereski.
Zapadła cisza.
– Miłością?! – powtórzyła Krysia, jakby usłyszała największą bzdurę świata.
– Tak. Bo cebula, jak wszystko na tym świecie, lubi, jak się o nią dba. I nie grzebie się w niej po nocach! – dodałam z przekąsem.
Sąsiadki popatrzyły po sobie, nie wiedząc, czy się obrazić, czy przyznać mi rację. A ja patrzyłam na moje piękne plony i czułam satysfakcję. Babcia Tereska na pewno by się uśmiała.
Ania, 35 lat
Czytaj także: „Pierwszy wiosenny motyl miał zwiastować szczęście, a przyniósł śmierć. To boli, że już nigdy nie powiem mu, że go kocham”
„Związałem się z kobietą bluszczem i nie wiem jak od niej uciec. Może rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady?”
„Zamiast w kochanka mąż nocą zmienia się w ryczący traktor. Marzę, by robić coś innego, niż zatykanie uszu”