Mama znalazła miłość na emeryturze fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY

„Kiedy tata trafił do domu opieki, mama znalazła sobie kochasia. Byłam na nią wściekła. Przecież to zdrada!"

Wymagałam od mamy, żeby była bezwzględnie lojalna wobec ojca. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że zawsze go wybielałam, a ona zasługuje na szczęście.
/ 02.07.2021 15:42
Mama znalazła miłość na emeryturze fot. Adobe Stock, NDABCREATIVITY

- Gabrysiu, to jest Stanisław – powiedziała mi wyraźnie speszona mama, a ja nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.

Stałam jak słup soli. Nie pamiętam nawet, czy zareagowałam na to, że starszy pan wyciągnął do mnie rękę na powitanie. Nie wiedziałam, co zrobić, więc tylko odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Wszystko się we mnie gotowało. Byłam o krok od tego, żeby zrobić matce karczemną awanturę.

Nie umiałam jednak ubrać w słowa tego, co czułam, gdy zobaczyłam, jak jakiś obcy facet ją całuje... A może bałam się, że powiem coś, czego będę żałować.

„Jak mogła!” – myślałam zupełnie roztrzęsiona. „Tata choruje, a ona już przygruchała sobie jakiegoś gacha!”.

Tata zachorował, a mama znalazła nowego faceta

Czułam, że rozpłaczę się jak małe dziecko, choć jestem dawno po czterdziestce.

„Biedny tata, pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje, może to i lepiej” – pomyślałam – i niemal pękło mi serce.

Tata choruje na Alzheimera od kilku lat, od roku jest w domu opieki. Odwiedzamy go regularnie, ale w sumie rzadko nas poznaje.

„To ja namawiałam mamę, żeby go tam umieścić, to moja wina” – zaczęłam sobie wyrzucać.

Cieszyłam się, że odżyła, że znalazła nieco czasu dla siebie, a tu taki pasztet – poczułam, jak zaczyna mnie boleć głowa. Do domu dotarłam zapłakana.

- Mamo, co się dzieje? – spytała mnie córka już w progu.

- Nic, kochanie, nic, tylko kiepsko się czuję – odpowiedziałam, bo jakoś nie miałam odwagi jej powiedzieć, że babcia zdradza dziadka.

Bezwładnie opadłam na fotel i zaczęłam myśleć, co z tym zrobić. Może przemówić jej do rozumu? Ale jak? Zrobić awanturę czy porozmawiać na spokojnie? A może od razu rozmówić się z tym facetem?

Jezu, ależ sąsiadki muszą mieć używanie. Jęknęłam, gdy zdałam sobie sprawę, że pewnie cały blok huczy od plotek. Zobaczyłam na wyświetlaczu, że dzwoni do mnie mama, ale nie odebrałam, nie miałam siły rozmawiać. Mój biedny tata...

Odkąd pamiętam, zawsze byłam „córeczką tatusia”

Ojciec zawsze był mi bliski, w dzieciństwie to z nim najlepiej się bawiłam. Gdy byłam nastolatką, zawsze mu się zwierzałam i niewiele się zmieniło, gdy stałam się dorosłą kobietą. Zawsze mogłam z nim porozmawiać, o wszystkim.

To nie jest tak, że od mamy tego nie dostawałam. Przeciwnie. Stworzyli mi idealny dom, w którym zawsze znalazłam ciepło, stabilizację i morze wyrozumiałości. Ciężko przeżyłam chorobę taty. Właściwie na początku nie chciałam w nią uwierzyć.

Długo wmawiałam sobie, że to zwykle zapominalstwo. Każdy przecież czasem zapomina kluczy, słów, imion znajomych, prawda? Dopiero kiedy tata zgubił się na naszym osiedlu i zdezorientowanego przyprowadziła go do domu sąsiadka, dotarło do mnie, że coś jest nie tak...

Kiedy postawiono diagnozę, mama całkowicie oddała się opiece nad nim. Robiła wszystko, by był w dobrej formie, ćwiczyła z nim pamięć, dbała o to, by brał leki, wprowadziła odpowiednią dietę. Byłam pełna podziwu dla jej heroicznych wysiłków i wzruszona myślałam, że tak właśnie wygląda miłość! Mimo jej starań, stan taty się pogarszał.

Oczywiście ja i mój mąż jej pomagaliśmy, ale w pewnym momencie wszyscy czuliśmy, że to zbyt mało. Tata przestał nas poznawać, miał napady lęku i agresji Potrafił uciec z domu, zostawić włączony gaz, albo pomylić mojego męża z włamywaczem i grozić mu nożem. Jednym słowem, stwarzał zagrożenie dla siebie i otoczenia.

Moja mama była cieniem człowieka i wiedziałam, że jest na skraju wyczerpania. Długo rozmawialiśmy o tym z Jankiem, ale doszliśmy do wniosku, że nie możemy wziąć taty do siebie. Oboje pracujemy i żadne z nas nie mogłoby być z nim cały czas, poza tym moje dzieci zwyczajnie się go boją.

Pozostał więc dom opieki. Znaleźliśmy placówkę z doskonałą opieką, blisko domu. Możemy tam ojca często odwiedzać. Mama odżyła, początkowo miała wyrzuty sumienia, ale kiedy zobaczyła, że tata ma dobrą opiekę, odzyskała spokój. Byłam dumna, gdy dostrzegłam, że znalazła czas na swoje zainteresowania, że znów zaczęła spotykać się z ludźmi, wychodzić na kawę z koleżankami, chodzić do osiedlowego klubu seniora.

Nie miałam jednak pojęcia, że zacznie zdradzać ojca...

Nie mogłam uwierzyć w to, że ona tak sobie wyobraża to „w zdrowiu i w chorobie”! Gdy mój mąż wrócił do domu, wszystko mu opowiedziałam, nadal wzburzona jak diabli. Michał jednak milczał i patrzył na mnie uważnie.

– Rozumiem twój szok, w sumie sam jestem zaskoczony, ale...czy nie mówiłaś ostatnio, że twoja mama wygląda na szczęśliwą? Może nie osądzaj jej tak łatwo? – stwierdził, a ja przewróciłam oczami.

– No, ale nie przypuszczałam, że stoi za tym jakiś gach.

– Kochanie. Twoi rodzice są cudownymi ludźmi, ale sama wiesz, że twoja mama nie miała z twoim ojcem lekko... Czy na pewno zawsze był jej wierny? – powiedział powoli i już wiedziałam, do czego zmierza.

Okrutnie się poirytowałam.

To są plotki. Głupie ludzkie gadanie. Nie broń jej i skończmy ten temat – fuknęłam.

Nie podobało mi się, że stanął po jej stronie. Liczyłam na jego zrozumienie. Kilka następnych dni nie mogłam przestać o tym wszystkim myśleć.

Nie odzywałam się do mamy, choć ona próbowała się do mnie dodzwonić. Najpierw byłam zła jak osa, potem zrobiło mi się jej żal, ale jednego byłam pewna.

Ona musi z tym skończyć

Nie wiedziałam tylko, jak ją do tego nakłonić, jak jej wytłumaczyć, że to co robi, jest złe...

Nie zdążyłam wymyślić żadnej genialnej strategii, bo któregoś wieczora, zniecierpliwiona brakiem mojej odpowiedzi, po prostu stanęła w drzwiach mojego mieszkania.

– Musimy porozmawiać – stwierdziła, patrząc mi w oczy.

– Skoro tak mówisz – westchnęłam i wpuściłam ją do środka.

– Wiem, co myślisz. Osądzasz mnie – uśmiechnęła się smutno.

– Nieprawda – zaprzeczyłam nieszczerze.

– Prawda. Dziecko, ja cię dobrze znam – popatrzyła na mnie z politowaniem, a ja zamilkłam.

Wszystkie mądre przemowy, jakie planowałam jej zafundować, jakoś wyleciały mi z głowy.

Twój ojciec to dobry człowiek, cieszę się, że to właśnie z nim założyłam rodzinę. Stworzyliśmy dobry, ciepły dom i tego nikt nam nie odbierze. Nie znaczy to jednak, że nasze życie zawsze było różowe. Twój tata zawsze był... kochliwy – powiedziała, wzdychając – miał romanse, bardziej i mniej przelotne. Była sekretarka, sąsiadka, znajoma z kursu angielskiego.... – dodała, a ja się skrzywiłam.

– Co ty opowiadasz… Mówiłaś, że to plotki! – odpowiedziałam z pretensją.

A co miałam powiedzieć? Że tata mnie zdradza? Jak ci to wyjaśnić? Twój świat by runął, żadne z nas nie chciało do tego dopuścić. Najpierw cierpiałam, przez chwilę nawet chciałam się rozwieźć, ale choć może głupio zabrzmi, nadal go kochałam. Nie chciałam rujnować naszej rodzinnej idylli. Zacisnęłam zęby, a potem... potem się przyzwyczaiłam. Oczywiście że gdy widziałam symptomy kolejnego romansu, coś kuło mnie w sercu, ale za każdym razem coraz mniej... W końcu nauczyłam się z tym żyć.

– I teraz się odgrywasz? – spojrzałam na nią z niedowierzaniem.

– Nie. Nigdy nie chciałam się odegrać. Stanisława poznałam w kinie, kilka miesięcy temu. Przychodziliśmy na podobne seanse, oboje zawsze sami. Kilka razy zapraszał mnie na kawę, ale zawsze odmawiałam. W końcu jednak ujął mnie swoją wytrwałością i uległam. Zaczęliśmy się spotykać i poczułam, że nadal mogę mieć kogoś bliskiego, mogę się podobać, być kochana... nie chcę z tego rezygnować. Weszłam w ten związek rozmyślnie, choć nadal w jakiś sposób kocham Tadeusza. Nie wszystko jest czarno- białe i liczę, że to zrozumiesz. Myślę, że twój ojciec nie miałby mi tego za złe, jest mi to winien... – uśmiechnęła się smutno.

Objęłam swoją głowę rękoma, bałam się, że zaraz pęknie. Przez chwilę czułam się, jakby ktoś zabrał mi fundament, na którym wyrosłam. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę, że przecież w głębi duszy wiedziałam, jak wygląda sytuacja.

Słyszałam plotki, widziałam mamę płaczącą po kątach, tatę nadskakującemu wielu paniom. Nie chciałam tego przyjmować do wiadomości.

– Mamo, jeśli on sprawia, że jesteś szczęśliwa, to ja spróbuję się z tym uporać – powiedziałam w końcu i uśmiechnęłam się blado.

Czasem trzeba pozwolić rodzicom iść własną drogą.

Czytaj także: 
„Moja córka poszła na nocowanie do koleżanki. A tam... upiła je matka Gośki. Kobieta alkoholizuje 16-latki!”
„Myślałam, że Bogdan to mój najlepszy kumpel z dzieciństwa. A on patrzył na mnie jak... na chodzący bankomat”
„Na emeryturze harowałam ciężej, niż w pracy. Byłam nianią, kucharką i sprzątaczką”