Ponadczasowa Janis
Jolanta Litwin-Sarzyńska w monodramie "Moja mama Janis".

Kiedy znajomy zaprosił mnie na spektakl z przebojami Janis Joplin, pomyślałam, że byłoby miło znowu posłuchać tej charyzmatycznej wokalistki, tym bardziej w polskich interpretacjach. Jednak to co usłyszałam lub raczej zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania.
Spektakl był prezentowany 9 listopada 2007r. w Centum Edukacyjno-Kulturalnym Łowicka. Zobaczyliśmy 15 największych przebojów Janis Joplin po raz pierwszy przetłumaczonych na język polski przez Maciejkę Mazan i Daniela Wyszogrodzkiego, popisowo wykonanych przez Jolantę Litwin-Sarzyńską, wokalistkę musicalową, na co dzień aktorkę teatru Syrena. Artystce towarzyszyli równie utalentowani muzycy: Piotr Seweryn (gitara solowa), Seweryn Narożny (perkusja), Tomasz Bielecki (harmonijka ustna), Jan Witaszek (gitara basowa) i Piotr Sawicki (keyboard).
"Moja mama Janis" to jednak nie tylko koncert piosenek legendy amerykańskiego rocka, ale również nietypowo poprowadzona opowieść biograficzna. To doskonały pomysł, gdyż zamiast udawać Janis, autorka tworzy na scenie postać o podobnej biografii. Tak więc, powstała zaskakująco szczera opowieść o 35-letniej dziewczynie pochodzącej z małego miasteczka, która pragnie wyrwać się w "wielki świat" i zostać artystką. Na przekór wszystkim postanowiła zrealizować marzenia, dlatego śpiewa, wykrzykując swój cały bunt. Joanna (bo tak ma imię bohaterka spektaklu) na pozór odniosła sukces, ale jej rozliczenie się z dotychczasowym życiem budzi demony: kompleksy wyniesione z domu, nieudane małżeństwo, niezrealizowane marzenia życiowe, dziwne relacje z matką, niespełnioną potrzebę wolności i wyrwania się z różnych ograniczeń, wyniesionych z małego miasteczka. To bardzo osobisty i przejmujący obraz współczesnej kobiety.
Spontaniczna i uczuciowa Joanna opowiadając swą historię, zwraca się wprost do widzów, tworząc klimat intymnej rozmowy. Od monologu gładko przechodzi do piosenek, stanowiących rodzaj komentarza emocjonalnego. Podobieństwa pomiędzy tytułową Janis a bohaterką monodramu są oczywiste - obie nie są w stanie wyzwolić się z prowincjonalnych obciążeń i kompleksów, mają te same marzenia, obie poszukują miłości i zrozumienia. Jednak Joannie brakuje siły i wiary do realizacji swych marzeń, dlatego ostatecznie godzi się na zwyczajne życie u boku męża. Jest wewnętrznie rozdarta, a jedyne co pozwala jej przetrwać to przekonanie, że pozostała wierna piosenkom Janis Joplin.
Jolanta Litwin-Sarzyńska nie próbuje naśladować legendarnej wokalistki, na scenie stara się być sobą i to wypada na jej korzyść. Zresztą sama aktorka tak wypowiada się o spektaklu : "... to regularny monodram muzyczny, w którym świat Janis przeplata się ze światem współczesnym i moim życiem. Nie gram bowiem Janis i nie próbuję jej naśladować. To niemożliwe. Była niepowtarzalna i osobna. Każda próba wejścia w jej skórę skazywałaby przedsięwzięcie na niepowodzenie. Ale równocześnie jest mi ona bardzo bliska. Czuję, że emocje, które wkładała w śpiew są tymi samymi emocjami, które towarzyszą mojemu życiu i śpiewaniu. Może dlatego, że obie urodziłyśmy się w małym miasteczku, z którego bardzo pragnęłyśmy się wyrwać, ale które zawsze w nas, gdzieś tam głęboko tkwiło." Dlatego też aktorka, tak silnie związana ze spektaklem, proponuje własną interpretację piosenek. Ma mocny głos, który jest w stanie udźwignąć trudny repertuar Joplin. Zdecydowany, lekko zachrypnięty, przypominający barwą głos Janis, świetnie brzmi w nieco łagodniejszej wersji piosenki "Cry Baby" czy brawurowo wykonanym "Just a Little Bit Harder".
Ta wzruszająca i momentami dramatyczna historia artystki mówi więcej o Janis, niż niejedna poświęcona jej biografia. Więc jeżeli ktoś jest fanem/fanką Janis i z łezką w oku zawsze chętnie wraca do tamtych przebojów, polecam zmierzenie się z tego rodzaju sztuką.
Premiera spektaklu miała miejsce 5 grudnia 2005 roku w warszawskim Teatrze Roma, któremu dziękuję za udostępnienie zdjęć ze spektaklu. W tej chwili monodram jest zdjęty z afisza, ale gdy tylko będziecie mieli okazję go obejrzeć, gorąco polecam!

