Smutna kobieta fot. Fotolia

Narzeczony ukrywał przede mną nieślubne dziecko - prawdziwa historia Iwony

Nie jestem przesadnie zazdrosna, ale żadna kobieta nie byłaby zachwycona faktem, że wokół jej mężczyzny krąży…
/ 23.12.2019 07:00
Smutna kobieta fot. Fotolia

Dobrze wiedziałam, że Adrian ma dziewczynę. Sam mi się do tego przyznał. Nie mam zwyczaju budować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu, więc chociaż bardzo mi się spodobał, obiecałam sobie, że będę się trzymać od niego z daleka. Ale serce nie sługa. Kiedy któregoś dnia zadzwonił i zaproponował spotkanie, nie wahałam się ani chwili. Umówiliśmy się na jedną randkę, potem drugą i trzecią. Po czwartej uznaliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni.

Adrian nie od razu zerwał z tamtą dziewczyną. Dla mnie było oczywiste, że jak się zaczyna nowy związek, to trzeba zakończyć stary. Ale dla mojego ukochanego – już nie do końca.
– Monika jest bardzo wrażliwa. Boję się, że jak odejdę tak po prostu, z dnia na dzień, to wpadnie w depresję i nałyka się jakichś prochów – tłumaczył.
– Co chcesz przez to powiedzieć? Do końca życia zamierzasz działać na dwa fronty? – zdenerwowałam się.
– No pewnie, że nie. Ale muszę ją delikatnie przygotować do zerwania, spokojnie wytłumaczyć, że między nami koniec, a potem… pocieszyć ją jakoś. Nie mogę tak nagle przestać się z nią widywać. Chyba to rozumiesz, prawda? – dopytywał się.
– W porządku, ale mam nadzieję, że to będą tylko przyjacielskie spotkania – odparłam,

Nie podobała mi się ta cała sytuacja, lecz obawiałam się, że jeśli się postawię, to mój ukochany pomyśli, że mu nie ufam, i wróci do tamtej. Wtedy jeszcze nie byłam pewna jego uczuć.

Musiałam tolerować ich spotkania, choć trzeba przyznać, że Adrian nie przesadzał z pocieszaniem Moniki. Nie gnał do niej po każdym telefonie, mimo że potrafiła wydzwaniać po kilka razy dziennie. Spotykał się z nią najwyżej raz w tygodniu. I zawsze mnie uprzedzał, że do niej jedzie. Teoretycznie więc nie miałam powodów do zazdrości… Ale oczywiście byłam zazdrosna. I to coraz bardziej.

Żadna dziewczyna chyba nie lubi, gdy nad związkiem krąży widmo byłej. Zaciskałam jednak zęby i robiłam dobrą minę do złej gry. Liczyłam na to, że te wizyty wkrótce się skończą. Tymczasem minął miesiąc, potem drugi i trzeci – i nic się w tej kwestii nie zmieniało.

Powoli traciłam cierpliwość. Obiecałam sobie, że przy najbliższej nadarzającej się okazji postawię Adrianowi ultimatum: albo ona, albo ja.

Miała wystarczająco dużo czasu, by się otrząsnąć

Okazja trafiła się pół roku później. Rodzice uznali, że jestem już wystarczająco samodzielna, żeby opuścić rodzinny dom. I podarowali mi mieszkanie, które odziedziczyli po babci.

Byłam zachwycona. Spakowałam swoje rzeczy i natychmiast się tam przeprowadziłam. Adrian oczywiście chciał zamieszkać ze mną.
– Możesz się wprowadzić choćby jutro. Ale pod jednym warunkiem: przestaniesz się widywać z Moniką. Miała już mnóstwo czasu, żeby otrząsnąć się po waszym rozstaniu – powiedziałam.
– W porządku, kochanie, skończę to. I tak długo byłaś cierpliwa. Jestem ci za to bardzo wdzięczny – odparł.
Odetchnęłam z ulgą. Miałam nadzieję, że Monika należy już do przeszłości i nigdy więcej o niej nie usłyszę.

Zamieszkaliśmy razem. To była bardzo dobra decyzja. Okazało się, że świetnie się dogadujemy i uzupełniamy. Wiele par przeżywa kryzys, gdy przychodzi im zmierzyć się z szarą rzeczywistością i problemami dnia codziennego. Kłócą się o drobiazgi, wytykają sobie wady. Ale nie my. Nasza miłość rozkwitła. Kiedy więc Adrian poprosił mnie o rękę, zgodziłam się.

Myślałam, że nic nie jest w stanie zmącić naszego szczęścia. Że tak jak zaplanowaliśmy, wiosną przyszłego roku weźmiemy ślub i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Jednak ostatnio stało się coś co sprawiło, że zwątpiłam w naszą bajkową przyszłość.

Nigdy nie zapomnę tamtego letniego popołudnia. Wyszłam z pracy w znakomitym humorze, bo szef napomknął, że dostanę awans. Do tego otrzymałam wiadomość od mamy, że jakaś para wycofała rezerwację sali, którą wymarzyłam sobie na wesele, i możemy wskoczyć na jej miejsce. Właśnie miałam wsiąść do samochodu, gdy jak spod ziemi wyrosła przede mną młoda dziewczyna. Trzymała za rękę na oko dwuletniego chłopczyka.
– Masz na imię Iwona, prawda? – zapytała mnie znienacka.
– Tak, a o co chodzi? – zdziwiłam się.
– Jestem Monika. Na pewno o mnie słyszałaś. Byłam dziewczyną Adriana, zanim rozwaliłaś nasz związek – powiedziała, a ja zamarłam na chwilę, ale szybko się opanowałam.
– Czego chcesz? – warknęłam
– Podobno planujecie z Adrianem ślub… – zaczęła.
– Owszem, ale tobie nic do tego – przerwałam jej rozeźlona.
– Jasne, że nie. Ale to bardzo poważny krok, na całe życie. A ty chyba nie wiesz wszystkiego o swoim narzeczonym… – zawiesiła głos

– Na przykład czego?
– A tego, że ma dziecko. To jest Piotruś, jego syn – wypaliła, wskazując na chłopczyka stojącego obok.
– Nie żartuj sobie! – prychnęłam.
– To wcale nie żart. Zobacz, tu jest akt urodzenia Piotrusia, z nazwiskiem Adriana… I oświadczenie że będzie płacił na niego alimenty. Co miesiąc przelewa mi na konto pieniądze – wcisnęła mi do ręki dokumenty, a ja poczułam, jak oblewa mnie fala gorąca.
– Po co mi to pokazujesz?
– Dla twojego dobra. Żebyś wiedziała, na czym stoisz. Adrian jest wprost zakochany w synku. Regularnie go odwiedza, bawi się z nim, czyta mu bajki… – zaczęła wyliczać.
– No i bardzo dobrze – przerwałam jej. – To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Adrian jest wspaniałym, odpowiedzialnym człowiekiem i powinnam za niego wyjść. Inni faceci uciekają przed nieślubnymi dziećmi!
– Skoro tak, to życzę szczęścia – uśmiechnęła się dziwnie. 
– Nie dziękuję, żeby nie zapeszać – odparłam i nie czekając, aż się odezwie, wsiadłam do samochodu i ruszyłam z piskiem opon.

Wcale już nie uważałam Adriana za wspaniałego człowieka. Gdyby w tamtej chwili stał obok mnie, pewnie bym go zamordowała. Powiedziałam tak, bo nie chciałam, żeby jego była dziewczyna zobaczyła, w jak wielki szok wprawiła mnie ta wiadomość.
Ależ miałaby satysfakcję…

A ja jakoś nie wierzyłam w jej szczere intencje. Czułam, że chce nas poróżnić i odzyskać byłego chłopaka.

Zanim wrócił do domu, trochę się już uspokoiłam

Nie ujechałam daleko. Byłam tak wściekła i roztrzęsiona, że nie potrafiłam skupić się na prowadzeniu samochodu. Zaparkowałam kilka ulic dalej i zadzwoniłam do Adriana.
– Ty pieprzony oszuście, nienawidzę cię! – wydarłam się na niego.
– O co ci chodzi? – przeraził się moim wybuchem.
– O co? O twoje dziecko! Słodziutkiego i ślicznego Piotrusia, którego ponoć kochasz nad życie! – krzyczałam.
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała długa cisza.
– Już wiesz? – usłyszałam wreszcie.
– Owszem! Twoja Monisia mi go przed chwilą przedstawiła!
– Miałem ci powiedzieć – westchnął.
– Kiedy? Jeszcze przed ślubem czy dopiero po nim? A może nigdy? – nie odpuszczałam. – Chciałeś mnie oszukać, to podłe, to…
– Słuchaj, to nie jest rozmowa na telefon – przerwał mi. – Jak wrócę do domu, wszystko ci wyjaśnię.
– Tu nie ma co wyjaśniać. A do domu możesz przyjść. Zapraszam. Ale tylko po to, by spakować swoje rzeczy. Nie zamierzam z tobą rozmawiać – rzuciłam i rozłączyłam się.

Adrian przyjechał do mojego mieszkania bardzo późno. Może bał się stanąć ze mną twarzą w twarz, zanim trochę ochłonę, a może najpierw pojechał do Moniki „podziękować” jej za to, co zrobiła. W każdym razie miałam kilka godzin, żeby się nieco uspokoić i przemyśleć pewne sprawy.

Nadal byłam na niego wściekła, ale postanowiłam go wysłuchać. Uznałam, że to mu się ode mnie należy. Byłam z nim przecież taka szczęśliwa!

Przyszedł skruszony, z wielkim bukietem kwiatów. Kajał się, przepraszał. Tłumaczył, że dziecko zostało poczęte tuż przed tym, jak się poznaliśmy; że mnie nie zdradził. A nie powiedział mi o jego istnieniu, bo bał się, że go rzucę.
– Kocham cię nad życie. Ale jeśli nie jesteś mi w stanie wybaczyć, to odejdę – powiedział na koniec.

Od tamtej pory minęły dwa miesiące. Adrian mieszka u swojej mamy, bo jednak kazałam mu się wyprowadzić. Mimo przeprosin czułam się tak zraniona, że nie mogłam na niego patrzeć. Nawet ślub odwołałam.
Ale im dłużej go przy mnie nie ma, tym częściej łapię się na tym, że bardzo za nim tęsknię. Chciałabym, żeby tak jak dawniej wziął mnie w ramiona, pocałował.

Od jego mamy wiem, że ciągle ma nadzieję na wybaczenie. Może więc jednak powinnam zadzwonić i powiedzieć, żeby wrócił…? Tylko co będzie dalej? Czy kiedyś wybaczę mu to, że mnie oszukał? I zaakceptuję istnienie jego dziecka? Przecież nie mogę zabronić mu kontaktów z synem. To byłoby nieludzkie…

Straciłam swoją szansę na miłość...

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/02.10.2016 22:33
Przeczytałam Twoją wypowiedź całkiem przypadkiem. Sama borykam się z okropnym problemem jaki zaistniał w moim życiu,a mianowicie co zmienił... Byłam w związku z facetem prawie 5 lat. Od 4 lat mieszkaliśmy razem. Z racji dobrej pracy postanowiliśmy kupić własne mieszkanie. Oczywiście ja dostałam oczekiwaną sumę kredytu i kupiłam mieszkanie. Ale do czego zmierzam... Związek układał się znakomicie. W dzień podpisania aktu notarialnego dowiedziałam się również że jestem w ciąży-mój partner o niczym jeszcze nie wiedział... Kiedy wróciłam z podpisanym aktem notarialnym do domu i poinformowałam go,że zostanie również tatą trzasnął drzwiami i kontakt się urwał. Zostałam sama z ogromnym kredytem i ciążą. On oczywiście odezwał się po 4 miesiącach,ale tylko po to aby mnie poinformować,że zakłada własną rodzinę... Ma dziewczynę z,którą spodziewa się dziecka... Aktualnie kończę 5 miesiąc ciąży i staram sobie wszystko poukładać od nowa. Natomiast jego dziewczyna jest w drugim miesiącu ciąży i okazuje się być szczęśliwą dziewczyną. Więc dla mnie rozwalenie komuś rodziny to świństwo,ale tu nie jest winna kobieta... Winny jest facet,który nie jest wierny. Skoro zrobił cos takiego mi to nie sadzę aby długo był z nową dziewczyną ,pomimo drugiego dziecka.... Dlatego przemyśleć trzeba co zrobi on później ...