Kobiety wychowano, żeby się poświęcały. Dlaczego dbanie o siebie wciąż wywołuje poczucie winy?
Troska o bliskich, czy to dzieci, czy też rodziców, a może ukochaną osobę często nadaje sens naszemu życiu. Czujemy się potrzebne, ważne i.... niedocenione. A mimo to zachowujemy się tak, jakby niesienie pomocy innym stanowiło naszą życiową misję. Z miłości stawiamy innych na pierwszym miejscu, zapominając zupełnie o sobie. A potem plujemy sobie w brodę.

Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która choć raz nie poświęciła swoich potrzeb na rzecz bliskiej osoby. Nie ma ani jednej? Wcale mnie to nie dziwi. Nie będę udawała zimnej, nieczułej i pobawionej empatii. Bo nie raz i nie dwa zdarzyło mi się przyjąć postawę mitycznego Atlasa, który na swych barkach trzyma cały świat. Bo czy to źle, że troszczymy się o tych, których kochamy? Czy to właśnie nie miłość do bliźniego stanowi podwalinę naszego człowieczeństwa? No cóż, okazuje się, że w takim myśleniu kryje się pułapka.
Skąd w nas potrzeba opiekowania się innymi?
Nie zaskoczę cię stwierdzeniem, że człowiek to skomplikowana i unikalna istota. Nie ma na świecie drugiej takiej samej osoby jak ty. A mimo to, nie różnimy się od siebie aż tak bardzo. Badania nad rozwojem człowieka wskazują, że empatia i altruizm są warunkowane biologicznie. Dzielenie się zasobami, opieka nad słabszymi członkami rodziny sprzyjały budowie więzi społecznych oraz zwiększały szanse przetrwania grupy, czy też społeczności. I mimo że nie mieszkamy już w szałasie, a świat zmienił się diametralnie, nasze mózgi wciąż działają według utartych schematów i znanych mechanizmów. Co więcej, zdaniem neuropsychologów, reagujemy na cierpienie innych niemal tak, jakby dotyczyło nas samych. Stąd też troska o innych jest czymś naturalnym.
Pojawiają się także głosy, że kobieta, z racji swoich predyspozycji biologicznych, jest wręcz predestynowana do „bycia opiekunką domowego ogniska”. Takie przekonanie podtrzymywane jest nie tylko przez religię katolicką, patriarchalny model społeczeństwa, ale także judeo-chrześcijańskie podwaliny współczesnej moralności i etyki. Te zasady są tak głęboko wpisane w nasze postrzeganie świata, że nieświadomie wciąż realizujemy tradycyjny model kobiecości, który przez wieki zamykał ją w sferze domowej. Powiesz mi, że to bzdura. Że może tak kiedyś było, ale dziś jest inaczej. I masz zupełną rację. Jednak pewnie gdzieś z tyłu głowy wciąż słyszysz wyświechtane zdanie: bo kto ci poda szklankę wody na starość.
To jednak nie koniec niespodzianek. Niespełna sto lat temu Margaret Mead zauważyła, że biologiczne predyspozycje (w tym kontekście kobiet, ale w szerszej perspektywie także i mężczyzn) są modelowane przez normy. Innymi słowy, w życiu odgrywamy pewne role, a oczekiwania społeczne wobec kobiet są w dużej mierze konstruktem kulturowym. Idąc dalej tym torem myślenia, troska o bliskich została przypisana kobietom jako ich „naturalne” powołanie. Bo tak było zawsze, bo tak jest dobrze. Tymczasem nie jest ona wyłącznie cechą biologiczną, lecz elementem porządku społecznego. I mamy tu paradoks. Współcześnie podkreśla się autonomię jednostki, lecz równocześnie wciąż utrwala się moralny ideał poświęcenia – szczególnie kobiet w roli matek, partnerek czy opiekunek osób starszych. Szkoda, że czasem zapominamy, że jest to tylko narzędzie organizacji ładu społecznego.
Cena pomagania
W latach 80. XX wieku Allan Luks prowadził badania psychologiczne obejmujące zagadnienie altruizmu i doszedł do wniosku, że troska o innych przynosi nam wymierne korzyści. Między innymi nadaje nam poczucie sensu i przynależności, poprawia nasze samopoczucie i łagodzi stres, podnosi samoocenę, wzmacnia sprawczość, zmniejsza poczucie samotności oraz przynosi społeczne uznanie. Pomagając, czujemy się szczęśliwe. Bo w odpowiedzi na nasze działania układ nagrody w mózgu wydziela endorfiny (to tak zwany efekt helper’s high). A jednocześnie troszcząc się o innych, idealnie wpisujemy się w społeczne oczekiwania. Brzmi jak układ idealny.
Jednak szkopuł tkwi w szczególe, czyli w tym, że w procesie socjalizacji kobietom wciąż narzucany jest inny wzorzec niż mężczyznom, a który w ostatecznym rozrachunku działa na ich szkodę. Doskonała pani domu, matka na medal, troskliwa córka i oddana pracowniczka. I niby nie ma w tym nic złego, prawda? Takie zachowanie może być źródłem siły i wewnętrzną motywacją do działania. Jeśli jednak dziewczynka od dziecka uczy się, że jej wartość zależy od samopoczucia innych i zaspokajania ich potrzeb, to już nie jest fajnie. Bo gdy będzie chciała sprawić sobie przyjemność, poczuje się winna. Zdaniem psychologów lęk przed odrzuceniem, brakiem akceptacji, jak i poczucie winny sprawiają, że kobiety częściej rezygnują z własnych potrzeb, a nawet całkowicie z je zaniedbują. To jednak nie wszystko. Bo między empatią, troską i chęcią niesienia pomocy innym a samopoświęceniem jest bardzo cienka granica. Cena, jaką płacimy, jest ogromna. Chroniczny stres, wypalenie emocjonalne, utrata poczucia autonomii to tylko wierzchołek góry lodowej.
Czas odzyskać siebie
Troska o siebie i swój dobrostan bywa postrzegana jako egoizm lub luksus. Szukamy miliona wymówek, byle tylko utrzymać status quo. Bo nie mam czasu, bo nie mam pieniędzy, bo nikt tego za mnie nie zrobi. I dźwigamy ostatkiem sił swój krzyż pański. Bo tak trzeba, bo muszę, bo odpocznę, jak wszystko zrobię, bo inni mają gorzej, bo dam sobie radę, bo odpocznę po śmierci. Wiesz, co się pod tym kryje? W opinii psychologów może to być przejaw:
- strachu przed odrzuceniem,
- lęku przed oceną społeczną,
- poczucia winy,
- nadodpowiedzialności,
- postrzegania samopoświęcenia jako cnoty,
- oceny swojej wartości przez pryzmat użyteczności
lub nawyk wyniesiony z domu. Tylko że z pustego i Salomon nie naleje. I jeśli sama o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi. Truizm? Zapewne. A jednak czasem takie „oczywistości” najtrudniej wprowadzić w życie. A może wytkniesz mi, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie jestem święta i czasem też używam tych wymówek. Jednak z doświadczenia wiem, że stawianie siebie na samym końcu listy potrzeb to stąpanie po grząskim gruncie. Nie warto, bo cena, jaką przyjdzie ci zapłacić, jest wysoka. Dlatego nie odkładaj siebie na później.
Bibliografia:
- Beauvoir de S., „Druga płeć”, Warszawa 2023;
- Gilligan C., „Innym głosem. Teoria psychologii a rozwój kobiet”, Warszawa 2015;
- Luks A., Payne P., „The Healing Power of Doing Good”, Bloomington 2001;
- Mead M., „Płeć i charakter w trzech społecznościach pierwotnych”, Warszawa 1986;
- Tomasello M., „Dlaczego współpracujemy”, Kraków 2015.
Czytaj także:
- Ulubione krzesło w domu to nie tylko domena silversów. Wyjaśnienie tego mikrorytuału może cię zaskoczyć
- Zdarza ci się co chwilę zaglądać do lodówki z nadzieją, że zajdziesz w niej coś pysznego? To nie jest przypadek
- Przyciskasz kilka razy guzik w windzie, chociaż wiesz, że nie będzie szybciej? W rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego

