Zdradzana kobieta fot. Adobe Stock

„Po 5 latach związku mój konkubent przyznał się do romansu, który trwa od roku. Teraz chce przebaczenia. Po moim trupie”

„– Przyznał się do romansu. Nie do jakiegoś przelotnego skoku w bok, ale do prawie rocznego związku – wyjaśniłam. – Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak się zachować… Ja tylko patrzyłam, jak moja dłoń się unosi i ląduje na jego policzku. Jakby moja ręka zadziałała poza moją wolą. No i dałam mu w gębę”.
/ 22.03.2022 15:49
Zdradzana kobieta fot. Adobe Stock

Spojrzałam przez okno. Słońce zachodziło powoli, na dworze robiło się coraz ciemniej i zimniej. Ludzie szybko uciekali do swoich domów. Do miejsc, gdzie ktoś na nich czekał, witał z uśmiechem i gorącą herbatą. Tak… wszędzie panowała ogólna szczęśliwość, tylko u mnie nie działo się dobrze. „Co za dyplomatka ze mnie” – uśmiechnęłam się pod nosem. Stwierdzenie, że „nie działo się dobrze”, było niedopowiedzeniem.

Wyszedł i miałam nadzieję, że już nie wróci. To znaczy będzie musiał wrócić, choćby po swoje rzeczy, ale niech to zrobi, kiedy mnie nie będzie w domu. Cały czas odtwarzałam w głowie tamtą scenę. Co powiedział najpierw: że mnie nie kocha czy że chce odejść? Tylko co za różnica? Przecież pierwsze oznaczało drugie, a drugie pierwsze.

I dlaczego w ogóle nie chciało mi się płakać? Szok. Zdecydowanie byłam w szoku. Pewnie po jakimś czasie mi minie i wtedy nadejdą dni wypełnione winem, spaniem i płaczem. Niekończący się ból – to właśnie będę czuła. I znowu ten uśmiech. Nie dość, że nie ryczę, to jeszcze głupio się uśmiecham. Na dokładkę sama do siebie.

Dziwne było to rozstanie

Dzwonek domofonu zupełnie mnie zaskoczył. Ktoś do mnie przyszedł.
– Tak? – powiedziałam cicho.
– Kaśka, to ja – rzuciła Ola, a w jej głosie brzmiało zdenerwowanie.
Nacisnęłam przycisk otwierania drzwi. Słyszałam, jak moja przyjaciółka szybko wbiega po schodach. Nawet nie zdążyłam wyjść z korytarza, kiedy wpadła z impetem do mieszkania.

– Wszystko w porządku? Kochanie, co się stało?! Co ty wyprawiasz?!
Popatrzyłam na nią zaskoczona.
– Wszystko w porządku – odparłam. – Nie rozumiem, o co ci chodzi?
Ola rzuciła mi się na szyję.
– Spokojnie, kochanie, spokojnie. Teraz już wszystko będzie dobrze. Musisz tylko przemyśleć całą sprawę… Marcin powiedział, że jeszcze niczego nie przekreśla.

Zachowanie przyjaciółki zdumiewało mnie coraz bardziej.
– Czego Marcin nie przekreśla?
O czym ty mówisz, Olu?
– No jak to czego? Was, kochana, was. Może ty masz jakiś problem albo on z czymś nawalił, ale żeby tak od razu przekreślać taki piękny, pięcioletni związek… – pokręciła głową.

Nasza rozmowa zaczynała przypominać wymianę zdań między ślepym a głuchym. Nie miałam zielonego pojęcia, o czym ona do mnie mówi.
– Olka – starałam się przybrać stanowczy ton. – O co ci chodzi? Owszem, zerwaliśmy dzisiaj z Marcinem, ale jak widzisz, znoszę to całkiem dobrze, więc nie musisz się przejmować.
– Kochanie, ale tu przecież nie o ciebie chodzi… – westchnęła.
– Nie? – wybałuszyłam oczy ze zdziwienia. – A niby o kogo?
– Nic dziwnego, że dobrze to znosisz, skoro to ty z nim zerwałaś, a nie on z tobą. Kasiu, on jest zrozpaczony.

Odruchowo odsunęłam się od Olki i rozejrzałam po pokoju. Wszystko wyglądało niby normalnie. Byłam w swoim mieszkaniu. Obok mnie stała moja przyjaciółka i wyglądała niby normalnie, ale… gadała zupełnie od rzeczy.
– Ja zostawiłam… jego?
– No, Kaśka, proszę cię…
– Nie, nie, nie, chwileczkę. Ty sądzisz, że to ja zostawiłam jego?!
Olka spojrzała na mnie uważniej. Chyba też nie rozumiała, co się dzieje. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
– Właśnie ode mnie wyszedł. Przybiegł zaraz po tym, jak mu oznajmiłaś, że go nie kochasz i nie wyobrażasz sobie z nim życia, po czym podobno kazałaś mu się wynosić. Kaśka, naprawdę go wyrzuciłaś?!
– Nie zbaczaj z tematu. Co zrobił po tym, jak go niby wyrzuciłam?
– No przyjechał do mnie. Zrozpaczony i zapłakany…
– Zapłakany? Paradne. – parsknęłam. – To przecież jakiś absurd.
– To nie jest śmieszne. Rozumiem, że rozstania się zdarzają, ale można to robić z klasą, a nie…
– Olka. – nie wytrzymałam. – To nie ja się rozstałam z nim, tylko on ze mną. Rozumiesz? On ze mną. Nie wiem, co ci naopowiadał, ale to stek bzdur.
– Co ty gadasz? – przyjaciółka sprawiała wrażenie oszołomionej. – Przecież mówił, że go rzuciłaś, nawet… spoliczkowałaś – dodała ciszej.

I to był ten moment. Odgłos uderzenia w policzek… Boże, ja to naprawdę zrobiłam. Zakręciło mi się w głowie.
– Kasiu? – Ola szybko podeszła i podprowadziła mnie do kanapy.
– Dobrze się czujesz? Co się dzieje?
– Ja chy… chyba naprawdę go spoliczkowałam, ale zu… zupełnie tego nie pamiętam… – zaczęłam się jąkać.
– Tylko nie panikuj. Przyniosę ci wody – powiedziała Ola, po czym pobiegła do kuchni po mineralną i nalała mi trochę do szklanki.
– Uspokój się, wypij to, zaraz wszystko ogarniemy – westchnęła.
Spojrzałam na nią, ale tak naprawdę w ogóle jej nie widziałam. Wydarzenia z popołudnia przelatywały mi przed oczyma niczym klatki filmu. Tyle że teraz całe spotkanie z Marcinem wyglądało zupełnie inaczej, niż mi się wydawało jeszcze pół godziny temu.

Czy ja zwariowałam?!

– Czy ja zwariowałam? – spytałam.
– Zaraz tam zwariowałaś. – Olka zbagatelizowała sprawę. – Ot, klasyczne wyparcie. Silne emocje, mocne przeżycia i organizm zastosował podstawowy mechanizm obronny.
Hm, brzmiało całkiem rozsądnie. A może desperacko chciałam, żeby tak było? To by tłumaczyło, dlaczego mój umysł płata mi takie figle…
– Zerwałam z nim – powiedziałam wolno i to nie było pytanie. – Zerwałam i wyrzuciłam go z domu.
– No wiem. Chciałam się tylko dowiedzieć dlaczego. Przecież nic tego nie zapowiadało, prawda?

Spojrzałam w kierunku okna. Podeszłam do parapetu, odstawiłam szklankę i zamyśliłam się.
– Tutaj go spoliczkowałam. Jezu… Normalnie dałam mu w twarz! – pokiwałam ze zdumieniem głową.
– I to jak – wtrąciła Magda. – Ma ślad aż pod oko.
– I jeszcze chce wrócić? – zachichotałam nerwowo. – Przepraszam, wiem, nie powinnam go bić, ale Marcin po prostu przegiął.
To uczucie, które pojawiło się na sam koniec… Ulga? Ola uniosła brwi.

– Przyznał się do romansu. Nie do jakiegoś przelotnego skoku w bok, ale do prawie rocznego związku – wyjaśniłam. – Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak się zachować… Ja tylko patrzyłam, jak moja dłoń się unosi i ląduje na jego policzku. Jakby moja ręka zadziałała poza moją wolą. No i dałam mu w gębę. Prostackie, ale skuteczne.
– Skuteczne?
– Ponoć płacze, chce wrócić… Jednak oboje dobrze wiemy, że nigdy nie wybaczy mi takiego upokorzenia. Ten policzek rozdzielił nas bardziej niż ta jego cholerna zdrada. Choć zaraz potem o nim zapomniałam, wyparłam całe zdarzenie, jak twierdzisz. No bo to zupełnie nie w moim stylu, takie brutalne, agresywne reakcje. Niesamowita jest ta nasza podświadomość…
– No ale już sobie przypomniałaś – stwierdziła Ola. – Czemu w ogóle cię to nie rusza? Pięć lat związku i koniec, a ty się zachowujesz, jakby nic się nie stało?! To jednak dziwne.

Ponownie spojrzałam w okno. Olka miała rację. Nie reagowałam standardowo. Czemu? Przywołałam trudne wspomnienie… Co czułam, gdy się dowiedziałam? Żal, ból, złość, ale żadne z tych uczuć mnie nie zdominowało, żadne nie było dość silne. Wystarczyło na spoliczkowanie Marcina, ale potem ledwie ćmiło. Przypomniałam sobie, że poczułam ulgę. Byłam wolna.

Ulga nie pasowała do sytuacji, chyba że część mnie wiedziała już od dawna, że z moim związkiem jest coś nie tak. Tylko nie chciałam tego przyznać. Pięć lat – taki staż działa na każdą kobietę. Nawet Olka stwierdziła, że szkoda wszystko przekreślać. Może bym się wahała, może dałabym mu kolejną szansę, starała się zapomnieć… Jednak w moją rękę coś wstąpiło. Uderzyłam Marcina w twarz i raz na zawsze zerwałam toksyczne więzi.

Muszę to jeszcze przemyśleć, zrozumieć samą siebie, połapać się we własnych emocjach i reakcjach. Bez Marcina łatwiej sobie z tym poradzę, bo zamiast skupiać się jak zwykle na nim, skoncentruje się wreszcie na sobie. Jak zwykle…? No proszę, już zaczynam się otrząsać.
– Kasiu, wszystko okej?
– Może to dziwne, ale tak, wreszcie jest okej – uśmiechnęłam się. – A tak w ogóle, spieszysz się? – zapytałam.
– Nie, zarezerwowałam sobie cały wieczór dla ciebie, żeby ci przetłumaczyć, że nie możesz rozstać się z Marcinem. – odparła.
No to poległaś, kochana – roześmiałam się głośno, beztrosko.

Nie miałam wątpliwości: to był śmiech pełen ulgi. Czułam się lekka i wolna. Nie wiedziałam, co będzie, jak będzie. Ale nie martwiłam się tym.

Czytaj także: „Mój ojciec ma 51 lat i romans z dziewczyną, która ma 21 lat. A moja biedna mama niczego się nie domyśla”„Poślubiłam wdowca z dwiema córkami i... wredną matką zmarłej żony, która buntuje przeciwko mnie dzieci”„Moja żona jest w ciąży, ale nie ja jestem ojcem. Nie sypiam z nią od 2 lat”