Szklana pułapka 4.0

Ta seria zawsze była widowiskowym kinem akcji, ale "Szklana pułapka 4.0" bije wszystkie rekordy. Widz w kinie czuje się, jakby grał w grę komputerową. I ma z tego niemałą frajdę.
/ 21.07.2007 20:15
Ta seria zawsze była widowiskowym kinem akcji, ale "Szklana pułapka 4.0" bije wszystkie rekordy. Widz w kinie czuje się, jakby grał w grę komputerową. I ma z tego niemałą frajdę.

Kilkakrotnie podczas seansu przyłapałem się na poszukiwaniu w zasięgu ręki pada. Powód? To, co przez dwie godziny wyprawia na ekranie Bruce Willis aka John McClane, przypomina akcję wielu komputerowych strzelanek: rozpierducha, chwila wytchnienia, rozpierducha, chwila wytchnienia, jeszcze więcej rozpierduchy. Bohater czwartej już odsłony "Szklanej pułapki" spełnia marzenie każdego chłopca (niezależnie od wieku) i demoluje wszystko, co tylko mu się nawinie pod rękę. W szczytnym celu oczywiście.

John McClane - co przyznaje nawet jego przeciwnik, elegancki spec od zabezpieczeń komputerowych, który przeszedł na złą stronę mocy - nigdy nie miał specjalnych problemów z tym, żeby znaleźć się w złym miejscu o złym czasie. Tym razem doświadczony glina potrzebuje mniej więcej dziesięciu minut, by trafić w sam środek piekła. Po kolejnej kłótni z córką (śledzi ją i nagabuje jej chłopaka) dostaje rutynowe zlecenie. Ma dostarczyć hakera komputerowego do Waszyngtonu. Tyle że w przypadku McClane'a nie ma rutynowych zleceń. Chłopak jest celem terrorystów, którzy wcześniej skorzystali z jego wiedzy, a teraz planują sparaliżować całe Stany Zjednoczone przy pomocy komputerów. I bardzo szybko im się to udaje.

Akcja rusza z kopyta już na samym początku i nie zwalnia do samego końca. W sumie nie ma jak - "Szklana pułapka 4.0" JEST akcją. Spektakularnych scen tu tyle, że spokojnie można by nimi obdzielić dziesięć innych filmów. W tym kilka tak widowiskowych, że naprawdę trudno zachować szczękę na właściwym miejscu. Poziom adrenaliny podnosi się szczególnie drastycznie, kiedy McClane strąca śmigłowiec rozpędzonym radiowozem (!) albo gdy ucieka ciężarówką... przed myśliwcem F-35. Specjaliści od efektów specjalnych spisali się na medal i udowodnili, że w Hollywood słowo "niemożliwe" nie ma prawa bytu. Pościgi samochodowe, strzelaniny, wybuchające śmigłowce i samoloty, sceny walk - wymieńcie jakikolwiek element kina akcji, a znajdziecie go w tym filmie. W wersji 4.0, bo producenci najwyraźniej postawili sobie za punkt honoru podniesienie wszystkiego do potęgi.

Szklana pułpka 4.0.html
McClane musi eskortować młodego hakera. Szybko okazuje się, że to zadanie nie będzie należeć do najłatwiejszych.
A co poza akcją? Głównie dobrze znany fanom serii humor. Twardziel McClane nadal potrafi ironizować przy każdej możliwej okazji. Nawet, a może przede wszystkim, gdy półżywy wychodzi z kolejnej opresji.

Nie ma sensu specjalnie analizować fabuły, choć trzeba przyznać, że wizja informatycznego ataku na coraz bardziej uzależnioną od komputerów ludzkość jest mocno niepokojąca i - mimo umownej konwencji kina sensacyjnego - zaskakująco wiarygodna. W takim kontekście inaczej zaczyna się patrzeć na rodzime zacofanie na tym polu.

"Szklana pułapka 4.0" nie zawiedzie fanów serii - znajdą w niej wszystkie znajome tropy w odświeżonej formie. Cała reszta też powinna się nieźle bawić. Jak przy dobrej grze komputerowej.

"Szklana pułapka 4.0"
"Szklana pułapka 4.0", reż. Len Wiseman. USA-Wielka Brytania 2007