kobieta, która zakochała się w oszuście fot. Adobe Stock, Yakobchuk Olena

„Mąż traktował mnie jak mebel, więc znalazłam kochanka. Uwierzyłam w czułe słówka, a ten drań wycyckał mnie z pieniędzy”

„Nie da się żyć bez polotu i fantazji, bo to jest tak, jakby się codziennie jadło na obiad mielone z kapustą. Każdemu się w końcu znudzi. A facet z bazarku był jak deser. Słodki, z owocami, z czekoladą i kokosem… Do tego wino, po którym się kręci w głowie. Chciałam jeść go po łyżeczce, smakować, oblizywać się, mlaskać i czekać na dokładkę”.
/ 23.06.2022 21:00
kobieta, która zakochała się w oszuście fot. Adobe Stock, Yakobchuk Olena

Uważajcie, dziewczyny – zwłaszcza te zaniedbywane przez mężów, osamotnione, Łaknące prawdziwej miłości… Oto przestroga dla was.

Przyjaciółka mówi, że sama jestem sobie winna. I to nie dlatego, że zdradziłam męża, tylko dlatego, że… się do tego przyznałam!

– Trzeba było siedzieć cicho – ubolewa. – Jakoś by to było.

– Wylądowałabym na ulicy albo w więzieniu – prorokuję.

– To się trzeba było tak głupio nie zakochiwać! – odpowiada. – Nie masz piętnastu lat!

Był dla mnie jak mielone z kapustą

Mojego kochanka poznałam na osiedlowym ryneczku. Handlował etniczną biżuterią, koralikami z półszlachetnych kamieni, figurkami z mosiądzu i innym badziewiem. Nie lubię i nie noszę takich rzeczy, ale czasami zatrzymuję się przy straganach, żeby popatrzeć, czy wśród tandety nie znajdę czegoś fajnego.

Od razu zwróciłam uwagę na sprzedawcę… Był młody, przystojny i wygadany. Taki miał bajer, że prawie każda babka, która stanęła przy jego stoliku, coś kupowała. Mnie też wmówił, że wisiorek z kocim oczkiem jest jak stworzony dla mnie.

– Zobaczy pani, to będzie talizman! – przekonywał. – Nie będzie go pani zdejmować nawet do kąpieli. Ten kamień żyje… Powinien dotykać skóry, wtedy się najpiękniej mieni. A pani ma skórę jak atłas! – uwodził pięknymi słowami.

– Tylko pan tak mówi, żebym sięgnęła do portmonetki – droczyłam się ze śmiechem. – Nie wierzę w takie głupoty!

– Więc żeby się pani przekonała, że mówię prawdę, nie chcę od pani pieniędzy! To prezent.

Zastrzelił mnie. A kiedy jeszcze dodał, że za parę dni będzie miał dla mnie kolczyki do kompletu – odebrało mi mowę… Tak się zaczęło. Przychodziłam regularnie zapytać, czy te kolczyki już są. Celowo zwlekał, żeby mnie do siebie przyciągnąć i przyzwyczaić. Kiedy wreszcie dostałam małe, żółto-czarne wkręty, byliśmy już zakumplowani na amen. Sama nie wiem, kiedy przeszliśmy na „ty”…

Jestem nieśmiała. Od dnia ślubu nawet nie pomyślałam o innym mężczyźnie, chociaż moje małżeństwo nie było usłane różami. Często płakałam przez męża, bo czułam się przy nim samotna i niedoceniona. Pobraliśmy się młodo. Mamy jednego syna, który od roku studiuje w innym mieście. Kiedy wyjechał, w naszym domu zrobiło się bardzo pusto.

Mąż zawsze twierdził, że marudzę bez sensu, bo przy nim mam jak w puchu. Odpowiadałam, że i w puchu się można udusić, ale nie rozumiał, o co mi chodzi. Z moim mężem było bezpiecznie, wygodnie i… nudno. Próbowałam mu tłumaczyć, że w naszym związku coś się wypaliło, że nie da się żyć bez polotu i fantazji, bo to jest tak, jakby się codziennie jadło na obiad mielone z kapustą. Każdemu się w końcu znudzi.

– Mnie się nie znudzi – odpowiadał. – Lubię mielone… Mogą być na okrągło!

Ten młody facet z bazarku był jak deser. Słodki, z owocami, z czekoladą i kokosem… Do tego wino, po którym się kręci w głowie i wszystko jest przyjemnie zamazane. Chciałam jeść po łyżeczce, smakować, oblizywać się, mlaskać i czekać na dokładkę. Tak mi z nim było dobrze i smacznie!

Raz odprowadził mnie do domu. Uparł się, że mam ciężkie zakupy, więc on nie pozwoli, żebym się przedźwigała. Wtedy jeszcze nie zaprosiłam go na górę. Zapytał tylko, na którym piętrze mieszkam, a ja mu wskazałam palcem, bo moje okna były piękne, nowe, z eleganckimi firanami, i chciałam się pochwalić… Swój numer komórki też mu dałam.

Przyszedł po dwóch dniach. Mój mąż pracował od siódmej do osiemnastej. Rzadko wracał punktualnie, najczęściej zjeżdżał około dwudziestej pierwszej. Całe dnie byłam sama. Nie musiałam mu szykować obiadu, bo zamawiał do warsztatu catering, więc miałam masę wolnego czasu. Już od roku nie pracowałam zawodowo. Po likwidacji mojego zakładu szukałam jakiejś roboty, ale nie wychodziło…Więc machnęłam ręką, tym bardziej że mąż ciągle obiecywał zatrudnić mnie u siebie w biurze, kiedy tylko jego pracownica przejdzie na emeryturę. Pieniędzy mi nie brakowało i gdyby nie nuda, w sumie byłabym zadowolona.

Wyśmiewał mnie, a ja płakałam po kątach

Ten młody musiał poczekać, aż ktoś z lokatorów będzie wchodził do klatki i dlatego nie słyszałam domofonu. Wolał chyba nie ryzykować, że go nie wpuszczę… Zapukał więc do drzwi i od razu wepchnął się do środka. Miał wielki bukiet róż i butelkę koniaku. Kompletnie mnie zastrzelił swoją wizytą. Właściwie od razu zaczął mnie całować i mówić, jak mu zawróciłam w głowie, jak nie mógł wytrzymać już ani chwili dłużej beze mnie i jaka to ja jestem piękna, seksowna, obłędna, niesamowita!

Mąż od dawna traktował mnie jak krzesło. Kiedy się dopominałam o jakieś czułości, wyśmiewał mnie, że w starym piecu diabeł pali, a ja później popłakiwałam po kątach, bo niby jaki ze mnie stary piec? Czterdziestka z paroma kreskami! Straciłam głowę. Koniak mnie rozluźnił jeszcze bardziej. Poszłam na całość… Byliśmy razem przez kilka godzin i robiliśmy różne rzeczy, o jakich nawet mi się dotąd nie śniło. Był wspaniałym kochankiem! Brał, co chciał, a ja tylko prosiłam, żeby nie przestawał, takie to było cudowne…

Kiedy wrócił mój mąż, leżałam na kanapie przykryta pledem i odwrócona do ściany. Wymamrotałam, że mam migrenę i żeby mnie zostawił w spokoju… Rzadko z sobą spaliśmy, więc nie namawiał mnie na wspólne łóżko. Cicho zamknął drzwi, niespecjalnie zainteresowany tym, jak się naprawdę czuję. Rozpłakałam się z żalu, że to tylko on łazi po domu, a tamtego przy mnie nie ma i nie wiadomo, kiedy znowu będzie.

Niepotrzebnie się martwiłam… Przyszedł wcześnie, znowu z kwiatami i flaszką. Tym razem obejrzał mieszkanie. Potem wziął prysznic, zamówił pizzę, poprosił o kawę. Czuł się swobodnie, jak u siebie. Mówił, że mnie kocha do szaleństwa. Wymyślał różne fantazje i robił nam zdjęcia telefonem, bo – jak mi tłumaczył – w puste wieczory i noce beze mnie będzie mu łatwiej wytrzymać rozłąkę. Byłam pijana, więc pozwoliłam na nagie foty, a nawet sama się dopominałam różnych ujęć… Do teraz nie mogę sobie tego wybaczyć!

Po tygodniu poprosił o pierwszą pożyczkę. Nie była to duża kwota, więc machnęłam ręką, kiedy stwierdził, że nie wie, kiedy odda pieniądze, bo interesy nie najlepiej idą.

– Przez ciebie – tłumaczył. – Wszystko zaniedbałem, nie odebrałem przesyłki, mam kłopoty z dostawcami. Nie mogę o niczym myśleć, tylko ty mi w głowie. Zbankrutuję w końcu!

– Nie przejmuj się – powiedziałam. – Mam oszczędności. Nie musisz mi nic oddawać.

– Jesteś moim aniołem! Ale ja potrzebuję naprawdę dużej sumy, żeby wyjść na prostą. Wtedy rozwiodę cię z tym twoim nudziarzem i wyjedziemy stąd bardzo daleko. Pokażę ci świat. Będziesz się bawiła i zwiedziała, a ja cię będę uwielbiał. Pasuje?

Moja przyjaciółka mówi, że nawet największy idiota ma wbudowany w rozum dzwonek ostrzegawczy. Czasami późno, ale jednak dzwoni na alarm.

– Więc ja jestem ostatnią debilką, bo mnie nic nie ostrzegło. Kiedy brałam pierwszy kredyt, też nie! I kiedy mu dawałam całe złoto z domu… I kiedy brałam następną pożyczkę na diabelski procent! Nic nie dzwoniło, nie piszczało, nie terkotało! Szłam naprzód jak ślepa!

– Byłaś zakochana – mówi przyjaciółka. – Zwariowałaś.

Za późno przejrzałam na oczy

Dopiero jak już mnie wyssał dokumentnie, coś mi zaczęło świtać w otumanionej głowie.

– Nie mam już ani grosza, a muszę spłacić raty – oświadczyłam. – Musisz mi pomóc!

– Ja?! – roześmiał się. – Czemu właśnie ja?!

– Bo dla ciebie brałam kasę w parabankach! Nie pamiętasz?

– Pojęcia nie mam, o czym ty gadasz! Dawałaś mi coś, ale wiedziałaś, że to inwestycja w mój interes. Tłumaczyłem ci!

– Miała się zwrócić. Tak obiecywałeś…

– Nie bądź głupia! Z inwestycjami tak już jest, że często nie wypalają. Takie są prawa biznesu. Teraz też pilnie potrzebuję kasy. Liczę na ciebie…

– Mowy nie ma. Koniec.

– Żartujesz?

– Nie żartuję. Po prostu nie mam pieniędzy!

– Gotówki może i nie masz, ale mieszkanie, część zakładu, jakieś lokaty… Coś tam jeszcze ci zostało. Mam rację?

– Tego za nic nie ruszę. Mąż by mnie chyba zabił!

– I tak cię zabije, jak zobaczy nasze zdjęcia! – parsknął.

– Nie zrobisz mi takiego świństwa – przeraziłam się.

– Chcesz się przekonać?

Mówiłeś, że mnie kochasz!

– I nie kłamałem. Kocham. Od obcej baby bym nie brał, ale ty jesteś dla mnie jak druga połowa, co twoje, to moje…

Zapytałam, co zrobi, jeśli jednak odmówię.

– Nie mam wyjścia – powiedział. – Twój ślubny się dowie o wszystkim. Chcesz tego?

Błagałam, żeby dał mi czas, żeby się zlitował. Śmiał się:

– Ty jednak durna jesteś! Nie odgrywaj niewiniątka. Za przyjemności trzeba płacić!

Jakby mi łuski z oczu spadły, gdy przejrzałam tego szantażystę. W paru chwilach moje szaleństwo się ulotniło. „Czego ja się boję? – pomyślałam. – To tylko faceci! Jeden drań bez sumienia wykorzystał mnie i okradł, a drugi, przez całe lata niby był przy mnie, a jakby go nie było! Nigdy wcześniej go nie zdradziłam, chociaż mnie zaniedbywał, czułam się przy nim jak przedmiot, jak rzecz. Dla niego przestałam być kobietą, więc poleciałam jak ćma za tym, który we mnie znowu kobietę zobaczył… Jeden wart drugiego!”.

Zdzwoniłam do męża, żeby wyjątkowo wrócił wcześniej, bo musimy poważnie pogadać. Nawet nie zapytał o czym. Przyjechał po paru minutach… Spodziewałam się trzęsienia ziemi. Byłam pewna, że wybuchnie, że mnie obsobaczy od najgorszych. Czekałam na awanturę. A on wysłuchał mnie spokojnie. Nie przerywał. Nie wrzeszczał. Nie wymyślał mi. Kiedy skończyłam, zapytał tylko:

– To wszystko?

– Tak – odparłam. – Spisałam moje długi. To jest kupa forsy. Nie wiem, czy da się odzyskać.

– Masz jakieś kwity? Coś ci może podpisywał?

– Nie. Dawałam mu pieniądze do ręki. Wierzyłam, że jest uczciwy i że mu na mnie zależy.

– No tak, to cała kasa przepadła. Trudno – stwierdził.

Nieźle mnie obaj załatwili

Nie wierzyłam własnym uszom. Mąż był nerwusem, takie zachowanie w ogóle do niego nie pasowało. Kochanek mnie zaskoczył, ale mąż także. Czyżby i on miał nieczyste sumienie? Szybko mi to wyjaśnił…

Chciał rozwodu. Od dawna żył z inną kobietą, miał z nią nawet dziecko i ona naciskała na formalny związek. Bał się, że zabiorę mu trzy czwarte majątku, że go puszczę w skarpetkach! Teraz miał pewność, że ten rozwód klepnę bez przeszkód, i że będzie on z mojej winy. Podłożyłam się koncertowo!

Stare przysłowie mówi, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Nie załamałam się. Nie wpadłam w depresję. Uznałam, że dosyć głupot! Po paru dniach płaczu stanęłam przed lustrem.

– Kaśka! Pora przywitać się z rozumem! – powiedziałam.

Zawiadomiłam policję i prokuraturę, że jestem szantażowana. Na szczęście nagrałam telefonem, jak ten drań mnie uprzedzał, że wstawi do netu moje nagie zdjęcia:

– Nie będziesz się mogła pokazać na ulicy – cedził przez zęby. – Pomyśl tylko, co poczuje twój synek, kiedy zobaczy mamuśkę w takim porno!

Prawnik mi uświadomił, że nieślubne ojcostwo mojego męża jest dla niego obciążające, bo to on zdradzał mnie pierwszy, a więc rozwód może być orzeczony za porozumieniem stron, co dla mnie jest korzystne. Tak też się stało. Dostałam mieszkanie i sporą kwotę rekompensaty za resztę majątku. Co prawda, po spłaceniu długów prawie nic mi nie zostało, ale i tak byłam zadowolona.

Kochankowi wytoczyłam proces cywilny o oszustwo i szantaż. Mam nikłe szanse na odzyskanie pieniędzy, jednak co go podręczę, to moje! Już się wystraszył, bo zwinął stragan i nie pokazuje się na bazarku… 

Posiwiałam. Na razie jestem na lekach, bo doktor tak zdecydował, żebym się nie rozsypała, ale wiem, że z tego wyjdę. Dostałam straszne lanie, czekają mnie jeszcze ciężkie chwile, lecz się nie poddam! Byłam naiwna jak dziecko, uwierzyłam w piękne słówka, ale przecież nikogo nie zabiłam, nie okradłam, nie oszukałam. To ja jestem ofiarą bezwzględnych facetów. Dali mi popalić!

Wyciągnę wnioski z tej lekcji.

– Chciałabyś cofnąć czas? – pyta przyjaciółka, a ja odpowiadam, że niekoniecznie…

Dużo przeżyłam, lecz i dowiedziałam się wiele o sobie. Poznałam swoje słabe strony, wiem, na co uważać i jak się bronić. Mam 45 lat. Jeszcze znajdę swoje szczęście. Dwa razy mi się w miłości nie udało, ale do trzech razy sztuka!

Czytaj także:
„Rodzice Ilony wstydzą się, że ich wnuk będzie bękartem i żyjemy na kocią łapę. Moja ukochana ma 35, a ja prawie 40 lat”
„Wymarzone greckie wakacje stały się piekłem. Zamiast plażować, musiałam niańczyć dwie zbuntowane smarkule”
„Tomek działał na 2 fronty. Na pierwszym ze mną, a na drugim z... moją matką. Przyłapałam ich na gorącym uczynku”