Problemy z nastoletnim dzieckiem fot. Adobe Stock

„Córka wiecznie narzekała, że daję jej za mało pieniędzy. Posłałam ją do pracy i tam dali jej do wiwatu”

„– Nie możesz wziąć nadgodzin? – zapytała, kiedy odmówiłam kupienia smartfonu. – Mama mojej koleżanki bierze dodatkowe zlecenia do domu. – Ja chcę po prostu żyć tak, jak moi rówieśnicy!”.
/ 25.11.2021 11:48
Problemy z nastoletnim dzieckiem fot. Adobe Stock

Martwiła mnie postawa córki. Ciągle słyszałam od niej tylko: „daj!” i „daj!”. Irytowało mnie, że ona w ogóle nie ma pojęcia, ile mojej pracy kosztuje to jej „daj”.

Mamo, daj mi kasę na nowe spodnie – poprosiła córka.
– Przecież w zeszłym miesiącu kupiłam ci dżinsy – zdziwiłam się. – Już z nich wyrosłaś?
– Nie, ale na wiosnę są modne inne. Nie mogę chodzić jak dziadówa.
– Nie mam. Może w przyszłym miesiącu uda się coś wyskrobać. Teraz musiałam zapłacić za prąd i wyrównanie za wodę.
– Dlaczego my nigdy nie mamy pieniędzy? – skrzywiła się. – Inni rodzice jakoś sobie radzą.

Córce wiecznie było mało

Westchnęłam. Nie pierwszy raz słyszę od córki, że powinnam się bardziej starać, że za mało zarabiam. Krótko mówiąc – że jestem niezaradna. Kasia ma 16 lat. Jest ładną dziewczyną i wie, jak podkreślić swoją urodę i figurę. Nie dziwię się, że lubi się bawić, że pragnie imponować koleżankom ładnymi ciuchami i że tak jak one, chce mieć najnowszy model komórki. I chciałabym jej to wszystko dać, ale nie mam jak.

Sama wychowuję dzieci. Oprócz Kasi, jest jeszcze 14-letni Adrian i 10-letnia Malwinka. Oczywiście, jest i ojciec – pijak i rozrabiaka. Rozwiedliśmy się, gdy młodsza córka miała cztery lata. I tak za długo znosiłam jego chlanie i awantury. Nie, nie bił mnie, ale po alkoholu był nieprzyjemny i wulgarny. Myślę, że mnie nie kochał. Pobraliśmy się, bo byłam w ciąży. Może i na początku coś jeszcze nas łączyło, ale przez lata rozmyło się w oparach wódki. Nie oponował, gdy zażądałam rozwodu, ale też niczego mi nie ułatwiał.

Przeprowadziliśmy podział majątku i sprzedaliśmy mieszkanie. On kupił sobie kawalerkę, ja dwa małe pokoje. W jednym urzędują dziewczynki, w drugim ja z synem. Starałam mu się wydzielić jakąś przestrzeń – ustawiłam szafę w poprzek pokoju, zasłoniłam powstałą wnękę kwietnikiem. Niewielka to namiastka intymności, ale zawsze coś. Zresztą, Adrian nie narzeka. Przynajmniej na razie, dopóki nie interesuje się dziewczynami… Po szkole i tak zaraz leci na boisko, a wieczorem siedzi przed komputerem.

Malwinka, chociaż mała, chyba też rozumie, że nie mamy za dużo pieniędzy. Nie krzywi się, gdy musi donaszać ciuchy po siostrze, nie nalega, żeby kupić jej nowe rzeczy. Wie, że jej pasja – balet – i tak mnie sporo kosztuje. Opłaty za zajęcia, nowe baletki co jakiś czas, kostium…

Często boleję, że nie mogę dać dzieciom tego, o czym marzą. Ale niestety, z mojej pensji nie odłożę. Alimenty owszem, dostaję – nieregularne i różnej wielkości. Nie chcę się procesować z byłym mężem – wiem, że jak ma, to da. A jak nie ma, to i sąd z niego nie ściągnie. Faktem jest, że mój były, zawsze zaraz po wypłacie coś tam mi przelewa. Wie, że jeżeli nie zrobi tego od razu, to wszystko przepije.

Czasem też daje jakieś ekstra pieniądze dzieciakom – gdy jest na tyle przytomny, żeby się z nimi spotkać. Ale to wszystko to kropla w morzu potrzeb. Wykarmić i ubrać trójkę dzieciaków to nie jest prosta sprawa. A przecież jeszcze muszę zapłacić czynsz, światło...

Wbiła mi nóż w serce

Cieszę się, że młodsze dzieci rozumieją, że nie mogą mieć wszystkiego. I tym bardziej mnie boli, że najstarsza, wydawałoby się, najbardziej rozsądna, nie godzi się z tym. Ciągle ma jakieś żądania. A to nowe buty, a to spodnie… Fakt, ciuchy muszę kupować dość często, bo rośnie, i to, co było dobre na wiosnę, nie pasuje na jesieni. To rozumiem i nie protestuję. Ale ona chce coraz to innych rzeczy – nowego telefonu, laptopa, mp-4… Skąd mam na to brać? W dodatku ma do mnie pretensje, uważa, że to moja wina, że jesteśmy biedni. Mówi to otwarcie.

– Nie możesz wziąć nadgodzin? – zapytała, kiedy odmówiłam kupienia smartfonu. – Mama mojej koleżanki bierze dodatkowe zlecenia do domu.
– Ja nadgodziny wyrabiam w pracy – broniłam się, czując, że to przecież nie o to chodzi. – Zrozum, że przy trójce dzieci trudno jest coś odłożyć. A ty masz dość duże wymagania!
– Duże? – prychnęła. – Ja chcę po prostu żyć tak, jak moi rówieśnicy! Mamy w domu jakiś przedpotopowy komputer, komórka też jest stara…
– Jak to, stara? – zdziwiłam się. – Przecież wymieniałyśmy w zeszłym roku!
– Właśnie – wzruszyła ramionami. – Świat się zmienia, mamo, technologia idzie na przód. Nie mogę zostawać w tyle.
– Kasiu, staram się, jak mogę, ale przecież oprócz ciebie jest jeszcze Malwinka i Adrian.
– Widocznie za mało się starasz – powiedziała bezlitośnie, a ja poczułam, jakby mnie ktoś oblał wrzątkiem. – Nie dziwię się, że te wszystkie galerianki decydują się na takie życie!

Wyszła, a ja się popłakałam. Z żalu, że tak mnie traktuje. I ze strachu, bo faktycznie, co będzie, jak zacznie sama szukać możliwości zarobku? Nie wiedziałam, co robić. Nagle zadzwonił telefon. Moja siostra. Starałam się panować nad głosem, ale i tak się zorientowała, że płakałam.

Powiedziała, że zaraz do mnie przyjedzie. Byłyśmy same, bo Adrian grał w piłkę, a Malwinka była na zajęciach z baletu, (mama koleżanki miała ją odebrać). Opowiedziałam Ewie, co się stało.

– Ty chyba zwariowałaś – orzekła, patrząc na mnie zdziwiona. – Naprawdę miałaś zamiar pracować jeszcze więcej, żeby gówniara miała, co jej się zamarzy?
– Oj, nie o to chodzi. – Teraz, kiedy opowiedziałam wszystko siostrze, widziałam, że problem tkwi gdzie indziej. – Po prostu przykro mi, że ona tak mnie traktuje.
– No właśnie, na tym powinnaś się skupić – Ewa pokiwała głową. – Nie chodzi o to, żeby spełniać roszczenia smarkuli, tylko żeby jej pokazać, że jest egoistką.
– Ale jak? – zapytałam. Bolało mnie, że Ewa tak ostro wyraża się o Kasi, ale wiedziałam, że ma rację.
– Wiesz, tak się zastanawiam – Ewa zapaliła papierosa. – Ja mam w moim sklepie roboty od cholery. Nudnej, bo a to trzeba rzeczy posegregować, papiery wypełniać. Przyślij Kaśkę do mnie. Albo nie – ja sama do niej zadzwonię. Niech zobaczy, jak ciężko się zarabia.

Poszła do pracy i zrozumiała wartość pieniądza

Następnego dnia córka oznajmiła mi zadowolona, że idzie do pracy.
– Ciocia Ewa mi zaproponowała, że mogę u niej dorobić – powiedziała z dumą. – Sama sobie zarobię na siebie.

Od tej pory Kaśka przychodziła do domu, jadła obiad i leciała do sklepu trzy razy w tygodniu. A resztę wolnego czasu spędzała na nauce. Było mi jej żal, bo widziałam, jaka jest zmęczona. Ale podkręcona przez Ewkę, nic nie mówiłam.

– Poczekaj, nie lituj się – stopowała mnie siostra. – Ja już z nią gadałam. Pokazałam jej nowe perfumy, ale od razu zaznaczyłam, ile kosztują i ile czasu trzeba na nie pracować. Widzi zresztą, że ja też nie siedzę i bąków nie zbijam. A poza tym od czasu do czasu coś tam powiem na temat tego, jak ty harujesz i ile masz opłat.

Po miesiącu Kaśka przyszła do mnie i pokazała mi kopertę.
– Zarobiłam sześć stów – powiedziała. – To strasznie dużo.
– No, ale zasłużyłaś na nie – pogratulowałam córce. – Napracowałaś się. I co sobie kupisz?
– Nie wiem – odparła. – Tak sobie myślę, że otworzę konto i tam wpłacę.
– To dobry pomysł – pokiwałam głową.
– No… I wiesz co, mamo? Przepraszam. Byłam okropna. Nie wiem, dlaczego wcześniej nie widziałam, jak się zapracowujesz. Głupio mi. Może... powinnam się dokładać do budżetu domowego.

– Nie trzeba, to twoje pieniądze – z trudem powstrzymywałam napływające do oczu łzy. – Cieszę się, że to zrozumiałaś. I wiesz co? Nie pracuj już tak dużo...
– No, chyba nie będę – powiedziała, patrząc na swoje ręce, zniszczone trochę od przekładania towaru w sklepie. – Smartfon nie jest tego wart!
Roześmiałyśmy się. Teraz mam w domu troje rozsądnych dzieci!

Zobacz też: „Jeansy kupuję, jak mi się stare podrą na tyłku. U kosmetyczki byłam 2 razy w życiu”„500+ powinno zostać podniesione, przecież nie da się za tyle wychować dziecka”„Wigilię spędzamy sami, a sąsiadka sprasza rodzinę. Jak tu jej nie oceniać?”