Kobieta, która żyje w toksycznym związku fot. Adobe Stock, ChenPG

„Zaborczy mąż szpiegował mnie na delegacji. Usłyszałam, że jestem ladacznicą i pojechałam, by wskoczyć innemu do łóżka”

„Tomek zawsze miał problemy z zazdrością. Był moim władcą! Tak mną manipulował, że czułam się winna. Albo przymilał się, mówiąc, że jest zazdrosny, bo tak bardzo mnie kocha, a ja miękłam. Ale tym razem przesadził. Skończyłam z byciem pobłażliwą idiotką”.
/ 12.10.2021 16:36
Kobieta, która żyje w toksycznym związku fot. Adobe Stock, ChenPG

Zawsze miał problem z zazdrością. Przyzwyczaiłam się do tego i jakoś sobie radziłam, ale czasami Tomek był naprawdę męczący… Przed każdym wyjściem z koleżanką – nie na żadną imprezę, tylko na popołudniową kawę – musiałam kilka dni prosić, tłumaczyć, zarzekać się, że nic głupiego nie zrobię. Chociaż sama nie wiem, co głupiego mogłabym zrobić po południu w kawiarni!

Wiem, że było w tym sporo mojej winy. Mogłam od razu jasno ustalić zasady, że mam prawo do własnego życia, do koleżanek, do odrobiny prywatności. Nie miałam na myśli przecież niczego złego, kłamstw, czy podwójnego życia! Ale normalności! Tomek był moim mężem, partnerem, a nie władcą! Jednak on tak mną zawsze manipulował, że czułam się winna. Albo przymilał się, mówiąc, że jest zazdrosny, bo tak bardzo mnie kocha i nie chce, by coś nas poróżniło.

I tak trwałam w tym toksycznym związku

Niby oprócz tej chorobliwej zazdrości niczego więcej nie mogłam Tomkowi zarzucić. Starał się, był czuły, kochany, dbał o mnie i o dom. Często gotował, pomagał mi w porządkach, zabierał na kolacje i dawał kwiaty bez powodu. Można by rzec – facet idealny. Dopóki w grę nie wchodziła zazdrość i dopóki nie miałam innego zdania niż on. Tak jak teraz – z tym szkoleniem…

Pracowałam tu dopiero od czterech miesięcy, ale bardzo mi się podobało. Prestiżowa, prężnie rozwijająca się firma, atrakcyjne wynagrodzenie i warunki socjalne, fajna załoga. Czego chcieć więcej? Robiłam to, co kochałam, razem z gronem sympatycznych, energicznych ludzi. No i plusem była możliwość rozwoju osobistego – kursy, szkolenia. Plusem dla mnie, bo dla mojego męża zdecydowanie był to minus.

– Moja żona nie będzie się szlajać po hotelach z obcymi facetami! – krzyczał.

– Tomek, jakie szlajać? Z jakimi obcymi facetami? Jedzie całe nasze biuro! Jedenaście osób, w tym siedem dziewczyn! To jest szkolenie, a nie impreza integracyjna! – tłumaczyłam.

„A nawet gdyby był to wyjazd integracyjny, to co w tym złego?” – pomyślałam. Nie wypowiedziałam jednak moich myśli, bo tylko niepotrzebnie wywołałabym awanturę.

Toczyliśmy bój przez dwa tygodnie. Już nawet byłam gotowa zrezygnować z tego wyjazdu. Zrobiłabym to, ale bałam się, że nie przedłużą mi umowy, która kończyła się za dwa miesiące. Musiałam bardzo się starać, przymilać się Tomkowi, dopieszczać… W końcu pojechałam. Chociaż w dzień wyjazdu od rana był obrażony. Nie chciał mi nawet dać buziaka na pożegnanie!

– Kochanie… – zaczęłam.

–Daj mi spokój! Za chwilę będziesz miała tylu facetów dookoła, że z nimi będziesz sobie mogła w tym hotelu kochaniować! – burknął i odwrócił się na pięcie. – Aha i nie dzwoń do mnie! Nie chce się niepotrzebnie wkurzać! – dodał.

Przez całą drogę miałam ochotę płakać. Wszyscy śmiali się, żartowali, dopytywali, co mi jest, ale mówiłam tylko, że nie najlepiej się czuję. Ledwie dojechaliśmy do hotelu, rozdzwonił się mój telefon. Tomek.

– No hej, stało się coś?

– To ja się pytam, czy już się stało, czy jeszcze nie? Nawet się nie odezwiesz, taka zajęta jesteś – zaczął kpić.

– Tomek, dopiero dojechaliśmy, chciałam zadzwonić na spokojnie z pokoju – nic więcej nie zdążyłam powiedzieć, bo Tomek się rozłączył.

Kiedy spróbowałam połączyć się z nim ponownie, nie odebrał. Wściekła odniosłam swoje bagaże i poszłam na szkolenie. Zajęcia trwały osiem godzin. Było naprawdę bardzo ciekawe, ale mimo to wydawało mi się, że ciągną się w nieskończoność. Nie mogłam się skupić. Przez Tomka. Wysyłał mi SMS-a za SMS-em. Niepotrzebnie je ukradkiem odczytywałam.

„Myślałem, że jestem dla Ciebie ważny i że nie pojedziesz. Szkoda słów… Miłej zabawy Ci życzę!”.
„Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie zraniłaś!”. „Tak się dla Ciebie staram, robię wszystko, a Ty przy pierwszej okazji jedziesz się… z obcymi…”. „Nie odpisujesz, niezły musi być, skoro tyle czasu wam to zajmuje”.

Dostałam dwanaście wiadomości! Chciałam odpisać, naprawdę, ale nie było możliwości. Na samym początku zostaliśmy poproszeni o wyłączenie telefonów komórkowych, więc nie chciałam się ze swoim afiszować. Dzwoniłam wprawdzie do Tomka w przerwie, ale nie odebrał. Napisał, że teraz to mogę już sobie darować. A po godzinie znów zaczął wypisywać wiadomości…

Po szkoleniu zeszliśmy na kolację, po której wszyscy umawiali się na piwo. Zaczęłam się wykręcać.

– Daj spokój, przecież nikt nie chce się upić! Jutro od rana znów mamy wykład. Ale jedno piwko jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Pogadamy, odstresujemy się, a potem grzecznie siusiu, paciorek i spać – śmiała się Karola.

Już prawie się zgodziłam, ale na wyświetlaczu telefonu znów zobaczyłam numer Tomka i ostatecznie wykręciłam się bólem głowy i zmęczeniem. Poszłam do swojego pokoju i zadzwoniłam do męża. Był oczywiście obrażony. A ja, jak zwykle, próbowałam go udobruchać.

– Kochanie, wolałabym teraz być w domu. Uwierz mi, gdyby to tylko ode mnie zależało… Zobacz, wszyscy poszli na piwo, a ja siedzę sama w pokoju, bo chcę ci udowodnić, że nie robię nic głupiego! Możemy tak gadać do rana! – przekonywałam go.

Wprawdzie nie gadaliśmy do rana, ale ponad godzinę. I przez prawie cały ten czas Tomek był wściekły. Rzucał głupie aluzje. Denerwował mnie, ale nie reagowałam, by nie zaogniać sytuacji. Dochodziła już dwudziesta druga, kiedy powiedziałam:

– Kochanie, poszłabym się wykąpać i położyć. To był długi dzień, a jutro o siódmej mamy już śniadanie.

– Dobrze, skoro tak się spieszysz! – rzucił znowu słuchawką.

Byłam wściekła. Mogłam, jak inni, pójść na piwo, pośmiać się i wrócić do pokoju, a siedziałam jak jakiś dziwoląg i przez półtorej godziny łagodziłam sytuację. A on i tak się obraził! Żeby chociaż miał o co!

Cokolwiek robiłam, zawsze było źle

Stałam pod strumieniem ciepłej wody, rozmyślając i coraz bardziej chciało mi się płakać. „Kim tak naprawdę jest mój mąż? Dlaczego mnie tak traktuje? Nie ma prawa! I dlaczego ja się właściwie na to godzę? Przecież nie jestem jego własnością! Nigdy nie zrobiłam niczego, co mogłoby usprawiedliwiać jego zachowanie, nie dałam mu najmniejszego powodu do zazdrości! Miał mnie za zwykłą dziwkę? Uważał, że przy pierwszej nadarzającej się okazji wskoczę do łóżka jakiemuś facetowi?”.

Zaczęłam sobie zdawać sprawę, że Tomek właściwie odseparował mnie od znajomych, przyjaciół… Kiedyś wychodziłam z koleżankami prawie co tydzień, często chodziłyśmy na kawę, do kina, czy po prostu zwyczajnie poplotkować. Stopniowo wychodziłam coraz rzadziej, rzadziej… Teraz nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz gdzieś byłam…

Kiedy się wykąpałam i wyszłam z łazienki, na moim telefonie znów były cztery nieodebrane połączenia i pięć SMS-ów! Wszystkie oczywiście w tym samym tonie. Tomek uważał, że to niemożliwe, abym kąpała się przez ponad pół godziny, a tyle czasu nie odbierałam i nie odpisywałam. Twierdził, że wie, co tam robię, że nie może zrozumieć, dlaczego go tak ranię i w czym ci „frajerzy i pajace” są lepsi od niego…

Wściekłam się! Musiałam się przewietrzyć, bo inaczej bym zwariowała! Włożyłam dżinsy i bluzę, szybko wysuszyłam włosy i wyszłam przed hotel. Był położony nad jeziorem, więc postanowiłam tam się przejść. Usiadłam na pomoście, objęłam nogi ramionami i po cichutku płakałam.

– Widzę, że samopoczucie nadal kiepskie – usłyszałam nagle nad sobą głos Dominika, kolegi z pracy.

Nic nie odpowiedziałam. Usiadł obok mnie i tak siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Byłam mu wdzięczna, że nie zadaje pytań, nic nie mówi, nie ocenia. Po prostu siedział. Po kilku minutach odebrał telefon, chyba od żony. Tak czule z nią rozmawiał… Na koniec poprosił, by ucałowała maluchy i się rozłączył.

– Ile lat mają twoje dzieciaki? – spytałam.

I tak zaczęliśmy gadać, normalnie, po ludzku. W pewnym momencie Dominik stwierdził, że pora zbierać się do hotelu. Było już po północy.

– I nie płacz więcej, jesteś za mądra i za fajna, żeby marnować czas na smutki – powiedział.

Jak spod ziemi, wyrósł przed nami … Tomek!

– Ty zdziro! Wiedziałem, że przyjechałaś się tu gzić! – wrzasnął.

Ze wstydu miałam ochotę zapaść się pod ziemię! Zanim zdążyłam zareagować, odezwał się Dominik.

– Hej, kolego! Spokojnie! Przede wszystkim przeproś Darię i przestań ją obrażać, bo nic złego nie zrobiła. Poza tym załatwiaj swoje sprawy kulturalnie i na osobności, nie rób scen!

– Spier…, pajacu, bo nie ręczę za siebie! – ryknął Tomek i ruszył z pięściami na Dominika.

W sekundzie doskoczyłam do mojego męża. Wpadłam w szał. Sama się sobie dziwiłam, że zamiast go przepraszać i łagodzić sytuację, jak do tej pory, zaczęłam na niego krzyczeć!

– Dominik, przepraszam cię za tę sytuację. Wróć proszę już do pokoju, ja sobie poradzę – zwróciłam się do kolegi, a potem napadłam na zaskoczonego Tomasza. – Nie masz prawa mnie szpiegować, ograniczać i przede wszystkim obrażać! Jesteś chorym człowiekiem i nie wiem, dlaczego tak długo z tobą wytrzymywałam!

Kłóciliśmy się długo. Usłyszałam wiele przykrych słów, które bardzo mnie raniły… Tomek był wściekły, jeszcze nigdy go takiego nie widziałam! Momentami bałam się, że mnie uderzy! Na szczęście tego nie zrobił.

– Wynoś się, wynoś się stąd i z mojego życia! – krzyknęłam na koniec, idąc w stronę hotelu.

– Leć, leć, pewnie chłoptaś się już niecierpliwi, aż się nim zajmiesz, głupia suko! – wrzasnął za mną.
Byłam załamana. W życiu nikt mnie tak nie zranił i nie upokorzył. Nie mogłam przestać płakać. Tomek wydzwaniał i wysyłał mi mnóstwo wiadomości, ale nie reagowałam. Awanturował się przed wejściem, na szczęście ochrona wyprowadziła go poza teren budynku.

Tej nocy nie zmrużyłam oka. Długo nie mogłam się uspokoić, ciągle płakałam… Byłam w fatalnym stanie. Tuż przed siódmą usłyszałam pukanie do drzwi. Nie miałam ochoty otwierać, ale po chwili usłyszałam:

– To ja, Dominik. Wpuść mnie proszę, tylko na chwilkę.

Niechętnie otworzyłam drzwi. Rzuciłam jeszcze szybko okiem w lusterko – opuchnięte i czerwony oczy, rozczochrane włosy. Dominik wszedł do środka. Przyniósł mi kawę i croissanta.

– Zjedz to, prześpij się, ogarnij jakoś. Ja coś wymyślę i usprawiedliwię twoją nieobecność. Wracamy około piętnastej, mam nadzieję, że będziesz już w lepszej formie. Daria, ja wiem, że to nie moja sprawa, ale…. Nie pozwól, żeby ten dupek tak cię traktował. Gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, to wal jak w dym.

Chciałam coś powiedzieć, ale jakby czytał w moich myślach i uprzedził moją prośbę.

– Oczywiście wszystko zostaje między nami. Niczego nie widziałem, niczego nie słyszałem. Trzymaj się – powiedział i wyszedł.

Byłam mu bardzo wdzięczna. Chyba nie dałabym rady zejść teraz na szkolenie i spokojnie w nim uczestniczyć… A tak przynajmniej miałam sporo czasu, by doprowadzić się do porządku.
Przez cały dzień nie włączyłam telefonu. Po powrocie w domu czekał na mnie Tomek. Był chyba pijany. Najpierw krzyczał, zarzucał mi okropne rzeczy. Kiedy jednak zobaczył, że nie reaguję na jego zaczepki, tylko pakuję swoje rzeczy, zmienił taktykę. Złagodniał, ale nadal twierdził, że wie, co robiłam w hotelu, jednak spróbuje mi to jakoś wybaczyć.

– Jeśli będziesz się bardzo starać, może nam się uda. Nie wiem, nic nie obiecuję, ale spróbować możemy, skoro chcesz… – mówił.

Nadal nie reagowałam. Chociaż miałam ochotę wykrzyczeć mu milion słów, milczałam.

To koniec! Nie mogę tak dalej żyć…

Tomek był zdziwiony moim zachowaniem. Nic dziwnego – przyzwyczaiłam go do tego, że zawsze jestem potulna, pokorna, przepraszam, próbuję się godzić… Mój brak jakiejkolwiek reakcji był dla niego nowością. W końcu uderzył więc w błagalny ton i zaczął mówić, że mnie kocha, że przeprasza, że się zmieni, że to się już nie powtórzy… Próbował mnie nawet siłą zatrzymać. Wyrwałam się,  chwyciłam walizkę z najpotrzebniejszymi rzeczami i wybiegłam z domu.

Pojechałam do rodziców. Na szczęście mogłam liczyć na ich pomoc. Poparli moją decyzję w stu procentach.

– Dziecko, ja widziałam, co się z tobą dzieje. Zmieniłaś się przy nim, przygasłaś. Nie chciałam się wtrącać, ale wiesz, że nigdy za Tomkiem nie przepadałam… – powiedziała mama.

Może gdybym nie miała oparcia w bliskich, złamałabym się i dała Tomkowi kolejną szansę. Bo on nie odpuszczał. Nachodził mnie, wydzwaniał, pisał. Na przemian prosił i groził, przepraszał i oskarżał… Z pomocą rodziny jakoś przetrwałam te trudne chwile.

Od naszego rozstania minęły cztery miesiące. Za kilka dni odbędzie się nasza sprawa rozwodowa. Znów mam czas i możliwość, by się rozwijać, spotykać z przyjaciółmi, żyć! Szkoda, że zmarnowałam kilka lat, ale cieszę się, że wreszcie przejrzałam na oczy!

Czytaj także:
„Mam 39 lat, dwóch synów i męża, który traktuje mnie jak kucharkę i sprzątaczkę. Nie chcę tak żyć”
„Mam kryminalną przeszłość i ukrywam ją przed Iwoną. Jak się dowie, co zrobiłem tej dziewczynie, uzna mnie za zboczeńca”
„Mąż odszedł i nasłał na mnie ciężarną kochankę, żeby zmusiła mnie do rozwodu. Po miesiącu wrócił i błagał o przebaczenie”