"Byczki w pomidorach" - We-Dwoje.pl recenzuje

Uff... Mamy nareszcie z powrotem prawdziwą Joannę Chmielewską, pisarkę doskonałą, pełną ciepła i humoru. Pisarkę, której powieści wciągają, angażują, rozśmieszają. Nigdy nie jest za późno, żeby wrócić do tego co od lat kochają miliony. Witamy na powrót Pani Joanno.
Uff... Mamy nareszcie z powrotem prawdziwą Joannę Chmielewską, pisarkę doskonałą, pełną ciepła i humoru. Pisarkę, której powieści wciągają, angażują, rozśmieszają. Nigdy nie jest za późno, żeby wrócić do tego co od lat kochają miliony. Witamy na powrót Pani Joanno.

Kto nie czytał powieści Krokodyl z Kraju Karoliny, Wszystko Czerwone czy Całe zdanie nieboszczyka, nie może nazwać się wielbicielem Joanny Chmielewskiej. Kto czytał, ten wie doskonale, jak w ostatnich latach powieści pisarki obniżyły swój poziom, stając się niemiłosiernie przegadanymi traktatami właściwie o niczym, tracąc to, co w Chmielewskiej było najważniejsze - wielki, niepowtarzalny humor, wartkość i wspaniałe spojrzenie na świat.

Ale na szczęście zła passa najwyraźniej dobiegła końca. Najnowsza powieść Chmielewskiej powoli wróciła nas czytelników na dobry tor - tor pełen humoru, ciekawych wydarzeń, niepowtarzalnego opisywania nawet tych najbardziej pospolitych rzeczy. U dobrej Chmielewskiej nawet opis posiłku jest transcendentalnym przeżyciem humorystycznym.

Tego jedzenia w Byczkach w Pomidorach jest zresztą mnóstwo. Liczne posiłki spożywane są przez Joannę w domu Alicji w Danii, gdzie - jak to u Alicji bywa - znajduje się za dużo gości na raz. Będzie więc, znana już nam czytelnikom Elżbieta z nowym mężczyzną Olafem. Będzie przyjaciółka Alicji Marzena, kolega z dawnych lat Stefan, Magda oraz wiecznie głodny i bardzo ale to bardzo namolny Marianek, który wszelkie jedzenie jest w stanie wywęszyć nawet z drugiego końca kraju. W to właśnie, dosyć zgrane zresztą towarzystwo wejdą niespodziewanie Julia i Wacław. Ona rehabilituje się po ciężkim wypadku, on dba o jej dobro, sam jednak zapatrzony jest jednak w samego siebie. Oboje zdają się coś ukrywać. Żadne nie budzi sympatii. Coś wisi w powietrzu. Będzie trzeba wzywać pana Muldgaarda?

Jest fajnie. Trochę kryminalnie, bardzo komediowo a wszystkie wydarzenia ubrane są w niepowtarzalne dialogi, takie do jakich zdolna jest wyłącznie Joanna Chmielewska. Pisarka wraca do tego co wychodziło jej najlepiej, cofa akcję do wczesnego kapitalizmu, luźno opiera wydarzenia na tym co działo się we Wszystko czerwone. Nie jest oczywiście tak samo śmiesznie i tak samo niepowtarzalnie, ale – w porównaniu z wydanym przed Byczkami Porwaniem, to krok milowy, na dodatek w dobrym kierunku. Jest śmiesznie, jest ciekawie, jest wciągająco. I po skończeniu można poczuć nie lada zadowolenie. Uff… Teraz czekam z niecierpliwością na kolejną powieść.

Marta Czabała
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/9 lat temu
Kryminał, kryminał...bardziej podobał mi się np. "Zbieracz truskawek" Moniki Feth, choć są elementy podobieństwa między tymi książkami