Bratowa źle mnie osądziła fot. Panthermedia

Bratowa źle mnie osądziła

Nie miałam pojęcia, dlaczego żona mojego brata jawnie okazuje mi wrogość. Okazało się, że wszystko przez nieporozumienie.
/ 29.03.2011 13:32
Bratowa źle mnie osądziła fot. Panthermedia
Kiedy zadzwonił telefon, od razu miałam złe przeczucia. I nie pomyliłam się. To był mój brat.
– Lidziu, bardzo cię przepraszam, ale nie wpadniemy do ciebie na imieniny. Edytka źle się czuje, chyba się czymś struła, więc sama rozumiesz…
– Oczywiście! – przerwałam to jego gładkie kłamstwo.
Wyraźnie odetchnął z ulgą, że już się dalej nie musi tłumaczyć.
– No, to wszystkiego najlepszego! Edytka też na pewno do ciebie zadzwoni, jak tylko się trochę lepiej poczuje! – powiedział i rozłączył się.
„Jasne… Prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, niż zadzwoni do mnie moja bratowa!” – pomyślałam.
Nie miałam pretensji do Mietka, że skłamał. To nie była jego wina. Dobrze wiedziałam, że bratowa mnie nie cierpi i to z jej inicjatywy nie mieli zamiaru wpaść. On był jej posłuszny we wszystkim, taka to już jego natura. Nie cierpiał kłótni, pamiętam to jeszcze z dzieciństwa. Kiedy nasi rodzice się rozwodzili i nie było dnia bez niesnasek, Mietek jakoś tak się kulił, gasł. Wtedy czułam się w obowiązku nim zaopiekować, więc brałam go do swojego pokoju, czasem nawet zasypiał w moim łóżku. Jest młodszy ode mnie o cztery lata i po rozstaniu rodziców staliśmy się sobie bardzo bliscy.

Rozdzieliła nas dopiero Edyta.
W pewnym momencie wyczułam, że chyba nie za bardzo mnie lubi, ale wierzyłam, że jeszcze wszystko się między nami ułoży. W końcu obie kochamy Mietka i jego dobro leży nam na sercu, więc powinnyśmy czuć się bratnimi duszami. Tym bardziej, że nie jestem jakąś zaborczą osobą, mam swoją rodzinę
– cudownego męża i dwoje dzieci, i nie zamierzam rywalizować o brata. Nigdy nie wtrącałam się w ich życie, a jego wybrankę przyjęłam z otwartymi rękami. Po poprzedniej dziewczynie Mietka, wulgarnej i wiecznie zdradzającej go Asi, Edytę uważałam za prawdziwy skarb. Mimo to jakoś mi się nie udało zdobyć jej sympatii. „Trudno – myślałam – jakoś to przeżyję”. Nie przewidziałam tylko jednego – że bratowa będzie dążyła do zerwania kontaktów z moją rodziną!
– I co ja mam teraz zrobić? – zapytałam męża, zmartwiona. – Moim zdaniem ona  postawiła Mietkowi jakieś dziwne ultimatum i on się boi przyjść do mnie z wizytą!
– Twój brat nie jest babą i nigdy by sobie na coś takiego nie pozwolił! – zaprotestował Rysiek. – Po prostu my, faceci, trochę inaczej widzimy pewne sprawy. Dla nas złożenie życzeń przez telefon to normalka, natomiast gdybyś do niego zadzwoniła, że popsuł ci się samochód, a ja jestem w delegacji, to przyjechałby w dziesięć minut.
– No, może… – mruknęłam.
– Natomiast co do Edyty, to chyba faktycznie masz rację, że za tobą nie przepada, nie mam pojęcia dlaczego! Moim zdaniem powinnyście sobie to we dwie kiedyś wyjaśnić.
Kiwnęłam głową, ale pomyślałam: „Jemu to łatwo tak powiedzieć, bo jest facetem i oni takie sprawy załatwiają raz-dwa. Z kobietami jest troszkę inaczej. Przecież nie podejdę do niej i nie zapytam otwarcie, dlaczego mnie nie lubi? Od razu by mnie zapewniła, że wcale tak nie jest, po czym znielubiła jeszcze bardziej.

Wkrótce musiałyśmy jednak spotkać się z Edytą twarzą w twarz, bo w naszej rodzinie odbywało się wesele. Oczywiście, tak jak było do przewidzenia, nasze małżeństwa, moje i brata, posadzono przy tym samym stole. Miałam więc w perspektywie taki sobie wieczór, bo atmosfera od razu zrobiła się nieco zważona. Na szczęście w końcu nadeszła pora tańców, towarzystwo ruszyło na parkiet i odetchnęłam. Trudno mi było jednak bez przerwy unikać Edyty.
W pewnym momencie zaczęłam rozmawiać z mamą panny młodej. Była bardzo szczęśliwa, bo jej córka przekroczyła trzydziestkę i w oczach rodziców zaczęła uchodzić za starą pannę. Bali się, że nie doczekają wnuków. Ja jednak wiedziałam, że Kaśka czekała tylko na odpowiedniego chłopaka. I w końcu go znalazła.
– Moim zdaniem będą z Karolem bardzo szczęśliwi – powiedziałam do cioci i w tym momencie usłyszałam za sobą wyraźne prychnięcie.
Odwróciłam się gwałtownie. To była Edyta. Kiedy napotkała mój wzrok, tylko wydęła usta i powiedziała:
– Zawsze byłaś ekspertką od małżeństw, prawda?
– Ja? Nie wiem, o czym mówisz… – odparłam zaskoczona.
– Jasne, że nie wiesz… Niewiniątko!
– syknęła. Przyszło jej to tym łatwiej, że już sporo wypiła.
– Widzę, że mamy sobie coś do wyjaśnienia – starałam się mówić spokojnie.
Ciocia oddaliła się taktownie, więc zostałyśmy przy stoliku tylko we dwie.
– Myślisz, że nie wiem o tym, że byłaś przeciwna mojemu małżeństwu z Mietkiem? – zapytała złowieszczo.
– Ja? – powtórzyłam znowu, zdumiona do granic. – Nigdy w życiu!
– Słyszałam cię! Słyszałam, jak mówisz do matki, że nigdy nie pozwolisz na to, aby „ta wywłoka poślubiła twojego brata”! – wyrzuciła wreszcie z siebie Edyta. – Byliśmy ledwo co zaręczeni i… byłam taka szczęśliwa. Lubiłam cię! – moja bratowa ukryła twarz w dłoniach.
Siedziałam jak skamieniała. Dobrze pamiętałam tamtą rozmowę z mamą…

Już chciałam Edycie powiedzieć prawdę, ale… wstrzymałam się. „Nie mam prawa tego zrobić! To by mogło zaszkodzić mojemu bratu, może nawet zniszczyć jego małżeństwo. To już lepiej, żeby Edyta mnie nienawidziła, a nie jego” – pomyślałam. Siłą powstrzymałam się, aby jej nie pogłaskać, ale powiedziałam tylko:
– Skoro tak uważasz…
Wstałam i chciałam odejść, kiedy Edyta podniosła głowę i stwierdziła zimno:
– Nienawidzę cię!
Aż się zachwiałam pod siłą jej spojrzenia, po czym kiwnęłam głową i odeszłam.
– Zabierz mnie do domu! – poprosiłam kilka minut później męża.
Parze młodej powiedziałam, że chyba mnie bierze grypa i mam gorączkę. Uwierzyli, bo po rozmowie z bratową byłam rozpalona.
– Co się tam tak naprawdę stało? – zapytał mnie z troską mąż, kiedy następnego dnia podał mi kawę.
Dopiero wtedy się rozpłakałam.
– Ooona myśli, że mówiłam o niej!
– szlochałam. – A ja nie mogę nic zrobić!
– Ty nie, ale twój brat, owszem – mruknął Rysiek.
Nie zwróciłam wtedy na to uwagi. Martwiłam się tym, że po wybuchu Edyty nasza rodzina już nigdy nie będzie taka sama. „Jak my w tej sytuacji urządzimy święta albo inne rodzinne uroczystości?” – gryzłam się. „Najpierw rozstali się nasi rodzice, a teraz my z bratem znaleźliśmy się po dwóch stronach muru, którego nic nie jest w stanie skruszyć”.

Myliłam się. Bo nadszedł w końcu taki dzień, w którym mur runął z hukiem. Wychodziłam z pracy, kiedy mnie ktoś zawołał na ulicy. To była Edyta. Stanęłam jak wryta, a ona podeszła i powiedziała:
– Jestem ci winna przeprosiny. Dasz się zaprosić na kawę?
Nie wiedziałam, czy mam się z czego cieszyć, ale niebo nad nami jakby się lekko przejaśniło…
– Mietek powiedział mi o wszystkim. O tym, że w miesiąc po naszych zaręczynach odezwała się do niego jego była dziewczyna i wtedy zaczął się wahać, którą z nas powinien wybrać – zaczęła moja bratowa. – Podobno jej nie cierpiałaś!
– Nie była go warta… – mruknęłam, myśląc z niechęcią o Joannie.
– To o niej powiedziałaś matce „wywłoka”, a nie o mnie?
– O niej…
– A mnie się do tego nie przyznałaś na weselu, aby chronić Mietka i moje małżeństwo! – stwierdziła Edyta. – Zawsze byłaś po mojej stronie, teraz to widzę. Późno to zrozumiałam, ignorowałam sygnały twojej sympatii urażona do żywego tym, co podsłuchałam. Nie powinnam była wyciągać pochopnych wniosków,  nie wyjaśniając niczego z tobą. Czy możesz mi to wybaczyć?
– Spróbuję – uśmiechnęłam się do niej.
Po raz pierwszy odwzajemniła mi ten uśmiech, a ja pomyślałam jednocześnie: „Kochany Rysiek. To dlatego dzisiaj tak nalegał, że sam odbierze dzieci z przedszkola. To jego sprawka, że Mietek przyznał się Edycie do wszystkiego. Jak dobrze jest mieć takiego oddanego męża!”.