„To, co wzięliśmy tylko za burzę hormonów, okazało się dojrzałym, pięknym uczuciem”

„Kiedy pewnego ranka przyłapaliśmy z mężem Grześka na tym, że przenocował u siebie swoją dziewczynę, uznaliśmy to za wybryk młodości. W wieku osiemnastu lat hormony szaleją u każdego i nie biorą jeńców. Oczywiście nie obyło się bez zawstydzającej pogadanki, by wybić smarkaczom te amory z głowy. Tymczasem okazało się, że bardzo się pomyliliśmy w swej ocenie...”.
/ 5 miesięcy temu
„To, co wzięliśmy tylko za burzę hormonów, okazało się dojrzałym, pięknym uczuciem” fot. Adobe Stock

 „Tak mi się przynajmniej naiwnie wydawało, że ich zniechęciliśmy, że przemówiliśmy im do rozsądku. Cóż, każdy sądzi po sobie, a ja słuchałam swoich rodziców i byłam porządną panienką; przed ślubem nie posunęłam się nigdy dalej niż całowanie”. Historia z życia wzięta nadesłana przez Sabinę.

„Spoliczkowałam go i wyrzuciłam za drzwi. Miał roczny romans z inną kobietą”. Czy Katarzyna dobrze zrobiła?

Nastolatki w łóżku - jak reagować?

Niestety, w przypadku Grześka i Ani sytuacja z potajemnym nocowaniem się powtórzyła – i to więcej niż raz. A były to tylko przypadki, o których wiedzieliśmy, które odkryliśmy. Ile razy odwiedziła go bez naszej wiedzy? Może wpadała każdej nocy?!
Nie uważam się za szczególnie konserwatywną matkę. Bywam surowa, ale to dlatego, że przy wychowywaniu dzieci trzeba ustalać jasne granice.
Sypianie razem pary nastolatków to zdecydowane naruszenie wyznawanych przeze mnie zasad. Nieważne, że byli na progu dorosłości. Robili to pod naszym dachem i niejako na naszą odpowiedzialność, skoro syn wciąż był na naszym utrzymaniu. Grzesiek miał zdawać maturę w tym roku, później wybierał się na prawo (taki przynajmniej był plan), i ostatnim, czego potrzebował na studiach, to młodziuchna żona na karku, bez wykształcenia, pracy i perspektyw, płaczące dziecko pod bokiem, i dorywcze fuchy, by dorobić do stypendium. Był na swój sposób dojrzały i odpowiedzialny, owszem – pewnie nie oczekiwałby od nas, że to my przejmiemy na siebie jego ewentualne obowiązki młodego ojca i męża – ale nadal miał w sobie jakąś chłopięcą naiwność.

Od teraz co noc będziemy sprawdzać twój pokój, by upewnić się, czy Ania znów nie wślizgnęła się przez okno.

Dlatego powiedziałam mu wprost:
– Dostajesz szlaban na zaufanie. Od teraz co noc będziemy sprawdzać twój pokój, by upewnić się, czy Ania znów nie wślizgnęła się przez okno. To dla twojego dobra, dla twojej przyszłości – tłumaczyłam mu, starając się nie podnosić głosu. – Zresztą dla dobra i bezpieczeństwa Ani też, bo chociaż nie jest naszą córką, to martwimy się, że narobicie kłopotów, które będą się za wami ciągnąć przez całe życie.

Syn się zbuntował

Podejrzewałam, że nie przyjmie naszej decyzji spokojnie. Ale takiego wybuchu się nie spodziewałam. Grzesiek okropnie się zdenerwował. Nigdy go takiego wcześniej nie widziałam.
– Rany, ty nic nie rozumiesz! Kompletnie nic! – wykrzyczał i wypadł z domu, trzaskając drzwiami.
Nie wrócił na noc i nie odbierał telefonów, choć dzwoniłam do niego wielokrotnie, przez co sama nie zmrużyłam oka. Pojawił się nad ranem, żeby spakować się do szkoły. Wysłałam męża na przeszpiegi. Dowiedział się, że Grzesiek spał w swoim samochodzie na parkingu pod lasem. Razem z Anią, rzecz jasna.

„Mało brakowało, a zniszczyłabym ten związek” - historia prawdziwa

Sytuacja była chora, nasz syn się jednak uparł i co mogłam robić? Szarpać się z dorosłym chłopakiem? Zabrać mu auto, które kupił za własne pieniądze zarobione na letnim wyjeździe do Anglii? Prosiłam go, błagałam, żeby odpuścił, straszyłam zapaleniem płuc i przestępcami kręcącymi się po mieście (mówiło się, że na tamtym leśnym parkingu dilerzy sprzedają narkotyki). Bez skutku. Jakbym uderzała grochem o ścianę. Właśnie przekonywałam się na własnej skórze, że matka nie ma szans wygrać z pierwszą poważną miłością swojego syna, choćby bardzo się starała i miała z nim dotąd świetne kontakty.
Ania, ta przebiegła dziewucha, usidliła go na dobre i za naszymi plecami musiała przekonywać do swoich racji. Wystarczyło pewnie kilka łez z niebieskich ocząt albo parę słodkich słówek z różanych ust, by Grzesiek rzucał wszystko i zapominał o wszystkich. Fakt, Ania jest całkiem ładna i najwyraźniej niegłupia, ale bez wątpienia miała na niego zły wpływ. Bałam się, że zmarnuje mi syna.

Byłam przeciwna dziewczynie syna

Minął miesiąc ciągłych kłótni na zmianę z prośbami o opamiętanie, nie wspominając już o noclegach na parkingu, i stwierdziłam, że mam dość. Pora ukręcić łeb tej hydrze. W każdej rodzinie jest dobry i zły policjant jak na filmach, i w naszej to ja od lat pełniłam rolę tego złego – egzekwowałam kary, zabraniałam wychodzenia z domu czy kupna motocyklu, tego typu rzeczy. Mąż był człowiekiem kompromisów, ale ja nie!

Ania nie chciała spać u siebie w domu, bo zwyczajnie się bała. Jej ojciec sporo pił, a kiedy wracał do domu pijany, nierzadko był też agresywny.

Przy najbliższej okazji poinformowałam syna, że skoro mnie lekceważy, nie reaguje na moje groźby, prośby ani apele, jestem zmuszona porozmawiać o całej sprawie z rodzicami Ani.
To go wreszcie otrzeźwiło. Zaczął mnie prosić, zaklinać, niemal błagać, żebym tego nie robiła.
– Podaj mi choć jeden dobry powód, synu. Jeden – zażądałam.
Z początku był niechętny, bo zobowiązał się do zachowania tajemnicy, ale w końcu się ugiął i opowiedział mi całą historię, która okazała się prosta i straszna zrazem. To nie miało nic wspólnego z hormonami, za to dużo z miłością i potrzebą otoczenia opieką ukochanej dziewczyny.

Miałam poświęcić swoje szczęście dla zwykłego widzimisię córki?!

Ania nie chciała spać u siebie w domu, bo zwyczajnie się bała. Jej ojciec sporo pił, a kiedy wracał do domu pijany, nierzadko był też agresywny i wyładowywał złość na żonie i córce. Głównie krzyczał, przeklinał, lecz zdarzało mu się użyć pięści.
Grzesiek nic nam nie mówił, bo Ania kazała mu przysiąc, że będzie trzymał buzię na kłódkę. Wstydziła się swojej rodziny, ojca pijaka, bezwolnej matki, wstydziła się awantur, siniaków i własnej bezradności. Wielokrotnie kusiło ją, by zgłosić sprawę na policji, ale matka błagała, by tego nie robiła. Powtarzała z płaczem, że rodziny się nie wybiera, a ona chyba umarłaby ze wstydu i upokorzenia, gdyby sąsiedzi zobaczyli radiowóz pod ich domem. Dlatego pokornie znosiła wybuchy męża i kazała córce robić to samo.
Podobno to typowy model zachowania w takich rodzinach. Dziwna, dla innych ludzi niezrozumiała, kultura milczenia. Co nie znaczy, że Ania też zamierzała po cichu znosić takie traktowanie – stąd jej ucieczki z domu.
– I co teraz zrobisz? – zapytał mnie na koniec syn, na poły błagalnie, na poły wyzywająco. – Odwrócisz się od niej? Będziesz udawać, że nie wiesz, że to nie nasza sprawa? Zostawisz ją z tą patologią samą?

Zrozumiałam swój błąd

Oczywiście nie mogłam udawać, że nie wiem. Moje zasady nie tylko kazały mi dbać o moralność syna, ale także nie pozwalały mi odwrócić się od kogoś potrzebującego pomocy. Co więcej, Ania nie była kimś obcym, anonimowym. Nie mogłabym zostawić na łasce losu dziewczyny, którą mój syn darzył miłością. Nigdy by mi tego nie wybaczył.
Niemniej długo się zastanawiałam, bo to nie była łatwa decyzja i mogła zrodzić rozmaite konsekwencje. Chociażby w postaci pretensji ze strony rodziców Ani, skoro, było nie było, wtrącaliśmy się w ich rodzinne sprawy. Ostatecznie zgodziłam się, żeby dziewczyna zostawała u nas na noc za każdym razem, kiedy będzie potrzebowała azylu.
Ustaliliśmy jednak szereg zasad, z których najważniejszą była ta, żeby spali przy otwartych drzwiach. Wiem, nie jest to idealne rozwiązanie, bo… Boże, kochają się, oboje są młodzi, a krew nie woda. Poza tym, z ręką na sercu, gdybym mogła wybrać dla Grześka dziewczynę, wolałabym kogoś bez takiego bagażu doświadczeń, bez tego patologicznego zaplecza, ale… to tylko takie gdybanie. Miłość już się stała i działa między nimi. Więc podjęłam to ryzyko.

Wolę mieć na nich oko. A jeśli nawet coś zmalują, nie będzie to przecież koniec świata, prawda?
Kiedy widzę, jak Grzesiek patrzy na Anię, jak się o nią troszczy, jak ona z kolei przy nim rozkwita i jaśnieje – wierzę, że wszystko dobrze się ułoży i dziewczyna nie będzie musiała zbyt długo przejmować się swoimi obecnymi problemami.
Od kiedy niemal z nami mieszka, polubiłam ją, często ze sobą rozmawiamy, na poważnie i żartobliwie, chętnie mi też pomaga w pracach domowych – pewnie, by odwdzięczyć za okazaną pomoc i przekonać mnie do siebie. Niezła taktyka. Co tu kryć, zawsze chciałem mieć córkę, ale pan Bóg nie pobłogosławił. Pewnie wiedział, że pojawi się w naszym domu i życiu taka jedna Ania…

Cieszy mnie, że zależy jej na dobrych relacjach z nami, a nie tylko z Grześkiem, bo to znaczy, że myśli o nim poważnie, nie samolubnie, że nie chce go z nami skłócić, mieć tylko dla siebie. Jeśli tak dalej pójdzie, to tylko kwestia czasu, kiedy z naszym błogosławieństwem wyprowadzą się na swoje i stworzą nowy dom, nową rodzinę, w której będą się nawzajem chronić. Wystarczy dać im kilka lat.
Na taki kompromis jestem w stanie przystać. Stawką jest w końcu szczęście mojego syna.

Więcej historii z życia wziętych:Z okazji 42 urodzin miała przebiec maraton, a trafiła do szpitala z podejrzeniem ciężkiej choroby„Byłam pogodzona z losem, a właściwie z tym, że już nic mnie nie czeka”. O samotności i depresji - niezwykła historia Krystyny„Zwolniłam ją za podrywanie mężów pacjentek i flirtowanie z lekarzami. Niestety za późno”

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)