Pomysł związany z tym, aby kobiety mogły korzystać z dni wolnych w czasie, gdy doświadczają bolesnego okresu, pojawia się co jakiś czas w różnych krajach – także i w Polsce. Teraz taki standard chcą wypracować Włosi, jednak mało kto wie, że dni wole od pracy przysługują już paniom m.in. w Chinach, Korei Południowej i na Tajwanie.

WIDEO

player placeholder

Włosi forsują udogodnienie dla kobiet

We włoskim parlamencie posłowie dyskutują od niedawna nad płatnym urlopem, który miałby przysługiwać kobietom przechodzącym bolesne miesiączki. Chcą wynegocjować dla takich pań trzy dni wole w miesiącu. Pomysł wydaje się świetny, jednak nastręcza wielu problemów.

Zacznijmy jednak od faktów: szacuje się, że nawet 60-90% kobiet raz w miesiącu cierpi z powodu bólu wywołanego okresem. Do tego dochodzą uciążliwe objawy dodatkowe takie jak nudności i ból głowy, które utrudniają normalne funkcjonowanie, a tym samym także pracę. Takie panie mogłyby – zamiast brać dni wolne z puli urlopowej – dostawać dodatkowe trzy dni wolnego od pracodawcy. Warunkiem koniecznym do uzyskania wolnego miałoby być zaświadczenie od lekarza. Włoska Partia Demokratyczna zwraca w ten sposób uwagę na kobiety, które cierpią na zaburzenia miesiączkowania i doświadczają trudnego do pogodzenia z codzienną pracą bólu.

Zobacz także:

Takie rozwiązanie, zwane urlopem menstruacyjnym, funkcjonuje już na Wschodzie, m.in. w Chinach, Korei Południowej i na Tajwanie. Uważa się tam, że kobieta powinna odpoczywać w czasie miesiączki, aby łatwiej było jej później przejść przez poród. Co ciekawe, w Japonii urlop taki funkcjonuje od 1947 roku i nazywa się go „wolnym fizjologicznym”. W każdym z tych krajów kobietom przysługuje inna długość urlopu – przykładowo w Indonezji są to dwa dni wolne od pracy w miesiącu, a na Tajwanie – trzy.

Gadżety i triki przydatne w trakcie okresu

Urlop menstruacyjny wymysłem seksistów?

Niestety, pomysł związany z urlopem w czasie okresu ma też swoje wady. Przypuszcza się, że mógłby on osłabić pozycję kobiet na arenie pracy – pracodawcy mogliby chętniej zatrudniać mężczyzn, którzy nie potrzebują dodatkowych dni wolnych i byliby dzięki temu bardziej dyspozycyjni. Szacuje się zresztą, że jeden dzień wolny raz w miesiącu skutkowałby milionowymi stratami dla pracodawców rocznie.

Dodatkowo mówi się o tym, że wiele kobiet mogłoby się czuć zawstydzonych, gdyby musiało iść do szefa i tłumaczyć mu, że właśnie mają okres i potrzebują wolnego… szczególnie, jeśli tym szefem byłby mężczyzna. Brzmi to kuriozalnie tym bardziej, że rzuca światło na kwestię, która w XXI wieku nie powinna już stanowić problemu: menstruacja wciąż jest tematem tabu. Niby mówimy o okresie, niby nie wstydzimy się kupować tamponów, a jednak wciąż jest w nas jakieś zamierzchłe poczucie, że miesiączka to coś na tyle obrzydliwego, że lepiej ukrywać, że w ogóle ją mamy. Nawet reklamy podpasek w telewizji pokazują nieco inną rzeczywistość niż prawdziwa fizjologia – zwróciłyście uwagę na to, że na takich reklamach płyn, który w magiczny sposób wsiąka w podpaskę, a który ma imitować krew, jest zawsze niebieski, a nie czerwony? Dlaczego?

Blisko sto lat temu, w 1933 roku, Irena Krzywicka w „Sekrecie kobiety” pisała o okresie jako o „wstydliwym i sekretnym stosunku do normalnej funkcji organizmu”, który jest „pozostałością epoki barbarzyństwa, epoki cywilizacji pierwotnej, kiedy to kobieta w owym okresie była tabu”. Pisarka podkreśla, że miesiączkującą kobietę uznawano za nieczystą i chociaż od tego czasu status pań się zmienił i zaczęły one wykonywać takie same zawody, jak mężczyźni, wciąż „kryją się ze swoim cierpieniem przed wzrokiem otaczających je samców”.

Heroicznie kryją drżenie nóg, boleści, omdlałość organizmu, pustkę w głowie – tabu, tabu, proszę samca!
W obecnych czasach współzawodnictwa ekonomicznego z mężczyzną do tej atawistycznej wstydliwości dołącza się jeszcze lęk przed przyznaniem się do swojej zmniejszonej sprawności w tym okresie, przed dobrowolnym upośledzeniem się na rynku pracy– pisze Krzywicka.

Warto też na marginesie wspomnieć, że urlop menstruacyjny próbowano już wprowadzić w życie kilka lat temu w Rosji, ale nie spotkał się z pozytywnym odbiorem wśród pań. Wiele z nich bowiem uznało go za… seksistowski.

My jednak uważamy, że kobietom – tym, które faktycznie doświadczają dużego bólu – powinny przysługiwać dni wolne od pracy. Każda z nas wie, jak trudno jest funkcjonować w „te dni” – szczególnie, jeśli mamy zaburzenia menstruacji i borykamy się z silnym bólem brzucha. Mamy też nieodparte wrażenie, że gdyby to mężczyźni mieli okres, na pewno szybciej zajęliby się tą kwestią i już od dawien dawna byłaby uregulowana prawnie…

Zobacz inne ciekawe materiały na Polki.pl