Emir i jego drużyna
Na festiwal w Küstendorfie zjechali przyjaciele filmu i wrogowie Zachodu.

Publicznym pogrzebaniem kopii "Szklanej pułapki 4.0" (w prawdziwej, drewnianej trumnie) rozpoczął się pierwszy Film & Music Festival w serbskim Küstendorfie (zakończony 21 stycznia).
To miejscowość wymyślona i sfinansowana – jak festiwal – przez reżysera Emira Kusturicę. W górach, przy granicy z Bośnią odtworzył on serbską wioskę z XIX wieku i tu właśnie zaprosił młodych reżyserów z całego świata, by pokazali swoje filmy. Do Küstendorfu zjechali też ich starsi koledzy, choćby Cristian Mungiu czy Fatih Akin.
Impreza ma walczyć z kulturalną globalizacją i komercją oraz jednoczyć filmową młódź – i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie polityczny kontekst spotkania. Główną retrospektywę poświęcono Nikicie Michałkowowi, który zaledwie kilka miesięcy temu błagał Władimira Putina, by ten pozostał prezydentem Rosji. Z kolei na czele jury festiwalu stanął Peter Handke, austriacki pisarz słynący z kontrowersyjnych tez, wedle których Serbowie są główną ofiarą wojny na Bałkanach. Sam Kusturica angażuje się politycznie, wspiera choćby kampanię przeciw niepodległości Kosowa. Poważnie wziął się do budowania swojej serbskiej tożsamości i przeszedł na prawosławie, choć jego rodzina ma muzułmańskie korzenie. Nie mówiąc już o budowie realnej – sielskiej wioski Küstendorf. Pytanie brzmi: czy to czyn ku chwale kina, czy ku chwale ojczyzny?

