Reklama

Kocham ludzi, kocham swoją rodzinę, kocham pracę, ale i tak nie mogę doczekać się wolnego czasu. Nie idę wtedy na siłownię, nie ćwiczę jogi i nie szykuję się do maratonu, nie uczę się języków i nie studiuję kolejnego kierunku. Nawet nie robię na drutach wełnianych czapek dla przyjaciół i znajomych, bo to byłoby przecież pożyteczne. Oglądam za to filmy i seriale na platformach streamingowych.

Ostatnio obejrzałam cały sezon nowego Cobena, "Zabójczą przyjaźń" (to też mini serial), zaczęłam nowego "Klangora" (Canal+) i "Teheran" (na Apple TV). W grudniu zaliczyłam wszystkie świąteczne romantyczne filmy, na czele z cudownym norweskim serialem "Facet na święta". Czy jestem stracona? Niekoniecznie, bo – według psychologów – raczej nie wykazuję oznak uzależnienia. Jeśli muszę, przerywam oglądanie po jednym odcinku, nie zarywam nocy i obowiązki są dla mnie zawsze przed rozrywką. Jednak nie uczę się w wolnym czasie hiszpańskiego czy włoskiego, nie zapisałam się na zajęcia z lepienia gliny. To na pewno byłoby lepsze. Nie zawsze jednak da się robić rzeczy właściwe, dobre i potrzebne. Na co dzień mam tyle obowiązków, że jestem przebodźcowana. Nie udźwignęłabym kolejnej aktywności. Filmy i seriale chronią mnie przed wypaleniem, to dla mnie podróże (wcale nie ucieczka) do innego świata. To jak mieć ileś żyć w jednym życiu.

Przyznaję, myślałam, że jestem wyjątkiem. Że tylko ja się tak obijam w dzisiejszym świecie, ale zrobiłam szybką sondę wśród zaprzyjaźnionych kobiet i sporo z nich ma jakieś nieprzydatne nikomu hobby.

Na co dzień pani doktor, w wolnym czasie rządzi dynastią

Dorota (imię zmienione) jest chirurgiem. Ma bardzo odpowiedzialny zawód, pracuje dużo i intensywnie, do tego ma częsty kontakt z ludźmi, a jest introwertyczką. W szpitalu, na dyżurach bardzo dużo się dzieje. W wolnym czasie– jak sama twierdzi– musi się zresetować. – "A nic mnie tak nie uspokaja, jak seriale" – opowiada. – Z tych medycznych oglądam tylko "The Pitt", bo jako jedyny jest realistyczny i naprawdę pokazuje, co się dzieje na oddziałach ratunkowych. Poza tym lubię bajki, ale już z innego świata. Namiętnie oglądam też seriale kryminalne, bo nic mnie tak nie uspokaja, jak obmyślanie, kto naprawdę zabił. Podobają mi się też lekkie filmy - komedie romantyczne, dramedy czy seriale w stylu "slice of life" takie jak "This is us"" – wylicza Dorota.

Jej bliska koleżanka, Agata, lekarka psychiatrii, uwielbia z kolei zatapiać się w świat gier multimedialnych. – "To jak serial, ale tutaj mam wpływ na akcję. Teraz jestem, na przykład, fanką "Crusader Kings III", gdzie nie steruję jedną postacią w akcji tylko całą dynastią średniowieczną, kolejnymi potomkami rodu królewskiego. Rządzę krajem, aranżuję małżeństwa, romanse, zdrady, knuję intrygi. W tej grze wojny są mniej ważne niż relacje" – tłumaczy Agata.

Agata kocha też Wiedźmina, jedną z najsłynniejszych serii gier na świecie, opartą na prozie Sapkowskiego. – "To nie jest puste granie tylko kontakt z dobrą historią i emocjami. Wiedźmin ma świetnie napisane dialogi, bohaterów z charakterem, ale ja nie szukam tu drugiego dna, dla mnie to relaks od trudnych ludzkich spraw, z którymi obcuję na co dzień" – wyjaśnia. Agata – podobnie jak Dorota – potrzebuje w wolnym czasie po prostu „odmóżdżenia”.

Wydaje mi się, że dużo pożytecznych rzeczy robię na co dzień, nie muszę jeszcze w wolnym czasie
– mówi.

– "Jako lekarz pracujący z ludzką psychiką wiem, jak ważny jest reset, czas, gdy nie analizujemy, nie przetwarzamy. Sama w swoim gabinecie często przyjmuję ludzi, mniej więcej w wieku 30- 45 lat, którzy nie potrafią dać sobie taryfy ulgowej. Miałam taką pacjentkę" – kontynuuje Agata. – "Wysokie stanowisko w korporacji międzynarodowej i silne wypalenie. Podjęła decyzję o tym, że chce się przekwalifikować, zaczęła więc studia psychologii i jednocześnie szkołę psychoterapii. Trafiła do mnie z silnymi lękami, bezsennością. Pamiętam, jak analizowałyśmy jej rozkład dnia. Ta kobieta wstawała o 4 i dzień zaczynała sesją jogi, później nauka, czytanie psychologicznych książek, praca. Wieczorem basen i spacery".

Agata spytała nagle swojej pacjentki: "A lubi pani pływać?". Kobieta pokręciła przecząco głową. „To dlaczego funduje sobie pani regularny basen?” Agata nie potrafiła ukryć zdziwienia. "Bo to dobrze robi na ciało" - odpowiedziała tamta. – "Zaproponowałam, żeby zrezygnowała z jednej rzeczy i zajęła się w tym czasie czymś, co kiedyś uwielbiała i dawało jej radość. Okazało się, że moja pacjentka kiedyś zbierała historyczne pocztówki ze swojego rodzinnego miasta na Warmii, które kupowała na Allegro i eBayu, później robiła z tego albumy. "Proszę do tego wrócić, jeśli to pani daje radość"".

Millenialsi zostali wychowani w kulturze produktywności. Transformacja i postęp cyfrowy otworzyły nowe przestrzenie do nauki, zdobywania kolejnych umiejętności, które będą pozwalały się wyróżniać, np. na rynku pracy. Najpewniej pamiętamy zajęcia pozalekcyjne, które uszczuplały czas na zabawę. Intencje najpewniej były słuszne, ale zaowocowały przekonaniem, że 'nicnierobienie' jest jakąś formą marnotrawienia czasu. Nic bardziej mylnego - zwłaszcza w dobie, w której ilość bodźców jest naprawdę duża, odpoczynek nie jest przywilejem a koniecznością dla regeneracji
– tłumaczy Joanna Gutral-Sutherland, psycholożka, psychoterapeutka i psychoedukatorka.

Kluczowe jest tu zadanie sobie pytania, czy wiem, co pomaga mi odpocząć, czy aktywność, w którą właśnie się angażuję temu służy. Nie można jednoznacznie opisać niektórych czynności jako dobre lub złe – wszystko zależy od tego, jaką pełnią funkcję w danym momencie. Bo dzień na kanapie z serialem może być jednego dnia formą odpoczynku i regeneracji, innego unikaniem zobowiązań i prokrastynacją.

"Uciekam od social mediów, układam lego"

Monika jest popularną instagramerką, ale od jakiegoś czasu czuje się zmęczona mediami społecznościowymi. – "Męczy mnie hałas, aktywność, pokazywanie siebie, oglądanie innych. Na razie nie znalazłam planu B, ratuje się hobby. I mam dwa, które na pewno wydadzą się innym absurdalne – idę do kawiarni, siadam przy stoliku przy oknie i gapię się na przychodniów. A potem snuję w głowie opowieści o nich. Wyobrażam sobie, kim są, co lubią robić. Codziennie wieczorem mam też swój inny rytuał – biorę psa i robię rundkę po moim osiedlu. To nie bloki tylko segmenty, ludzie nie zasłaniają okien, latem spędzają czas w ogródkach. Uwielbiam ich podglądać. I nie, nie planuję żadnej książki, nie jestem dziennikarką. Robię to tylko dla siebie i nikomu o tym nie mówię, boję się, że ktoś mnie uzna za podglądaczkę".

Monika pasjami układa też lego, które kupowała dzieciom, gdy były młodsze. – "Wszystkie statki, zamki i skomplikowane budowle rozłożyłam i układam jeszcze raz. Dzieciaki patrzą się na mnie jak na kosmitkę, gdy siedzę sama na strychu i jak szalona buduję statek piracki. Ale po takich dwóch godzinach jestem jak nowo narodzona. Wyciszona, spokojna, zrelaksowana".

Najbliższa przyjaciółka Moniki z kolei kocha piec ciasta (i nie, nie w Thermomixie). – "Na co dzień jest księgową, mówi, że pieczenie jest jej wentylem, odpoczynkiem od odpowiedzialności. Wcale się nie dziwię".

Inna znajoma Moniki maluje, choć wcale nie ma do tego talentu. Malowanie jednak pozwala jej nabrać do życia dystansu.

Gdy pytam znajomych kobiet, czy mają wyrzuty sumienia, że „marnują czas”, wiele z nich odpowiada mi, że tak. Wszystkie przyznają, że to fajny pomysł na tekst, bo przynajmniej nie czują się jedyne w tym marnotrawieniu życia.

– Za wyrzutami sumienia często stoi zniekształcony świat mediów społecznościowych - tłumaczy Joanna Gutral-Sutherland. – Nie mamy dostępu do porażek, czy trudności innych osób. Swoje kulisy porównujemy z cudzą sceną, skrzętnie zmontowaną i okraszoną pięknym filtrem, co tylko potęguję zniekształcone postrzeganie naszego własnego życia. To może nasilać złudzenie tego, że wszyscy się rozwijają, tylko nie ja. Jednak w przypadku przemęczenia, zbyt dużego obciążenia i braku czasu na regenerację, na ów rozwój zwyczajnie brakuje paliwa. Przede wszystkim warto zastanowić się co mi służy. Nie na zasadzie wyników i nowych umiejętności, a co pozwala mi odpocząć, nabrać sił. W takim równaniu należy brać pod uwagę wszystkie okoliczności życiowe, bowiem różne formy odpoczynku należy dostosowywać do aktualnie posiadanych zasobów i możliwości. Niekiedy może to być wieczór z książką, innym razem spotkanie z przyjaciółmi, czy zbieranie pocztówek. Regenaracja jest kolejnym elementem naszego funkcjonowania. Bo tak jak samochód z pustym bakiem nigdzie nie dojedzie, tak człowiek wyczerpany i pozbawiony sił nie ma szans nie tylko na rozwój, ale i na zdrowe funkcjonowanie" – podsumowuje psycholożka.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama