„Córka uważa, że opieka nad wnukiem to mój obowiązek jako babci. A ja nie mam już siły niańczyć obcych dzieci”
„Córka podjęła decyzję, że to ja zajmę się jej dzieckiem. Nie wzięła jedynie pod uwagę tego, że już mam swoje lata i dolegliwości. Jak niby mam zająć się niemowlakiem? A potem biegać za maluchem stawiającym pierwsze kroki? To jakiś absurd”.

- listy do redakcji
Moja córka, Marzena jest obecnie mocno na mnie obrażona. Często o tym myślę. Ale obiecałam sobie, że się nie ugnę i nie pozwolę córce znowu wejść sobie na głowę. Mąż mnie popiera, chociaż nasza najmłodsza latorośl to taka typowa córeczka tatusia. Jak tu pogodzić rodzinne zobowiązania z walką o samą siebie?
Mąż od lat rozpieszczał naszą córkę
Mieczysław przez lata spełniał niemal każdą jej zachciankę. Chciała nową lalkę Barbie? Ojciec biegł do sklepu i kupował kolejną, która od poprzednich różniła się wyłącznie strojem czy fryzurą. Wymyśliła sobie, że nauczy się grać na pianinie? Jej ojciec, bez mojej wiedzy, wziął pożyczkę w pracy i kupił instrument swojej ulubienicy. Oczywiście okazało się, że dziecko nie ma ani słuchu, ani cierpliwości do długich ćwiczeń i powtarzania kolejnych nut.
– Niestety pani córka nie ma talentu muzycznego. Głupio mi to mówić, ale muszę być szczera. Najlepiej będzie, gdy państwo poszukacie zajęć dodatkowych, które będą zgodne z jej predyspozycjami i pasją – nauczycielka muzyki była ze mną szczera, a ja po jej minie widziałam, że jest bardzo zakłopotana, wyznając mi prawdę, dlatego starałam się ją uspokoić.
– Spokojnie, rozumiem, że Marzenka raczej powinna ćwiczyć na sali gimnastycznej, a nie grać. Słuch ma po matce, a mnie przysłowiowy słoń nadepnął na ucho i nawet staram się nie śpiewać głośno „Sto lat”, żeby nie przynieść pecha jubilatowi – zażartowałam, żeby rozładować napiętą atmosferę.
Tak było przez całe jej dzieciństwo, potem lata licealne i studia. Ojciec spełniał każdą zachciankę córeczki, nie szczędząc na to czasu, uwagi i pieniędzy. Był w stanie nawet brać nadgodziny i pracować w weekendy, byleby tylko Marzence niczego nie brakowało. A jej prośby z wiekiem stawały się coraz bardziej nierealne. No i droższe. Musiała mieć najmodniejsze ubrania, markowe kosmetyki, nowy samochód prosto z salonu, który ojciec kupił jej na raty. My tymczasem jeździliśmy starym volkswagenem golfem i nie narzekaliśmy.
To z synem mamy uczciwe relacje
Do tego Mietek zaniedbywał potrzeby o trzy lata starszego syna, twierdząc, że Tomek jest mężczyzną i powinien być samodzielny. To ja starałam się mu pomagać wszelkimi możliwymi sposobami i robić wszystko, żeby nie odczuł, że ojciec faworyzuje jego siostrę.
Teraz nasz syn jest zupełnie samodzielny i szczęśliwy. Ma kochającą żonę i dwójkę dzieci, właśnie przenieśli się z mieszkania do własnego domu. Udało mu się założyć własną hurtownię budowlaną, z której jest niesamowicie dumny. Ba, nawet nam przebaczył to wieczne faworyzowanie Marzenki i regularnie odwiedza nas z żoną i dzieciakami.
– Fajnie, żeby dziewczynki nawiązały więź z dziadkami. Ja do dzisiaj wspominam ciepło babcię Zosię i jej fenomenalne pierogi z serem, które lepiła specjalnie dla mnie – powiedział podczas moich ostatnich imienin z ogromnym uśmiechem, zapraszając nas jednocześnie z ojcem do siebie na działkę.
– Ale gdzie tam nam na stare lata podróżować tak daleko – próbowałam się wymigiwać.
– Daj spokój mamo, nie jesteście jeszcze starzy. Przyjadę po was i was odwiozę. Zobaczycie naszą działkę nad jeziorem, odpoczniecie, tata może nawet powędkuje w nowym miejscu, bo tam ponoć ryby fenomenalnie biorą. Przynajmniej tak słyszałem, bo sam nigdy nie interesowałem się wędkarstwem.
Rzeczywiście, Mietek nigdy nie zaraził Tomka swoją pasją do łowienia. Nad jezioro i rzekę próbował zabierać Marzenę, ale ona się tam tylko nudziła, biegała, piszczała i płoszyła ryby. A gdy była starsza, stanowczo zaprotestowała przeciwko tym wyprawom. Syn nie miał jednak wstępu do prywatnego świata ojca i o wspólnym wędkowaniu nie było mowy.
Mimo to syn stara się nas wspierać z całych sił. To właśnie on pomógł nam w generalnym remoncie mieszkania. Gdy wyszłam ze szpitala po zabiegu, to jego żona wzięła urlop w pracy, podrzuciła dzieciaki swojej matce i spędziła dwa tygodnie, ogarniając nasze mieszkanie, gotując, robiąc mi zakupy i dbając, żebym przestrzegała zaleceń lekarza.
Marzena, mieszkając w tym samym mieście co my, stwierdziła, że ona ma młyn w pracy i nie jest w stanie rzucić wszystkiego, żeby mi pomagać. Później przypadkiem dowiedziałam się, że wcale tak nie było, a ona kilka dni tuż po mojej operacji spędziła na wyjeździe ze swoim kolejnym chłopakiem. No cóż, różnie to bywa, dlatego nie robiłam awantury i nawet nie przyznałam się, że wiem o jej drobnym kłamstwie.
Marzenka wreszcie się ustatkowała
Córka w końcu wyszła za mąż za Konrada, który jest architektem i ma własne biuro projektowe. Jej mąż pochodzi z bogatej rodziny, a teściowie nie poskąpili mu pieniędzy, żeby mógł wejść w dorosłe życie bez problemów. Wiem, że to bardzo brzydko zabrzmi w ustach matki, ale po cichu jestem przekonana, że Marzena wcale go nie pokochała, tylko doskonale wiedziała, że przy nim będzie miała przyjemne i lekkie życie.
Sama w końcu nie skończyła żadnych studiów. Zaczęła filologię polską, ale już po pierwszym roku stwierdziła, że nie ma cierpliwości czytać ton zakurzonych starych tomów tylko po to, żeby zostać nauczycielką i uganiać się z czyimiś dzieciakami. Jasne, nie każdy ma predyspozycje do edukacji, ale przecież wiedziała o tym, składając papiery na studia.
Ojciec poparł jednak swoją księżniczkę i ochoczo przelał jej pieniądze na studiowanie bankowości i finansów na prywatnej uczelni. Tam też jednak wytrzymała zaledwie nieco ponad rok. Twierdziła, że kierunek się jej nie podobał, ale kuzynka szepnęła mi, że Marzenka po prostu nie pojawiała się na zajęciach i dlatego skreślili ją z listy studentów. Była jeszcze kosmetologia, ale tam też coś poszło nie tak.
W końcu wyjechała na rok w podróż po Azji razem ze swoim ówczesnym chłopakiem, twierdząc, że będzie żyła z blogowania. Jej pomysł nie wypalił, z Kamilem się rozstała, dlatego wróciła pod nasze skrzydła i na utrzymanie ojca. Później zrobiła kurs zdobienia paznokci i zaczepiła się w salonie kosmetycznym.
Z czasem poznała tego Konrada i wyczuła, że przy nim nie będzie musiała martwić się o pieniądze. Nie mam pojęcia, jak to zrobiła, ale zaledwie po roku znajomości namówiła go na ślub i przeprowadziła się do niego. Zaraz po tym odeszła z salonu, twierdząc, że to praca poniżej jej godności.
– Mój Konrad obraca się w całkiem innym środowisku. To ludzie na poziomie, z pieniędzmi, znajomościami i układami. Nie pasuje, żeby jego żona była kosmetyczką. Na pewno znajomi by się z niego śmiali, nie mówiąc już o jego rodzicach – tłumaczyła, gdy próbowałam ją przekonać, żeby jednak pomyślała o niezależności i nie rezygnowała z własnej pracy.
Nie posłuchała mnie. Tymczasem jej wymówka z teściami okazała się nietrafiona. Matka mojego zięcia sama kiedyś wyznała mi, że ona bardzo ceni sobie niezależne kobiety, a niegdyś dorabiała sobie, gdzie się tylko dało.
– Mąż jest architektem i mogłabym dawno zrezygnować z pracy, ale sobie tego nie wyobrażam. Każda kobieta powinna być samodzielna, dlatego ja na pewno nie odejdę ze szkoły – tłumaczyła mi podczas rodzinnego spotkania, a ja dopiero wtedy dowiedziałam się, że Krysia jest sekretarką w osiedlowej podstawówce i uwielbia swoje zajęcie wśród dzieciaków.
Córka oczekuje, że zajmę się jej dzieckiem
A teraz okazało się, że moja córka jest w ciąży. I co zrobiła Marzenka? Już stwierdziła, że po porodzie muszę się do niej przeprowadzić i zająć dzieckiem.
– Ty i tak mamo przeszłaś na emeryturę i masz mnóstwo wolnego czasu. Zamiast się nudzić w domu, zajmiesz się wnukiem. W końcu każda babcia się cieszy, gdy może pomóc z maluchami – po prostu mi oznajmiła.
Nie proponowała, nie pytała, czy się zgodzę. Dla niej było jasne, że przejmę opiekę nad maleństwem od pierwszego dnia. Gdy nieśmiało próbowałam wytłumaczyć, że to nie jest najlepszy pomysł, zwyczajnie na mnie napadła:
– A co ty niby masz lepszego do roboty? Oglądanie nudnych seriali i rozwiązywanie krzyżówek? No daj spokój. Zajmiesz się maleństwem i tyle. Już uzgodniliśmy to z Konradem.
Czy rzeczywiście zięć brał udział w tych uzgodnieniach? Śmiem w to wątpić. Jestem przekonana, że Marzena wymyśliła to sama i jego poinformowała podobnie jak mnie. Nie wzięła tylko pod uwagę tego, że ja już mam swoje lata. Leczę się na nadciśnienie i tarczycę, mam problemy z biodrami i stawami. Wyniki badań pokazują, że muszę się porządnie za siebie wziąć, żeby w przyszłości nie wylądować na wózku. I w takiej sytuacji mam zająć się niemowlakiem? A potem biegać za maluchem stawiającym pierwsze kroki? Jak ona to sobie wyobraża? Przecież do tego trzeba mieć oczy wokół głowy i siły, których mnie brakuje.
Nie pozwolę się wykorzystywać
Wiem, że pewnie nie powinnam być tak brutalna, ale córka nie dała mi wyboru. Gdy zaczęła coraz bardziej nalegać i ignorować logiczne fakty przemawiające za tym, że nie dam sobie rady jako opiekunka na pełen etat, nie wytrzymałam:
– Ja już swoje dzieci wychowałam i teraz przyszedł czas na odpoczynek. Ty córciu i tak nie musisz na razie pracować, dlatego możesz spokojnie pobyć z maleństwem w domu. Okazjonalnie mogę ci pomóc, ale codziennie nie dam rady ani psychicznie, ani fizycznie.
Co dziwne, Mietek poparł mnie i stwierdził, że przyszedł czas, żeby nasza Marzenka dorosła i wzięła odpowiedzialność za siebie oraz swoją rodzinę.
– Za długo jej pobłażaliśmy i traktowaliśmy jak dziecko. Ale koniec z tym, nie pozwolę, żeby córka tak cię wykorzystywała.
I teraz Marzena jest na nas obrażona. Twierdzi, że nie chcę jej pomóc i nigdy by się tego po mnie nie spodziewała. Może jednak jej przejdzie. Nasze relacje i tak musimy ułożyć na nowo, na równych zasadach. Jak rodzice z dorosłym dzieckiem, a nie z rozpieszczoną księżniczką, której wszystko się należy.
Celina, 65 lat
Czytaj także:
„Synowa ciągnie ode mnie kasę. Myśli, że jak wychowuje moje wnuki i nie pracuje, to będę ją sponsorować”
„Przyjęłam rodziców pod swój dach, a oni rozstawiają mnie po kątach. Albo ich wyrzucę, albo czeka mnie rozwód”
„Ślub syna był dla mnie ciosem. Znalazł sobie wywłokę, a przecież wiadomo, że żadna nie zadba o niego tak, jak mamusia”