Filmowe wcielenia Madonny

Status gwiazdy otwiera niezliczoną liczbę możliwości. I tak znane osoby projektują, gotują, nagrywają płyty, a także występują w filmach, choć nie zawsze grzeszą talentem aktorskim. Cóż, show biznes rządzi się swoimi prawami, a znane nazwisko jest magnesem przyciągającym tłumy. Bardzo rzadko zdarza się jednak, aby dobra wokalistka okazała się też dobrą aktorką.
/ 22.06.2011 07:23

Status gwiazdy otwiera niezliczoną liczbę możliwości. I tak znane osoby projektują, gotują, nagrywają płyty, a także występują w filmach, choć nie zawsze grzeszą talentem aktorskim. Cóż, show biznes rządzi się swoimi prawami, a znane nazwisko jest magnesem przyciągającym tłumy. Bardzo rzadko zdarza się jednak, aby dobra wokalistka okazała się też dobrą aktorką.

Madonna jest niekwestionowaną królową popu. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Niestety, i piszę to z ogromnym bólem serca, jest również jedną z najgorszych aktorek spośród piosenkarek, które postanowiły zawojować Hollywood. Na swoim koncie ma wiele filmowych wpadek i zaledwie kilka wzlotów. Jest sześciokrotną laureatką Złotej Maliny, nagrody, do której nominowano ją aż dziesięciokrotnie, przy czym nie zawsze zasłużenie.

Przeglądając filmografię Madonny nie sposób przeoczyć tytułu, od którego wszystko się zaczęło, czyli "A Certain Sacrifice" - niskobudżetową, tandetną i wulgarną produkcję soft porno, nakręconą w 1979 roku przez Stephena Lewickiego. Madonna gra w tym filmie Brunę, dominę, właścicielkę seksniewolników, która postanawia zemścić się na mężczyźnie, który ją zgwałcił. Z szacunku do Madonny oraz z uwagi na fakt, że zagrała w tym filmie na cztery lata przed tym, jak usłyszał o niej świat, przemilczmy tę produkcję. Skupmy się na tych, które dostała dzięki temu, kim się stała.

Fot. esprit-du-temps.blogspot.com

"Lucky Star", "Borderline", "Everybody", "Holiday". Wszystkie te utwory znalazły się na debiutanckim albumie Madonny z 1983 roku. Wszystkie cztery uczyniły z niej gwiazdę, której pozycję dodatkowo wzmocnił wydany rok później krążek "Like a Virgin" z dobrze znanymi nam przebojami "Like a Virgin", "Material Girl", "Angel", "Dress You Up" i "Love Don't Live Here Anymore". Gwiazda Madonny błyszczała. Każdy chciał nią być, każdy chciał jej słuchać, każdy chciał ją oglądać. I tak Madonna trafiła na plan swojej pierwszej wielkiej produkcji "Rozpaczliwie poszukując Susan" (1985) w reżyserii Susan Seidelman. Warto nadmienić, że na castingu pokonała Melanie Griffith, Kelly McGillis, Ellen Barkin i Jennifer Jason Leigh. Madonna otrzymała drugoplanową rolę, tytułowej Susan, i jak było do przewidzenia przyćmiła wszystkich swoją osobowością. Produkcja o pani domu z przedmieścia zafascynowanej pewnymi ogłoszeniami w gazecie miała utorować drogę na sam szczyt Rosannie Arquette, lecz nie zrobiła tego. Zdaniem Christophera Ciccone, brata Madonny, piosenkarka zdominowała film głównie dlatego, że w każdym ujęciu grała samą siebie, co oczywiście miała opanowane do perfekcji. Oglądając film widać tę naturalność. Madonna jest bardzo przekonująca a sam film ma w sobie dużo wdzięku, jest inteligentny i zabawny, na pewno godny polecenia każdemu złaknionemu cofnięcia się w czasie do szalonych lat 80-tych.

Fot. diosesdeloefimero.blogspot.com

Rok później Madonna pojawiła się w przygodowej produkcji Jima Goddarda "Niespodzianka z Szanghaju". Pomimo tego, że wystąpiła u boku swojego ówczesnego męża, Seana Penna, między postaciami, które odgrywali, nie było żadnej chemii. Podczas kręcenia filmu na planie stale dochodziło do kłótni, ponieważ Madonna i Penn chcieli kontrolować każdy, nawet najmniejszy aspekt filmu. Być może właśnie to sprawiło, że obraz Goddarda w ostatecznym rozrachunku okazuje się być mdły, nudny i nijaki. Nie tylko jeden z dziennikarzy "Time" podzielał zdanie, że
Madonna wydawała się wepchnięta w rolę Glorii Tatlock niczym w kaftan bezpieczeństwa. Również publiczność tak uznała, przyznając początkującej aktorce pierwszą w jej karierze Złotą Malinę.

Fot. filmnoirphotos.blogspot.com, missbimbo.com

W związku z tym, że Madonna postrzegała siebie jako współczesną Judy Holliday, nie zrażona negatywnymi recenzjami "Niespodzianki z Szanghaju", przyjęła rolę w komedii Jamesa Foley'a "Kim jest ta dziewczyna?". Madonna zagrała w nim byłą więźniarkę Nikki Finn. Nie przekonywała ani swoim wyglądem, ani zachowaniem, ani sposobem mówienia. Była sztuczna i tandetna do granic możliwości, tak jak cały film. Obraz bazował na dość nędznym scenariuszu sporządzonym przez Kena Finkelmana i Andrew Smitha. Trudno sobie wyobrazić, która aktorka mogłaby w nim dobrze wypaść. Madonna ma swoje przebłyski w komedii, czego dowodzi film "Ich własna liga" z 1992 roku. Zagrała w nim małą, acz bardzo charakterystyczną rólkę jednej z baseballistek. Za rolę Nikki Finn zebrała oczywiście baty. W jej ręce trafiła kolejna już Złota Malina, lecz polemizowałabym czy w pełni na nią zasłużyła. Powinny ją otrzymać osoby, które namówiły ją do udziału w tym z góry skazanym na porażkę projekcie, o którym trudno zapomnieć z uwagi na świetną ścieżkę dźwiękową, na której znalazły się takie przeboje jak "Who’s that Girl" oraz "Causing a Commotion".

Fot. Filmweb

Dwie Złote Maliny, które otrzymała, zmotywowały ją do tego, aby dalej grać, aby udowodnić wszystkim, że nie jest tak złą aktorką, za jaką uchodzi. Bez skutku. Nominację do Złotej Maliny otrzymywała za każdy kolejny film, niezależnie od tego czy grała główną rolę, czy epizod. I tak uhonorowano ją statuetką za "Sidła miłości" (1993) - erotyczny thriller powstały na fali popularności "Nagiego instynktu", za epizod w świetnych "Czterech pokojach" (1995) Quentina Tarantino, za komedię romantyczną "Układ prawie idealny" (2000) oraz za wyreżyserowany przez jej ówczesnego męża, Guy'a Ritchiego, "Rejs w nieznane" (2002). O ile nie sposób zrozumieć nagrody za "Cztery pokoje" oraz nominacji do Złotej Maliny za całkiem przyjemny epizod w "Śmierć nadejdzie jutro", o tyle pozostałe wyróżnienia są jak najbardziej zasłużone. Tylko czy to oznacza, że Madonna jest złą aktorką?

Piosenkarka miała kilka dobrych ról. Najpierw w "Rozpaczliwie poszukując Susan" (1985), potem w obrazie "Dick Tracy" (1990), za co zresztą nominowano ją do nagrody Saturn. W tym opartym na komiksie filmie Madonna wcieliła się w Breathless Mahoney, femme fatale, która chce uwieść Dicka rozbijając jego związek z wierną mu Tess Trueheart.

Fot. Filmweb

Największym osiągnięciem Madonny jest oczywiście rola Evy Peron w musicalu Alana Parkera, o którą, jak głosi legenda, Madonna prosiła reżysera na kolanach. Przygotowując się do zagrania w tym filmie piosenkarka pobierała regularne lekcje śpiewu. Na planie uważnie słuchała wskazówek reżysera. Parker krótko trzymał ją i jej wybujałe ego, w związku z czym końcowy efekt był oszałamiający. Złośliwi twierdzą, że "Evita" jest najlepszym filmem w dorobku Madonny tylko i wyłącznie z uwagi na to, że prawie cały czas śpiewa zamiast mówić. Uważam jednak, że nie mają racji. Madonna udowodniła, że potrafi zagrać. Potrzebuje tylko dobrego scenariusza i świetnego reżysera, który ją poprowadzi. Nosiła brązowe soczewki, od których dostawała zawrotów głowy. Biegała po schodach hotelowych, by jej waga dorównywała wadze Peron. Włożyła w tę rolę dużo pracy i serca. Nic dziwnego, że nagrodzono ją Złotym Globem. Szkoda, że pominięto w oscarowej rozgrywce.

Madonna jest jedną z najgorszych aktorek spośród piosenkarek. Nie dorównuje ani Barbrze Streisand, ani Cher czy Beyoncé. Nie oznacza to jednak, że nie potrafi grać. Jej problem polega na tym, że dokonuje złych wyborów, że w jej ręce wpadają kiepskie scenariusze i że publiczność generalnie przyzwyczaiła się do jej spektakularnych wpadek. Utarło się, że Madonna równa się zły film. Na 2014 rok zapowiadana jest premiera kolejnego filmu z jej udziałem, ekranizacja "Alchemika" Paulo Coehlo. Madonna wystąpi u boku Jeremy'ego Ironsa i Laurence'a Fischburne'a. Czy podoła zadaniu?