Ta jedyna fot. Panthermedia

Ta jedyna

Im więcej myślałem o Karolinie, tym bardziej żałowałem swojej decyzji. Może trzeba było walczyć o ten związek?
/ 08.05.2012 10:43
Ta jedyna fot. Panthermedia

Mam na swoim koncie kilka całkiem udanych związków, znam się na kobietach i potrafię sprawić, by moja wybranka była szczęśliwa. Dlaczego więc – zapyta ktoś – z żadną nie związałem się na stałe? Problem polega na tym, że prędzej czy później babki zaczynają traktować faceta jak swoją własność – rozstawiają go po kątach, mówią, co i kiedy ma robić. Najgorsze są jednak te awantury, te wygłaszane pełnym wyższości tonem uwagi na temat życia pod jednym dachem. Przynajmniej ja takich sytuacji nie znoszę. Ilekroć zaczynają się więc „muchy w nosie” i pretensje o przysłowiowe skarpetki na dywanie, mówię „żegnaj” i zwijam żagle. Dzięki temu zachowałem z każdego swojego związku same dobre wspomnienia.

Jej wcale nie zależy na spotkaniu ze mną!
Kiedy kilka tygodni temu Karolina zaczęła odreagowywać na mnie swoje pracowe stresy, spokojnie zabrałem z jej łazienki swoją szczoteczkę do zębów i wróciłem do swojego mieszkania. Byłem przygotowany na to, że w ciągu najbliższego tygodnia, najwyżej dwóch, zadzwoni do mnie z pretensjami (jak inne przed nią). Zacznie mi nawijać, jak to strasznie ją skrzywdziłem, jakim jestem gburem i egoistą, bo nie okazałem nawet odrobiny zrozumienia, itd.
Jednak ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, przez blisko trzy tygodnie mój telefon milczał. W końcu jednak zadzwonił.
– Słucham? – zapytałem, choć na wyświetlaczu migotało imię mojej byłej.
– Cześć, Jasiu, tu Karolina. Mam do ciebie taką małą prośbę.
– Tak? – uśmiechnąłem się pod nosem, pewien, że teraz wymyśli jakiś głupi pretekst, żeby się ze mną spotkać i „porozmawiać o kryzysie naszego związku”.
Kilka innych przed Karoliną już próbowało tego numeru.
– Zostawiłam u ciebie dwie płyty z Chopinem w wykonaniu Zimermana.
– Chcesz, żeby ci je przynieść do domu, czy spotkamy się na mieście?
– Strasznie teraz jestem zajęta, ciężko by nam było zgrać terminy. Zostaw je u mnie w firmie, dziewczynom w recepcji. Dobrze?
– Dobrze – mruknąłem mechanicznie, cokolwiek skołowany.
– To na razie – rozłączyła się.
Zacząłem się zastanawiać, co kombinuje Karolina. Przecież nie dzwoniłaby do byłego faceta, który rozstał się z nią właściwie w jednej chwili, żeby odzyskać jakieś głupie płyty. To prawda, lubiła te wykonania Zimermana, ale byłem pewien, że gdyby chciała, mogłaby kupić nowe. Ona wolała jednak zadzwonić…
Gubiłem się w domysłach i nie mogłem dojść do żadnego sensownego wniosku.
Dlatego pomyślałem, że na razie nie odwiozę tych płyt i w ten sposób sprowokuję Karolinę do jakiegoś ruchu. Jeśli nie zadzwoni, to będzie znaczyło, że poprzedni telefon był tylko pretekstem. Że chciała porozmawiać o czymś więcej, czyli postąpiła jak wszystkie przed nią.
Po tygodniu przyszedł do mnie SMS: „Jasiu, przypominam o płytach. K.”.
Byłem już kompletnie zdezorientowany. Karolina zachowywała się tak, jakbyśmy nigdy nie byli parą, ale zwykłymi znajomymi, którzy pożyczyli od siebie płyty. Przyznaję, że jej reakcja mi zaimponowała. Zresztą, im dłużej o niej myślałem, tym bardziej za nią tęskniłem. Tak bardzo różniła się od innych dziewczyn, z którymi się spotykałem. Karolina to niewątpliwie kobieta z klasą.
„Czy aby nie za szybko z niej zrezygnowałem? – przeleciało mi raz i drugi przez głowę. – Może to właśnie „ta jedyna”? Przecież szukałem takiej kobiety zawsze i z kolejnymi rozstawałem się tylko dlatego, że okazywały się podobne do innych.
A Karolina jednak się wyróżnia. Ma poczucie humoru, jest inteligentna, no i piękna”.
Pierwszy raz w życiu postanowiłem sam zadzwonić do „byłej”.
– Cześć, Jasiu – przywitała mnie wesoło. – Przepraszam, że tak ci się naprzykrzam z tymi płytami, ale mam straszną ochotę ich posłuchać. Wiesz, że kocham Chopina.
– No właśnie, po to dzwonię.
– Ale ich nie zgubiłeś? – zaniepokoiła się.
– Nie, tylko byłem ostatnio zarobiony…
– Rozumiem. Wyślij je do mnie kurierem. Może być na mój koszt.
– Aha – chrząknąłem rozczarowany.
– Ale wiesz, myślałem, że… Bo mam teraz trochę więcej luzu w pracy, więc może byśmy się spotkali. Wieczorem?
– Wieczory odpadają. Mam sporo zajęć. Zapisałam się na jogę, trochę też szlifuję francuski. Ale ewentualnie może być w ciągu dnia. Co powiesz na lunch?
– No dobrze.
– To poczekaj, sprawdzę – usłyszałem w słuchawce szelest kartek kalendarza i poczułem się jak zwykły petent. – Jutro nie, pojutrze też, czekaj, czekaj… W czwartek szesnastego. Może być?
Zgodziłem się, choć wolałbym chyba usłyszeć, że nie ma dla mnie w ogóle czasu. To by znaczyło, że wzbudzam w niej jakieś uczucia, i po prostu nie chce mnie widzieć na oczy. Tymczasem ona mnie zwyczajnie „wcisnęła” pomiędzy inne sprawy, tak jakbym dla niej nic nigdy nie znaczył!


Przetrzymała mnie, no i chyba… wygrała
Dziesięć dni dzielące mnie od spotkania postanowiłem dobrze wykorzystać. Codziennie po pracy wpadałem na siłownię. Cudów trudno było oczekiwać, ale po tygodniu intensywnych treningów sylwetka wyraźnie mi się poprawiła. W weekend skoczyłem na zakupy, kupiłem sobie świetną koszulkę. Przeszukałem Internet i kupiłem płytę z mniej znanym nagraniem nokturnów Chopina w wykonaniu Zimermana.
W „ten” czwartek wyszedłem na lunch dużo wcześniej, żeby mieć pewność, że się nie spóźnię. Za to Karolina wpadła do restauracji, gdzie byliśmy umówieni, w ostatniej chwili. Ubrana zwyczajnie, tak jakby nie chciała zrobić na mnie żadnego wrażenia.
Przywitaliśmy się, Karolina ucieszyła się z płyt oraz z dodatkowego bonusu. Potem przez kwadrans mówiliśmy o tym i owym. Wreszcie nie wytrzymałem…:
– Myślę, że rozstaliśmy się trochę pochopnie – wypaliłem szczerze.
– Jasiu, my się w ogóle nie rozstawaliśmy. Ty po prostu wyszedłeś ode mnie.
– Tak, ale ty nie dzwoniłaś.
– A ty dzwoniłeś?
– No po awanturze, którą mi zrobiłaś…
– Dobrze, zagrajmy w otwarte karty – zdecydowała Karolina. – Przyznaję, miałam zamiar zadzwonić, ale porozmawiałam z jedną z twoich byłych. Przypadkiem.
A potem, już specjalnie, pogadałam z inną.
– Obdzwoniłaś wszystkie moje eks?!
– Nie. Ale te dwie wystarczyły, żeby zrozumieć, co z ciebie za model.
– Wymyśliłaś więc, że zagniesz mnie obojętnością. Przyznaję, prawie ci się udało.
– Oj, Jasiu, Jasiu – Karolina spojrzała na mnie z politowaniem. – Jesteś niewiarygodnym egoistą. Wszystko przykładasz do siebie. A ja po prostu stwierdziłam, że nie ma sensu walczyć o ten związek, odpuściłam sobie z powodów czysto racjonalnych. Choć przyznaję, byłeś mi bliski.
Mówiła tak spokojnie i przekonująco, że jej rozumowaniu nie mogłem nic zarzucić. Wyglądało na to, że jestem jej obojętny!

Każdy kolejny dzień utwierdzał mnie w przekonaniu, że straciłem kobietę swojego życia. Straciłem apetyt, gorzej spałem i nie mogłem przestać myśleć o Karolinie.
W końcu kupiłem ogromny bukiet kwiatów i zapukałem do jej mieszkania.
Na mój widok pokręciła tylko przecząco głową i… zamknęła mi drzwi przed nosem.
Ale ja byłem uparty. Przychodziłem tam przez miesiąc dzień w dzień, zawsze z bukietem róż. Aż którego dnia…
– Jasiu, jeśli wciąż myślisz, że zrobiłam to specjalnie, że coś kombinowałam… – zaczęła Karolina, stając na progu mieszkania.
– To nieważne – przerwałem jej, przestępując próg. – Ja już nic nie myślę. Po prostu chcę z tobą być!
– Ale zdajesz sobie sprawę, że kobieta, ma czasem gorszy nastrój, i nawet bliscy sobie ludzie się kłócą? – zapytała, a ja przytaknąłem. – I wiesz, że takie głupstwa nie są powodem do tego, żeby się wyprowadzać?
Staliśmy bardzo blisko siebie, czułem zapach róż i delikatnych perfum Karoliny.
– Tak – przyznałem. – Chyba ci udowodniłem przez ten miesiąc, że dla ciebie jestem w stanie znieść sporo nieprzyjemności…
– To prawda – uśmiechnęła się. – Masz przy sobie szczoteczkę do zębów?