Diament z prochów babci

„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” - ta fraza wkrótce może się zdezaktualizować, bowiem coraz popularniejsze staje się wytwarzanie diamentów z prochów bliskich zmarłych. Jest już nawet pierwszy polski zakład pogrzebowy, który wzbogacił swoją ofertę o tę nowatorską usługę.
Marta Kosakowska / 22.11.2010 07:42

„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” - ta fraza wkrótce może się zdezaktualizować, bowiem na świecie coraz popularniejsze staje się wytwarzanie diamentów z prochów bliskich zmarłych.

Syntetyczne diamenty wytwarzane z ludzkich prochów nazywane są „diamentami pamięci”. A  pomysłodawcą tego kontrowersyjnego przedsięwzięcia Rusty VandenBiesen, który nie chciał zostać pochowany na cmentarzu ani spocząć w urnie. Szukał pomysłu na długowieczność i wpadł na pomysł przekształcania ludzkich prochów w diamenty. Rusty, nie wiedząc nic o produkcji diamentów, założył w USA, wraz z trzema wspólnikami firmę LifeGem Memorials. Trwająca ponad trzy lata próby na szczątkach zwierzęcych, by w końcu po raz pierwszy udało się stworzyć diament z pukla ludzkich włosów. Tak powstała pomysł na nekrobiżuterię, która w Stanach Zjednoczonych jest już popularna i powoli zaczyna zdobywać sobie sympatyków również w Europie. Tego typu firmy działają już na Ukrainie, w Rosji i Hiszpanii, Francji i we Włoszech.

Sam proces produkcji jest dużo mniej skomplikowany niż mogłoby się wydawać. W warunkach naturalnych ten proces może zajmować nawet kilka milionów lat, w zaciszu laboratorium – od 6 do 8 tygodni. Potas i wapno, które stanowią 85 % ludzkich prochów są najpierw odseparowywane od węgla. Następnie węgiel podgrzewa się do temperatury 1700 stopni Celsjusza, co powoduje powstanie grafitu, który następnie poddaje się obróbce za pomocą ekstremalnych temperatur i ciśnień, w wyniku czego tworzy się diament - najtwardsza z odmian węgla. Powstaje on tylko z części prochów, reszta może spocząć w urnie i zostać pochowana. Gotowy kamień jest wysyłany do Antwerpii, gdzie jest szlifowany i oprawiany – może zostać osadzony w pierścionku lub naszyjniku. Wybór kształtów i kolorów jest ogromny. Diament może być klasycznie biały, różowy, żółty lub niebieski. Można również zamieścić na nim mikroskopijny napis. Każdy „diament pamięci”, jak na prawdziwy diament przystało, posiada certyfikat autentyczności. Koszt tego typu biżuteryjnego pomnika, w zależności od wielkości i szlifu kamienia, to kwota od 4 do 20 tysięcy euro.

W Polsce pierwszą firmą, która zdecydowała się wpisać tę usługę w swój cennik była pewna firma pogrzebowa z Łodzi, która swego czasu podpisała umowę z amerykańską firmą „LifeGem” - światowym liderem w tego typu usługach. Pomysł jednak się nie przyjął. Dlaczego? Zbyt kontowersyjne czy zbyt kosztowne jak na polską rzeczywistość?