Reklama

Popiół na czole zawsze kojarzył mi się z ciszą i skupieniem. W tamtą środę jednak cisza między mną a Pawłem była cięższa niż zwykle. Patrzyłam, jak poprawia kołnierz płaszcza przed lustrem i miałam wrażenie, że stoję obok obcego mężczyzny. Wystarczyło jedno pytanie, wypowiedziane niemal szeptem, by wszystko, co budowaliśmy przez jedenaście lat, zaczęło się chwiać.

Czułam, że coś ukrywa

Kościół był wypełniony po brzegi, mimo że była szósta rano. Ludzie stali w skupieniu, a ja czułam, jak serce bije mi szybciej. Kiedy podeszliśmy do ołtarza, ksiądz nakreślił mi na czole znak krzyża. Paweł stał obok. Nie spojrzał na mnie ani razu. W drodze do domu próbowałam zagaić rozmowę.

– O której będziesz w domu? – zapytałam, zapinając pas bezpieczeństwa.

– Mam kilka spraw do zamknięcia – odpowiedział krótko. – Nie czekaj z kolacją.

Kiedyś opowiadał mi o każdej „sprawie”. O ludziach, o planach, o tym, co go denerwuje. Teraz słyszałam tylko zdawkowe zdania, jakby mówił do sąsiadki z klatki schodowej. W domu zdjęłam płaszcz i przez chwilę stałam w przedpokoju, nie zapalając światła. Wiedziałam, że jeśli znów przemilczę to, co od miesięcy rosło między nami, będę żałować. Środa Popielcowa wydawała się momentem, w którym nie wolno uciekać od prawdy. Kiedy wieczorem Paweł wszedł do kuchni, stałam już przy stole.

– Możemy porozmawiać? – zapytałam.

Westchnął, jakby spodziewał się tego pytania.

– O czym?

Spojrzałam mu w oczy. Tak po prostu. Bez pretensji, bez podniesionego głosu.

– O nas. Proszę cię o jedno. O szczerość. Cokolwiek się dzieje, chcę to usłyszeć od ciebie.

Zamilkł. Oparł dłonie o blat i przez chwilę patrzył w okno. Czułam, jak rośnie we mnie napięcie.

– Zawsze byłem z tobą szczery – powiedział w końcu.

– Nie – pokręciłam głową. – Od miesięcy jesteś obok, ale jakby cię nie było. Jeśli coś się zmieniło… jeśli twoje uczucia są inne… powiedz mi.

Widziałam, jak jego twarz się zmienia.

– A jeśli to prawda? – zapytał cicho.

Te cztery słowa sprawiły, że zrobiło mi się zimno.

– To znaczy? – wyszeptałam.

– To znaczy, że nie jestem już pewien, czy chcę tak dalej żyć – odpowiedział. – Czuję się… jakbym utknął. Jakbym przestał być sobą.

Usiadłam powoli na krześle.

Jest ktoś inny? – zapytałam wprost.

Paweł zawahał się tylko sekundę.

– Jest. Dobrze mi się z nią rozmawia. Rozumie mnie.

Nie krzyczałam. Nie płakałam. Patrzyłam na niego i próbowałam połączyć w głowie obraz mężczyzny, którego poślubiłam, z tym, który stał przede mną.

– Od kiedy? – zapytałam.

Od kilku miesięcy.

Kilka miesięcy. A ja planowałam wakacje, remont kuchni, wspólne święta.

Kochasz ją? – słowa przeszły mi przez gardło z trudem.

– Nie wiem – odpowiedział. – Wiem tylko, że przy niej czuję się lepiej.

Te słowa zabolały.

– Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej? – zapytałam.

– Bo nie chciałem cię zranić.

Uśmiechnęłam się blado.

– Właśnie to zrobiłeś.

W kuchni zapadła cisza. Zegar na ścianie tykał głośniej niż zwykle. Pomyślałam, że w tej jednej chwili wszystko, co wydawało się stałe, stało się kruche.

Co teraz? – zapytałam.

Paweł nie odpowiedział od razu.

– Nie wiem – powiedział w końcu. – Muszę się zastanowić.

A ja zrozumiałam, że być może już się zastanowił. I że moja prośba o szczerość była początkiem końca, choć jeszcze wtedy nie chciałam tego przyjąć do wiadomości.

Nie chciałam znać szczegółów

Następnego dnia wstałam wcześnie. Nie mogłam już leżeć obok niego i udawać, że wszystko jest w porządku. Całą noc patrzyłam w sufit i słyszałam jego równy oddech. Zastanawiałam się, czy śni o niej. W kuchni zrobiłam herbatę i usiadłam przy stole. Telefon męża leżał na blacie. Miałam ochotę wziąć go do ręki, sprawdzić wiadomości, jednak się powstrzymałam. Paweł wszedł po kilku minutach.

Nie śpisz? – zapytał, jakby nic się nie wydarzyło.

– Jak widać – odpowiedziałam spokojnie.

Usiadł naprzeciwko mnie.

Myślałem w nocy o tym, co powiedziałaś – odezwał się w końcu. – O szczerości.

Podniosłam głowę.

– I?

Nie planowałem tego. To nie miało się wydarzyć.

– Ale się wydarzyło – powiedziałam cicho.

Zacisnął usta.

To koleżanka z pracy. Marta. Najpierw były rozmowy o projektach, potem o wszystkim innym. Nie planowałem przekroczyć żadnej granicy.

Słuchałam go, czując, jak każde zdanie wbija się we mnie jak mały, ostry kamień.

– Przekroczyłeś – odpowiedziałam.

– Wiem.

Nie było w nim buntu ani próby obrony. Była rezygnacja. To bolało najbardziej.

Chcesz z nią być? – zapytałam.

– Nie wiem, czy to miłość – odparł. – Wiem, że przy tobie czuję się ostatnio jak oceniany. Jakbyś widziała tylko to, czego nie robię.

Zaniemówiłam.

– Oceniany? – powtórzyłam. – Przez ostatni rok próbowałam z tobą rozmawiać. Pytałam, co się dzieje. Odpowiadałeś, że wszystko jest w porządku.

– Bo nie umiałem nazwać tego, co czuję – powiedział podniesionym głosem.

– Więc znalazłeś kogoś, przy kim było łatwiej – podsumowałam.

Odwrócił wzrok.

– Może tak.

W tej chwili coś we mnie pękło.

– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytałam. – Nie to, że rozmawiałeś z inną kobietą. Najgorsze jest to, że nie dałeś nam szansy. Zdecydowałeś sam.

Milczał.

Czy spotykacie się poza pracą? – zapytałam po chwili.

Zawahał się.

– Kilka razy.

To wystarczyło. Nie chciałam znać szczegółów. Wstałam od stołu.

– Wyprowadzę się na kilka dni – powiedziałam spokojnie. – Muszę to przemyśleć.

Nie przesadzaj – rzucił szybko. – To nie jest powód, żeby od razu…

– Żeby co? – przerwałam mu. – Żeby potraktować poważnie to, co się stało?

Patrzył na mnie, jakby widział mnie pierwszy raz.

Nie chcę cię stracić – powiedział nagle.

Te słowa przyszły za późno.

– A ja nie chcę być czyjąś drugą opcją – odpowiedziałam.

Spakowałam kilka rzeczy do torby. Każdy ruch był spokojny, niemal mechaniczny. W przedpokoju zatrzymałam się na chwilę.

– Jeśli naprawdę chcesz szczerości – powiedziałam – to odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy wybrałbyś mnie, gdyby jej nie było?

Nie odpowiedział. Zamknęłam za sobą drzwi i po raz pierwszy od lat poczułam, że nie wiem, dokąd właściwie idę. Wiedziałam tylko, że nie mogę zostać w domu.

Podjęłam decyzję

Zatrzymałam się u siostry. Przyjęła mnie bez pytań, tylko mocno przytuliła w progu. Przez pierwsze dwa dni prawie nie rozmawiałyśmy o Pawle. Pomagałam jej przy dzieciach, gotowałam obiady, udawałam, że to zwykła wizyta. Jednak w środku byłam rozedrgana. Trzeciego dnia Paweł zadzwonił.

– Możemy się spotkać? – zapytał.

Umówiliśmy się w małej kawiarni niedaleko naszego mieszkania. Przyszedł punktualnie. Wyglądał na zmęczonego jakby przez te kilka dni też niewiele spał. Usiedliśmy naprzeciwko siebie.

Myślałem dużo – zaczął. – O nas. O tym pytaniu, które mi zadałaś.

Patrzyłam na niego spokojnie.

– I?

– Gdyby jej nie było… – zawiesił głos. – Nie wiem, czy coś by się zmieniło. Bo problem nie zaczął się od niej.

To była najbardziej bolesna szczerość ze wszystkich.

– Czyli już wcześniej wiedziałeś, że nie chcesz ze mną być... – powiedziałam cicho.

Nie zaprzeczył.

Czuję, że się pogubiliśmy – dodał. – Że jesteśmy razem bardziej z przyzwyczajenia niż z decyzji.

Słuchałam i nagle zrozumiałam, że nie walczę już o to małżeństwo. Przez lata bałam się samotności. Teraz bardziej bałam się życia z kimś, kto patrzy na mnie i widzi obowiązek.

Spotykasz się z nią? – zapytałam.

– Tak – odpowiedział po chwili.

To zdanie było jak ostateczna pieczęć. Skinęłam głową.

– W takim razie nie ma o czym rozmawiać.

– Nie chcę, żebyś myślała, że to twoja wina – powiedział szybko. – To ja się zmieniłem.

– Może oboje się zmieniliśmy – odparłam. – Tylko ja wciąż próbowałam trzymać się tego, co było.

Wstałam pierwsza. Nie było łez ani podniesionych głosów. Tylko zmęczenie.

Złożę pozew – powiedziałam spokojnie. – Nie po to prosiłam o szczerość, żeby teraz udawać, że nic się nie stało.

Spojrzał na mnie długo, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć. Tylko że już nie było słów, które mogłyby cokolwiek naprawić. Rozwód przebiegł szybko. Bez sporów, bez dramatów. Podzieliliśmy majątek, zamknęliśmy wspólne konto, oddaliśmy klucze do mieszkania nowym właścicielom. Najtrudniejsze było pakowanie zdjęć. Każda fotografia była dowodem, że kiedyś naprawdę się kochaliśmy. Minął rok. Czas nie cofnął tamtych wydarzeń, ale nauczył mnie jednego: prawda może zniszczyć to, co kruche, ale pozwala odbudować siebie. Dziś mieszkam w niewielkim mieszkaniu na obrzeżach miasta. W Środę Popielcową znów poszłam do kościoła. Kiedy poczułam na czole chłód popiołu, nie myślałam już o stracie. Pomyślałam o początku. Bo choć tamtego dnia moje małżeństwo się rozsypało, przestałam żyć w kłamstwie. I to była moja najlepsza decyzja od lat.

Magdalena, 39 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama