Odrzucona miłość fot. Adobe Stock

„Myślałam, że to mnie podrywa Sebastian i byłam przeszczęśliwa. Okazało się, że pomylił mnie z tą smarkulą Zuzą!”

Myślałam, że to we mnie się zakochał, że to mnie uwodzi w ten romantyczny sposób… Bardzo tego chciałam!
/ 20.11.2020 08:00
Odrzucona miłość fot. Adobe Stock

Brzęczenie budzika wyrwało mnie wprost z objęć Sebastiana z działu marketingu. Choć zwykle jest gładko ogolony, w moim śnie miał dwudniowy zarost, który drapał mnie przy pocałunkach…
– A fuj, Zgaga! Zabieraj się stąd! – odepchnęłam kocicę, która właśnie zaczęła mnie lizać po twarzy szorstkim językiem. Czmychnęła z łóżka, fukając ze złością.

Próbowałam na powrót przywołać pod powieki ostatnią scenę ze snu, niestety, wredny budzik znowu zabrzęczał. Szósta dwadzieścia pięć. Pora wstawać. Normalnie nienawidzę poranków, jednak od jakichś dwóch tygodni budziłam się w świetnym humorze. Byłam zakochana!

Romantyczne gesty kolegi z pracy

„Ciekawe, czym dzisiaj zaskoczy mnie Sebastian – zastanawiałam się, stojąc pod prysznicem. – Czy podrzuci mi coś słodkiego, czy – jak za pierwszym razem – po prostu kwiaty? Wolałabym kwiaty…”
Wytarłam się puchatym ręcznikiem i wysuszyłam włosy, ciesząc się w myślach, że nie obcięłam ich podczas ostatniej wizyty u fryzjera.

W pierwszym liściku dołączonym do kwiatów, które znalazłam na biurku w tamten poniedziałek po promocji, Seba nazwał mnie „Długowłosą Nimfą”. Może to i banalne, ale nie szkodzi. Przedtem nikt nie nazywał mnie nimfą, najwyżej „okularnicą” (w szkole) albo „małą”. Tak mówił do mnie mój eks, Karol, choć sam był raptem kilka centymetrów wyższy ode mnie.

Sebastian pracuje w wydawnictwie od roku, lecz do tej pory nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Ot, jeszcze jeden przystojniak w garniturze, z którym mijałam się na korytarzu. Wszystko zmieniło się podczas wieczoru promocyjnego „Złotej róży” – nowej powieści naszej najbardziej poczytnej autorki.

Po części oficjalnej Seba przysiadł się do mojego stolika… Gwoli prawdy, nie był to tylko mój stolik, bo siedziała przy nim jeszcze Zuzanna, z którą pracuję w jednym pokoju, ale ona się nie liczy. Nieśmiała, zamknięta w sobie szara mysz.

Na dodatek smarkula, niemająca pojęcia o literaturze. Nie rozumiem, kto ją w ogóle zatrudnił! Notatki na obwolutach książek, które pisujemy, to – moim zdaniem – małe formy literackie. A Zuzka idzie po linii najmniejszego oporu – po prostu streszcza fabułę. No, ale skoro szef to akceptuje… Zresztą mniejsza o Zuzannę. Cały wieczór przegadałam wtedy z Sebastianem (Zuza tylko uśmiechała się głupio). On jest taki oczytany i dowcipny! A jaki przystojny…

Kiedy więc w poniedziałek znalazłam na biurku ten śliczny bukiecik fiołków, od razu, jeszcze zanim przeczytałam liścik, wiedziałam, kto je tam położył! Na szczęście Zuzki nie było akurat w pokoju…
Liścik był podpisany „tajemniczy wielbiciel”, zrozumiałam więc, że Sebastianowi zależy na dyskrecji. Dlatego nie podziękowałam mu wprost ani za kwiaty, ani za czekoladki, które podrzucił mi na biurko następnego dnia. Po prostu za każdym razem, gdy mijaliśmy się na korytarzu, ładnie się do niego uśmiechałam. A on odpowiadał mi tym samym.

Pomyłka, która kosztowała mnie godność

Jestem romantyczką, jednak ta zabawa w uwodzenie jak na mój gust trwała już odrobinę za długo. Każdego dnia czekałam na jakiś bardziej otwarty gest Sebastiana, zaproszenie na kawę, do kina, na zwyczajną rozmowę, tymczasem on wciąż wymyślał coraz to nowe niespodzianki.
Najwyższy czas skończyć z konspiracją!” – z takim postanowieniem weszłam tego ranka do wydawnictwa.

Miałam szczęście, bo Sebastian właśnie wychodził z kuchni. Zebrałam się więc na odwagę i zapytałam go wprost:
– Słuchaj, może skoczylibyśmy na jakąś kawę? Moglibyśmy wreszcie pogadać.
– Pogadać? A o czym? – zapytał z autentycznym zaciekawieniem.
Dziwnie się poczułam. Rany boskie, jesteśmy dorośli, a on przekomarza się ze mną, jakbyśmy byli w podstawówce!
– No cóż… Chciałabym ci podziękować za te wszystkie prezenciki. Czekoladki, kwiaty. To naprawdę miłe, ale ja już…
– Prezenciki? – przerwał mi. – Anka, o czym ty mówisz?
– Słuchaj, to już przesada – normalnie się wkurzyłam. – Mam dość tych gierek.

Sebastian milczał przez chwilę, gapiąc się na mnie tylko. A potem jego twarz rozjaśnił uśmiech zrozumienia.
– Rany, ależ ze mnie dureń! Musiałem pomylić biurka. Teraz wiem, dlaczego Zuzanna ciągle mnie ignoruje! Tak mi głupio… Anka? Ty płaczesz? Ale czemu? Ty chyba nie…? Rany, bardzo cię przepraszam. Anka! 

Ja płaczę? Nie, skąd, wydawało mu się. Po prostu moje oczy są zmęczone czytaniem… Wracam do pracy! Na moim biurku czeka cały stos książek…

Więcej listów do redakcji:„Adoptowaliśmy chłopca. Po 7 latach postanowiłam, że oddamy go z powrotem do domu dziecka”„Nie mieszkam z mężem, bo ciągle się kłócimy. Spotykamy się 2 razy w tygodniu i w weekendy”„Mąż miał na moim punkcie obsesję. Nie chciał się mną z nikim dzielić. To doprowadziło do tragedii”