POLECAMY

„Kobieta spod fontanny przewidziała moją przyszłość i ostrzegła mnie przed niebezpieczeństwem”

Kobieta spotkana pod fontanną kilka razy ostrzegła Zofię - gdy groziła jej wpadka na uczelni, doradziła w sprawach miłosnych i uratowała bliską jej osobę. Kim była tajemnicza rudowłosa? Co nią kierowało?
/ 3 miesiące temu
„Kobieta spod fontanny przewidziała moją przyszłość i ostrzegła mnie przed niebezpieczeństwem” fot. Adobe Stock

„Chodziłam codziennie pod fontannę z nadzieją, że znowu spotkam kobietę w białej sukni. Chciałam jej podziękować i, szczerze mówiąc, usłyszeć od niej następną wskazówkę”. Historia z życia wzięta nadesłana przez Zofię.

Zwykłe zauroczenie wykładowcą ze studiów zamieniło się w niebezpieczną grę

Siedziałam na brzegu fontanny i bezczelnie moczyłam w niej nogi. Był początek czerwca i panował straszliwy upał. Musiałam się orzeźwić, nawet jeśli łamałam w ten sposób jakieś przepis albo dobre obyczaje. Kto by się przejmował dobrymi manierami, kiedy temperatura w cieniu przekracza trzydzieści stopni Celsjusza! Ja na pewno nie.

Pierwsze ostrzeżenie od rudowłosej

W pewnym momencie ktoś usiadł obok mnie. Nieco za blisko, ale co tam. Dopiero kiedy ta osoba położyła mi rękę na ramieniu, wzdrygnęłam się i odwróciłam głowę w jej stronę. To była kobieta. Starsza ode mnie, miała jakieś trzydzieści lat. Bardzo ładna. Kręcone rude włosy i niebieskie oczy. Niezwykłe połączenie kolorów, jak u kota. Śmietankowy odcień skóry. Idealny owal twarzy. Piękna!
Zagapiłam się, a potem pomyślałam, że zaraz ta piękność ochrzani mnie za moczenie stóp w fontannie. Ale ona do końca pozostała niezwykła.
Jaszczurka cię skrzywdzi – powiedziała.
– Co? – bąknęłam zdezorientowana.
Najpierw się wystraszyłam, że ostrzega mnie przed grasującymi w sadzawce jaszczurkami, ale… to przecież absurd. Zresztą jaszczurki nie gryzą, więc czego tu się bać.
– Jaszczurka cię skrzywdzi – powtórzyła z naciskiem, po czym wstała i odeszła. Patrzyłam, jak się oddala, ubrana w śnieżnobiałą suknię, długą do samej ziemi.
Uznałam, że to jakaś wariatka, piękna, ale szalona – cóż, choroba nie wybiera – i szybko wymazałam z pamięci całą sprawę.
Przypomniałam sobie o niej, kiedy zostałam wezwana na rozmowę przez mojego promotora. Poinformował mnie, że istnieje podejrzenie, iż przepisałam część mojej pracy magisterskiej od innej studentki. Zostałam oskarżona o plagiat! Myślałam, że umrę ze wstydu i ze złości. Co za podłe oskarżenie!
Na szczęście sprawa szybko się wyjaśniła. Co prawda Klaudia, moja koleżanka z roku i zarazem współlokatorka, kiedy wyszłam z akademika, skopiowała napisany przeze mnie rozdział, wydrukowała go i zaniosła promotorowi, jednak nie była taka cwana, jak jej się wydawało. Miałam w laptopie dowód, że to ja napisałam ten rozdział. Dowodem był mail, który wysłałam znajomej, by poprawiła mi błędy ortograficzne i stylistyczne. Pierwszy raz w życiu na coś mi się przydała dysortografia. Plik w mailu miał wcześniejszą datę niż plik utworzony na laptopie Klaudii.

Nieoczekiwana miłość

Cała afera dobrze się skończyła, ale kosztowała mnie mnóstwo nerwów.
Dlaczego ta sprawa przypomniała mi o kobiecie przy fontannie? Bo Klaudia miała nad kostką tatuaż przedstawiający jaszczurkę.

 

Hm, może więc ruda kobieta wcale nie była wariatką? Może czarownicą? Wróżką? Aniołem stróżem? Rozmyślałam o niej przez kilka dni… a potem znowu jej obraz uleciał mi z pamięci.
Do chwili kiedy zobaczyłam ją po raz drugi: przy tej samej fontannie. Znów była w białej długiej sukience. Trochę się wstydziłam, ale w końcu do niej podeszłam.
– Dziękuję, że próbowała mnie pani ostrzec.
– Zmuś się, żeby postąpić wbrew sobie, a da ci to ogromne szczęście – odpowiedziała kobieta, uśmiechnęła się ciepło i pięknie, a potem odeszła.
Tym razem wiedziałam, że to nie bredzenie szalonej kobiety, tylko wskazówka. Postanowiłam, że ją zapamiętam i we właściwym momencie się do niej zastosuję. Tylko czy zorientuję się, kiedy nadejdzie ten moment?

Tydzień później mój najlepszy kumpel wyznał mi miłość. Zatkało mnie.

Pracę magisterską obroniłam na piątkę. Zastanawiałam się, czy tego dotyczyła wróżba rudowłosej: bo postąpiłam wbrew sobie i weszłam do sali, w której odbywała się obrona, zamiast posłuchać głosu strwożonego serca i zwiać, gdzie pieprz rośnie.
Ale to nie było to…
Tydzień później mój najlepszy kumpel wyznał mi miłość. Zatkało mnie. Zawsze traktowałam go tylko i wyłącznie jak przyjaciela. Nie żywiłam do niego żadnych romantycznych uczuć. Nie pociągał mnie fizycznie. Już miałam obrócić całą sprawę w żart, bo nie chciałam go ranić kategorycznym stwierdzeniem, że nie ma u mnie szans… gdy nagle usłyszałam w głowie słowa rudowłosej: „Zmuś się, żeby postąpić wbrew sobie, a da ci to ogromne szczęście”.
Postanowiłam zaufać wskazówce.
– Nie wiem, czy kocham cię w ten sposób, Kamil. Ale jesteś mi bardzo bliski. Spróbujmy być parą. Niczego nie obiecuję, po prostu spróbujmy.
Wtedy mnie pocałował. Najpierw poczułam zażenowanie, a potem… motyle w brzuchu, podniecenie i euforię. Jak mogłam myśleć, że między mną a Kamilem nie ma chemii? Pojawiła się, i to jaka! Pełen odlot. Po miesiącu byłam w nim zakochana po uszy i z każdym dniem zakochiwałam się coraz mocniej i mocniej.

Czekałam na nią pod fontanną

Chodziłam codziennie pod fontannę z nadzieją, że znowu spotkam kobietę w białej sukni. Chciałam jej podziękować i, szczerze mówiąc, usłyszeć od niej następną wskazówkę. Unikałam słowa „przepowiednia”, ale o to chodziło. Ja, niedowiarek, racjonalistka, agnostyczka pragnęłam wróżb.
Jednak rudowłosa się nie zjawiała. W końcu dałam sobie spokój z szukaniem mojej osobistej wróżki i żyłam normalnie, na własne ryzyko, bez podpowiedzi. Wiodło mi się nieźle. Mieszkałam z Kamilem, pracowałam w korporacji, zarabiałam w miarę, byłam zdrowa, miałam fajne koleżanki. Ogólnie, było spoko.
I kiedy wcale się tego nie spodziewałam, znów spotkałam tajemniczą kobietą w bieli. Siedziałam na ławce nieopodal fontanny i paliłam papierosa.
Nie pal w ciąży – usłyszałam znajomy głos.
Zakrztusiłam się dymem ze zdumienia. Kaszlałam i łzawiłam tak bardzo, że nic nie widziałam, prócz plam bieli i rudości. Ale za to usłyszałam jeszcze jedno zdanie-wskazówkę:
– I nie pozwól mu jechać do zimowej stolicy. Pod żadnym pozorem nie pozwól mu na to – dodała.
Rozkaszlałam się jeszcze bardziej.
Kiedy się uspokoiłam, złapałam oddech i wytarłam oczy, rudowłosej już nie było. W ciąży? Jestem w ciąży?! – myślałam zszokowana. Przecież brałam tabletki. Tyle że niedawno miałam rozstrój żołądka. Podobno to może mieć wpływ.
Kupiłam w aptece test ciążowy. Wyszedł pozytywnie. Czyli zaliczyliśmy z Kamilem wpadkę. Nie mieliśmy ślubu, nie byliśmy szczególnie bogaci, nie planowaliśmy dziecka, ale kiedy powiedziałam mu o ciąży, dosłownie skakał z radości. Przekonał mnie, że nie ma się czego bać, i że damy sobie radę.
Pod koniec wiosny mój brzuch był już widocznie zaokrąglony. Świetnie znosiłam ciążę: byłam pełna energii i podobno wyglądałam kwitnąco. Poszłam na urlop i pławiłam się w leniwym oczekiwaniu na dzidziusia. Tylko niekiedy nawiedzało mnie dziwne uczucie niepokoju. Wewnętrzny głos szeptał, że zapomniałam o czymś ważnym, czymś związanym z… zimą? Z Kamilem? A może z jednym i drugim? Uspokajałam się myślą, że do kolejnej zimy zdążę sobie przypomnieć.

„Mało brakowało, a zniszczyłabym ten związek”

Pewnego wieczoru Kamil zapytał mnie, czy może wyskoczyć z kolegami do Zakopanego na kilka dni. Zgodziłam się bez wahania. Niech korzysta, póki może. Bo jak pojawi się dziecko, tak łatwo go nie puszczę.
– Na pewno dasz sobie radę sama?
– Nie żartuj! Jestem ciężarna, a nie chora. Nic mi nie będzie. Jedź i przyślij mi ładne fotki z Tatr.
– Jesteś ideałem kobiety! – uściskał mnie delikatnie i nieco mocniej pocałował.
W dzień wyjazdu Kamila, podczas smażenia jajecznicy, nagle przypomniałam sobie słowa: „Nie pozwól mu jechać do zimowej stolicy. Pod żadnym pozorem nie pozwól mu na to”. Zimowa stolica… Przecież Zakopane to zimowa stolica Polski! O Boże! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?! Może dlatego, że było ciepło, zielono, a może dlatego, że czułam się taka szczęśliwa i bezpieczna, i straciłam czujność.

Anioł stróż ocalił mu życie. I mnie...

Kamil był już w drodze. Oby nie było za późno, modliłam się, wybierając jego numer telefonu. Odebrał natychmiast.
– Stało się coś?
– Wracaj do domu!
– Co się dzieje?! Źle się poczułaś? – w jego głosie słyszałam zdenerwowanie. Jednak musiałam go zdenerwować jeszcze bardziej.
– Tak. Brzuch mnie boli. Dzieje się ze mną coś złego. Boję się. Wracaj, proszę!
– Trzymaj się, maleńka. Za godzinę będę.
I był. Koledzy zawrócili z trasy i odwieźli go. Wtedy widział ich po raz ostatni – wszyscy zginęli w wypadku samochodowym, wjechała w nich ciężarówka.
Czy mogłam ich jakoś zatrzymać i uratować? Nie wiem. Nie chcę o tym myśleć, nie potrafię. Ważne, że uratowałam mojego ukochanego, ojca mojego dziecka.
A piękna kobieta w białej sukni? Jak na razie więcej się nie pokazała. Czy jeszcze kiedyś ją spotkam? Kim ona jest? Kobietą z krwi i kości, która posiada niezwykły dar? Moim aniołem stróżem? A może w ogóle nie istnieje? Może stworzyłam ją w wyobraźni i tak naprawdę nie było żadnych wskazówek-przepowiedni, tylko moje własne przeczucia? Nie, to niemożliwe. Nie cierpię na halucynacje. Chyba. Tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Tak bardzo chciałabym ją znowu spotkać. Chociaż jeden jedyny raz.

Polecamy także:Karałam moje dziecko za kapryszenie i histerię. Żałuję, bo okazało się, że to objawy choroby„Sprzątałam po nim i pilnowałam, by się nie zadławił wymiocinami” - historia żony alkoholikaChciałam schudnąć, łykając tabletki. Pomogły? Tyle, że zgubiłam kilogramy podczepiona do kroplówki

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)