Jak wygląda związek ze sławnym mężczyzną? - prawdziwa historia młodej kobiety

Z życia wzięte fot. Fotolia
Mój chłopak jest sławny. Nie zdradzę jego nazwiska, bo nie o to tu chodzi. Opowiem za to, jak się poznaliśmy.
/ 14.09.2016 05:00
Z życia wzięte fot. Fotolia

Anka, jedziesz z nami? – spytała moja koleżanka z pracy, która przyniosła kolorowe foldery. – Postanowiłyśmy, że w tym roku jedziemy w kilka osób nad morze.
– Raczej nie. Obiecałam już mamie, że ją odwiedzę podczas urlopu – odparłam z żalem, bo prawdę mówiąc, bardzo im zazdrościłam tego wyjazdu.
One będą balować nad morzem, a ja spędzę tydzień na wsi, pomagając mamie w różnych pracach. Drugi tydzień przesiedzę w mieście. Sama. Ale cóż, takie już moje życie...

Mama powitała mnie z radością. Wieś okazała się dużo przyjemniejszym miejscem, niż zapamiętałam. Wcale nie było nudno. Odpoczęłam, się opaliłam się, objadłam maminymi przysmakami. Odzyskałam wigor. Znowu z lustra patrzyła na mnie rezolutna, atrakcyjna dziewczyna o bystrych oczach. Mogłam wracać.
W połowie drogi moje auto odmówiło posłuszeństwa. Zatrzymało się i nie mogłam go uruchomić. Dobrze, że w ostatniej chwili udało mi się zjechać na pas awaryjny...
– No ładnie – mruknęłam. – Środek autostrady, a ja sobie postój robię...
Wygrzebawszy z bagażnika trójkąt ostrzegawczy, ustawiłam go za autem.  Wyciągnęłam telefon, zastanawiając się, do kogo zadzwonić z prośbą o pomoc. Mama? Tylko co ona poradzi? Nie poszuka przecież w internecie najbliższej pomocy drogowej, bo nie potrafi nawet obsługiwać komputera. A w telefonie właśnie skończył mi się limit na neta. Przeglądałam listę kontaktów, kiedy nagle aparat zapiszczał i... wyłączył się. Bateria mi padła. Jak nieszczęścia, to wszystkie naraz!

Miałam nadzieję na ekscytujący romans a dostałam? Szkoda gadać...

Zaczynało się ściemniać, a ja tkwiłam na autostradzie z niesprawnym samochodem i rozładowanym telefonem. Do najbliższej stacji benzynowej był kawał drogi. Próbowałam zatrzymać któreś z przejeżdżających aut, ale żaden z kierowców się nie ulitował.
Nie pozostawało mi nic innego, jak iść pieszo w stronę stacji. Z ciężkim westchnieniem ruszyłam przed siebie. Zrobiłam parę kroków, gdy zauważyłam zjeżdżający na pobocze wóz. Zamigotały światła cofania, gdy się do mnie zbliżył. Popatrzyłam z nadzieją. Może ktoś podrzuci mnie na stację.

Ludzie z tych kręgów robią wrażenie na maluczkich

Samochód się zatrzymał, a ze środka wysiadł mężczyzna, który bardzo przypominał tego znanego aktora, który grał... Zaraz, zaraz, to był on! Facet z telewizji! Nie dalej jak wczoraj widziałam go na ekranie. Zamrugałam powiekami z niedowierzaniem.
Michał T. Tak się nazywał... Zapamiętałam dobrze to nazwisko, bo choć nie byłam fanką seriali, to ten aktor był, hm..., wyjątkowo przystojny.

Nie, nie kochałam się w nim. Nie miałam już przecież piętnastu lat, tylko dwa razy więcej. Byłam za stara na takie historie. A jednak spotkanie z kimś takim jak on nie mogło mnie nie ruszyć. Gdy zbliżał się do mnie ze zniewalającym uśmiechem, serce omal nie wyskoczyło mi z piersi.
– Dzień dobry. Potrzebna pomoc?
Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Dopiero po chwili wydukałam:
– Mój samochód nie chce odpalić... Bateria w telefonie mi padła...
– No tak, kobieta za kółkiem – skomentował niezbyt grzecznie, co mnie zirytowało. – Paliwo jest? – spytał.
– Oczywiście – odparłam oburzona. – Nie jestem aż taka głupia, żeby nie wiedzieć, kiedy bak jest pusty!
– Spokojnie, chciałem się tylko upewnić – powiedział pojednawczo, po czym zadał mi jeszcze kilka pytań, obejrzał sobie mój samochód, a na koniec stwierdził, że wysiadł alternator i potrzebne będzie holowanie.
Ani on, ani ja nie mieliśmy potrzebnych narzędzi, więc Michał po prostu wezwał pomoc drogową, która zabrała mój samochód. Mnie też chcieli podwieźć, ale mój nowy znajomy zaoferował, że podrzuci mnie do domu.

Zaskoczył mnie aż taką uprzejmością. Zrobiłam się trochę podejrzliwa, bo nie byłam pewna jego intencji. Gdyby był zwykłym obcym facetem, też bym się trochę bała, ale on był aktorem, a wiadomo, jacy są aktorzy...
Skrępowana, onieśmielona, ale też dziwnie podniecona siedziałam na fotelu pasażera obok mężczyzny, którego dotąd widziałam jedynie w telewizji. Wolałam się nie przyznawać, że wiem, kim jest. Po co? Nie chciałam, żeby pomyślał, że jestem jego fanką, czy coś w tym stylu. To byłoby głupie.
– To tutaj – odezwałam się, kiedy wjechaliśmy w ulicę, przy której mieszkałam. – Dziękuję panu bardzo.
– Mogę poznać pani imię? – zapytał nagle, gdy już otworzyłam drzwi.
– Anna – przedstawiłam się.
– Michał – wyciągnął w moją stronę rękę, po czym dodał: – Będziesz miała jak podjechać do warsztatu?
To pytanie mnie zaskoczyło. Co go obchodzą moje kłopoty?
– Coś wymyślę – odparłam.
Sięgnął do schowka, gdzie miał jakiś notes i kartkę papieru. Naprędce nabazgrał mi swój numer telefonu.
– Jeśli nie wymyślisz, zadzwoń. Do końca tygodnia jestem w tej okolicy.
Pożegnałam się i na drżących nogach wysiadłam z jego auta. Dopiero w domu uświadomiłam sobie, że z całej siły zaciskam w dłoni kartkę od Michała. Jakbym się bała, że ją zgubię.

Zakochałam się w facecie własnej siostry...

Dalej wszystko potoczyło się szybko. Michał wraz ze mną odebrał z warsztatu auto. Zjedliśmy obiad, wypiliśmy kawę, porozmawialiśmy. Kiedy jeden z kelnerów poprosił Michała o autograf, nie mogłam już dłużej udawać, że nie wiem, kim jest.
– Raz czy dwa widziałam ten serial, ale ogólnie to nie oglądam takich rzeczy... – powiedziałam i w tej samej chwili pomyślałam, że to brzmi, jakbym się z czegoś tłumaczyła.
On jednak tylko się uśmiechnął.
– Ja czasem zagram to tu, to tam, ale też potem tego nie oglądam.
Nie wiem, czego oczekiwałam. Chyba tego, że będzie zadufanym w sobie bufonem, ale ku mojemu zdziwieniu Michał okazał się naprawdę miłym facetem. Takim... normalnym.
– Co powiesz na to, żebyśmy jutro zjedli razem kolację? – spytał.
Kolację? I co dalej? Zaprosi mnie do  hotelowego pokoju? W mojej głowie mimowolnie znów zapaliła się czerwona lampka. Jakie miał intencje?
To jednak aktor. Miły czy nie, musi mieć ogromne powodzenie. Laski pewnie same pchają mu się do łóżka; wie, że może mieć każdą... Ale ja nie jestem każda! Nie prześpię się z kimś pierwszego dnia, bo gra w jakimś głupim serialu. Co to, to nie!

Uznałam, że to się nie może dobrze skończyć. Ja się zaangażuję, przejdę od platonicznego uczucia do czegoś więcej, a on wyjedzie czarować inne dziewczyny. I tyle go będę widziała.
Uśmiechnęłam się grzecznie.
– Lepiej nie – odparłam i podniosłam się od stolika. – Naprawdę bardzo dziękuję ci za pomoc, za zaproszenie na obiad, ale muszę już iść.
Chyba był zdziwiony...

Po mojej firmie zaczęła krążyć sensacyjna plotka

W tym samym momencie błysk flesza oślepił mnie na chwilę. Potem kolejny i jeszcze jeden. Cała seria!
– Proszę stąd odejść – właściciel restauracji bez skrupułów wyrzucił natrętnego fotografa, a pomógł mu w tym jeden z kelnerów. – Bardzo mi przykro – zwrócił się do Michała.
– Czy w ramach przeprosin mogę państwu zaproponować...
Nie słuchałam, co mówił. Czułam się dziwnie osaczona. Michał jednak wyglądał na nieporuszonego. Rozmawiał spokojnie z właścicielem, zapewniając go, że nic się nie stało.
Wyszliśmy stamtąd niedługo później. Michał odwiózł mnie do domu; na pożegnanie zapytał, czy może mnie zaprosić w miejsce, które sama wybiorę. Tym razem się zgodziłam.

Zaczęliśmy się spotykać. Michał, choć zakończył pracę w naszej okolicy, nadal przyjeżdżał. Dla mnie. Jakiej dziewczyny by to nie ujęło? Poza tym naprawdę był świetnym facetem. Troskliwym, zabawnym, czułym. Owszem, nieco skupionym na sobie, ale są gorsze wady niż lekki egocentryzm. Co tu dużo gadać – zakochałam się.
– Anka, czemu nic nie mówiłaś?
– Mariola z działu księgowości położyła na moim biurku jedną z gazetek o gwiazdach. – Umawiasz się z nim?
– Ja... – zdrętwiałam.
Na jednej ze stron były zdjęcia moje i Michała. Jak siedzimy przy stoliku w kawiarni. Jak wysiadamy z jego samochodu. Jak wchodzimy do klubu muzycznego. Podczas spaceru w parku. Zmroziły mnie podpisy pod zdjęciami. "Kim jest nowa miłość Michała?", "Tajemnicza brunetka w kawiarni ze znanym aktorem".
– No ty! – Mariola skinęła energicznie głową. – Poznasz mnie z nim? Zawsze go lubiłam. Jest świetny.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Mariola nie była nawet moją koleżanką. Znałyśmy się z widzenia, a tu prosi mnie o spotkanie z moim chłopakiem.
– No, nie wiem... – jęknęłam.
– Tak myślałam – spojrzała na mnie wrogo. – Znasz takiego faceta i trzymasz go dla siebie! Nosa zadzierasz, bo cię zabrał tu i tam? Super! – prychnęła ironicznie i wyszła z pokoju.

Jest moją przyjaciółką, powinna pożyczyć mi te pieniądze!

Pismo widać krążyło po biurze, bo tego samego dnia przyszło do mnie jeszcze kilka koleżanek. A to z prośbą o autograf, a to z zaproszeniem na towarzyskie spotkanie, na którym miałam się pojawić z Michałem, a to z różnymi osobistymi pytaniami...
Najchętniej uciekłabym do domu. Nie wiedziałam, jak się zachować, co im mówić. Nie wyobrażałam sobie, że nagle miałabym planować Michałowi grafik spotkań z moim znajomymi. Czułam się okropnie niezręcznie.
– Czymś się martwisz? – kiedy spotkaliśmy się wieczorem, Michał od razu zauważył, że coś jest nie tak.
– Znalazłam się w głupiej sytuacji – przyznałam i opowiedziałam mu o gazetkach i reakcji znajomych.
– Staram się chronić swoją prywatność, ale nie zawsze się da. Tak to czasami wygląda – Michał kiwał głową, przeglądając wiadome pisemko.
– To okropne... – westchnęłam.
– Zawsze znajdzie się fotoreporter, który porobi kilka zdjęć, w redakcji dorzucą wymyślone podpisy i historia na sprzedaż gotowa – dodał. – Przywykłem do zdjęć zza krzaka, to część mojej pracy. Popularność jest ważna. Takie artykuły podnoszą moje akcje, ale... ale nie chciałbym, żebyś ty z tego powodu ze mnie zrezygnowała.

Nie spodziewałam się, że myśli o mnie tak poważnie

Odłożył gazetę i uścisnął moją rękę.
– Czy bardzo będzie ci przeszkadzało, jeśli podobny artykuł czy zdjęcia pojawią się w prasie od czasu do czasu? – patrzył na mnie z napięciem.
– Nie wiem... Dotąd nigdy nie byłam, hmm..., śledzona – bąknęłam.
– Aniu, jesteś wspaniałą kobietą i wierzę, że jakoś sobie z tym poradzimy. Im płacą za wyszukiwanie nowinek, sensacji, robienie fotek, więc nie przestaną, póki ludzie będą to chcieli czytać i oglądać. Jednak bardzo bym żałował, gdyby z tego powodu rozpadł się tak dobrze rokujący związek.
– Związek...? – przełknęłam ślinę.
Naprawdę nie sądziłam, że Michał traktuje mnie aż tak poważnie.
– Podoba mi się, że jesteś spoza branży – ciągnął. – Wreszcie nie muszę konkurować zawodowo z kobietą, którą kocham. No i widzisz we mnie zwykłego faceta, nie gościa z telewizji.
Zarumieniłam się. Po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha.

Tego wieczoru poszliśmy na długi spacer. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, o blaskach i cieniach zawodu Michała. Bycie znanym aktorem to nie zawsze tylko podziw innych. Jest też wiele minusów. Na przykład to, że trudno znaleźć prawdziwą miłość.
Wiele kobiet za nim biega, bo jest sławny. A one pragną zabłysnąć w tzw. wielkim świecie, ogrzać się w jego świetle. Nie kochają go, może go nawet nie lubią. Udają, kłamią, kalkulują. Trudno poznać, jaka jest prawda.
– Ty jesteś inna. Od razu to zauważyłem – powiedział. – Proszę, nie opuszczaj mnie. Wiem, że się zdenerwowałaś, ale fotoreporterzy w końcu się przyzwyczają i dadzą nam spokój.
Nie zastanawiałam się długo.
– Przemyślałam sprawę – odparłam z uśmiechem. – Jakoś to przetrwam.

Na początku nie było mi łatwo. Ciągłe zagadywanie dziennikarzy, zaczepki obcych ludzi na ulicy, zdjęcia robione znienacka w sklepie czy na ulicy. Z czasem jednak przestałam zwracać na to uwagę, a na wszelkie pytania tyczące Michała, a tych było niemało, odpowiadałam niezmiennie: "Proszę o to spytać jego".
Koleżanki z pracy też przestały mnie wreszcie błagać o autografy i gadać o zadzieraniu nosa. Przyzwyczaiły się. Ostatnio nawet byliśmy razem u Weroniki na grillu. Nikt nie traktował Michała w jakiś specjalny sposób. Ot, po prostu facet koleżanki. Normalny człowiek, przypadkiem sławny.

Mało brakowało, a zniszczyłabym ten związek!

Redakcja poleca

REKLAMA