Rozwiedziona kobieta fot. Adobe Stock, Nontavut

„Po rozwodzie wszystkie przyjaciółki się ode mnie odsunęły. Bały się, że... ukradnę im mężów"

Kiedy uwolniłam się od męża, chciałam poczuć wolność, przypomnieć sobie, co znaczy dobra zabawa i otoczyć się przyjaciółmi. Okazało się jednak, że rozwódka nie jest już mile widziana w towarzystwie...
/ 05.07.2021 14:10
Rozwiedziona kobieta fot. Adobe Stock, Nontavut

Kiedy uwolniłam się od męża, chciałam poczuć wolność. Ale okazało się, że czyhają na mnie różne pułapki. Teraz siedzę w domu, sama jak palec i nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam jednak nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

Kiedy przed sześciu laty wychodziłam za Marka, nawet przez myśl mi nie przeszło, że nasze małżeństwo skończy się rozwodem. Choć przed ślubem znaliśmy się krótko, byłam pewna, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Ale gdy minęło pierwsze zauroczenie, zrozumiałam, że mąż nie jest takim wspaniałym mężczyzną, za jakiego go uważałam.

Owszem, pracował, zarabiał, nie pił, nie zdradzał mnie, ale… Ja marzyłam o partnerskim związku, on widział siebie w roli pana i władcy.

Chciał mnie kontrolować, sam o wszystkim decydować

Nie tylko o poważnych sprawach, takich jak na przykład domowe finanse, ale nawet o tym, jak się ubieram, z kim spotykam, kiedy się bawię. Nieraz było tak, że ja chciałam gdzieś wyjść, a Marek oświadczał, że jest zmęczony i woli posiedzieć przed telewizorem. No i musiałam siedzieć razem z nim, bo mój mąż nie wyobrażał sobie, że mogłabym gdzieś pójść wieczorem sama.

Nawet na babskie spotkania nie chciał mnie puszczać! A jak już udało mi się wyrwać, to dzwonił co kwadrans i pytał, kiedy wracam. Rodzice wychowali mnie na niezależną kobietę, więc z dnia na dzień coraz trudniej było mi znieść te ograniczenia. Dusiłam się.

Czułam się jak więzień zamknięty w ciasnej celi obserwowany dzień i noc przez strażnika. Miałam jeszcze nadzieję, że z czasem Marek się zmieni, ale zamiast lepiej, było tylko gorzej. W końcu postanowiliśmy się rozstać. Na szczęście nie mieliśmy dzieci, więc rozwód dostaliśmy na pierwszej rozprawie. Na początku lata byłam już oficjalnie wolna.

Ze szczęścia miałam ochotę skakać i śpiewać

Jedyne, o czym wtedy myślałam, to to, że wreszcie zrzuciłam kajdany, że Marek nie będzie mnie już kontrolował i mówił, co mam robić. Pierwsze dni wolności były bardzo radosne. Snułam plany, obiecywałam sobie, że nadrobię czas stracony w nieudanym małżeństwie. Na początek wybrałam się samotnie na tygodniowy urlop nad morze.

Pierwszego wieczoru poszłam na dyskotekę. Nie, nie szukałam wrażeń, nowych znajomości. Chciałam po prostu potańczyć i wypić dobrego drinka. Gdy jednak tylko usadowiłam się przy barze, przysiadł się do mnie jakiś facet w średnim wieku i zaczął się do mnie bezczelnie przystawiać. Próbowałam go kulturalnie spławić, ale nie reagował. Ba, im głośniej prosiłam, żeby zostawił mnie w spokoju, tym stawał się coraz bardziej natarczywy. Gdy zaczął mnie obmacywać, nie wytrzymałam.

Odczep się, człowieku, bo zawołam ochronę! – odepchnęłam go od siebie.

– Przestań się wygłupiać! Dobrze wiem, po co tu przyszłaś! – znowu próbował mnie objąć.

– Niby po co? – odsunęłam się. – No… Żeby się zabawić… Nie tylko na parkiecie… Jakby coś, to jestem chętny – uśmiechnął się obleśnie.

– Zgłupiałeś? Przyszłam tylko potańczyć! Spadaj! – wrzasnęłam.

– Mówisz poważnie, czy ciągle się droczysz? – nie ustępował.

– Jak najpoważniej! Nie mam ochoty na twoje towarzystwo!

– W porządku, już mnie nie ma… Po prostu myślałem, że jesteś w potrzebie. Chciałem pomóc – wzruszył ramionami i odszedł.

Szybko dopiłam drinka i wróciłam do hotelu. Do końca pobytu ani razu nie poszłam na dyskotekę. Bałam się, że kolejny facet weźmie mnie za samotną, zdesperowaną kobietę, która tylko marzy o tym, by spędzić z nim noc. Ta nieprzyjemna przygoda nie ostudziła mojego entuzjazmu do nadrabiania straconego czasu.

Liczyłam na towarzystwo znajomych

Gdy byłam jeszcze z Markiem, przyjaźniliśmy się z kilkoma małżeństwami. Czasem, gdy mój mąż nie był zmęczony, umawialiśmy się z nimi w soboty na mieście, chodziliśmy wspólnie na imprezy, organizowaliśmy domówki.

Bardzo ich wszystkich lubiłam, oni mnie też, więc sądziłam, że nadal będziemy razem spędzać miło czas. I to częściej niż wcześniej, bo przecież mój były mąż już nie ograniczał mnie tym swoim: jestem zmęczony, zostajemy w domu.

Niestety, spotkała mnie bardzo przykra niespodzianka. Znajomi zaczęli się dziwnie zachowywać Wykręcali się od spotkań, wspólnych imprez. Gdy dzwoniłam i pytałam, czy gdzieś się wybierają w sobotę, bo chętnie do nich dołączę, słyszałam, że nikt niczego nie organizuje. Bo wszyscy są zajęci innymi sprawami, bo boją się wirusa, bo to nie czas na imprezowanie…

Pół biedy, gdyby rzeczywiście siedzieli w domach. Ale nie! Na portalach społecznościowych czytałam później, że bawili się wspólnie przy grillu przez pół nocy albo tańczyli w klubie. Z żalu chciało mi się wyć. Oczywiście próbowałam się dowiedzieć, dlaczego mnie nie powiadomili o spotkaniu, ale słyszałam same wykręty. Coś w stylu, że impreza była spontaniczna i nie było czasu, by mnie zaprosić, albo że nie mogli się do mnie dodzwonić… Akurat! Przecież gdyby ktoś próbował się ze mną skontaktować, to w komórce zostałby ślad.

Zostałam wyrzucona z towarzystwa

Po trzecim takim numerze miałam dość. Chciałam się wreszcie dowiedzieć, dlaczego wszyscy odstawili mnie na boczny tor. Przecież rozwód nie sprawił, że stałam się innym człowiekiem. Ciągle byłam tą samą Magdą! Wsiadłam więc samochód i pojechałam do Kaśki i Bartka.

Specjalnie ich wybrałam, bo oboje lubili plotkować. Liczyłam więc na to, że wyciągnę od nich, o co tu chodzi. Początkowo kluczyli, próbowali mnie zbyć, ale gdy ich mocniej przycisnęłam, wreszcie pękli.

– No dobra, powiem ci prawdę. Nie zapraszamy cię, bo nie chcemy, żeby ci było przykro – zaczął Bartek.

– Przykro? A dlaczego ma mi być przykro? – wybałuszyłam oczy.

– Bo wokół tylko szczęśliwe pary, a ty sama, po rozwodzie. To musi być dla ciebie bardzo nieprzyjemna sytuacja…

– Nic podobnego! Cieszę się, że uwolniłam się od Marka. I nie przeszkadza mi widok szczęśliwych par. Nie musicie się więc martwić, że będę się źle czuła w waszym towarzystwie. Możecie dzwonić i jak dawniej zapraszać mnie na imprezy!

– No tak, ale jest jeszcze jeden mały problem – wtrąciła się Kaśka.

– Jaki?

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć…

– Najlepiej wprost. Przecież przyszłam tu po to, żeby do końca wyjaśnić sprawę.

– W porządku. Otóż wiedz, że niektóre dziewczyny uważają cię za zagrożenie.

– Zagrożenie?

– No tak. Obawiają się, że zaczniesz podrywać ich mężów.

– Zwariowały? Skąd im to przyszło do głowy? Przecież się przyjaźnimy! Nigdy w życiu nie zrobiłabym im takiego świństwa! – oburzyłam się.

– Niby tak, ale wiesz jak to jest…. Samotna, spragniona miłości, a do tego atrakcyjna… Gdybyś nie była tak ładna, to pewnie nie byłoby problemu. Ale ty ciągle wyglądasz jak milion dolarów. Nic więc dziwnego, że się boją.

– Ty też się boisz?

– Ja? Ależ skąd. Wiem, że jesteś w porządku. Zresztą Bartek kocha mnie nad życie i świata poza mną nie widzi. Ale niektóre nie są już tak pewne swoich mężów – westchnęła.

– O Boże, to co mam zrobić? Jeździć do każdej i przysięgać, że nie jestem żadnym zagrożeniem? – jęknęłam.

– Obawiam się, że to nic nie da. Najlepiej znajdź sobie jakiegoś faceta. Jak będziesz znowu zakochana, to obawy miną i wrócisz do towarzystwa – uśmiechnęła się.

Po wizycie u Kaśki i Bartka byłam zawiedziona i wściekła.

Tak liczyłam, że po rozwodzie nabiorę wiatru w żagle

A tu na odwrót, przez rozwód zostałam wykluczona z życia towarzyskiego i skazana na samotność w czterech ścianach. Na domiar złego czułam, że dopóki nie skorzystam z rady przyjaciółki, nic się nie zmieni. Bo gdzie się nie ruszę, będą uważana za desperatkę szukającą wrażeń.

Choć więc nie miałam najmniejszej ochoty na nową znajomość, zalogowałam się na portalu randkowym dla singli. Zaglądałam tam codziennie i miesiąc temu trafiłam na Karola. Facet wydaje się interesujący, więc wkrótce zamierzam spotkać się z nim w realu. Jeśli coś między nami zaiskrzy, natychmiast opowiem o nim Bartkowi i Kaśce, a oni reszcie towarzystwa.

Może wtedy telefony z zaproszeniami na wspólne spotkania znowu się rozdzwonią? Bardzo na to liczę, bo mam już dość tej cholernej samotności i siedzenia wieczorami w domu.

Czytaj także: 
„Moja córka poszła na nocowanie do koleżanki. A tam... upiła je matka Gośki. Kobieta alkoholizuje 16-latki!”
„Myślałam, że Bogdan to mój najlepszy kumpel z dzieciństwa. A on patrzył na mnie jak... na chodzący bankomat”
„Na emeryturze harowałam ciężej, niż w pracy. Byłam nianią, kucharką i sprzątaczką”