"Dzwony" - We-Dwoje.pl recenzuje

Mojżesz jest najlepszym śpiewakiem wśród literackich bohaterów, a jego twórca – Richard Harvell – jednym z największych wirtuozów wśród pisarzy. Napisana dźwiękami historia pewnego utalentowanego musico zawładnie duszą każdego, kto sięgnie po tę książkę.
/ 28.10.2007 11:36

Mojżesz jest najlepszym śpiewakiem wśród literackich bohaterów, a jego twórca – Richard Harvell – jednym z największych wirtuozów wśród pisarzy. Napisana dźwiękami historia pewnego utalentowanego musico zawładnie duszą każdego, kto sięgnie po tę książkę.

Muzyka – błogosławieństwo czy przekleństwo? Zanim Mojżesz został słynnym Lo Svizerro, pod którego spojrzeniem omdlewaly damy i który potrafił doprowadzić swoim głosem widownię do łez, był skazanym na społeczną banicję synem głuchoniemej kobiety, której życie toczyło się wokół kościelnych dzwonów. Matka Mojżesza rano, w południe i wieczorem, aż do swojej śmierci uderzała w dzwony, a jej syn chłonął te dźwięki, opanowując do perfekcji ich świat. Obdarzony absolutnym słuchem i cudownym głosem dawał upust swoim umiejętnościom w chłopięcym chórze opactwa St. Gall, podczas prywatnych występów dla pewnej schorowanej kobiety i jej córki, a później – dla całego świata. Droga od pucybuta do milionera nie była jednak usłana różami, a kolcami, które na trwale okaleczyły jego ciało, a także uczyniły go poniekąd Orfeuszem – tragicznym bohaterem pięknej mitycznej historii o wielkim uczuciu silniejszym niż śmierć.

Imponujący, napisany z epickim rozmachem debiut Richarda Harvella jest perełką w morzu nowości wydawniczych, które falami zalewają sklepowe półki. Widać w nim podobieństwa do powieści C.S. Lewisa „Dopóki mamy twarze” – historii stanowiącej kolejną odsłonę mitu o Kupidynie i Psyche. Harvell poszedł jednak o krok dalej. Nie tylko sięgnął po grecki mit, przy okazji dokładnie studiując realia XVIII-wiecznej Europy, lecz także wkomponował w to wszystko autentycznie słyszalne melodie, które przyjemnie rozbrzmiewając w uszach, otulały tę liryczą opowieść o niewyobrażalnym cierpieniu pewnego młodego człowieka, mogącego w pewnym stopniu uchodzić za literacki, acz bez dwóch zdań tragiczny, odpowiednik bohatera obrazu Kirstena Sheridana – Augusta Rusha.

„Dzwony” podzielone są na trzy akty, co stanowi odzwierciedlenie budowy słynnej opery Glucka „Orfeusz i Eurydyka”, na której bazuje Harvell. Książka nie ocieka lukrem. Nie brakuje tu sugestywnych, czasem dość brutalnych opisów. Choć główni bohaterowie są tworami wyobraźni Harvella, wydają się tak samo prawdziwi jak wspomniany już niemiecki kompozytor, słynny musico Gaetano Guadagni czy austriacka cesarzowa, którzy zaszczycają swoimi osobami karty tej powieści.

Nawet zapoznając się dokładnie z historią Orfeusza i Eurydyki, nie sposób przewidzieć rozwoju akcji. Harvell umiejętnie prowadzi narrację. Potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Czyni to „Dzwony” niezmiernie wciągającą lekturą, którą z czystym sumieniem polecam wszystkim książkowym molom. Możecie mi wierzyć albo nie, ale te dzwony będą pobrzmiewać w waszych sercach po wsze czasy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)