Grzegorz Hyży wywiad fot. Serwis prasowy

Grzegorz Hyży wywiad

Czy kariera, która rozpoczęła się od zdobycia popularności w programie telewizyjnym ma szansę na przetrwanie?
27.05.2014 09:26
Grzegorz Hyży wywiad fot. Serwis prasowy
Grzegorz Hyży przy okazji premiery swojego debiutanckiego albumu „Z całych sił” podkreśla, że kluczem do sukcesu nie jest sam talent, ale także praca podparta wiarą we własne możliwości. Bo jeśli wybieramy się na szczyt – to droga siłą rzeczy musi prowadzić pod górę…Mamy dla Was ciekawy wywiad z Gzregorzem oraz jego producentem.

Co spotyka nas w życiu na chwilę?

Grzegorz: Na chwilę? Na chwilę są i dobre rzeczy i złe. Nie ma ludzi, których spotykają wyłącznie miłe momenty, ale nie ma też takich, którzy całe życie mają pod wiatr. Ale to od nas zależy, które z tych momentów sobie przytulimy i co zostanie z nami na dłużej. Kiedy biegniemy za tłumem zapominamy o tym, że warto się czasami zatrzymać i chociaż na chwilę poczuć szczęście płynące niekoniecznie z rzeczy dużych, ale z tych, które zdarzają nam się co dzień i… no właśnie… na chwilę.

Długo czekałeś na tę płytę i nie chodzi mi o czas jaki minął od zakończenia programu.  Debiutujesz w wieku 27 lat. W którym momencie postanowiłeś, że będziesz śpiewał?

Grzegorz: To wszystko zaczęło się w zasadzie przez przypadek. Kiedy przeprowadziłem się do Poznania, miałem coraz więcej znajomych muzyków – chodziłem na imprezy muzyczne i zacząłem się wkręcać. Podczas jednego z jam session, których w Poznaniu odbywa się naprawdę dużo, zacząłem improwizować do muzyki, granej przez zespół. Jeszcze tego samego wieczoru poznałem ludzi, którzy zainteresowali się tym, co robię i jak to robię. Postanowiliśmy, że spotkamy się za tydzień na sali prób i spróbujemy coś razem pograć. Tak powstał mój pierwszy zespół, który jednak rozpadł się po ponad półrocznej działalności. Wtedy założyłem nowy skład pod nazwą Grzegorz Hyży and Band. Graliśmy covery, choć wybieraliśmy raczej niszowe kawałki i to było coś, co odróżniało nas od innych cover bandów. Robiliśmy to naprawdę z sercem i bawiliśmy się tą muzyką. Było w tym bardzo dużo improwizacji ponieważ nie mieliśmy czasu, żeby się spotykać na próby…

Jak się nie ma czasu to trzeba mieć wyobraźnię.

Grzegorz: Tak. Nasze koncerty były mocno oparte na improwizacji. Niektóre utwory trwały po 10 minut, bo nie mogliśmy się zatrzymać. Było ciekawie. Tak to trwało. Z koncertu na koncert przychodziło coraz więcej osób, choć na początku była tylko obsługa baru (śmiech).

Poznań to muzyczne zagłębie... Taka samonapędzająca się machina, z której wybuchają bardzo ciekawe rzeczy – zarówno na gruncie alternatywnym jak i mainstreamowym. Co takiego jest w tym mieście, że tak mocno zawładnęło rynkiem muzycznym?

Tabb: Coś w tym rzeczywiście jest. Przez lata swojej pracy spotykałem i nadal spotykam tutaj wielu niesamowicie zdolnych ludzi. Przyciągamy się chyba wzajemnie i wzajemnie potrzebujemy. Ja na przykład produkuję i komponuję wiec przyciągam wokalistów, wokaliści przyciągają mnie, bo potrzebuję kogoś, kto zaśpiewa moje piosenki. Potrzebuję muzyków do zagrania pewnych partii, a ktoś potrzebuje miejsca gdzie może je zarejestrować. Nakręcamy się nawzajem i rośniemy wspólnie.
Nie mówiąc już o jam session, o których wspomniał Grzegorz. To naprawdę w dużym stopniu tworzy kulturę muzyczną tego miasta.

A jednak trafiliście na siebie nie w Poznaniu, tylko dzięki programowi…

Grzegorz: Tak. Choć wcześniej byłem bardzo negatywnie nastawiony do tego typu telewizyjnych konkursów. A jednak potrzebowałem takiej dźwigni jak program. Wiadomo, że potem każdy musi nauczyć się latać samemu, ale taka trampolina się przydaje. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Poszedłem na casting. Po pierwszym odcinku okazało się, że jest fajnie.

Tabb, to Ty wyszedłeś z inicjatywą współpracy. Napisałeś do Grześka jeszcze w trakcie trwania programu. Skąd ten pomysł?

Tabb: Tak, to była moja inicjatywa. Od lat produkowałem i komponowałem muzykę dla różnych wykonawców. Siłą rzeczy, to, co robię było zawsze w mniejszym lub większym stopniu podporządkowane wizji artysty bądź wytwórni. Jeśli jednak ktoś, tak jak ja, ma nieustanny głód tworzenia i obcowania z muzyką, to przy takiej pracy trzeba w jakiś sposób dać upust swojej muzycznej energii. W ten sposób moja „szuflada” zaczęła zapełniać się piosenkami i muzycznymi szkicami. Z czasem okazało się, że jest w tym, co powstaje jakiś wspólny mianownik – jest wizja na ciekawy muzyczny projekt. Brakowało „tylko” kogoś, kto to zaśpiewa. Przez długie miesiące przesłuchiwałem wielu wokalistów, oglądałem programy muzyczne... Bez efektu. Aż w końcu usłyszałem "Use somebody" w wykonaniu Grześka i to było to. Zero wątpliwości. Nie czekałem ani chwili i napisałem do niego maila...

Grzegorz: Nie wiedziałem wtedy kim jest Tabb. W głowie miałem całkiem inny plan. Jednak podczas rozmów w wytwórni znów pojawiło się jego nazwisko. Jak się okazało, kompozycje, które Bartek dla mnie miał były świetne i bardzo mi bliskie pod względem muzycznym.

Wróćmy na chwilę do Twojego udziału w programie. Tak jak mówisz miałeś bardzo jasno określoną wizję swojej twórczości. Nie bałeś się, że telewizja zmusi cię do niewygodnych kompromisów?

Grzegorz: To rzeczywiście ważny wątek. Kuba Wojewódzki powiedział kiedyś, że zwykle artysta najpierw latami tworzy materiał, potem nagrywa piosenki i wydaje płytę. Jeśli mu się uda to zdobywa popularność, osiąga sukces. My w programie zaczynamy od popularności, czyli wątpliwego sukcesu. Ten program stawia trochę kariery na głowie… I to jest właśnie powód, dla którego większości osób potem się nie udaje. Ludzie po programie myślą często, że są nie wiadomo jakimi gwiazdami. Mają wielkie oczekiwania wobec wszystkich zamiast wziąć się do roboty, pracować ostro nad materiałem i modlić się, żeby komuś w jakiejkolwiek wytwórni to się  spodobało. Tracą ten „złoty rok” na pokazywanie się na  bankietach.

Te programy nie są przepisem na sukces tylko narzędziem do sukcesu.

Grzegorz: Dokładnie tak. Pomagają ci się wybić, pokazać. Ale żeby utrzymać się potem w powietrzu trzeba mocno machać tymi skrzydłami, a nie tylko pokazywać piórka. Niby brzmi to banalnie, każdy o tym wie, a jednak uwierz mi – można się w tym wszystkim pogubić, kiedy świat chce zrobić z Ciebie gwiazdę tylko dlatego, że zaśpiewałeś kilka piosenek w telewizji. Trzeba naprawdę pamiętać, co jest istotne. Nie mówiąc już o tym, że sukces powinniśmy mierzyć miarą włożonej w niego pracy, a nie ilością rozdanych dzieciakom autografów. To nas powinno zastanowić: skoro wybieramy się na szczyt, to droga powinna prowadzić pod górę.

Tabb, jesteś producentem, który sam decyduje z kim chce pracować. Co musi mieć wokalista, żeby zwrócić na siebie Twoją uwagę?

Tabb: To pytanie bardzo na czasie, bo zanim poznałem Grześka przez długi czas szukałem wokalisty i rzeczywiście mam bardzo konkretne wymagania. Wokalista, żeby porwać ludzi musi mieć charyzmę, a żeby wyróżnić się z tłumu konkurentów musi być charakterystyczny, inny. Musi być jakiś. W historii muzyki wielu znakomitych wokalistów miało i ma wady wymowy, dziwny akcent, problemy z dykcją czy intonacją. Ale mają to coś, co powoduje, że pamięta się ich wykonanie. Techniki, warsztatu zawsze można się nauczyć. Charyzmy i ciekawej barwy jaką ma na przykład Grzesiek – nie.

We własnych piosenkach Grzegorz brzmi zdecydowanie lepiej niż w coverach. Na czym to polega?

Tabb: Dla mnie to bardzo proste. To taka różnica jak między garniturem szytym na miarę, a kupionym w sieciówce. Śpiewanie własnych piosenek to zupełnie inny poziom zrozumienia muzyki. To bagaż doświadczeń związany z pracą nad tymi utworami, to emocje, które łączą nas z każdą z tych piosenek. Śpiewając cover mamy w głowie oryginalne wykonanie, coś już mamy narzucone, czy tego chcemy czy nie. Praca nad własną muzyką to kształtowanie muzycznej i emocjonalnej formy od zera.

Myślę, że nie bez znaczenia jest tu także fakt, że ta płyta zaśpiewana jest w całości po polsku.

Grzegorz: Długo walczyłem ze sobą, żeby się do tego przekonać. Wcześniej śpiewałem wyłącznie po angielsku. Zawsze uważałem, że mój wokal brzmi po angielsku po prostu lepiej. Szczerze mówiąc, to trochę bałem się śpiewać po polsku…

Dlaczego?

Grzegorz: To jest dziwna sprawa. Chyba ukrywałem się za językiem angielskim. To była taka zdrowa bariera między mną, a słuchaczem. Zawsze chciałem przekazywać emocje, niemniej jakąś cząstkę siebie chciałem zachować tylko dla mnie. Jest różnica czy mówisz komuś „I Love You”, czy „Kocham cię”. To pierwsze może być równie dobrze hasłem reklamowym. Drugie jest zobowiązaniem.

Śpiewając po polsku odkrywasz swoje wnętrze.

Grzegorz: Na pewno bardziej niż po angielsku. Tak to czuję. To jest moja pierwsza płyta i od razu jest po polsku. To naprawdę sztuka zrobić coś fajnego po polsku z fajnym tekstem, tak żeby to było niebanalne. Nie napisałem wielu tekstów na tę płytę, bo nie czuję się z tym pewnie. Oddałem tę kwestię osobom, które po prostu robią to genialnie. Pamiętam jak zachwyciłem się tekstami z płyty Dawid Podsiadło, które napisała Karolina Kozak. Postanowiłem wtedy, że jeśli kiedyś będę nagrywał płytę po polsku to chcę, żeby choć jeden tekst powstał z pod pióra Karoliny.

Co jest takiego w jej tekstach, że wszyscy tak chętnie po nie sięgają?

Grzegorz: Te teksty są o czymś. Karolina jest osobą, która słuchając zaśpiewanej przeze mnie linii melodycznej potrafi wchłonąć moje emocje i przelać to na papier. To zupełnie niezwykłe. Do tego dochodzą oczywiście godziny rozmów o tym, o czym to ma być, o jakich przeżyciach. Świetnym tekstem Karoliny jest właśnie „Na chwilę”.

Wasz singiel bardzo szybko stał się hitem. Jest to chyba jednak najlżejszy utwór z tej płyty.

Grzegorz: Ta płyta opowiada o różnych rzeczach. Niewątpliwie jest to album mocno napchany emocjami. Początkowo pierwszym singlem miał być „Świt” – utwór, który jest jakby zupełnym przeciwieństwem „Na chwilę”. Opowiada o dość mocnych przeżyciach... Są dni, kiedy wychodzi słońce i człowiek powinien zatracić się w tej chwili, a jednak gdzieś z tyłu głowy nosi piętno i odciśnięty ślad tego, co choć stało się dawno – nadal nie pozwala w pełni cieszyć się życiem. Nie jest to wesoła piosenka, bo opowiada o rzeczach, na które nie mamy wpływu. Może dobrze, że ten utwór nie poszedł jednak na pierwszy singiel. (śmiech)

Jak udało Wam się połączyć muzyczne inspiracje? Czy tworzyłeś muzykę trochę pod Grześka?

Tabb: To było fenomenalne doświadczenie. Tak jak wspominałem, zanim poznałem Grześka miałem gotowy obraz tego albumu, ale nie mogłem przewidzieć, jak fantastycznie rozwinie się ten projekt pod wpływem pracy z nim. Na początku to ja kilka razy namawiałem go na jakieś rozwiązania. On w tym czasie puszczał mi to czego słucha. Owocem tego są utwory, które skomponowałem już z myślą o Grześku – piosenki, po których dzwonił do mnie podekscytowany i nie mógł się doczekać nagrań. Jeśli chodzi o inspiracje to jest tego tyle, że ciężko wskazać konkretne zespoły. Postawiłem na gitary i brzmienia zdecydowanie akustyczne. To klimat z pogranicza popu, rocka i alternatywnego grania. Fuzja Coldplay z Tomem Odellem, OneRepublic z Jamesem Arturem…

Grzegorz: Nie da się ukryć, że ta płyta powstała w okresie, gdzie największy wpływ miały na mnie takie grupy jak właśnie Coldplay, OneRepublic czy Bastille. Te zespoły bardzo mocno namieszały mi w głowie jeśli chodzi o brzmienia. Mając zajawkę na tego typu kapele było wiadomo, że brzmieniowo będziemy robić coś, co jest około tego. Naszą płytę określiłbym jako ambitny pop.

27 maja ukazuje się Twoja debiutancka płyta „Z całych sił”. Co dalej?

Grzegorz: Dużo się teraz dzieje, bo ta przygoda, którą niektórzy nazywają karierą toczy się już swoim tempem. Na pewno na jesieni będzie trasa koncertowa. Oczywiście mamy mnóstwo planów, choć nie wiemy, ile będzie trwało teraz to całe zamieszanie, czy podbijemy listy przebojów, czy będziemy grać na dużych festiwalach, czy w fajnych małych klubach. Mimo to, moje marzenie już się spełniło. Mamy płytę, która jest dobra. Daliśmy z siebie wszystko i wierzę, że ta historia będzie miała swój dalszy ciąg.

Czyli to nie jest tak, że to, co teraz się dzieje jest na chwilę…

Grzegorz: Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że jest to początek mojej największej przygody. Wiem, że muzyka stała się już nieodłączną częścią mojego życia. I tak już zostanie.

Więcej wywiadów z gwiazdami: