dziewczyna, która martwi się o przyjaciółkę fot. Adobe Stock, gstockstudio

„Przyjaciółka ma świetnego męża, a zdradza go z byle kim. Żal mi faceta, ale milczę jak grób, bo muszę trzymać jej stronę”

„Nie mam pojęcia, co zrobić z tym, co usłyszałam. Czy Maciek liczy na to, że jakoś zareaguję? Może chce, abym porozmawiała z Anetą? Czy wręcz przeciwnie? Jeśli jej powiem, to nadużyję jego zaufanie? Tylko co z tego, że jej powiem? Pewnie jedynie wkurzy się na Maćka. A to nic nie pomoże”.
/ 06.09.2022 15:15
dziewczyna, która martwi się o przyjaciółkę fot. Adobe Stock, gstockstudio

Z Anetą znamy się jeszcze z piaskownicy. I w podstawówce, i w liceum siedziałyśmy w jednej ławce. Potem ja poszłam na studia, Aneta do pracy – ale dalej spotykałyśmy się prawie codziennie. Mówiłyśmy sobie wszystko. Wiedziałam, że Maciek zostanie jej mężem, zanim on w ogóle zorientował się, że taki ktoś jak Aneta istnieje.

Aneta wypatrzyła go w biurze podróży, w którym oboje pracowali. Ona siedziała przy ladzie w recepcji, on w gabinecie na końcu korytarza. Był agentem, sprzedawał wycieczki. Anetę uwiódł jego głos – głęboki, taki radiowy… Tego dnia wieczorem przybiegła do mnie i opowiadała cała w skowronkach:

– Mówię ci, to jest facet dla mnie. Ja to wiem. Nie ma opcji, musimy być razem!

Przez kolejne miesiące relacjonowała mi, jak rozwija się ich znajomość. Pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy wyjazd, pierwszy seks…

Z nudów zapisałyśmy się na treningi

– Majka, on mi się dziś oświadczy! Jestem taka szczęśliwa! – oznajmiła mi przez telefon w walentynki dwa lata po poznaniu Maćka.

Próbowałam studzić jej entuzjazm, bałam się, że się rozczaruje. Ale – miała rację. Następnego dnia rano przed pracą Aneta przybiegła pokazać mi pierścionek. Był piękny. Przez kolejnych kilka miesięcy szykowałyśmy ślub. Maciek się nie wtrącał. To ja i Aneta wybrałyśmy kościół, salę, sukienkę i menu.

O tym, że Aneta jest w ciąży, dowiedziałam się w tej samej sekundzie co ona. I na kilka godzin przed Maćkiem. A płeć dziecka poznałam chwilę później niż rodzice – tyle zajęło Anecie wystukanie „córka!” na klawiaturze telefonu. Gdy Ania przychodziła na świat, Maciek spał na fotelu. To ja trzymałam Anetę za rękę. Oczywiście zostałam matką chrzestną małej.

Zapisanie się na lekcje boksu było pomysłem Anety. Ale dałam się namówić. Na treningi chodziłyśmy najpierw dwa razy w tygodniu. Aneta siedziała wtedy z Anią już drugi rok. Nudziła się. Te nasze wyjścia z początku były dla niej sposobem na wyrwanie z domu, złapanie oddechu. Po treningu szłyśmy do kawiarni pogadać. Z małą zostawał wtedy Maciek. Nigdy nie narzekał. Zawsze gdy wracałyśmy, opowiadał wesoło, w co się bawili, co obejrzeli i zjedli.

Ja nawet nie zwróciłam uwagi na plakat zawieszony w holu klubu. Wypatrzyła go Aneta. „Weekendowy obóz treningowy…”.

– Majka. Może pojedziemy?

– No co ty. A Maciek? Ania?

– Zostaną w domu. Dadzą sobie radę.

Nie było mnie przy rozmowie Anety z mężem. Podobno zgodził się bez problemu.

Po tym weekendzie boks zaczął nas obie wciągać. Zapisałyśmy się na amatorskie zawody. Za pierwszym razem ja wygrałam dwie walki, Aneta doszła do czwartej rundy.

– Dobra robota, dziewczyny – pochwalił nas trener. – Wiecie, że jest cały cykl tych zawodów? Ogólnopolski? Może dacie się namówić?

Chciałam odmówić, ale Aneta aż podskoczyła z radości.

– Serio? To super. Trening też jest fajny, ale zawody dają mi takiego kopa… Mam wrażenie, że mogłabym dziś przebiec maraton!

Musiała się przed kimś wygadać...

W kolejnym roku przez kilka miesięcy jesienią i potem wiosną praktycznie w każdy weekend nie było nas w domu. A to miałyśmy zgrupowania, a to turnieje. Prawie na każdych zawodach dziewczyny, słysząc, że Aneta ma męża i dziecko, pytały, co Maciek o tym myśli.

Anetę bardzo te pytanie irytowały.

– Nikt się nie zastanawia, co myślą żony, gdy ich faceci co weekend trenują piłkę czy kolarstwo. A dlaczego nie w drugą stronę? W jakim świecie wy żyjecie?

Ja zaś tłumaczyłam w jej imieniu, że Maciek to wspaniały facet i wie, ile frajdy daje Anecie boks. Rozumie jej pasję i ją wspiera.

Wszystko skomplikowało się w tym sezonie. Na imprezie po zawodach Aneta poznała faceta z Chorzowa. Też zawodnik, amator. Jak my. Przetańczyli razem cały wieczór. Do hotelu wróciłam sama, a Aneta zjawiła się tuż przed śniadaniem. O nic nie zapytałam. Ona powiedziała tylko, że „spacerowali”.

W następny weekend nie było zawodów ani zgrupowania. Był piątek, już miałam kłaść się spać, gdy zadzwoniła Aneta.

– Majka! Wiesz, klub z Chorzowa robi jutro mistrzostwa. Otwarte, każdy może się zapisać. Jedźmy, proszę, proszę… Wiesz, jak nie ma zawodów, to ja chodzę jak struta. Bez tej adrenaliny już nie umiem żyć! No weź, sama mówisz, że spontan jest najważniejszy…

Wiedziałam, o co chodzi. Ale nic nie powiedziałam. Dopiero w aucie następnego dnia zadałam niewinne pytanie:

Czy Karol też tam będzie?

– Pewnie tak – burknęła Aneta niby obojętnie.

Gdy dojeżdżałyśmy na miejsce, zapytałam, czemu nie dzwoniła do Maćka. Zawsze w czasie drogi rozmawiali, nawet po kilka razy.

– A bo on się obraził na mnie. Powiedział, żebym się zdecydowała. Bo raz mówię, że zostaję w domu, a zaraz potem znikam. Wygarnęłam mu, że jest seksistą i przestał się odzywać.

Nic nie powiedziałam. Tak naprawdę to zrobiło mi się Maćka żal. Ale to Aneta jest moją przyjaciółką. I muszę trzymać jej stronę. Od tamtej pory na każdym wyjeździe, na którym byłyśmy my, zjawiał się Karol. Wyciągnęłam z Anety, że ma żonę i dwóch synów.

– To tylko zabawa, nic się nie martw. Przecież wiesz, że kocham Maćka – to był cały komentarz, jaki kiedykolwiek usłyszałam.

Dziś rano zadzwoniła do mnie Aneta.

– Słuchaj, Majka. Sytuacja awaryjna. Maciek miał zabieg stomatologiczny, w znieczuleniu. Takim, po którym nie można prowadzić auta. I ktoś go musi odebrać. Miał to zrobić teść, ale się rozchorował. A ja jestem z Anią u rodziców na działce. Nie dam rady dojechać na czas. Pojedziesz po niego?

Pojechałam. To miała być zwyczajna przysługa, świadczyliśmy sobie takie wzajemnie.

I co ja mam teraz zrobić?

Klinika była za miastem. Podróż do domu zajęła nam ponad godzinę. Maciek długo milczał, myślałam, że drzemie. Gdy zaczął mówić, to aż podskoczyłam. Nie wiem, może powinnam była od razu mu przerwać, powiedzieć, że nie chcę tego słuchać, że powinien porozmawiać z kimś innym, z bratem czy przyjacielem. A potem było już za późno.

– Wiesz, ja sobie z tymi wyjazdami Anety radzę coraz gorzej – westchnął. – Ja wiem, ona opowiada, że jestem taki wspaniały, wyrozumiały i że w ogóle nie ma problemu. Ale to nieprawda. Ulało mi się, gdy kiedyś w piątek okazało się, że jedziecie do tego Chorzowa. Poprosiłem, żeby została. Zrobiła mi awanturę. Zwyzywała od szowinistów i seksistów. Rany. Dlaczego? Czy to coś złego, że chciałbym spędzać czas z moją żoną? Powiedziała mi, że jak się skończy sezon, to ja będę mógł sobie jeździć gdzieś w każdy weekend. Nurkować, surfować. I że ona nie ma nic przeciwko temu… Tylko że to nie tak! Ja jej nie zazdroszczę. I bardzo lubię spędzać czas z Anią! Ale chciałbym, żebyśmy czasem byli wszyscy razem i zrobili coś wspólnie. Co to ma wspólnego z seksizmem? No, powiedz?!

Milczałam. Nie miałam nic mądrego do powiedzenia. Od dawna podejrzewałam, że ten obraz, który maluje Aneta, jest jednak trochę fałszywy. Znałam Maćka. Wiedziałam, że kocha i żonę, i córkę i trudno mi było uwierzyć, że tak po prostu godzi się na to, żeby każdy weekend spędzali osobno.

– Ja nie wiem, czy ona w ogóle zauważa, że mnie rani. Chyba nie – ciągnął. – W ostatnie walentynki… To była jednocześnie piąta rocznica naszych zaręczyn. Kupiłem bilety do teatru, zarezerwowałem stolik w dobrej restauracji. I wiesz co? Aneta powiedziała, że jest zmęczona, że nie ma siły. Żebyśmy zostali w domu. Zgodziłem się. A następnego dnia spakowała się i pojechała na weekendowe zawody. Już nie była zmęczona. Wtedy coś we mnie pękło. Ja nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam.

– Bardzo mi przykro... – bąknęłam, ale jakby mnie nie słyszał.

– Naprawdę kocham Anetę, Anię i naszą rodzinę, ale zaczynam się bać, że to się rozpadnie – ciągnął. – A Aneta albo tego nie widzi, albo nie chce widzieć. I te gadki, że mogę teraz ja sobie wyjeżdżać. Słuchaj, Majka. Ja nawet gdybym chciał, to nie miałbym z kim! Ja już nie mam kumpli. Oni się spotykają w weekendy na mecze, piwko. A ja zawsze odmawiam, bo muszę z dzieckiem zostać. No to w ogóle przestali mnie zapraszać. Mają mnie za pantoflarza. Wiesz, ja ci mówię to wszystko, bo nie mam komu… A jak tego nie wyrzucę z siebie, to zwariuję. Albo zrobię coś głupiego…

Marzyłam o tym, żebyśmy już dojechali. Poczułam wstyd. Bo przecież ja wiedziałam, że to nie tylko sport i adrenalina… Było mi żal Maćka i jednocześnie go podziwiałam. Takiego faceta – fajnego ojca, męża – to ze świecą szukać! Czemu Anecie nie wystarcza? Czemu szuka przygód? Czy to z nią jest coś nie tak? Zagapiłam się i spod ostatnich świateł ruszyłam z piskiem opon. Odetchnęłam, dopiero gdy Maciek wysiadł.

Teraz siedzę w domu z butelką wina i przeklinam chwilę, w której zgodziłam się po niego pojechać. Nie mam pojęcia, co zrobić z tym, co usłyszałam. Czy Maciek liczy na to, że jakoś zareaguję? Może chce, abym porozmawiała z Anetą? Czy wręcz przeciwnie? Jeśli jej powiem, to nadużyję jego zaufanie? Ale jak mam nie powiedzieć Anecie? Przecież to ona jest moją przyjaciółką. Muszę być po jej stronie. Tylko co z tego, że jej powiem? Pewnie jedynie wkurzy się na Maćka. A to nic nie pomoże.

Oni są taką fajną rodziną. Nie mogę dopuścić do tego, żeby się rozpadła. Jezu? Co ja mam zrobić? I dlaczego nagle zostałam strażnikiem cudzego szczęścia? 

Czytaj także:
„Szef postawił mi ultimatum: albo wykonuję polecenie, albo mogę pożegnać się z premią. Przez idiotę mogłem stracić życie!”
„Synowa wymaga, żebym kupowała tańsze leki i dokładała się do utrzymania wnuczki. Mówi, że po 60-tce niczego mi nie potrzeba”
„Kolega nakazał mi śledzenie jego żony. Wpadł w obsesję i był przekonany, że zdradzi go, jak tylko wyjedzie z domu”