mężczyzna, który nie może wybrać pomiędzy żoną a matką fot. Adobe Stock, JackF

„Każdego dnia jadłem 2 obiady, bo nie chciałem ranić ani żony, ani matki. Mama mówiła, że to ona lepiej gotuje”

„Gdy mama położyła na naszym stole swój ulubiony obrus, wydało się że sprząta pod naszą nieobecność. Dorota zaczęła zamykać drzwi na klucz, ale wtedy mama zrobiła awanturę, że zamykamy się przed nią w jej własnym domu. Kompletnie nie szanowała naszej prywatności”.
/ 30.09.2022 13:15
mężczyzna, który nie może wybrać pomiędzy żoną a matką fot. Adobe Stock, JackF

Od dziecka wiedziałem, że jestem najukochańszym synkiem. Mama kochała mnie o wiele bardziej niż moje starsze siostry. We wczesnym dzieciństwie nawet mi to odpowiadało, zawsze mogłem postawić na swoim, dostać to, co chciałem, albo wymigać się od kary. Jednak im stawałem się starszy, tym zaborczość mamy coraz bardziej mi ciążyła. Już w szkole podstawowej koledzy podśmiewali się ze mnie, nazywając maminsynkiem. W średniej trochę się to jakoś unormowało. Siostry dorosły, powychodziły za mąż, w domu rodzinnym zostałem tylko ja.

Niestety kolejne dziewczyny nie podobały się mamie

Żadna nie zasługiwała na związek z jej przystojnym, mądrym i wykształconym synkiem. Dopiero Dorota jakimś cudem zdobyła akceptację. Dlaczego? Dziś myślę, że powodem było to, że po prostu bardzo mnie kochała. Rok przed naszym ślubem zmarł ojciec i zastaliśmy z mamą we dwoje w dużym, właściwie od dawna za dużym jak dla nas domu. Wiedziałem, że mama, nie pytając ani mnie, ani Doroty o zdanie, planuje po swojemu naszą przyszłość. Już wtedy zaczęła powoli remont piętra w naszym domu.

– Mamo, po co robisz ten remont? – pytałem delikatnie.

– Jak to po co? – oburzała się. – Przecież po ślubie wprowadzicie się na górę. Będziecie mieć odnowione.

Mówiła to, jakby fakt, że młodzi wprowadzają się do mamy, był oczywisty. Niby był, ale wolelibyśmy urządzić się po swojemu. Niestety mama nie dała się przekonać. Kiedy wprowadziliśmy się na górę, już jako małżeństwo, nawet firany w oknach wisiały. Dorota kręciła nosem, a mama uważała, że powinniśmy być jej wdzięczni. I – co jeszcze bardziej komplikowało nasze relacje – że powinniśmy pytać ją o wszystko i we wszystkim się jej radzić.

Ja byłem do tego przyzwyczajony, przecież mama zawsze była taka. Natomiast z Dorotą sprawa była trudniejsza. Moja żona i tak starała się podchodzić do całej sytuacji dyplomatycznie i delikatnie. Odczekała dość długi czas, zanim zaczęła wprowadzać w nasze życie zmiany. Od ślubu obiady jadaliśmy na dole u mamy. Sadziłem, że to jest dobre rozwiązanie. Oboje pracowaliśmy, a mama była już na emeryturze. Mogła zajmować się gotowaniem. Dorota jednak miała na ten temat inne zdanie.

– Jutro sama ugotuję obiad – oznajmiła pewnego dnia.

– Jak to sama? – spłoszyłem się.

– Normalnie – roześmiała się Dorota. – Umiem gotować. Nie możemy cały czas wisieć na mamie.

– Ale ona się obrazi.

– Oszalałeś? Niby o co?

– O to, że do niej nie przyjdziemy. Sama będzie jadła niedzielny obiad? No co ty!

– Jeśli bardzo chcesz, możesz ją do nas zaprosić – powiedziała z namysłem. – Chociaż nie ukrywam, że wolałabym spędzić czas tylko z moim mężem.

Obawiałem się, że z całej tej sytuacji wyniknie problem. I zdawałem sobie sprawę, że Dorota o tym wie, zdążyła już bardzo dobrze poznać swoją teściową. 

Mama na obiad nie przyszła. Obraziła się

Co gorsza, od tamtego czasu konflikty zaczęły narastać. Dorota stwierdziła, że nie możemy zachowywać się jak dzieciaki i biegać do mamusi na obiadki, że ona jest osobą dorosłą, samodzielną i potrafi prowadzić dom.

– Ale przecież pracujesz. Oboje pracujemy – próbowałem ją przekonać, bo nie chciałem konfliktu z matką.

– Nie ja jedna pracuję.

Teraz dopiero zaczął się dla mnie horror. Wracałem z pracy, mama witała mnie już w drzwiach i zapraszała na obiad. Kiedy dziękowałem, mówiąc, że obiad mam w domu, zaczynała utyskiwać, że Dorota nie umie gotować, że gotuje byle jak, że ona zrobiła moją ulubioną zupę, pyzy, kotleciki… Czułem się tym wszystkim tak skołowany, że na ogół jadłem dwa obiady, bo nie chciałem się przyznać Dorocie, aby jej nie urazić, że już jadłem u mamy. Czasem mama podrzucała nam na górę różne swoje smakołyki.

– Powiedz jej coś – prosiła Dorota.

– Ale co? – czułem się bezradny. – Ona to wszystko robi z dobrego serca.

W końcu Dorota sama powiedziała mamie, że ona potrafi i da radę osobiście przygotowywać wszystkie posiłki dla męża. Od tej pory mama nic nam nie przynosiła. Zamiast tego wychodziła na schody i wołała:

– Jacuś, chodź na chwileczkę.

Kiedy schodziłem, okazywało się, że stół jest nakryty do kolacji.

– Zrobiłam dzisiaj to, co lubisz, synku – ogłaszała mama. – Dorota na pewno tak smacznie nie gotuje.

– Gotuje, gotuje – wyrwało mi się kiedyś i mama oczywiście zaraz się obraziła.

Gdy Dorota zaszła w ciążę, zaczął się koszmar

Po pewnym czasie Dorota odkryła, że kiedy nas nie ma, mama przychodzi na górę i u nas sprząta. Podejrzewam, że moja żona wiedziała o tym już od jakiegoś czasu, ale zaciskała zęby i starała się nic po sobie nie pokazać. Kiedy jednak zamiast jej ulubionego obrusa, na stole wylądował obrus mojej mamy, nie wytrzymała.

– Mam dość! – warknęła i kazała mi założyć zamek do drzwi naszego mieszkania.

– Oszalałaś? – złapałem się za głowę. – Czy ty sobie wyobrażasz, co się będzie działo? Mieszkamy w jednym domu.

– Ale nie w jednym mieszkaniu. Mamy prawo do prywatności, nie uważasz?

Przyznawałem żonie rację, ale bałem się aż tak bardzo przeciwstawić mamie. Mimo to wstawiłem zamek… i już następnego dnia mama zrobiła nam awanturę.

– Jakim prawem w moim domu zamykacie przede mną drzwi na klucz? – krzyczała.

– Przecież to nasze mieszkanie – odpowiedziała spokojnie Dorota.

– Nie ma „nasze mieszkanie”! – usłyszeliśmy. – To mój dom!

Na te słowa Dorota zbladła, potem mocno się zaczerwieniła. Bałem się, że wybuchnie złością, ale odwróciła się tylko i wyszła, trzaskając drzwiami.

– Mamo, tak nie można – powiedziałem.

– Wstydziłbyś się. Znowu trzymasz jej stronę – zarzuciła mi. – Wstydziłbyś się! – powtórzyła. – Przeciwko matce.

– Mamo, błagam! – jęknąłem.

Obrażona mama poszła do siebie

Po drodze powtarzała, że mamy wymontować zamek, bo nie życzy sobie, żeby zamykać przed nią drzwi na klucz. Dorota oznajmiła, że chyba musimy się wyprowadzić, bo ona dłużej tego nie wytrzyma. Ja też miałem wrażenie, że nie wytrzymam. Kochałem żonę, ale kochałem i matkę. Z obydwoma chciałem żyć w zgodzie i pragnąłem, żeby one również żyły, jeśli nie w miłości, to przynajmniej w przyjaźni. Jednak coraz mocniej narastało we mnie przekonanie, że to się nie uda. Moja mama była po prostu za bardzo zaborcza.

Pomyślałem, że gdyby się trochę bardziej zainteresowała moimi siostrami, wtedy odpuściłaby nam. Niestety, mieszkały dość daleko, jedna w Gdańsku, a druga aż w Szczecinie. Może należałoby mamę do którejś z nich wysłać na pewien czas? Pomysł nie wypalił. Mama nie chciała słyszeć o wyjeździe z miasta, zresztą żadna z sióstr nie zamierzała mamy do siebie na dłużej zaprosić. Nie dziwiłem się.

Kiedy okazało się, że Dorota jest w ciąży, sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Moja mama wzięła sobie za punkt honoru opiekowanie się synową. Odkąd dowiedziała się, że zostanie babcią, dosłownie nie spuszczała Doroty z oka. I ciągle ją pouczała. To powinna jeść, tego powinna nie jeść. Według mamy Dorota źle się ubierała i mogła się przeziębić, za szybko schodziła po schodach i narażała się na wypadek. Prasować również nie powinna, bo mogłaby się poparzyć, nie nosić żadnych pasków, bo… Bo coś tam, sam już nie wiem co. Ja nie byłem w stanie zapamiętać wszystkich jej rad i pouczeń, a co dopiero Dorota.

– Jacek, ja tego dłużej nie wytrzymam – powiedziała mi żona pewnego wieczora. – Naprawdę czuję, że za chwilę oszaleję. Proszę cię, zrób coś z tym.

– Co? – zapytałem bezradnie.

– Nie wiem, porozmawiaj jeszcze z nią. A jeśli to nie pomoże, wyprowadźmy się.

– Dorotko – jęknąłem. – Przecież nie mamy dokąd. A poza tym, nie możemy zostawić mamy samej.

– Niby dlaczego?

– Przecież wiesz, jak ona nas kocha.

– Kocha tylko ciebie – sprostowała moja żona. – I nie jest to zdrowa matczyna miłość. Wiesz, że z miłości można kogoś zagłaskać na śmierć?

– Mama nie jest już młoda – próbowałem jeszcze przekonać żonę, chociaż w głębi duszy sam wiedziałem, że pomysł z wyprowadzką jest najlepszy. – Jak mam ją zostawić? Samą w takim dużym domu?

– Możemy ją odwiedzać, przecież nie proponuję ci wyjazdu na drugi koniec Polski. Możemy ją odwiedzać – powtórzyła – ale na co dzień będziemy mieli choć odrobinę spokoju. Wyobrażasz sobie nasze życie tutaj, jak urodzi się dziecko? – zapytała. – Bo ja zupełnie sobie tego nie wyobrażam.

– Pomyślę – obiecałem.

– Jacek, bardzo cię kocham – usłyszałem jeszcze – ale nie mogę tak dłużej. Jeśli nie chcesz się ze mną wyprowadzić, to ja zamieszkam u rodziców.

Liczyłem na to, że tylko mnie straszy

Kiedy jednak miesiąc później po powrocie z pracy zobaczyłem stojące w przedpokoju spakowane walizki, zrozumiałem, że mówiła poważnie. Po chwili z pokoju wyszedł teść i bez słowa zaczął znosić bagaże do samochodu. Zaraz po wyjściu teścia na górę wpadła mama. Była bardzo wzburzona.

– Czy ta twoja żona zwariowała?

– O co ci chodzi, mamo? – spytałem.

– Co to niby miał być za teatrzyk? Tatusia przysyła? Myślałby kto, że tak jej u nas było źle!

– Było jej źle! – warknąłem w odpowiedzi. – Po prostu nie mogła z tobą wytrzymać, a ja niestety nie stanąłem na wysokości zadania. Zawiodłem ją.

– No wiesz! – oburzyła się mama.

– Zostaw mnie samego, muszę pomyśleć – mruknąłem.

Całą noc nie spałem, zastanawiałem się, co zrobić. Z samego rana zacząłem szukać mieszkania do wynajęcia. Nie mogłem zrezygnować z rodziny z powodu chorej miłości mojej mamy. Po południu pojechałem z pracy do Doroty, licząc na to, że pozwoli się przeprosić, że nie jest jeszcze za późno. Nie było, mimo że oboje teściowie patrzyli na mnie jak na przestępcę. Nie dziwiłem im się zresztą. I tak byli tolerancyjni. Już widziałem w tej samej sytuacji moją mamusię.

Szukałem mieszkania

Dwa tygodnie trwało, zanim znalazłem odpowiednie dla nas mieszkanie. Przez ten czas do domu jeździłem tylko na noce. Mimo oburzenia mamy, obiady jadałem u teściów i tam spędzałem większość czasu. Podjąłem już decyzję i byłem przekonany, że muszę się jej trzymać.

– Wyprowadzam się – zdobyłem się wreszcie na oznajmienie decyzji matce. – Od pierwszego…

– Jak to się wyprowadzasz? – wyjąkała.

– Wynajęliśmy z Dorotą mieszkanie.

– Z Dorotą? Przecież od ciebie odeszła? Czy ty nie masz za grosz honoru, synu?

– To nie o honor chodzi, mamo – tłumaczyłem spokojnie. – Kocham Dorotę i ona mnie kocha. Wkrótce będziemy mieli dziecko. Nie mogę zrezygnować z rodziny, dlatego że nie potrafisz się z nią dogadać, porozumieć, ustąpić.

– Ja?! – mama była szczerze oburzona. – Ja się przecież tak starałam. To twojej żonie nie sposób dogodzić.

– Mamo, przestań – poprosiłem. – Naprawdę nie ma znaczenia kto zaczął, kto jest winny. Po prostu nie możemy mieszkać razem. To się nie uda. Będziemy cię odwiedzać. A ty będziesz odwiedzać nas i…

– Jak możesz? Po tym wszystkim, co dla was zrobiłam, po tych wszystkich moich staraniach, teraz zostawiasz mnie samą?

– Przestań – poprosiłem po raz kolejny. – Nikt cię nie zostawia. Obiecuję, że będziemy cię odwiedzać.

Wyprowadziłem się i znów zamieszkałem z Dorotą

Zrobiłem to, chociaż wcale nie było to łatwe. Mama utrudniała wszystko, jak tylko mogła. Początkowo dzwoniła do mnie po kilka razy w ciągu jednego wieczoru, udawała chorą, skarżyła się na złe samopoczucie. Kiedy przyjeżdżałem cały w nerwach, okazywało się, że nic jej nie dolega, czekała na mnie z herbatką, twierdząc, że już jej przeszło. W końcu przestałem przyjeżdżać na każde wezwanie. Wtedy z kolei się obrażała.

Wyglądało na to, że nie ma innego sposobu, jak tylko przeczekać. Po jakimś czasie uspokoiła się na tyle, że mogliśmy wszyscy, wtedy z półroczną już córeczką, przyjechać do niej na niedzielny obiad. Przekonałem się, że Dorota miała rację, gdybyśmy się nie wyprowadzili, dziś byłoby po naszym małżeństwie i pewnie miałbym z tego powodu ogromny żal do matki.

Czytaj także:
Moja babcia przypadkowo wyszła za zabójcę swojego ukochanego. Zemściła się po latach
Miałam składać papiery rozwodowe, gdy mąż uległ wypadkowi. Marzenia o rozwodzie się nie spełniły
Mój mąż postanowił zabawić się w obrońcę czci jedynaczki. Chciał wybrać nam zięcia