Kobieta, która ma romans z księdzem fot. Adobe Stock

„Moja najlepsza przyjaciółka ma 33 lata, męża, córkę i... romans z księdzem. Ona zwariowała już do reszty”

Wciąż jestem w szoku, że bliska mi osoba wplątała się w takie bagno. Co gorsza, nie mogę pisnąć słowa, bo ucierpi jej rodzina...
/ 04.09.2020 11:02
Kobieta, która ma romans z księdzem fot. Adobe Stock

Dagmara to od dzieciństwa moja najlepsza przyjaciółka. Dziś ma 33 lata, 9-letnią córeczkę Kasię, męża Arka i... romans z księdzem. Tak, z księdzem!

Jej chory związek zaczął się prawdopodobnie kilka miesięcy temu, niedługo po przybyciu tego człowieka do naszej parafii. Dagmara od początku była nim zachwycona: że tak mądrze mówi, jest zawsze uśmiechnięty, życzliwy ludziom. I taki męski. Nie to, co ten poprzedni, wymoczkowaty gbur, który tylko ogniem piekielnym potrafił straszyć.

Nie jestem specjalnie religijna, do kościoła chodzę od czasu do czasu, ale po jej namowach wybrałam się na niedzielną mszę obejrzeć sobie to cudo i go posłuchać. Kościół był pełny. Pierwsze rzędy zajmowały same kobiety. Zauważyłam, że wpatrują się w nowego księdza jak w obrazek. Szczerze mówiąc wcale im się nie dziwiłam. Facet naprawdę robił wrażenie. Kropka w kropkę Daniel Craig. A nawet przystojniejszy, bo wyższy.

Przez chwilę sama zastanawiałam się nawet, czy pod sutanną skrywa tak cudownie umięśnioną klatę, jaką ma oryginał. Pamiętacie słynną scenę z „Casino Royale” kiedy to Daniel wychodzi z wody? Na samo wspomnienie w głowie mi się kręci...
– No i co, wspaniały, prawda? – spytała Dagmara, gdy wyszłyśmy ze mszy.
– Faktycznie wart grzechu. No i kazanie było naprawdę bardzo ciekawe. Podejrzewam, że kilka parafianek kompletnie straci dla niego głowę – zażartowałam.
– Chyba masz rację – westchnęła.
Wtedy nawet nie podejrzewałam, że jedną z nich będzie właśnie ona.

Nie wiem, czy to Dagmara go uwiodła, czy przeciwnie, ale faktem jest, że zaczęli spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Na początku nie widziałam w tym niczego złego. Moja przyjaciółka zawsze była mocno związana z kościołem. Już wcześniej udzielała się w radzie parafialnej, śpiewała w chórze, pomagała organizować różne uroczystości. Nie dziwiło mnie więc, że często biega na plebanię. Nie zaniepokoiło mnie nawet to, że przestała umawiać się ze mną na plotki.

Kiedyś spotykałyśmy się prawie codziennie, choćby na chwilę. Nagle te nasze pogaduchy się skończyły. Przyjaciółka zamieniała ze mną najwyżej kilka słów przez telefon. Byłam na nią trochę zła, lecz w sumie ją rozumiałam. Kasia szykowała się właśnie do I Komunii Świętej. A wiadomo, ile to pracy, przygotowań. Próby w kościele, nauki. Organizacja przyjęcia, zapraszanie gości. Urwanie głowy. Dla dzieci, ale i dla rodziców. Myślałam, że potem wszystko wróci do normy...

Pierwsze podejrzenia, że Dagmarę łączy z księdzem coś więcej niż stosunki „służbowe”, zrodziły się po wizycie Arka. Przyszedł do nas jakieś dwa miesiące temu. Wyglądał tak, jakby cały świat zawalił mu się na głowę. Przygarbiony, z podkrążonymi oczami. Wyjął z torby butelkę wódki i postawił na stół. Od razu zorientowałam się, że coś go gryzie i chce pogadać z moim mężem. Byli bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni i wspierali się w trudnych chwilach. Tak jak ja z Dagą.

Zrobiłam więc im szybko coś na zagrychę i poszłam do pokoju obok oglądać telewizję. Choć zżerała mnie ciekawość, nawet nie próbowałam podsłuchiwać, o czym rozmawiają. Mój mąż to papla, więc wiedziałam, że jeśli dowie się czegoś interesującego, i tak wszystko mi powtórzy.

Jak przypuszczałam, gdy tylko za Arkiem zamknęły się drzwi, Marek od razu zajrzał do mnie. Choć ma słabą głowę, po tym spotkaniu był wyjątkowo trzeźwy. I bardzo czymś zaaferowany.
– Matko Boska, stało się coś? Masz taką ponurą minę – przeraziłam się.
Przez chwilę się nie odzywał. Jakby nie wiedział, w jaki sposób ma w ogóle zacząć.
– Powiedz prawdę, czy Dagmara kogoś ma? Jesteście przyjaciółkami, na pewno ci się zwierza... – wypalił ni stąd, ni zowąd.
Zamurowało mnie.
– Co? O czym ty w ogóle mówisz? We łbie ci się od tej gorzały pomieszało? – wybałuszyłam na niego oczy.
– Słuchaj, to nie są żarty – żachnął się.
– Arek jest załamany. Twierdzi, że Dagmara bardzo się ostatnio zmieniła. Jest nieprzystępna, zimna... Zaniedbuje dom, jego, a nawet Kasię. W ogóle nie da się z nią gadać. Bez przerwy się awanturuje.
– To jakieś bzdury. Może jest po prostu zmęczona? Wiesz, ile ostatnio ma zajęć... Zamiast wymyślać niestworzone rzeczy, Arek powinien jej pomóc – broniłam jej.
– Nie, to chyba nie to... Tam naprawdę dzieje się chyba coś złego. Wiesz, jaki on jest. Nie robi z igły widły – pokręcił głową.
– No niby z kim miałaby zdradzać Arka? I kiedy?!  – zdenerwowałam się. – Przecież większość wolnego czasu spędza ostatnio w kościele albo na plebanii.
– No właśnie, na plebanii... – mąż zawiesił głos i spojrzał na mnie znacząco.
– Czy wy myślicie że ona ma romans z księdzem?! – aż podskoczyłam.
– Ja nic nie myślę. Wiem, że nie powinniśmy się wtrącać, ale dowiedz się czegoś, bo ten facet zwariuje – poprosił mój mąż i poszedł umyć zęby, a potem do łóżka.
Już po chwili oczywiście smacznie chrapał. W przeciwieństwie do mnie...

Po tym, co usłyszałam od męża, nie mogłam zasnąć. Coraz bardziej zmęczona przewracałam się z boku na bok, a przez głowę przelatywały mi tysiące myśli. Romans był ostatnią rzeczą, o jaką podejrzewałabym przyjaciółkę. Dagmara zawsze powtarzała, że Arek to najwspanialszy facet na świecie. Dobry mąż, ognisty kochanek, wspaniały ojciec. I że jest z nim bardzo szczęśliwa...

No dobrze, mogła mieć chwilę słabości i zrobić skok w bok. Ale z księdzem? Niemożliwe... Jest przecież bardzo religijna. Nigdy by nawet o czymś takim nie pomyślała. To byłby straszny grzech – złamanie zasad, którymi się w życiu kierowała.

Gdy wreszcie zasypiałam, byłam prawie pewna, że te wszystkie podejrzenia to kompletna bzdura. Na wszelki wypadek postanowiłam jednak jak najszybciej spotkać się z przyjaciółką. Żeby to „prawie” już mnie tak nie męczyło.

Przez kilka następnych dni wydzwaniałam do Dagmary i próbowałam się z nią umówić. Bezskutecznie. Wymawiała się brakiem czasu, bólem głowy, przeziębieniem. Wierzyłam, ale... Któregoś razu zauważyłam, jak stoi na przystanku i czeka na autobus. Było to o tle dziwne, że pięć minut wcześniej tłumaczyła mi, że leży złożona gorączką i nigdzie się nie rusza. „Dlaczego kłamie? Może w tym, co mówił Arek jednak coś jest?” – pomyślałam.
Następnego dnia po powrocie z pracy od razu chwyciłam za telefon.
– Słuchaj, musimy się spotkać, to bardzo ważne. Za kwadrans masz być w parku, przy fontannie. I nie chcę słyszeć żadnych wymówek – uprzedziłam ją i szybko odłożyłam słuchawkę.

Idąc na to spotkanie, postanowiłam, że nie będę niczego owijać w bawełnę. Po prostu powiem jej o podejrzeniach Artura i zobaczę, jak na to zareaguje.

Gdy dotarłam do parku, już na mnie czekała. Nawet nie zauważyła, kiedy podeszłam. Siedziała na ławeczce i gadała z kimś przez telefon. Stanęłam za jej plecami i zaczęłam podsłuchiwać. Tak, to bezczelne, ale nie mogłam się opanować. 
– Kochanie, tak bardzo tęsknię za twoim dotykiem... To co, jak zwykle? Po wieczornej mszy? Oczywiście zaczekam, aż wszyscy się rozejdą. Gdzieś w kąciku, żeby nie było plotek. Na razie całuję cię mocno, wiesz gdzie... – szczebiotała.
Byłam w szoku. Gadała z księdzem.
– A więc Arek ma rację! – naskoczyłam na nią, gdy wreszcie się rozłączyła.
Odwróciła się spłoszona.
– W czym ma rację? – wykrztusiła.
– Masz romans, a do tego z księdzem.
– To on wie? – zbladła.
– Na razie tylko podejrzewa. W co ty się pakowałaś. Oszalałaś?! –  krzyczałam.
W głębi duszy miałam nadzieję, że będzie zaprzeczać albo chociaż tłumaczyć, że to tylko chwila zapomnienia. Ale nie.
– Jeżeli chcesz już koniecznie wiedzieć, to kocham Marcina i... nic na to nie poradzę. Chcemy być razem – rzuciła.
– Jak ty to sobie wyobrażasz?
– Marcin zrzuci sutannę, ja wezmę rozwód. I zaczniemy od nowa – powiedziała.
Zabrzmiało to tak, jakby mówiła o przestawianiu mebli w salonie, a nie o życiu.
– Obiecał ci to? – nie mogłam uwierzyć
– No nie... Ale mówił, że mnie kocha, że jest mu ze mną cudownie – bąknęła.
– A ty uwierzyłaś. Naprawdę jesteś aż tak naiwna i głupia? – pokręciłam głową.
Od razu się naburmuszyła.
– Niczego nie rozumiesz. Odczep się. Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. To moje życie i mogę z nim robić, co chcę.
Aż zatrzęsłam się ze złości.
– Twoje życie? A pomyślałaś o Arku, o Kasi? O tym, co ludzie powiedzą? Chcesz skrzywdzić męża, własne dziecko, rozbić rodzinę dla jakiegoś głupiego kaprysu? – pytałam rozgorączkowana.
Nic do niej nie docierało.
– Prawdziwa miłość czasem wymaga wyrzeczeń i poświęcenia. Jak to do ciebie nie dociera, to nie mamy o czym rozmawiać... – odparła, wstając z ławki.
– Dagmara, zaczekaj. Przecież jesteśmy przyjaciółkami – próbowałam ją zatrzymać. Spojrzała na mnie ze złością.
– Byłyśmy przyjaciółkami. Przestań wściubiać nos w nie swoje sprawy. Bo ci ktoś go przytrze – warknęła i odeszła.

Nie zamierzałam jej posłuchać. O nie. Zawsze byłam narwana. Marek śmiał się, że zanim coś zrobię, powinnam usiąść i spokojnie pozbierać myśli. Tym razem postanowiłam nie korzystać z jego rady.
Musiałam natychmiast rozmówić się z tym księdzem. Wygarnąć mu, co o nim myślę. Bez cackania się, podchodów. Wcale się nie bałam. Nie było na co czekać. Dagmara zachowywała się tak, jakby ją diabeł opętał.

Z jej słów wynikało, że naprawdę poważnie myśli o porzuceniu rodziny. Nie mogłam na to pozwolić. Bardzo lubiłam Arka i Kasię. Nie chciałam, żeby cierpieli. Poza tym czułam, że ten facet  w sutannie zwyczajnie się nią bawi. A gdy mu się znudzi, wyrzuci ją jak zabawkę...

Z parku do kościoła było kilka kroków. Pobiegłam tam. Aż się we mnie gotowało. Ksiądz akurat kogoś spowiadał. Poczekałam, aż skończy i zapukałam w drzwi konfesjonału. Otworzył zdziwiony.
– Wiem wszystko. Ma ksiądz natychmiast odczepić się od Dagmary – wrzasnęłam, zanim zdążył coś powiedzieć.
Zapowietrzyło go. Na amen. Przez minutę nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa. Tylko lękliwie rozglądał się po kościele. Szczęśliwie dla niego – był pusty.
– O co chodzi? Co za bezczelność. Nie pozwolę się obrażać. To niedopuszczalne. – aż zabulgotał się, gdy odzyskał głos.
– Niech ksiądz da spokój – przerwałam mu. – Koniec zabawy. Dagmara to nie jakaś wydra, która szuka wrażeń, tylko porządna kobieta. Jak ksiądz nie przestanie mącić jej w głowie, zamienię księdza życie w piekło. I nawet Bóg księdzu nie pomoże. A potem rozliczy księdza za tę obłudę.
Nie wiem, czy zrozumiał, że ze mną nie ma żartów, czy po prostu bał się, że ktoś wejdzie i nas usłyszy. W każdym razie nagle zmienił ton na nieco łagodniejszy.
– To nieporozumienie. Pani Dagmara jest bardzo zaangażowana w życie parafii. Pani chyba źle zrozumiała sytuację. Załatwię to. Nie trzeba niczego rozgłaszać. Plotki by wszystkim zaszkodziły.
– Dobrze zrozumiałam. Ale potrafię być dyskretna. Jeśli ksiądz skończy ten romans, ja o nim zapomnę – ucięłam.

Nie chciałam siać zamętu. Gdyby cała sprawa się wydała, ludzie od razu wzięliby Dagmarę na języki. Arka i Kasię też. A ja chciałam im pomóc, a nie rujnować życie. Po tej rozmowie ksiądz uciekł do zakrystii, jakby go wilki goniły. Miałam więc nadzieję, że wziął sobie moje słowa do serca.
Na początku rzeczywiście wyglądało na to, że tak się stało. Przyjaciółka co prawda się do mnie nie odzywała, ale z relacji mojego męża wynikało, że w jej małżeństwie wszystko chyba wraca do normy. Cieszyłam się, że udało mi się zapobiec nieszczęściu. Niestety, niezbyt długo.

Wczoraj wybrałam się na zakupy do sąsiedniego miasta. No i zobaczyłam ich. Jechali samochodem. Zrównałam się z nimi na światłach. On był ubrany po cywilnemu. Trzymał ją pewnie za kolano, bo prowadził jedną ręką. Ona głaskała go po karku i uśmiechała się do niego czule. Gdy światła się zmieniły, skręcili do hotelu.

W pierwszym odruchu zawróciłam samochód. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i opowiedzieć o wszystkim mężowi. Tajemnica ciążyła mi jak ołów. Ale z każdym kilometrem dopadały mnie coraz większe wątpliwości. Przecież on zaraz powtórzy to Arkowi. A wtedy niczego nie uda się już uratować... Zrezygnowałam.

Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Co dalej? Czułam się bezsilna. Zdawałam sobie sprawę, że kolejne rozmowy, straszenie nie mają sensu. Oboje nic sobie z tego nie robili. Może wiedzieli, że nie pisnę słówka ze względu na Kasię i Arka...

W pewnej chwili pomyślałam nawet, żeby się poddać, ale nad ranem mnie olśniło. Jest wyjście. Napiszę donos do kurii. Na pewno zareagują. I, co najważniejsze, dyskretnie. Może przeniosą gdzieś tego księdza? Albo wyślą na jakąś misję?

Tylko co zrobi wtedy Dagmara? Nie mam gwarancji, że za nim nie pojedzie...

Więcej listów do redakcji:„Przez prawie 20 lat nie miałem pojęcia, że mam córkę. Nie zdążyłem jej poznać, bo.... zmarła”„Moją córkę zabił na pasach pijany kierowca. Zatraciłam się w swojej żałobie i odtrąciłam bliskie mi osoby”„Mam żonę, dwójkę dzieci i kochankę. Żyję tak od kilku lat bez wyrzutów sumienia, bo żona wie o wszystkim”