wróżka która wykorzystuje finansowo swoją klientkę fot. Adobe Stock, Scott Griessel

„Moja żona wydawała u wróżki kilka tysięcy złotych miesięcznie. Gdy jej tego zabroniłem, wpadła w szał”

– Nie zrezygnuję z Ludmiły. Mogę nie chodzić do fryzjera, kosmetyczki. Mogę trawę jeść i w worku po kartoflach chodzić. Ale z niej nie zrezygnuję. Od niej zależy moje życie! – wrzasnęła moja żona. Sam rozmówiłem się z wróżką. Ta oszustka szantażowała mnie, że jeśli odetnę Ilonę od finansów, opowie jej że mam kochankę...
/ 09.06.2021 09:16
wróżka która wykorzystuje finansowo swoją klientkę fot. Adobe Stock, Scott Griessel

Żona jest na mnie obrażona. Twierdzi, że jeśli nie dam jej pieniędzy na wizyty u Ludmiły, to mnie zostawi. A niech zostawia! Droga wolna! Ciągle bardzo ją kocham, ale… Nie chcę dłużej żyć z kobietą, która ma większe zaufanie do wróżki niż do mnie. Od początku wiedziałem, że Ilona ma hopla na punkcie horoskopów, ale specjalnie się tym nie przejmowałem. Byłem pewien, że to nic groźnego, taka niewinna babska słabostka.

Nie protestowałem więc, gdy raz w tygodniu odwiedzała swoją ukochaną wróżkę Ludmiłę

Prawdę mówiąc, wolałem już to, niż żeby na przykład biegała codziennie po butikach i wydawała moje ciężko zarobione pieniądze na kolejne firmowe ciuchy, perfumy, buty. Nie jestem skąpcem, ale od kolegów wiem, że to może zrujnować nawet milionera. Godziłem się więc na te godzinne seanse. Głupi myślałem, że takie zabawy są tańsze. Bo ile wróżka mogła brać? Pięćdziesiąt złotych, nie więcej…

Kiedy zorientowałem się, że bardzo się mylę? Jakieś dwa tygodnie temu. Moja firma przez kolejny już miesiąc notowała tylko minimalne zyski. Po wypłacie pensji pracownikom i odprowadzeniu wszelkiego rodzaju danin dla państwa nie zostało prawie nic. Stało się jasne, że musimy z żoną zacisnąć pasa. Inaczej wpadniemy w kłopoty. Szukając oszczędności, przeanalizowałem dokładnie wszystkie nasze domowe wydatki. I ze zdumieniem odkryłem, że moja żona zostawiała u Ludmiły co miesiąc dużo pieniędzy.

Na początku wszystkiego się wypierała, ale gdy ją przycisnąłem do muru, to przyznała, że nie odwiedzała jej raz w tygodniu tylko znacznie częściej. A na dodatek płaciła za każdą wizytę dwieście, trzysta złotych. Gdy to usłyszałem, to aż zatrząsłem się ze złości.

– Zwariowałaś? Tyle kasy na takie głupoty? – wrzasnąłem.
– To żadne głupoty. Ludmiła jest dla mnie… – zaczęła tłumaczyć, ale szybko jej przerwałem.
– Gucio mnie obchodzi, kim dla ciebie jest! Nie pozwolę, by dłużej bogaciła się moim kosztem! Od jutra masz przestać do niej chodzić! Koniec, kropka! – tupnąłem nogą.
– Co? Nie ma takiej możliwości. Bez niej nie potrafię już funkcjonować!
– To będziesz musiała się nauczyć. Mamy kryzys finansowy, musimy oszczędzać. Dociera to do ciebie?

– Nie zrezygnuję z Ludmiły. Mogę nie chodzić do fryzjera, kosmetyczki. Mogę trawę jeść i w worku po kartoflach chodzić. Ale z niej nie zrezygnuję. Od niej zależy moje życie! – wrzasnęła moja żona i z płaczem pobiegła do sypialni; uspokoiła się dopiero wtedy, gdy obiecałem, że więcej już o wróżce rozmawiać nie będziemy.

Szlaban na kasę, moja droga. Koniec z Ludmiłą!

Tamtego dnia dotrzymałem słowa. Ale następnego już nie. Ilona od razu dostała histerii. Płakała, protestowała. Powtarzało się to za każdym razem, gdy prosiłem ją, by przestała odwiedzać Ludmiłę. Prawdę mówiąc, nie rozumiałem, co się dzieje. Zwykle dość łatwo udawało mi się przekonać żonę do swoich racji. Zwłaszcza gdy miałem silne argumenty. Ale tym razem nic do niej nie docierało. Delikatnie zacząłem drążyć temat, no i okazało się, że Ilonka opowiada tej cholernej wróżce o każdym szczególe naszego życia i konsultuje z nią wszystkie decyzje.

Na jaki kolor ma pomalować ściany, gdzie i kiedy jechać na urlop, co ugotować… Pytała ją nawet o to, czy ma się ze mną kochać, czy nie! Gdy to usłyszałem, wpadłem w szał. Nie mogłem zrozumieć, jak może opowiadać jakiejś obcej babie o naszych sprawach. I to tak intymnych! No rany boskie!!! Zwyzywałem żonę od idiotek i zablokowałem dostęp do swojego konta. Byłem przekonany, że jak odetnę ją od kasy, to będzie po problemie.

Ilonka co prawda pracuje, ale zarabia bardzo niewiele. Jej pensja wystarcza może na waciki, ale na prawie codzienne wizyty u Ludmiły już nie. Kilka dni później zwołałem w firmie naradę antykryzysową. Właśnie szedłem do gabinetu, gdy zadzwonił telefon. Śpieszyłem się, więc odrzuciłem rozmowę, ale ktoś po drugiej stronie słuchawki był tak natarczywy, że w końcu odebrałem.

– Czy rozmawiam z panem Jackiem Barcikiem? – usłyszałem damski głos.
– Może tak, może nie. A kto mówi, jeśli mogę wiedzieć? – burknąłem.
– Ludmiła. Wróżka Ludmiła.
– Kto? Aaaa… Jedyna i najlepsza powierniczka sekretów mojej żony. Czego chcesz, kobieto?
– Musimy jak najszybciej się spotkać i porozmawiać. To naprawdę bardzo ważna sprawa – odparła.

W pierwszej chwili chciałem warknąć, że nie mam najmniejszej ochoty z nią gadać, i żeby dała mi święty spokój, ale ugryzłem się w język. Pomyślałem, że to świetna okazja, by zobaczyć kobietę, która tak namąciła w głowie mojej żonie, i powiedzieć jej w męskich słowach, co o tym myślę. Odparłem więc, że wpadnę do niej wieczorem, na jakimś karteluszku zanotowałem adres i się rozłączyłem.

Gabinet Ludmiły nie wyglądał tak, jak się spodziewałem

Żadnych czarnych kotów, szklanych kul, ciężkich kotar i innych tego typu gadżetów. Ot, zwykły pokój z niewielkim stoliczkiem i wygodnymi fotelami. Jedna jedyna świeczka paliła się na stoliku. Ona też wyglądała zwyczajnie. Byłem pewien, że otworzy mi ubrana na czarno staruszka z haczykowatym nosem i pomarszczoną jak suszona śliwka twarzą. Tymczasem stała przede mną elegancka i bardzo zadbana czterdziestolatka, w ładnej chuście na ramionach.

– O czym chcesz ze mną rozmawiać? – zapytałem, gdy usiadłem w fotelu.
– Była u mnie twoja żona. Skarżyła się, że zabraniasz jej do mnie przychodzić. Dlaczego ją tak krzywdzisz? Ilonka to cudowna, dobra, ale bardzo wrażliwa i chwiejna emocjonalnie osoba. Potrzebuje mojego wsparcia, rady…
– To raczej ty potrzebujesz jej… pieniędzy. A właściwie moich! Pięknie to sobie wszystko wymyśliłaś. Ale koniec z tym. Poszukaj sobie innej dojnej krowy! Ta już więcej mleka nie da! Spojrzała na mnie spod oka.
– O, widzę, że walisz prosto z mostu.
– Owszem. I oczekuję tego samego. Nie mam czasu wysłuchiwać tych wszystkich farmazonów o twojej pomocy i dobrym sercu. Mów, kobieto, o co chodzi, bo się spieszę. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
– No dobrze, będę więc mówić bez ogródek. Ilonka to jedna z moich najlepszych klientek. Wierna, posłuszna i, co najważniejsze, wypłacalna. Dlatego nie zamierzam jej stracić. Albo więc nadal będziesz grzecznie finansował jej wizyty u mnie, albo…
– Co? Rzucisz na mnie klątwę? Sprawisz, że wątroba mi zgnije albo pryszczy dostanę? – nie wytrzymałem.
– Aż takiej mocy nie mam! Po prostu zamienię twoje życie w piekło.
– Poważnie? Już się boję! Aż mi włosy dęba stanęły. Nie tylko na głowie – zachichotałem.
– Na twoim miejscu wcale nie byłoby mi do śmiechu. Naprawdę mogę to zrobić – zagroziło babsko.
– Tak? A niby jakim cudem? Wzruszyła ramionami.

– To proste. Ilona bardzo mi ufa. Wierzy we wszystko, co jej powiem. W czasie kolejnej wizyty zasugeruję jej więc na przykład, że masz kochankę. Jest bardzo zazdrosna, więc nie da ci spokoju… Będzie się dopytywać, przeglądać twoje rzeczy, urządzać sceny. Wszystko zależy od tego, co powiedzą karty… – zawiesiła głos.

– Przykro mi, ale twój chytry plan nie wypali. Raz, że Ilonka nie ma już dostępu do mojego konta, więc raczej nie przyjdzie, dwa, jeszcze dziś powtórzę jej całą naszą rozmowę!
– A ja myślę, że się jednak pojawi. Z tego, co wiem, coś tam zarabia, a niedawno był pierwszy. A co do relacji z naszej rozmowy… Wszystkiego się wyprę. Powiem, że mnie straszyłeś, obrażałeś, próbowałeś namówić, żebym nie zdradzała twoich tajemnic. Jak myślisz, komu uwierzy? – uśmiechnęła się złośliwie.

Ty chyba powinnaś iść na terapię. To już jakiś nałóg

Nie miałem ochoty dłużej rozmawiać z Ludmiłą. To bezczelne babsko porządnie zalazło mi za skórę. Zwymyślałem ją więc od najgorszych, oświadczyłem, że nie dam żonie ani grosza i ostrzegłem, że jeśli będzie mieszać się w nasze małżeńskie sprawy, to ją najzwyczajniej w świecie zniszczę. Do sądu podam! A potem wyszedłem, trzaskając drzwiami.

Po powrocie do domu, opowiedziałem o wszystkim Ilonce. Byłem przekonany, że przejrzy na oczy i zrozumie, że ta cała Ludmiła to zwykła szantażystka i oszustka. Tymczasem ona najpierw patrzyła na mnie z niedowierzaniem, a potem wpadła w szał. Krzyczała, że wszystko to sobie wymyśliłem, że na pewno mam coś na sumieniu i dlatego chcę ją odsunąć od Ludmiły. Bo boję się, że od niej dowie się o moich zdradach i kochankach. Od tamtej rozmowy Ilona nie daje mi spokoju. Twierdzi, że jeśli nie dostanie pieniędzy na wizyty u wróżki, to odejdzie. Bo musi poznać prawdę, bo mi nie wierzy. Ciągle ją kocham, ale długo już tak nie wytrzymam. Sam spakuję jej walizki i pokażę drzwi. Albo… namówię żonę na terapię!

Czytaj także:
Swoje niespełnione ambicje moja mama przeniosła nie tylko na dzieci, ale też na wnuki
Na własne oczy widziałam, jak Kaśka obściskuje się z kochankiem. A przecież wzięła ślub pół roku temu
Sąsiadka zaraziła mnie grypą. Byłem wściekły, ale kolejną chorobę spędziliśmy już razem