Czy wiesz dlaczego Amundsen jako pierwszy zdobył biegun południowy?

Czy wiesz dlaczego Amundsen jako pierwszy zdobył biegun południowy?

Wyścig do bieguna południowego ekspedycji brytyjskiej i norweskiej w 1911 r. przebiegał niezwykle zacięcie. Pomimo przewagi taktycznej Brytyjczyków, pierwszy do bieguna dotarł Norweg Roald Amundsen. Jak to się stało?
/ 12.10.2017 10:55
Czy wiesz dlaczego Amundsen jako pierwszy zdobył biegun południowy?

Rywalem Amundsena w wyścigu na biegun południowy był dowódca brytyjskiej ekspedycji, porucznik Robert Falcon Scott. Obaj podróżnicy wyruszyli prawie jednocześnie, pod koniec 1911 r. Scott miał przewagę, bo w przeciwieństwie do Amundsena znał już teren. Popełnij jednak tragiczny w skutkach błąd.

Nie mając zaufania do psów pociągowych, Scott zaprzągł sanie w islandzkie kucyki oraz wykorzystał niesprawdzone w warunkach polarnych sanie motorowe. W dodatku przed początkiem zimy antarktycznej zbudował tylko jeden magazyn żywności na Lodowcu Rossa.

Amundsen w przeciwieństwie do rywala, zaprzągł sanie w psy (codzienni jeden pies służył za strawę dla ekipy) i zaopatrzył się w norweskie narty biegowe oraz lapońskie anoraki z foczego futra. Zbudował także 3 magazyny żywnościowe w równomiernych odległościach.

Motorowe sanie Brytyjczyków wysiadły na samym początku wyprawy, ponieważ zamarzały ich silniki, a nieprzystosowane do warunków polarnych kucyki padły niedługo potem. Ekipa Scotta musiała zatem ciągnąć cały ekwipunek sama, co spowolniło tempo wyprawy i znacznie nadwyrężyło siły polarników. Dystans między Scottem a Amundsenem był tak duży, że gdy Amundsen schodził w drodze powrotnej z Płaskowyżu Antarktycznego na Lodowiec Rossa, Scott dopiero nań wchodził.

Ostatecznie Amundsen dotarł do bieguna jako pierwszy, 15 grudnia 1911 r. Zatknął norweską flagę i zostawił list do Scotta.

Adresat odczytał go dopiero miesiąc później. Przygnębiona ekipa brytyjska ruszyła w drogę powrotną, lecz nie dotarła do celu. Ekspedycja ratunkowa, która wyruszyła wiosną na poszukiwania, znalazła namiot ze zlodowaciałymi ciałami Scotta i jego towarzyszy w odległości zaledwie 12 km od "One Tone Depot" - magazynu z zapasami żywności i paliw.

Z zapisków Scotta wynikało, że przez ostatnie dni życia już tylko leżeli w namiocie i czekali na śmierć.

Porucznik Lawrance "Titus" Oates, który poważnie zachorował w czasie drogi powrotnej, nie chcąc opóźniać marszu towarzyszy i zmniejszać ich szans na przeżycie, wyszedł w czasie burzy śnieżnej z namiotu wiedząc, iż oznacza to pewną śmierć. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (8)
/10.01.2015 01:26
A co oni wzięli do karmienia kucyków??
/24.07.2011 03:01
straszne:(
/08.04.2011 23:17
ale pech 12 km od bazy...:((((
POKAŻ KOMENTARZE (5)