Reklama

Poranna kawa w kawiarni niedaleko biura była dla mnie codziennym rytuałem. Bez niej dzień wydawał się niepełny, jakby brakowało w nim jakiegoś kluczowego elementu. Gdy wszedłem do środka, otulił mnie zapach świeżo mielonej kawy, a cichy gwar rozmów uspokajał. Zamówiłem swoje standardowe latte i czekałem, aż barista poda mi kubek.

Reklama

To wtedy go zobaczyłem

Emil, nasz szef, siedział przy jednym ze stolików, pochylony nad laptopem, z wyrazem skupienia na twarzy. Naprzeciwko niego siedział jakiś mężczyzna w garniturze, z którym wymieniał krótkie, poważne zdania. Przyspieszyłem kroku, próbując nie zwracać na siebie uwagi, ale moje myśli zaczęły szaleć. Czy to możliwe, że rozmawia z kimś z konkurencji? Przypadkowe spotkanie czy tajne negocjacje?

Wróciłem do biura z sercem bijącym szybciej niż zwykle. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że zobaczyłem coś, czego nie powinienem. Jeszcze nie wiedziałem, że ten poranek rozpęta burzę plotek, która wstrząśnie całą firmą.

Kiedy tylko wszedłem do biura, wpadłem na Klaudię. Stała przy ekspresie do kawy, jak zawsze gotowa do rozmowy.

– Czemu masz taką minę? – zapytała, unosząc brew.

Wahałem się przez chwilę, ale ciekawość wzięła górę.

– Widziałem Emila w kawiarni. Siedział z jakimś gościem i wyglądali, jakby negocjowali coś dużego.

Klaudia momentalnie się ożywiła.

– Kto to był?

– Nie wiem, ale miał teczkę z logo naszej konkurencji.

To wystarczyło. Klaudia już miała swoje teorie.

– Przecież to oczywiste! Firma jest na sprzedaż albo idzie jakaś fuzja! O Boże, to się dzieje naprawdę…

Nie zdążyłem nawet zaprotestować, kiedy Klaudia ruszyła korytarzem, rozpowszechniając nowinę. Nie minęło dziesięć minut, a całe biuro huczało od plotek.

– Słyszałeś? Emil dogaduje się z konkurencją! – mówił ktoś w kuchni.

– Mówiłam wam, że będą zwolnienia! – dodała inna osoba.

Grzegorz, który zawsze spodziewał się najgorszego, spojrzał na mnie ponuro.

– A nie mówiłem? Wysłałem już CV do kilku firm. Nie dam się wyrolować.

Poczułem ukłucie niepokoju

To była tylko scena w kawiarni, zwykła rozmowa. Ale im dłużej słuchałem spekulacji, tym bardziej zaczynałem wierzyć, że coś faktycznie jest na rzeczy.

A jeśli naprawdę czeka nas koniec?

Kiedy wszedłem na open space, atmosfera była gęsta jak nigdy wcześniej. Ludzie siedzieli przy biurkach, ale zamiast pracować, szeptali między sobą, co chwila zerkając na drzwi gabinetu Emila. Klaudia była w swoim żywiole – krążyła między biurkami jak reporter śledczy, dorzucając kolejne sensacje.

– Podobno konkurencja chce przejąć naszą firmę! – rzuciła do Adama, który w przeciwieństwie do reszty nie wyglądał na szczególnie przejętego.

– Skąd to wiesz? – zapytał sceptycznie.

– Jarek widział ich w kawiarni! Emil i ten facet z teczką. Na pewno coś knują!

Adam westchnął i spojrzał na mnie.

– A ty naprawdę słyszałeś, że chodzi o przejęcie?

– Nie… Ja tylko widziałem, że rozmawiali – odparłem, ale w moim głosie zabrzmiało zwątpienie.

Grzegorz, który nerwowo stukał w klawiaturę, uniósł głowę.

– A po co szef miałby się spotykać z konkurencją, jeśli nie w sprawie sprzedaży? Nie będę czekał, aż mnie wyrzucą. Wysłałem CV do trzech firm.

– Może to nic wielkiego – próbował uspokoić go Adam. – Może się znają prywatnie?

– Tak, jasne! – prychnęła Klaudia. – Na pewno wymieniali się przepisami na szarlotkę.

W biurze napięcie rosło z minuty na minutę. Ludzie przestali myśleć o pracy, zaczęli zastanawiać się nad swoją przyszłością. W głowie kołatało mi tylko jedno pytanie: czy naprawdę Emil planuje coś, co zmieni nasze życie?

Tego dnia nikt nie myślał o pracy. Nawet ci, którzy zazwyczaj unikali biurowych plotek, teraz wymieniali się teoriami. Kiedy Emil wyszedł ze swojego gabinetu, rozmowy ucichły jak nożem uciął. Szef przeszedł korytarzem, marszcząc brwi, jakby czuł, że coś jest nie tak.

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszałem swoje imię.

– Jarek, do mojego gabinetu – rzucił Emil tonem, który nie zwiastował nic dobrego.

Przełknąłem ślinę i ruszyłem za nim

Za zamkniętymi drzwiami czułem, jak pocą mi się dłonie. Emil oparł się o biurko i zmierzył mnie badawczym spojrzeniem.

– Możesz mi powiedzieć, dlaczego wszyscy w biurze zachowują się, jakby mieli zaraz stracić pracę?

Zacząłem się plątać w wyjaśnieniach.

– No… ludzie są trochę… zaniepokojeni. Ktoś powiedział, że może być jakaś zmiana w firmie.

– „Ktoś”? – Emil uniósł brew. – Mam wrażenie, że ten „ktoś” to właśnie ty.

Gorąco uderzyło mi do głowy.

– To nie tak! Po prostu… widziałem pana w kawiarni z gościem z konkurencji.

Emil westchnął i potarł skronie.

– I z tego wywnioskowałeś, że sprzedaję firmę?

Nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że nic, co teraz powiem, nie pomoże.

– Bo widzisz, Jarek – szef mówił już spokojniej – to, co właśnie zrobiłeś, nazywa się sianiem paniki.

Wyszedłem z gabinetu, a w mojej głowie kłębiła się jedna myśl: może wszyscy przesadziliśmy? Ale plotka już żyła własnym życiem.

Emil musiał zauważyć, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, bo godzinę później rozesłał maila z pilnym wezwaniem na zebranie całego zespołu. Wszyscy zebrali się w sali konferencyjnej, niecierpliwie szepcząc między sobą. Klaudia siedziała spięta, Grzegorz nerwowo skubał rękaw koszuli, a Adam wyglądał, jakby czekał na werdykt sądu.

Emil wszedł do sali, zatrzasnął drzwi i rzucił wszystkim twarde spojrzenie.

– Dobrze, może mi ktoś wyjaśnić, skąd te absurdalne plotki? – zapytał chłodno.

Zapadła cisza. Ludzie unikali jego wzroku. W końcu to Klaudia, jak zawsze, zdecydowała się odezwać.

– Słyszeliśmy, że był pan w kawiarni… z człowiekiem z konkurencji.

Emil uniósł brew.

– No tak, byłem. A wiecie, o czym rozmawialiśmy?

Nikt się nie odezwał.

– O sprzedaży roweru. – Emil skrzyżował ręce na piersi. – Spotkałem starego znajomego, który akurat chce sprzedać swój rower, a mój się rozwalił. To było nasze „tajemnicze spotkanie”.

Ktoś zakaszlał, ktoś inny spojrzał w podłogę. Klaudia skuliła się w fotelu.

– Więc nie będzie zwolnień? – zapytał cicho Grzegorz.

Emil westchnął ciężko.

– Nie, Grzegorz. Nie będzie żadnych zwolnień, przejęć ani fuzji. Ale skoro już poruszyliście ten temat… może powinienem się zastanowić, czy nie potrzebujemy redukcji etatów?

Szok przetoczył się po sali

Nikt nie wiedział, czy żartuje, czy mówi poważnie. A ja… miałem ochotę zapaść się pod ziemię.

Po zebraniu wszyscy wracali do swoich biurek w ciszy. Czułem, jak napięcie osiadło na nas niczym gruba warstwa kurzu, której nikt nie miał odwagi strząsnąć. Klaudia, zazwyczaj tak gadatliwa, teraz wbijała wzrok w ekran, udając, że bardzo interesuje ją tabele w Excelu.

Grzegorz wyglądał, jakby żałował, że wysłał swoje CV na oślep, a Adam tylko pokręcił głową, patrząc na mnie znacząco.

– I co? Zadowolony? – mruknął, odrywając się na chwilę od komputera.

– Nie wiedziałem, że tak to się potoczy – wyznałem, czując pieczenie w żołądku.

– Czego ty się spodziewałeś? – dodał. – Że wystarczy rzucona plotka i nic się nie stanie?

Nie miałem na to dobrej odpowiedzi. Głupie podejrzenie, jedno zdanie powiedziane Klaudii, a cała firma przeżyła mini-katastrofę. Każdy w głębi duszy bał się, że Emil naprawdę rozważy redukcję etatów, nawet jeśli tylko po to, by ukarać nas za rozpuszczanie bzdur.

Pod koniec dnia dostaliśmy jeszcze jednego maila od Emila.

„Mam nadzieję, że dzisiejsza sytuacja nauczyła was czegoś o odpowiedzialności za słowa. Kawa w kawiarni nie oznacza końca świata. Może następnym razem, zanim rozkręcicie panikę, po prostu mnie zapytacie? Miłego dnia.”

Nie wiem, kto czuł się najbardziej zażenowany – ja, Klaudia czy Grzegorz. Ale jedno było pewne: ta historia na długo pozostanie w pamięci całej firmy.

Następnego dnia w biurze panowała zupełnie inna atmosfera. Nikt już nie szeptał o zwolnieniach, fuzjach ani tajnych spiskach. Ludzie pracowali w skupieniu, choć co jakiś czas wymieniali się skruszonymi spojrzeniami.

Podszedłem do Klaudii, która właśnie nalewała sobie kawę.

– No i co? – zagadnąłem niepewnie. – Pierwszy raz plotka aż tak cię zawiodła?

Westchnęła, mieszając łyżeczką w kubku.

– Cóż, przynajmniej nauczyłam się, żeby nie wierzyć we wszystko, co usłyszę.

Adam przechodził obok i dorzucił:

– A ty, Jarek, nauczyłeś się, żeby nie mówić rzeczy, których nie jesteś pewien?

Uśmiechnąłem się słabo.

Oj, tak…

Grzegorz, który stał przy drukarce, mruknął pod nosem:

– Chyba będę musiał odwołać te rozmowy kwalifikacyjne...

Roześmialiśmy się cicho. Może i było nam wstyd, ale przynajmniej wynieśliśmy z tego lekcję. Bo jak się okazuje, czasem wystarczy jedno nieprzemyślane zdanie, by rozpętać chaos.

I jedno proste wyjaśnienie, by go zakończyć.

Jarek, 34 lata

Reklama

Czytaj także:
„Nikt nie wie, ile mam lat, bo kręcą się koło mnie młodzi faceci, chodzę do klubu i mam dobry krem na zmarszczki”
„Ten prosty trik uratował moje małżeństwo. Teściowa pierwszy raz w życiu nie miała nic do powiedzenia”
„Oddałam synowi mieszkanie za darmo, a on żałował mi 1000 zł na nową pralkę. Poczułam się jak śmieć”

Reklama
Reklama
Reklama