"Niebieskie migdały" - We-Dwoje.pl recenzuje

Tryskająca wybornym humorem książka, która wciąga bez reszty. Przezabawna opowieść na bazie której mogłaby powstać całkiem niezła komedia romantyczna.
/ 20.02.2011 19:31

Tryskająca wybornym humorem książka, która wciąga bez reszty. Przezabawna opowieść na bazie której mogłaby powstać całkiem niezła komedia romantyczna.

Gdy 28-letnia Ina zawiadamia swojego ukochanego o ciąży, ten wychodzi po papierosy i... nie wraca. Dziewięć miesięcy później dziewczyna rodzi ślicznego bobasa. Poznając uroki macierzyństwa przestaje myśleć o niebieskich migdałach. Stara się okiełznać nie tylko wrzeszczące niemowlę, ale także nadopiekuńczą matkę i nadgorliwą przyjaciółkę, które nieustannie aranżują jej randki. Ina broni się przed nową miłością, aż do momentu, gdy w jej życiu pojawia się ktoś jeszcze. W brzuchu zaczynają fruwać motyle, głowę na powrót wypełniają niebieskie migdały. Czyżby samotne matki zasługiwały jednak na szczęśliwe zakończenie?

"Niebieskie migdały" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak to książka bez skazy. W pewnym stopniu przewidywalna, lecz nie zmienia to faktu, że szalenie ciekawa. Bohaterką tej powieści jest młoda kobieta, która porzucona przez przystojnego prezentera, postanawia urodzić przypadkiem spłodzone dziecko. Tym samym dołącza do grona samotnych matek, które chcąc nie chcąc zostają poddane społecznemu ostracyzmowi. Dziecko nie może przecież nie mieć ojca! Ina jednak ma w nosie, co ludzie o niej myślą. Próbuje zostać mamą na medal. Przekopuje się przez stosy specjalistycznych gazet, aż w końcu odkrywa, że nie trzeba poddawać się wyznaczanym przez bezdzietne psycholożki trendom, żeby dziecko wyrosło na zdrowego, silnego i szczęśliwego mieszkańca naszego globu. Autorce należą się brawa za podjęcie tak interesującego tematu. W końcu jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Raz niewyparzona butelka, czy smoczek umyty o zgrozo w nieprzegotowanej wodzie z kranu może bardziej przysłużyć się zdrowiu dziecka, niż trzymanie go w sterylnych warunkach i faszerowanie ekologicznymi papkami.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak nie ugięła się pod żądaniami laktacyjnych terrorystek. Z dużą dawką humoru podeszła do tematu opieki nad krnąbrnym maluchem. Zwróciła także uwagę na problem młodych matek, które mają tendencje do zamykania się w czterech ścianach, nakładania przydeptanych kapci i tym samym skazywania się na społeczną banicję. Choć autorka dużo uwagi poświęca wychowywaniu dziecka, łącznie z szukaniem idealnej niańki, „Niebieskie migdały” nie są broń Boże żadnym poradnikiem, jak przetrwać ten, jakby nie było, trudny okres w życiu kobiety.

To w gruncie rzeczy historia miłości pewnej samotnej matki i pewnego rozwodnika. Taka literacka komedia romantyczna, z dużym naciskiem na komedia. Nie jestem w stanie policzyć, ile razy śledząc perypetie Iny głośno wybuchnęłam śmiechem. Na pewno jednak wiem, w których momentach wydałam z siebie typowe dla amerykańskiej widowni „awwww”. Pierwszoplanową aktorką tego zwariowanego spektaklu jest oczywiście Ina, która moim skromnym zdaniem, śmiało może stawać w konkury z Bridget Jones o tytuł najbardziej zakręconej bohaterki wszech czasów. Wspierają ją przebojowa przyjaciółka Karolina, nieco apodyktyczna matka o artystycznej duszy, której nie sposób nie lubić oraz pewien, przystojny lekarz. Bohaterów jest oczywiście więcej. Nie zabrakło także czarnych charakterów. Każda postać, która pojawia się na kartach tej książki, jest jej integralną częścią. Czy uprzykrza życie głównej bohaterce czy nie, jest potrzebna. Stanowi dopełnienie tej zręcznie nakreślonej fabuły. Czyni tę książkę jeszcze ciekawszą.

Gdyby ta historia została zekranizowana, Polacy w końcu zobaczyliby, czym jest dobra komedia z romansem w tle. Ubawiłam się jak nigdy dotąd. Mam nadzieję, że Katarzyna Zyskowska-Ignaciak nie poprzestanie na tej książce, że jej romans z klawiaturą będzie trwał jeszcze przez długie lata i że zaowocuje spłodzeniem kolejnych lekkich, przeuroczych i arcyzabawnych opowieści. Te migdały, choć nietypowe, bo niebieskie smakują naprawdę wybornie. Koniecznie musicie ich skosztować!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (11)
/15.03.2011 10:14
Postanowiłam zabrać się za tę książkę pewnego pięknego dnia i... dzień stał się jeszcze piękniejszy:) Powieść jest fajnie napisana, w wielu miejscach zabawna i, generalnie, bardzo dobrze się ją czyta. Dużym atutem jest tematyka: być może autorce uda się troszkę odczarować obraz matki samotnie wychowującej dziecko i być może ktoś znajdzie w tej książce motywację, żeby chcieć od życia więcej.
/09.03.2011 18:37
Poczytałam różnych recenzji i się skusiłam. Rzeczywiście świetna książka. Dawno nie czytałam tak dobrej, polskiej powieści. I zabawna do łez, i z jakimś przesłaniem. A do tego napisana fajnym językiem i pełna pozytywnych wibracji. Bardzo polecam.
/04.03.2011 08:18
A czy to dobrze, że w taki sposób (bardzo wesoły, zabawny) pokazuje się takie rzeczy jak życie samotnej matki? przecież to się bardzo mija z prawdą, z rzeczywistością
POKAŻ KOMENTARZE (8)