POLECAMY

Doszłam do wniosku, że to jednak musi być klątwa, która ciąży na kobietach z mojej rodziny...

Małżeństwo moich rodziców trudno określić jako zgodne. Dziadkowie podobno też się ze sobą gryźli. Ciekawa regularność
Doszłam do wniosku, że to jednak musi być klątwa, która ciąży na kobietach z mojej rodziny... fot. Fotolia

Rodzinna klątwa? A może problem tkwi w czym innym?

Pochodzę z rozbitej rodziny. No, może to zbyt dramatyczne stwierdzenie – moi rodzice po prostu się rozwiedli, i to niedawno, kiedy miałam 18 lat. Nie mogę powiedzieć, że zawalił mi się wtedy świat. Owszem, byłam zaskoczona, bo chociaż widziałam, jak między nimi jest fatalnie – ustawiczne awantury –  to mimo wszystko nie brałam pod uwagę ich rozstania.

Najstarsza panna młoda w parafii! Złapała pierwszego, który był na tyle głupi, że ją wziął!

A w rozpacz na tę okoliczność wpadłam z zupełnie innego powodu. Związane to było z szokiem, który przeżyłam, usłyszawszy kiedyś słowa babci Haliny. Nie były skierowane do mnie, ale ponieważ krzyczała, trudno ich było nie słyszeć. Obydwie babcie były wtedy u nas – Halina, mama mojego taty, i Teresa, mama mojej mamy. Zazwyczaj unikały się, bo zwyczajnie się nie lubiły. Wiedziałam o tym od zawsze, nawet nie starały się tego ukryć. Ale tamtego dnia były moje urodziny, jedna z bardzo niewielu okazji w roku, kiedy przychodziły do nas w tym samym czasie. No i oczywiście musiało się skończyć jak zwykle – czyli awanturą.

Mam 30 lat i wciąż jestem dziewicą. Czy coś jest ze mną nie tak?

Nie chciałam tego słuchać i poszłam do swojego pokoju, ale przecież przez cienkie ściany w bloku wszystko słychać. – Ten twój synalek powinien ją po stopach całować! – darła się babcia Teresa. – Bogu dziękować, że go chciała i ciągle z nim jest! – On?! To przecież ona miała szczęście, że ją wziął! – wrzasnęła w odpowiedzi babcia Halina. – W końcu jest starsza od niego! – Zaledwie o dwa lata! Gdyby chciała,  mogłaby mieć każdego! – No to dlaczego nie chciała?! Skoro mogła przebierać jak w ulęgałkach, to czemu wyszła za mąż dopiero w wieku 28 lat? Najstarsza panna młoda w parafii! Złapała pierwszego, który był na tyle głupi, że ją wziął! I niestety padło na mojego syna! – Nawet i teraz, gdyby go rzuciła, bez problemu znalazłaby lepszego! – nie darowała babcia Teresa. – Powinna się rozwieść! – To niech się rozwiedzie! – babcia Halina huknęła pięścią w stół, aż wszystkie szklanki zadzwoniły. – Przynajmniej Bartek odetchnie i będzie miał spokój. Ciekawe, jak twoja córunia będzie żyć jako rozwódka! – Poradzi sobie! – prychnęła babcia Teresa. – Moja mama się rozwiodła, ja się rozwiodłam, to i Martusia może się rozwieść. I jakoś żadna z nas tego nie żałowała!  A! I moja prababcia też odeszła od męża. – No to nie wiem akurat, czy jest się czym chwalić! – zaśmiała się babcia Halina. – Chyba jakaś klątwa wisi nad wami, że żadna męża przy sobie nie potrafi utrzymać!

Przez długi czas zastanawiałam się nad tym, co usłyszałam

Kiedy obrażone na siebie babcie w końcu sobie poszły, przez długi czas zastanawiałam się nad tym, co usłyszałam. Że babcia Teresa nie żyje z dziadkiem, to wiedziałam. Rozeszli się długo przed moim urodzeniem; zdaje się, że mama była wtedy w moim wieku. Dziadek mieszka teraz w Ameryce, przyjeżdża raz na kilka lat i zatrzymuje się wtedy u nas. Bo my mieszkamy w jego mieszkaniu, przepisał je kilka lat temu na mamę. Ale o prababci i praprababci nie słyszałam.

Romans z jego ojcem zaowocował ciążą. Jak miała mu to powiedzieć?

Postanowiłam pociągnąć mamę za język. – Moi rodzice ciągle się kłócili, nie wtrącałam się w ich życie, nie wiem, dlaczego się rozstali – mama niezbyt chętnie opowiadała o niechlubnej historii swojej rodziny. – Moja mama kiedyś powiedziała w gniewie, że ją zdradził… Nie wiem dokładnie, w każdym razie tu twojego dziadka z żadną inną kobietą nie widziałam. Dopiero w Ameryce poznał tę swoją Katie. A o swojej babci i prababci to nic nie wiem. Prababci nie znałam, a babcia zawsze była sama… – Nie miałaś dziadka? – dopytywałam. – Miałam, ale zmarł, kiedy byłam mała  – zamyśliła się mama. – Ale wiesz, tak mi się kojarzy, że do niego to jeździliśmy na wieś. Niewiele pamiętam, tylko takie przebłyski. Jak dziadek pokazywał mi krowę w oborze… I chyba mieszkała z nim kobieta, jakaś  Wiesia… A właściwie dlaczego pytasz? – A nic, tak sobie… Babcia coś ostatnio wspomniała, że kobiety w jej rodzinie się rozwodziły.

Ciekawa byłam – nie chciałam jej pokazać, że mnie to martwi. A naprawdę mnie martwiło. Rozwód niby ludzka rzecz, ale żeby wszystkie kobiety w naszej rodzinie się rozwodziły… Może to faktycznie klątwa? Zwłaszcza że na takie zakończenie małżeństwa kiedyś ludzie patrzyli inaczej niż dziś. Było czymś w rodzaju skandalu, szczególnie na wsi, a stamtąd pochodzi moja rodzina. Kobiety nie decydowały się na rozwód tak łatwo. Po pierwsze, były bardziej religijne, a Kościół przecież rozwodów zabrania; po drugie, były często zależne finansowo od męża. Nie podejmowały pochopnych decyzji. Kiedy więc mama powiedziała mi, że rozstają się z tatą, byłam zrozpaczona. Nie z powodu rozpadu ich małżeństwa, bo męczyły mnie już ich kłótnie, tylko… no właśnie – klątwy. Bo doszłam do wniosku, że to jednak musi być klątwa, która ciąży na kobietach z mojej rodziny. A zatem i na mnie! – Głupia jesteś – skwitowała moja przyjaciółka, której zwierzyłam się ze swoich przemyśleń. – Jaka klątwa?! Mamy XXI wiek! – No to jak to wytłumaczysz? – nie dawałam za wygraną. – Wszystkie kobiety z rodziny mojej mamy się rozwodziły. – No to może po prostu z nimi coś było nie tak? – zapytała Renata i zaraz dodała przepraszająco. – Wiesz, sama mówiłaś, że twoja mama czasami bywa nieznośna. – Jak każda kobieta – wzruszyłam ramionami. – Ty na swoją też narzekasz. Jednak po cichu przyznałam jej rację.

 

Rzeczywiście, kiedy patrzę na swoją babcię albo mamę, to nie dziwię się, że nikt z nimi nie wytrzymał. Mama czepiała się ojca dosłownie o wszystko. Wystarczyło na przykład, że wrócił nieco później z pracy, a już podejrzewała go o zdradę! A on jeździł tirami – skąd miał wiedzieć, czy będą korki albo ile czasu będzie trwał rozładunek? Babcia – mama mamy – też się czepiała. Nie wiem, jak dziadka, ale mnie – owszem! Nic jej się nigdy nie podobało. Ani to, jak się ubieram, ani to, jak się uczę czy jak czeszę włosy. No i to jej podejście do facetów… – Ty sobie chłopakami głowy nie zawracaj, oni wszyscy są diabła warci – powtarzała mi. – Przecież kiedyś muszę wyjść za mąż!  – zaprotestowałam w pewnym momencie.  To było wtedy, gdy zaczęłam się spotykać z Olkiem i chciałam, żeby go poznała. – Nie ma się co spieszyć – stwierdziła.  – Jeszcze zdążysz mi przedstawić męża. No i ostatecznie babcia nie poznała  Olka.

Zanim zdecydowałam się go do nas zaprosić, to się rozstaliśmy. Wkurzył mnie, bo na imprezie bardziej zajmował się moją koleżanką niż mną, i zrobiłam mu karczemną awanturę. Pokłóciliśmy się i tyle. Następnego chłopaka poznałam już w pracy. Marek wydawał się ideałem – na inne kobiety prawie nie zwracał uwagi, pamiętał o naszej rocznicy poznania się, zawsze przynosił mi jakieś prezenciki i ustępował we wszystkim. Tyle że po roku zaczęliśmy się nieco rzadziej spotykać. Ciągle brakowało mu czasu; narzekał, że ma dużo roboty. Denerwowało mnie to, więc robiłam mu nieustanne wymówki. No i pewnego dnia stwierdził, że okropnie się czepiam, ograniczam go, jestem zaborcza i w ogóle to wszystko nie ma sensu. Ryczałam jak bóbr. – To rodzinna klątwa, mówię ci! – szlochałam w rękaw przyjaciółce. – Zobacz, mam 25 lat i właśnie rozstałam się z facetem, którego kocham nad życie. Dlaczego?! – Daj spokój, widocznie nie był ci pisany – odparła i machnęła ręką. – Ale nie o to chodzi… – jęczałam. – Nie rozumiesz, że on miał rację?

 

To nie klątwa!

Jestem podobna do mamy, mam jej charakter. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie mają taki sam, dlatego faceci z nami nie wytrzymują. Będę nieszczęśliwa, bo wszyscy mnie opuszczą! Renata zamyśliła się. – Wiesz… skoro znasz problem, to możesz go rozwiązać – uwolniła się od mojego objęcia i podała mi chusteczkę. – Masz dwa wyjścia. Albo będziesz narzekać i jęczeć, że to rodzinna klątwa, albo coś ze sobą zrobisz. – Ale co? Ja… ja kocham Marka! Muszę go odzyskać. Zrobię wszystko, żeby… – To z nim porozmawiaj – przerwała mi.  – Powiedz, że go rozumiesz i już wiesz, o co tu chodzi. I poproś, żeby dał wam szansę. Jeżeli on też cię kocha, to się zgodzi. – A jak nie? – chlipnęłam. – Jak nie, to niepotrzebny ci taki facet.

Nie dowiesz się, dopóki nie zapytasz. Marek zgodził się na rozmowę. Powiedziałam mu, że wszystko przemyślałam i że miał rację. Jestem zaborcza, czepialska i rzeczywiście chciałam go mieć na własność. Wyznałam mu też to, co wiem na temat naszej „rodzinnej tradycji”. – Zależy mi na tobie. Czy tobie na mnie też? – zapytałam, wstrzymując oddech. – Bardzo – uśmiechnął się i wziął mnie za rękę. – Przecież tyle razy z tobą rozmawiałem, tłumaczyłem, że ja tak nie mogę, muszę mieć czas dla siebie. I nie potrafię być z kimś, kto podejrzewa mnie o zdradę za każdym razem, gdy uśmiechnę się do jakiejś kobiety. Myślisz, że bym to robił, gdyby mi nie zależało? Ale jak grochem o ścianę… – Wiem – westchnęłam. – Teraz będzie inaczej. Bo widzę problem i chcę się zmienić. – A dasz radę? – spojrzał mi w oczy. – Kocham cię. – Ja ciebie też – odparł cicho. – Wiec dam radę – zapewniłam go. Łatwo nie jest.

Słowa babci Haliny zabrzmiały groźnie...

Muszę uczciwie przyznać, że charakter mam paskudny. Jestem zazdrosna o każdą jego koleżankę z portalu społecznościowego. Złoszczę się, kiedy idzie z kolegami na piwo, zamiast przyjść do mnie. Jest mi przykro, gdy mówi, że ma ochotę po prostu obejrzeć telewizję zamiast łazić po parku. Czasem dąsam się o byle co, nie umiem się powstrzymać. Ale się staram! I oby mi się udało, bo nie chcę skończyć jak mama, babcia, prababcia, praprababcia. Postanowiłam zerwać z rodzinną tradycją. Diana To nie klątwa Słowa babci Haliny zabrzmiały groźnie. Bo jeśli mówiła prawdę, to sprawa dotyczyła także mnie.

Patrzę na niego i myślę, że człowiek nie kocha tylko raz w życiu...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)